Rozdział 10

Wracaliśmy już w nieco lepszych nastrojach, chociaż mnie ciągle dręczyło poczucie winy, co Dawid od razu zauważył. 
Musiałem się komuś wyżalić. 
- To nie była twoja wina.
- Nie w ogóle. Nie myślałem i podszedłem za blisko- mruknąłem skupiając swój wzrok na fajce. 
- Nie mogłeś tego przewidzieć. Działałeś instynktownie dlatego nikt nie jest na ciebie zły.
- Natan jest zły...- szepnąłem zagryzając wargę. 
Dopiero teraz zaczęło docierać do mnie jak wiele przeze mnie ryzykowaliśmy. 
- Minie mu szybko.
- No może, ale mi głupio. Bo to nie tak, że ja nie miałem innego wyjścia... Mogłem pobiec dalej albo w ogóle się nie zbliżać. 
- Ale nie przewidziałeś tego. Naprawdę to nie twoja wina- spojrzał na mnie i uśmiechnął się słodko. 
Na moich ustach od razu pojawił się nikły uśmiech. 
Całkiem inny człowiek z niego z tym uśmiechem. 
- Mi głupio nawet spojrzeć Alexowi w oczy- szepnąłem. 
Zostałem zdzielony po głowie dłonią
- Nic się złego nie stało prawda? Już jest dobrze- uśmiech z jego twarzy nie schodził, co trochę podnosiło mnie na duchu. Mimo to, to cholerne poczucie winy zostało. 
- Właśnie, że się stało... Alexa prawie zamknęli, Filip poszedł go wykupić, a gdyby nie Natan to pewnie nadal tłuklibyśmy się z psiarnią!- krzyknąłem w końcu, a w moich oczach pojawiły się łzy. 
- Ejejejej nie płacz!- poczułem jak chłopak zagarnia mnie do siebie i tuli głaszcząc po włosach. Tak po prostu. Na środku ulicy. Dawno nikt tak mnie nie traktował. Poczułem ciepło bijące od jego ciała i od razu się uspokoiłem.- Cicho... Nie płacz o coś, co się nie stało. Bo widzisz. Natan spalił kilku policjantów, co daje nam przewagę prawda? Jest tu coś dobrego- mówił do mnie uspokajającym głosem. 
Opanowałem się. Z resztą nie mogę się tak rozklejać... Nie przy innych.
Uśmiechnąłem się i szybko przetarłem oczy odsuwając się od niego kawałek.- Dzięki.- spojrzałem na niego zadzierając głowę lekko do góry- Kurna. Czemu ty taki wysoki musisz być?
Jasne... mój niski wzrost zawsze był punktem zaczepienia, by zmienić temat.
- Jestem duży, ale mam młodą twarz, dziwne co?- zaśmiał się.- I jestem dość nieśmiały i wrażliwy. Ale wyższy od ciebie, więc nie płacz maluchu- poczochrał mi włosy robiąc w nich jeszcze większy nieład. 
- Nie płaczę- zrobiłem kolejny krok w tył poprawiają w miarę czuprynę, by jeszcze jakoś wyglądała. Nadąłem przy tym policzki- Ale włosów mogłeś nie tykać- stanąłem na palcach znowu się przysuwając i rozczochrałem mu jego kruczoczarne włosy. 
- Osz ty... Skoro dostałeś się do moich włosów to może taki mały nie jesteś.- uśmiechnął się do mnie szeroko pokazując komplet śnieżnobiałych ząbków. Zaczął układać włosy, tak jak zawsze. Zastanawiało mnie jak on widzi przez ten gąszcz na oczach. 
- Ta... stanąłem na palcach i wyciągnąłem wysoko rękę- prychnąłem. Złapałem jego dłoń, którą poprawiał włosy i zaczesałem mu je do tyłu. Mięciutkie.- Wyglądasz jak emos z tą grzywka na mordzie...
Nie dał mi się przyjrzeć jego oczom, bo od razu je zmrużył. 
Coś z nimi nie tak? Nie zauważyłem do tej pory żadnej blizny czy czegokolwiek. Ale widziałem ich kolor.
Wątpię, by nosił soczewki. Dość nietypowy kolor, ale do niego jak najbardziej mi pasował. 
- Nie lubię pokazywać swoich oczu. Są szare... Takie... smutne- zaśmiał się nerwowo. 
- Przesadzasz. Może brakuje im szczęścia?- odezwałem się z typową dziecięcą niewinnością i uważniej przyjrzałem się jego oczom. 
- Od siedmiu lat jestem z Łasicą. Nic dobrego mnie w tym czasie nie spotkało- jego włosy z powrotem wylądowały na oczach. 
- To się nim nie przejmuj.... Wszystkich wkurza tym, co robi, ale taki typ i tyle... Skup się na tych, którym bardziej na tobie zależy- uśmiechnąłem się szeroko niepewny swoich słów względem ich relacji. Nie wiedziałem jak dużo ich łączy. 
- Wiesz nie warto żyć tak, jak ja. Nie umiem dostrzec uczuć innych, żyję sam dla siebie. 
- A próbowałeś kiedyś?- zerkałem na niego co chwilę. 
- Hm... Jeżeli już to podświadomie. Nie spieszy mi się do takich... komplikacji- mówił spokojnie patrząc w chodnik. 
- To nie jest trudne, o ile pozna się kogoś, kto jest godny twojej uwagi- starałem się jakoś w miarę logicznie mu to wytłumaczyć. Mało wiedziałem o 'prawdziwej' miłości. Kilku byłych, setki przypadkowych i jeszcze więcej klientów. Nijak to się ma do uczuć. 
- Godny uwagi...- jego wzrok powędrował w ciemniejące już niebo- Osoba wyjątkowa dla mnie? 
- Mhm- potrząsnąłem energicznie głową
- Jak już się pewnie domyśliłeś kocham Filipa...-Dawid coś jeszcze mówił, ale mój mózg skupił się tylko na tej jednej informacji... Chwilę musiałem to trawić. W końcu z rozmyślań wyrwał mnie głos Dawida.- To chyba źle, bo nikogo sobie nie znajdę. 
- Czemu? Nie wiesz przecież co będzie... A Filip? Hm...- zagryzłem wargę zastanawiając się co mam powiedzieć- To może inaczej. Warto zauważać uczucia kogoś, kto również docenia twoje... I ogólnie. Całego ciebie- wybrnąłem drapiąc się po karku ze zdenerwowania. 
- Mam dość pesymistyczne myślenie. Jak widać, ale to nic- zaśmiał się. Tylko, że ten śmiech nie był taki, jak poprzednie. Ten wręcz ociekał ironią i przygnębieniem.- Być może lepiej, bym nie kochał, ani nie był kochany. 
- Nie no. Nie warto poddawać się przez jednego typa z rozdwojeniem jaźni. Kochać kogoś to dobre uczucie, a być kochanym jeszcze lepsze... Jeżeli znajdzie się odpowiednią osobę  to nawet kochanie bez wzajemności nie jest złe. Rozumiesz?
- Ja już nigdy nie chcę kochać- w jego  przyciszonym głosie usłyszałem rozpacz... Niedobrze. Musiałem szybko zmienić ten temat. Nie chciałem, by dłużej się męczył.- On traktował mnie jak dziwkę, gdy był napalony. Próbował spalić mnie żywcem... Odkąd wyszedł z paki nawet mnie nie dotknął. Z mojej perspektywy miłość to nic dobrego, więc nie chcę kochać- jego głos coraz bardziej się załamywał. 
Zrobiło mi się go szkoda, a jednocześnie miałem ochotę lecieć i usztywnić Filipa za to wszystko... Jak można tak traktować innych. 
Kurwa! 
Zacisnąłem pięści, aż paznokcie nie wbiły mi się w skórę. Dopiero po chwili poczułem ból, który sprawił, że z moich oczu poleciało kilka łez. 
- Ej no nie płacz- zatrzymał mnie i palcem otarł moje łzy uśmiechając się przy tym nikle. No tak. Z jego perspektywy musiało to wyglądać nieco inaczej. 
Udało mi się przyjrzeć jego oczom, gdy zawiał wiatr.
- Ja nie płaczę, więc ty też nie powinieneś- starał się nie pocieszyć. 
- Nie płaczę... To tak jakoś... za mocno zacisnąłem pięści i o...- pokazałem swoje dłonie, na których odznaczały się lekko krwawiące ślady po paznokciach uśmiechając się nieporadnie.- Masz fajne oczy. 
- Nie wiem... Nie widzę w nich fajnego- od razu poprawił włosy, by zasłonić oczy. 
 - Ale ja widzę- wyszczerzyłem się. 
- Masz dziwny gust- mruknął uśmiechając się nieznacznie. 
- Tak samo jak ty- uśmiech nie schodził z moich ust. 
- Cóż. Tak to jest być 'tresowanym'- chłopak odpowiedział mi tym samym. 
- Dureń z ciebie- pstryknąłem go w nos, by odwrócić jego uwagę od takich myśli. 
- Ej nie podskakuj mały....- warknął rozcierając swój nos. Drugą ręką złapał w dwa palce mój uniemożliwiając mi normalną mowę. 
- A co?- mówiłem dość zabawnie. Oboje nas bawiła ta cała sytuacja. Stanąłem na palcach.- Ha! Jestem równy!- cieszyłem się jak dureń. 
- Oj jeszcze ci troszkę brakuje- powiedział pieszczotliwie zostawiając mój nos w spokoju. 
- Eh... a gdyby tak...- podszedłem bliżej i stanąłem na czubkach jego butów i jeszcze na swoich palcach. Uśmiechnąłem się do Dawida szeroko będąc dokładnie na jego wysokości. 
- Nooo. Można tak powiedzieć- odsunął się nieco- Tylko nie spadnij. 
- To mnie trzymaj- wzruszyłem ramionami. 
Dawid objął mnie ręką w pasie przyciągając nieco do siebie. Stykaliśmy się nosami... Co bardzo mi się podobało. Przechodnie patrzyli na nas krzywo, lub komentowali coś pod nosami, ale żaden z nas nie zwracał na to uwagi. 
To Polska... Tutaj to norma. 
Przyglądałem mu się dłuższą chwilę stojąc tak na jego stopach.
- Co? 
- Ładny jesteś- powiedziałem z pełną powagą chwilę po tym wybuchając śmiechem. Zszedłem z niego i ruszyłem w dalsza drogę. Już niedaleko.
- Wiem- Dawid zaśmiał się razem ze mną.- Ty też. 
- Pedał.- pokazałem mu język i pociągnąłem nieco żywszym krokiem.
- Sam żeś pedał- śmiał się nadążając za mną. 
- Wiem... Ej podobam ci się?- spojrzałem na niego z zaczepnych uśmiechem mrużąc lekko oczy. 
- Trochę- usłyszałem nieśmiałą odpowiedź. 
- Hehe. Fajnie. Mówiłem, że masz dziwny gust.- zaśmiałem się zatrzymując się przed moją klatką schodową. 
Moje zmęczenie gdzieś ustąpiło. 
Nie myślałem o niczym poza Dawidem i tym, że pierwszy raz od dłuższego czasu mogę sobie odpuścić martwienie się o jedzenie i pieniądze. 
Miałem tego już dość. 
Wpuściłem Dawida do mojego mieszkania.
- Coś ci się w ogóle stało?- ogarnąłem go wzrokiem zdejmując buty. Miał kilka zadrapań i mniejszych ran, ale nic poważnego. 
- Nie. A jak z twoją nogą?- skinął na udo.
- Już tak nie boli. Przywykłem.- podrapałem się po karku ze szczeniackim uśmiechem.- Too... coś do picia i woda utleniona tak?- skierowałem się do kuchni, a Dawid od razu podreptał za mną. 
- Poproszę.- skinął głową. Kątem oka widziałem, że rozgląda się po moim mieszkaniu. 
- Piwo może być?- wyciągnąłem z lodówki dwie puszki, a z koszyka obok wyjąłem wodę utlenioną i waciki.
- Czytasz mi w myślach- uśmiechnął się siadając na starym, podrapanym taborecie.
Postawiłem wszystko przed nim i sam otworzyłem sobie piwo upijając kilka łyków. 
- Matko jaki ja zmęczony jestem.- ziewnąłem zakrywając usta ręką i przeciągnąłem się czując jak chyba wszystkie kości mi przeskakują. 
- To co? Do spania synek- Dawid wyrwał się ze swojego zamyślenia i zaśmiał patrząc na mnie.
Prychnąłem i uśmiechnąłem się wrednie- Muszę mamooo?- jęknąłem jak małe dziecko. 
- Musisz synku. Jutro zbióreczka na rozpierdalaniu miasta- śmiał się. 
- A utulisz do snu?- wydąłem lekko wargę patrząc na niego niewinnie. 
- Mooze. Nic nie obiecuję- uniósł jedną brew przyglądając mi się z zaciekawieniem. 
- Biorę to za tak- zaśmiałem się i uciekłem do łazienki nie słuchając jego marudzenia.

W środku w końcu mogłem spokojnie odetchnąć. Rozebrałem się, wywaliłem opatrunek i wszedłem pod prysznic. 
Obmyłem się dokładnie nie spiesząc za bardzo. Gdy przyjrzałem się ranie uznałem, że nie muszę zakładać kolejnego opatrunku. Przynajmniej na noc. 
Po oporządzeniu się wyszedłem w samych bokserkach. 
Dawid od razu spojrzał na mnie ogarniając wzrokiem od góry do dołu. Nie czułem skrępowania. Nie raz pokazywałem się w gorszych sytuacjach obcym facetom... Przywykłem.
- Golas- skwitował. 
- Problem?- wystawiłem mu język.- W końcu idę spać nie?
- Tak tak... To leć już do łóżka- wstał z krzesła przeciągając się. 
- To co? Układasz mnie do łóżka mamo?- spojrzałem nie niego niewinnymi oczętami, a z ust zrobiłem podkówkę. 
- Obiecałem coś chyba nie?- zaśmiał się, nie wiem czy z mojej nieudanej miny, czy z tej całej sytuacji. 
- Okej.- złapałem go za rękę i rozbawiony pociągnąłem do sypialni. Usiadłem na łóżku po turecku. 
Wolałem mu nie przypominać, że tak na prawdę, to niczego mi nie obiecywał. 
Dawid usiadł na krawędzi łóżka wyraźnie skrępowany i spojrzał na mnie. 
- Chyba wystarczy, że po prostu tu będę? 
- A buziak na dobranoc?- przystawiłem palec do policzka. 
-I może jeszcze bajeczkę opowiedzieć, by dzidzia zasnęła szybciutko?- zrobił smutną minkę naśladując mnie. 
Zaśmiałem się- Ano możesz. 
- Dobra cicho już- dostałem całusa w policzek.
Zadowolony położyłem się pod kołdrą zakrywając do pasa. Leżałem na boku obserwując go spod przymkniętych oczu. 
Potrzebowałem tego... Takiej opieki. Chociaż na jedną noc. 
Musiałem go jeszcze tylko wciągnąć do tego łóżka. 
- Dobranoc- usłyszałem. Jego łagodny głos działał na mnie strasznie kojąco.- Tak w sumie... muszę stąd wyjść.. Masz jakieś zapasowe klucze, bo cię nie zamknę, jak zaśniesz. 
- Mhm.- po omacku znalazłem szufladę z szafki nocnej i rzuciłem mu klucze.- Dobranoc- szepnąłem jeszcze. 
Ziewnął mrucząc coś pod nosem.
- Jak chcesz, to łóżko mam duże, no i kanapa też jest- podparłem się na ramieniu otwierając oczy. 
- Nie chcę ci głowy zawracać- mruknął ledwo słyszalnie. 
No tak...
On też musiał być nieźle zmęczony całym tym dniem. Co prawda kiedy się myłem obmył nieco twarz i nie był tak zmasakrowany jak ja, ale teraz przestał udawać i widać, że też ma dość. 
- Oj zaraz zawracać- usiadłem po turecku patrząc na przysypiającego Dawida.- Jesteś zmęczony a moje wyro jest bliżej niż twoje- uśmiechnąłem się pociesznie. 
Chłopak chwilę się zastanawiał, aż w końcu wzruszył ramionami. 
- No niby tak. W sumie... To zostanę, jeśli ci nie przeszkadzam. 
Uśmiechnąłem się szeroko. Takiej odpowiedzi się spodziewałem.- Dobra, ale kąpiel musisz wziąć. 
- Rozumiem, że to warunek wstępu do twojego łóżka?- zaśmiał się na chwilę odzyskując dzisiejszą energię.- Ale ręcznik poproszę. 
- Mhm- wstałem i polazłem do łazienki. Przygotowałem mu wszystko i wyszedłem. Chłopak już czekał w wejściu. Gdy tylko opuściłem pomieszczenie zamknął się tam. 
- Czekam w łóżku skarbie- powiedziałem pieszczotliwie i zaśmiałem się głośno. 
- Już lecę kotku- dostałem szybką odpowiedź. 
Przez tan czas, który on był w łazience jak przygotowałem dla niego drugą kołdrę i poduszkę na drugiej połowie łóżka. Usiadłem na swojej połowie mrużąc lekko oczy, gdy już skończyłem. 
Dawid przyszedł chwilę potem też w samych bokserkach i z pewną białą... ozdobą na nadgarstku. Nic nie powiedziałem... na razie. A co do jego budowy, to zacząłem się zastanawiać, jakim cudem on mnie podniósł podczas tej ucieczki. Jakieś mięśnie niby ma, ale poza tym to takie słodkie chucherko wychudzone. 
Uśmiechnąłem się szeroko- Co tak długo? Nudziło mi się- ostatnie zdanie zabrzmiało w moich ustach dość dwuznacznie, zwłaszcza, że mruczałem przy tym prowokacyjnie. Zaśmiałem się pod nosem, a Dawid mi zawtórował. 
- Spać mogłeś.- położył się pod świeżą pościelą.- Ciepło tu masz. 
- Kaloryfer włączony- westchnąłem cicho. Dobrze wiedziałem, co zrobił. I domyślałem się nawet powodu, ale i tak nie miałem zamiaru odpuszczać. Skinąłem głową na kołdrę, w której się schował- Pokaż ręce. 
Chłopak niechętnie wykonał moje polecenie patrząc gdzieś w bok. 
- Po co to?- wziąłem w dłonie jego zabandażowany nadgarstek znowu grając małego, ciekawskiego chłopca. 
- Zraniłem się podczas jednego z wybuchów- odpowiedział pewnie patrząc mi w oczy uważnie. 
- Pokarzesz? Bandaż wdaję się brudny- zacząłem rozwijać sprawnie opatrunek. 
O dziwo Dawid nic nie zrobił, tylko obserwował moje poczynania w milczeniu. 
Wyrzuciłem bandaż. 
Jego nadgarstek był strasznie zmasakrowany przez stare blizny i nowe rany, które na siebie nachodziły. Pierwszą myślą było przyjebanie mu za głupotę, ale to nie pomoże. 
- Dziwnie się skaleczyłeś podczas tego wybuchu- spojrzałem na niego z miną zmartwionego dzieciaka. 
Chłopak cofnął rękę i sięgnął po bandaż z podłogi. 
- Wiem, jestem żałosny- mruknął ponuro jakby czekał na wyrok. 
- Nie. I zostaw. Dam ci nowy- zabrałem od niego od razu bandaż. Nie nadawał się nawet na szmatę.- Czemu i kiedy?- zapytałem spokojnie. Odsunąłem mu włosy z oczu, by lepiej go widzieć. Nie chciałem by teraz kłamał. 
- Odkąd Filip zaczął mnie traktować jak zużytą szmatę- wycedził przez zęby obserwując mnie pustym wzrokiem.
Wziąłem głęboki oddech, by znowu nie wybuchnąć. 
Czyli dobrze myślałem. 
Przejechałem palcem po najdłuższej ranie. 
To nie była pora ani na prawienie mu morałów, ani opowiadanie o sobie. 
- Nie będę ci truł, jak bardzo to jest złe i głupie, bo pewnie sam wiesz. Mam tylko jedną prośbę...
Spojrzałem mu w oczy pewny siebie. Widziałem, że jest zdenerwowany. 
- Tak?- wymamrotał, 
- Następnym razem jak będziesz chciał to zrobić wbijasz do mnie, albo dzwonisz, żeby przyszedł obojętnie o jakiej godzinie. Lepiej żebyś wyżył się na mnie, pogadał, wypłakał, wysadził mi kuchnię, lub zrobił cokolwiek, co ci ulży zgoda?- uśmiechnąłem się czuło przechylając lekko głowę w bok.
Przez czas oczy Dawida uważnie mnie obserwowały. W końcu chłopak położył głowę na ramieniu. 
- Dobrze... Będę tak robił- wydukał słabo. 
Uśmiechnąłem się.
- Rano dam ci bandaże. Teraz chodź już spać emosie.- zachichotałem pod nosem. 
- Daję ci się poznać ze złej strony- położył się po swojej stronie uśmiechając delikatnie. 
- Będzie lepiej... zobaczysz.
Musi być lepiej nie?
Położyłem się obok niego i nie przejmując niczym przytuliłem go zakrywając nas kołdrą. Schowałem głowę pod jego szczęką. Chłopak objął mnie ramieniem dociągając jeszcze do siebie. Pogładził tylko moje włosy, a chwilę potem słyszałem jego głęboki i równomierny oddech. Niedługo potem też zasnąłem. 

Rozdział 9

- Dobra. Zaraz będziemy- usłyszałem po drugiej stronie telefonu i rozłączyłem się.

-Kurwa Natan!- syknąłem i odsunąłem instynktownie nogę spod jego dotyku.
- Nie narzekaj panienko- warknął szarpiąc ją z powrotem do siebie. Udało mu się zatamować krwawienie i założyć nowy opatrunek, który wziąłem ze sobą. Gdy skończył ubrałem zakrwawione spodnie i przeszedłem się kilka razy po bazie.
Dam radę.
Widziałem zdenerwowanie Natana. Co chwilę sprawdzał swoją komórkę chodząc od ściany do ściany.
Wolałem nie wchodzić mu teraz w drogę i zająłem się sobą. Też byłem zdenerwowany, ale wiedziałem, że nie możemy nic zrobić.
Musieliśmy czekać na chłopaków.
Złapałem za fajki i odpaliłem jedną. Bez słowa rzuciłem Natanowi paczkę.
Zapalił od razu.

Dawid i Filip przyszli kilka minut potem.
- No co się stało?- zapytał Dawid stając przede mną.
- Alex i Natan wysadzili szpital. Teraz młodego trzyma psiarnia.- odpowiedziałem szybko.
- I co?! To twoja wina szmato! Na chuj żeś tam szedł co?!- Natan doskoczył do mnie i przygwoździł do ściany.
Zmarszczyłem brwi instynktownie przystawiając mu nóż do gardła.
- Opanuj się do kurwy. Wiem. Dlatego chce mu pomóc- wysyczałem zaciskając zęby i palce na rękojeści noża.- Puszczaj-szarpnąłem się.
Chłopak grzecznie mnie odstawił i zmierzył wkurzonym wzrokiem.
Widziałem jak chce się zamachnąć.
Jeszcze chwilę a zostawi po sobie pamiątkę na moim policzku.
I jak ja się pokażę w barze?
Nie miałem teraz czasu by o tym myśleć.
Otworzyłem oczy.
Natan szarpał się z Dawidem kawałek dalej. Filip podszedł i przywalił niebieskowłosemu w brzuch, tak, że ten się zgiął i upadł na czworaka kaszląc.
Otrzepałem się i schowałem nóż do rękawa.
- Trudno. Jednego mniej. Szukamy nowego na jego miejsce- doszedł mnie głos Filipa.
- No ciebie coś pojebało! A jak wyciągną z niego informacje o gangu? O tobie?!- wrzasnąłem starając się jakoś na niego zadziałać.
- Nie wyciągną- odpowiedział ze spokojem.
Warknąłem pod nosem.
Przez ten czas Natan się pozbierał i spojrzał na Filipa z mordem w oczach.
- Łasica jesteś kurwa już martwy!- razem z Dawidem złapaliśmy go pod pachy i wykręciliśmy ręce, by nie rzucił się na szefa.
- Jak ty nie chcesz to nie! Pierdol się Łasic- wydarłem się.
- Skoro Łasica go nie chce ratować to zróbmy to na własną rękę.- Dawid spojrzał na mnie ze spokojem.
Kurwa jak on może być spokojny w takim momencie?
Irytuje mnie to.
- Spróbujcie tylko- na czole Filipa pojawiły się kolejne zmarszczki.
Natan trochę się uspokoił i mogliśmy go puścić.
- A żebyś kurwa wiedział, że spróbujemy!- warknął Dawid.
Filip chwilę patrzył za okno.
- No dobra. Pomogę-odetchnął z niechęcią.
Rozejrzałem się po bazie bo nagle strasznie spokojnie się zrobiło.
- Ej. Kurwa gdzie Natan?- spojrzałem na Dawida.
W odpowiedzi posłał mi znaczące spojrzenie.
Pobiegliśmy pod główny komisariat policji omijając zatłoczone ulice. Po drodze Łasic zniknął gdzieś z bocznej alejce.
Uciekł tchórz.
Gdy dotarliśmy na miejsce Natan już tam był. Odetchnąłem z ulgą, że nie zrobił żadnej głupoty.Wszyscy siedzieliśmy za małym zbiorowiskiem krzaków, by nie wyłapały nas kamery.
- Dobra... Ma ktoś jakiś plan?- Zapytał emos przyglądając się budynkowi.
- Nooo... Policjantów jest teraz pewnie mniej przez zamieszanie na mieście i wzmożone patrole.-zacząłem.

Nagle zza drzwi wyszedł zdołowany Alex.
Wszyscy otworzyliśmy oczy szerzej a Natan z kapturem na głowie dobiegł do niego tuląc mocno. Widziałem łzy w oczach młodego.
Czemu?
Natan szybko go do nas przyniósł.
- Filip..- usłyszeliśmy jego łamiący się głos. Natan odsunął go trochę.
- Filip?
- Gdzie on jest?
- Widziałeś go?
Wszyscy przyjrzeliśmy się mu dokładnie.
- Z-zamknęli go. Za mnie- wyszlochał i schował swoją drobną główkę w ramieniu Natana, który zajął się uspokajaniem go.
Odetchnąłem ciężko. W myślach zacząłem układać mniej więcej rozkład budynku.
- Ej dobra. Odbijamy go. Rozjebiemy to miejsce kurwa tak aby bomby wybuchały w tyłkach policjantów- Dawid wstał nie odrywając wzroku od posterunku pustym wzrokiem.
- Dobra czekajcie- niebieskowłosy wyjął kartkę i długopis bazgrząc coś.
- Najpierw to by trzeba było Filipa wyciągnąć- wspomniałem.
- Niekoniecznie. Wysadzimy wejście, dostajemy się do środka uzbrojeni. Alex będzie prowadził. Będę go osłaniał a ty z Natanem robicie na tyłach.
Spojrzałem na niebieskowłosego. Ustalał coś z Alexem co chwilę bazgrząc po kartce.
- Może ustalmy jedną wersję działania co?!-wrzasnąłem wskazując na nich.- A jeżeli będą go przenosić, gdy my akurat wysadzimy tą część? Cholera gdzie wy macie mózgi?- warknąłem. Wzrok wszystkich był zwrócony na mnie.
Za dużo się ostatnio działo.
W końcu musiałem wybuchnąć.
- A masz może inny plan geniuszu?- Dawid pchnął mnie do tyłu. Skrzywiłem się przenosząc cały ciężar na zranioną nogę. Szybko się opanowałem. Prychnąłem odwracając głowę w bok.- Własnie! Więc po co drzesz mordę krasnalu? Opanuj się i pomóż.- warknął
Widziałem jak bardzo zależy mu, by wydostać Łasice.
Już nie miałem wątpliwości.
Są razem i to od dłuższego czasu.
Szkoda...

- Natan!- usłyszałem krzyk Alexa. Ocknąłem się i zauważyłem jak Smerf biegnie na tyły komisariatu, a Dawid przytrzymuje krzyczącego Alexa.
- Ej!- wyrwałem się za nim. Zatrzymałem się dopiero przed wyważonymi drzwiami. Instynktownie przywarłem do ściany obok odbezpieczając broń.
Miałem dość. Byłem wykończony psychicznie i fizycznie tym wszystkim. Nie pokażę się dzisiaj w tym klubie cały zmasakrowany i ledwo żyjący... Na Pragę też nie pójdę. Jeszcze to całe zamieszanie...
Przeze mnie.
Gdybym nie poszedł za tą dwójką do sejmu nie byłoby tego zamieszania. To mnie musieli ciągnąć za sobą. To ja wszystko spowalniałem.
Szlag!
Zacisnąłem pięść na pistolecie zamykając oczy. Musiałem odetchnąć. To nie był czas na obwinianie się. Wziąłem kilka głębokich wdechów i opanowałem nerwy.
Przed moimi oczami mignęły dwie postaci a do uszu dobiegł krzyk.
- Spierdalać wszyscy! Komisariat zaraz wyleci!!
Bez zastanowienia rzuciłem się w ucieczkę rozpoznając głos Natana i fioletowe włosy Łasicy. Nie myślałem teraz o innych. Jedyne o czym myślałem, to uciekać jak najdalej.
Chociaż nie. Ja nawet o tym nie myślałem. Po prostu biegłem. Biegłem tak długo, aż siła wybuchu nie przewróciła mnie na zimny asfalt. Poderwałem się jak najszybciej mogłem, ale zanim chociażby kucnąłem poczułem jak ktoś podrywa mnie z ziemi.
- Szybko! Psiarnia zaraz się zleci Szymon!- Dawid ciągnął mnie za sobą.
Szybko udało mi się dorównać mu kroku, chociaż czułem, że nie na długo.
On miał czas, by się o mnie zatroszczyć, by mi pomóc.
Ja nawet nie odwróciłem głowy, by upewnić się, że on i Alex biegną za nami. Nawet nie dałem im żadnego znaku.
Biegłem zdając się na Dawida. Nie zwracałem uwagi gdzie mnie ciągnie i jak daleko już jesteśmy.
Zachowałem się jak skończony egoista...
W dodatku moje imię w jego ustach.... Brzmiało jakoś inaczej. Nie wiem czemu, ale spodobało mi się.
Może inaczej. Wiem czemu. Ale nie chciałem dopuścić tej myśli do siebie.
Cholera! Muszę przestać o tym myśleć. Będzie setka innych.
Otrząsnąłem się i rozejrzałem w miarę trzeźwo po okolicy. Nagle wszystko uderzyło we mnie ze zdwojoną siłą.
Krzyki Dawida, ból w nodze i fakt, że jesteśmy niedaleko mojego mieszkania.
W tle radiowozy policyjne.
- Tędy!- wrzasnąłem i szarpnąłem chłopaka za ramię w ciasną, zacienioną alejkę. Potknąłem się i wylądowałem na ścianie, a ciężar jego ciała przygniótł mnie dodatkowo do niej. Usłyszałem trzask. Nie wiem, czy to jego, czy moje kości. Nie dbałem o to teraz. Gdy tylko się odsunął pociągnąłem go dalej już trochę wolniejszym tempem. Udało nam się spokojnie dobiec do mojej ulicy. Zatrzymałem się za jakimś budynkiem i oparłem o niego oddychając głęboko. Dłonie podparłem na w pół zgiętych kolanach.
Dawid kucnął od razu przede mną chowając głowę między kolanami.
Oboje musieliśmy złapać tchu.
- Spoko..jnie... Mieszkam nieda...leko- wysapałem ledwo. W odpowiedzi dostałem jakieś ciche mruknięciem.
- Filip... Filip- wyszeptał.- Widziałeś go?!- krzyknął patrząc na mnie oczami mordercy.
Odpowiedziałem mu beznamiętnym, ostrym spojrzeniem.
- Uciekł z Natanem. Nic mu nie jest. Biegli pierwsi... daleko przed nami.
Chłopak już nie zawracając sobie mną głowy sięgnął po telefon.
- Idioto jego telefon skonfiskowano- uprzedziłem go od razu.
- Dzwonie do Natana- prychnął urażony.
Przez ten czas, gdy on rozmawiał ja starałem się uspokoić. W pierwszej kolejności telefon. Jest. Potem noże i pistolet. Też są. Rana na nodze na szczęście już nie krwawiła ale bolała niemiłosiernie. Ciekaw byłem kiedy przestanie. Jeżeli miałem pracować w tym klubie musiałem być w dobrej kondycji.
Dawid schował telefon do kieszeni.
- I co?- spojrzałem na niego od razu.
- Są w jednej z kryjówek Filipa. Wszyscy....- spojrzał w niebo.- Muszę tam iść.
- Po co? Są bezpieczni tak? Jeżeli teraz pokazałbyś się na mieście mogą cię zagarnąć... To są duzi chłopcy. Poradzą sobie- uśmiechnąłem się szeroko i wyciągnąłem w jego stronę paczkę fajek.
- Nie palę.- Dawid przyjrzał mi się chwilę.- Twoja noga...- szepnął z wyraźnym szokiem w oczach.
- Nie... To zaschnięta krew. Teraz tylko boli.- zapaliłem. Potrzebowałem tego jak nigdy.- To jak? Idziesz do mnie?- uśmiechnąłem się i skinąłem w stronę, gdzie było moje mieszkanie.
Chłopak chwilę zastanawiał się nad propozycją. W końcu wzruszył ramionami i ruszył we wskazanym kierunku.
Zadowolony poszedłem za nim.
Może ten dzień nie będzie taki beznadziejny...

Rozdział 8

Rozbudzałem się powoli, a już czułem jak moje mięśnie wołają o pomoc i odmawiają mi wstania. Chciałem chociaż podnieść się do siadu, ale poczułem pod dłonią coś mokrego. Zdziwiony usiadłem i odkryłem kołdrę. Przez noc bandaż zdążył przesiąknąć krwią i ubrudzić prześcieradło. Teraz podpierałem dłoń na zimnej plamie krwi wielkości mojej głowy. Wygiąłem usta w grymasie zniesmaczony i spojrzałem na opatrunek.
Bywało gorzej.
Podparłem się o ścianę i wstałem już zniechęcony dzisiejszym dniem. Każdy krok sprawiał, że przez moją prawą nogę przechodziła fala bólu, jakby ktoś wbijał w nią tysiące małych igiełek jedna za drugą. To wszystko kumulowało się na ranie postrzałowej.
W łazience wziąłem sobie ciepłą kąpiel na rozluźnienie mięśni i zmieniłem opatrunek. Poszedłem się ubrać już w lepszym nastroju...
I kolejny problem, bo nie byłem w stanie ubrać żadnych innych spodni poza dresami. Narzuciłem na siebie jeszcze luźną bluzkę w drodze do kuchni myśląc tylko o dużej jajecznicy i kawie.
Nastawiłem czajnik i przygotowałem wszystko, co mi było potrzebne. Otworzyłem lodówkę z zamiarem wyciągnięcia jajek, ale to w końcu moje życie i akurat dzisiaj musiało ich zabraknąć.
Spojrzałem na zegarek.
7:14...
Zakląłem cicho i spojrzałem za okno kuchenne, które swoją drogą już dawno powinienem był umyć wzdychając cierpienniczo.
Mam dość.
Wróciłem do sypialni, wymieniłem pościel na świeżą i z powrotem położyłem się spać.

Drugą pobudkę miałem dopiero po 12:00.
Tym razem odpuściłem sobie śniadanie. Kawa i Marlboro mi starczyły.
Schowałem pistolet za spodnie i nóż do torby po czym wyszedłem coś zarobić.
Przydałoby się zrobić jakieś zakupy.

Byłem dzisiaj trochę spowolniony, a na mieście znowu dostałem silnego bólu w nodze. Zebrałem jakieś krocie, ale na zakupy starczyło.

Rzuciłem reklamówki na blat kuchenny i spojrzałem na zegarek.
14:00
Do zbiórki miałem jeszcze trochę czasu, więc postanowiłem zrobić sobie krótki spacer w poszukiwaniu ofert zatrudnienia. Zebrałem wszystko, co uznałem za potrzebne i wyszedłem. 

Rozglądałem się po witrynach sklepowych machając przy tym głową jakbym był poważnie chory umysłowo, a za każdym razem gdy wchodziłem zapytać się o prace odprawiali mnie z kwitkiem. Tłumaczyli, że nie potrzebny im na to stanowisko wytatuowany chłopczyk. Mocno wkurwiony kierowałem się już w stronę kamieniołomów, by chodź raz się nie spóźnić, aż mało co nie wpadłem na śmietnik. Kopnąłem go z całej siły zatrzymując na moment. Zauważyłem już dzisiaj po raz setny kartkę z napisem 'Zatrudnię'. Pewnie olałbym tą informacje, gdyby nie ciąg dalszy tekstu. Zaciekawiony zacząłem czytać.
'Zatrudnię barmana lub tancerza na pracę w godzinach nocnych'
Uśmiechnąłem się półgębkiem.
Może tu się nie przyczepią.
Na tancerza się nie nadaję, ale na barmana już owszem. Wszedłem do środka nastawiony na przyjęcie mnie tu.
Przeszedłem przed krótki korytarz i znalazłem się u wejścia wielkiej sali klubowej. Bar znajdował się od razu przy wejściu po lewej, a całą prawą ścianę zajmowały oddzielone parawanami boksy, w których znajdowały się szklane stoliki i kanapy. Na przeciwko mnie mniej więcej w 2/3 długości sali stała scena, a na niej trzy rury do striptizu. Gdy to zobaczyłem trochę mnie zamurowało. Dopiero po chwili uśmiechnąłem się zadziornie.
Chce być tylko barmanem. Ale dodatkowymi pokazami w czasie pracy nie pogardzę.
- Halo?- powiedziałem dość donośnie.
Nikogo nie było na sali, ale w klubie ktoś musiał.
Po chwili zza lady wyszedł młody chłopak ubrany w biały podkoszulek opinający się delikatnie na jego dobrze zbudowanym torsie i lniane spodnie do kolan. Cholernie seksowny.
- Otwieramy o 20:00- odpowiedział przyglądając mi się.
- Ja w sprawie ogłoszenia... Na stanowisko barmana- sprostowałem szybko.
- Myślisz, że jesteś wystarczająco dobry?- chłopak posłał w moją stronę zadziorny uśmiech.
Prychnąłem rozbawiony jego zachowaniem
- A nie wyglądam?- odpowiedziałem mu tym samym.
W odpowiedzi otrzymałem skinienie głową.
- Przyjdź po otwarciu. Decyzja należy do szefa, a go akurat nie ma. Ale jak na mój gust... przyjmie cię- odwrócił się zgrabnie uśmiechając zawadiacko. Jego dłoń przejechała po całej długości lady, aż nie spoczęła przy ciele, które teraz poruszając niczym kot oddalało w stronę sceny.
Jeszcze chwilę patrzyłem, jak wskakuje na scenę i zaczyna się rozciągać. Gdyby nie telefon pewnie zostałbym dłużej.
 Z ciężkim sercem wyszedłem z klubu. 
- Oby to było coś ważnego- uprzedziłem na dzień dobry.
- Stary w piątek idziemy do Panoramy uczcić urodziny Grześka. Dostaniesz zaproszenie sms'em jeżeli jesteś chętny- dobiegł mnie radosny głos Sebastiana znanego jako Igła.
Potarłem czoło dwoma palcami starając się przypomnieć sobie cokolwiek.
Nie.
Nie kojarzyłem faceta.
- Jakiego Grzesia?
Westchnięcie- Tego co był u mnie miesiąc temu na domówce. Kilka razy się spotkaliście.
Chwilę zajęło mi przypomnienie sobie zdarzeń sprzed miesiąca. No faktycznie.
- Kiedy mniej więcej?.- odpowiedziałem w końcu.
- Piątek 19:40.
Chwilę zastanawiałem się, czy będę miał wolny czas...
 Cholera. Jeżeli dostanę tą pracę to odpada. 
- Zobaczę. Nara- rozłączyłem się zanim Seba zaprzeczył. 
Przy okazji sprawdziłem godzinę.
15:48...

Jasne. Kolejne spóźnienie.

Jeszcze nawet nie wdrapałem się po schodach, a już dobiegły mnie wrzaski Alexa i śmiech Natana. Zatrzymałem się i zapaliłem tak na rezerwę. 
- To, że jestem najmłodszy nie znaczy, że jestem kurwa malutki!
Wszedłem akurat na piętro. O dziwo to nie Natan był powodem wybuchu Alexa, a Dawid. Natan wyhaczył mnie wzrokiem i uśmiechnął szeroko. 
- Szynka jest kurduplem, spokojnie- zakrył usta dłonią nieudolnie starając się ukryć swoje rozbawienie. 
Zmierzyłem go morderczym wzrokiem i machnąłem tylko ręką siadając na ziemi tam gdzie zawsze. Wyjąłem nóż i skubałem coś w posadzce. 
Dopiero teraz miałem czas na spokojne przemyślenie tej całej sytuacji. Zgłosiłem się do klubu ze striptizem. W dodatku męskim. 
Facet wijący się na rurze w moich oczach wygląda dziwnie... 
Ale jeżeli mam tylko podawać drinki i zbierać zamówienia to jakoś to przetrawię. 
Ciekawe tylko ile płacą...
Przy okazji uświadomiono mnie, że nie pozbędę się tego przeklętego przezwiska.
- Dawid jeszcze raz mnie tak nazwiesz to ci zafunduje lot na księżyc z ekskluzywnym lądowaniem na mordzie!- Smerf już nie mogąc hamować śmiechu kucnął i zaczął się głośno śmiać. Ja też mimo kiepskiego humoru zaśmiałem się spoglądając na tą dwójkę. 
- Natan!- czerwonowłosy warknął, a chłopak od razu się uspokoił. 
- E... Malutki oznaczało wielkość problemu, a nie wzrost- Dawid mówił spokojnie. Jakimś cudem wydawał się opanowany i jedyny normalny w tej bardzie idiotów. 
Alex słysząc to spuścił głowę, a jego policzki przybrały kolor jego włosów.
Zaśmiałem się gasząc fajkę. 

Dopiero teraz zauważyłem, że nie było Filipa. 
Jasne... 
Siedzi pewnie teraz w domu i popija piwo na kanapie. 
Prychnąłem. 
Wielki mi poszkodowany. 
Natan i Alex rozmawiali między sobą już spokojnie, ale nie słyszałem o czym mówili. Po chwili dzieciak znów zwrócił się do Dawida
 - Nie dziw się Dawid... Na ciebie raczej zawsze będę zły, więc musisz się przyzwyczaić.
- Wiem. Wyczuwam tę wrogą aurę bez problemu. 
Alex mruknął coś pod nosem, ale byłem za daleko by usłyszeć co. 
- Spokojnie, bo cie znowu głowa rozboli- niebieskowołosy potargał chłopakowi włosy z ciepłym uśmiechem, jakiego chyba nigdy wcześniej nie widziałem na jego twarzy. 
W pewnym momencie zauważyłem, że Natan poświęca dużo czasu młodemu, opiekował się nim i dbał.
Oryginalna parka by z nich była. 

- Uważaj na słowa- odwarknął mu Dawid mrużąc oczy. 
Prychnięcie- Już umieram, ze strachu. 
- To umieraj dalej. 
Chwila ciszy i nagle koło Dawida rozbrzmiał głośny huk. Chłopak uskoczył kilka kroków, jak wszyscy oprócz Alexa, który stał niewzruszony.
Domyśliłem się, że to był jakiś rodzaj bomby. 
- Czyżbyś coś zgubił?- emos znowu zaczynał. 
- Nie. Specjalnie to tam leżało- odpowiedział mu Alex z satysfakcją wymalowaną na twarzy. 
Natan starał się go jeszcze uspokoić. 
- Czyli to rodzaj groźby. Groźba może zagrażać życiu. Czyli nic się nie stanie, jeżeli to tobie się coś stanie. 
- Jesteś taki przerażający- usłyszałem kpiąc śmiech Alexa. 
- Ależ nie. Jestem strachliwy, bo jakiś gówniarz mi grozi- odgryzł się. 
Zauważyłem, jak Alex wyciąga kolejne petardy z kieszeni i nim zdążył je wyrzuć zerwałem się o odciągnąłem Dawida na bezpieczny dystans trzymając go od tyłu. Spojrzał na mnie przez ramię i uśmiechnął się z wdzięcznością. Odwzajemniłem i stanąłem kawałek obok niego. 
Że też ci nie szkoda tych petard. Jakbyś miał trochę rozumu to byś zatrzymał je na wrogów.- warknął na Czerwonego Kapturka wyraźnie już wkurzony. 
Nie chciałem się wtrącać, ale to już przekraczało granicę. 
- Alex do cholery przesadzasz wiesz? Dobra nie lub go sobie ale teraz jesteśmy w jednym gangu, więc się trochę opanuj- patrzyłem na Alexa stanowczo.
- Widzisz? Ktoś uważa tak samo jak ja. Opanuj się.
Niebieskowłosy podrapał się po karku zakłopotany. 
- Ej dobra, dobra. Alex weź w kaczki postrzelaj czy coś. 
- Zrobię wam przysługę- warknął i zabierając swoją torbę na odchodnym zszedł po schodach. Natan od razu za nim poleciał i zaczął szarpać na dole. 
- Ej no! Nie o to mi chodziło!- uniosłem dłonie w geście rezygnacji i już odwracałem się na pięcie by wrócić na swoje stałe miejsce, aż nie usłyszałem, że Dawid też idzie. 
Wyprułem za chłopakiem i złapałem go za przed ramię dwoma rękoma zapierając się uparcie stopami. 
- Zostajecie- oznajmiłem. 
Chłopak spojrzał na mnie zirytowany.
- Puść łaskawie, proszę. 
Jego ton głosy wyrażał szczerą chęć przywalenia mi. 
Właściwie sam nie wiedziałem, czemu tak bardzo zależy mi by Dawid dostał. 
Nie martwiłem się tym teraz. 
Po prostu robiłem wszystko by go tu zatrzymać. 
Poluzowałem lekko uścisk, by nie zostawić mu siniaków. Pewnie i tak miał ich sporo pod ubraniami. 
- No, ale zostań. 
Kawałek dalej Natan szarpał się z Alexem. 
Spuścił wzrok- nie chcę, bo się pozabijamy. 
Westchnąłem i spojrzałem na Natana.- Nie pozabijamy.- powiedzieliśmy w tym samym momencie, co wydało mi się trochę przerażające. 
- No nie wcale. Te petardy to tak dla nastroju- Dawid z powrotem pochłonął moją uwagę. 
Jego za długa grzywka zasłaniała mu oczy, co skutecznie uniemożliwiało mi odczytanie jego uczuć. 
- Teoretycznie nic się nie stało...- nadal chciałem go przekonać, podczas gdy Natan rozbrajał Alexa ze wszelkiego sprzętu pirotechnicznego i broni. 

Koniec końców wszyscy siedzieliśmy pod bazą w grobowej ciszy. W końcu Natan postanowił się odezwać. 
Dzięki Bogu, bo jeszcze chwilę a sam cofnąłbym się do domu mimo dyskomfortu w bolącej nodze. Podczas tej całej szarpaniny i spaceru znowu dała o sobie znać, więc wolałem na razie siedzieć, aż nie przejdzie. 
- Dawid słyszałem, że masz zastąpić Łasicę na jakiś czas. 
- Nie będę go zastępował, bo się na tym nie znam- odpowiedział obojętnie ze wzruszeniem ramion. 
- He? A co z nim?- spojrzałem na chłopaka. 
- Bo go noga boli. I twierdzi, że jest niezdolny do walki w takim stanie.
Prychnąłem i spojrzałem na miejsce, gdzie zostałem postrzelony.
- Ciota.- warknąłem pod nosem odpalając szluga. 
- Pozwól nam coś wysadzić i tyle- usłyszałem wesoły głos Natana, na co emosek wzruszył ramionami. 
-Ja bym mu na to nie pozwalał, bo mu coś odbije zara- mruknąłem i wskazałem skinieniem głowy na Alexa. 
Natan pogłaskał chłopaka, a ten go odtrącił.
- Szynka morda krasnalu- po raz kolejny zostałem uciszony przez Natana. Do tego to już przywykłem. 
- Mówię tylko jak by mogło być...
- Ja mam jego zabawki. Spokojna twoja rozczochrana- skinął na torbę kawałek dalej. 
- Natan on ma rację- dobiegł mnie ściszony głos Alexa. 
Uśmiechnąłem się szeroko- Widzisz? Cholera wie, co on jeszcze pochował albo zakopał- przyjrzałem się Alexowi dokładnie. 
- Żebym ja nie musiał kogoś zaraz zakopać.- podkreślił szóste słowo odwracając wzrok od wszystkich. 
Alex uśmiechnął się do mnie smutno.- Trafna uwaga.- zaczął ściągać kurtkę prezentując nam swój asortyment, który chował do tej pory.- Ale jednej już...
Ostatnie zdanie Alexa umknęło mojej uwadze, bo dostrzegłem zbliżającego się do nas Filipa. 
Oh. Jednak nas zaszczycił.
- O co znowu kłótnia?- przywitał się, ale wszyscy odwrócili wzrok na Alexa, który podwinął swoją koszulkę do góry. Jego brzuch opasało jakieś ustrojstwo z kilkoma kablami. 

Bomba. 
Zamarłem patrząc na urządzenie i odruchowo odsunąłem się kawałek w tył. 
- Noszę ją od trzech lat. Spowoduje wielką eksplozję, kiedy wyczuje u mnie brak pulsu.- opuścił szybko bluzkę i spojrzał z dołu na Filipa zadzierając głowę do góry- Filip o nic...
Chłopaki coś komentowali na temat tej bomby a ja dalej patrzyłem oniemiały na jego brzuch.
- Ja pierdole.... Ty prawie wczoraj zszedłeś z tego świata. A ja stałem obok ciebie!- wrzasnąłem wyrzucając spanikowany ręce w powietrze. 
Alex zaczął się ze mnie śmiać, a ja nie widziałem w tym nic zabawnego. 
No. Może moje zachowanie trochę. 
- To jednak dobrze, że jesteś Dawid....,bo przy tobie mi tętno skacze- śmiał się dalej czerwonowłosy. 
Ja lekko pobladłem i przesunąłem się w stronę Dawida, jakby to miało pomóc. Chociaż wiedziałem, że nic mi teraz nie grozi, o ile chłopak mówił prawdę. 
W końcu przez moment poczułem się jak ten roześmiany Szymek, którym byłem w otoczeniu przyjaciół, a nie jak Szynka... Ugh. Serio nienawidzę tego przezwiska. 
- Widzisz. Powinieneś mi dziękować- odpowiedział mu Dawid. 
- Nie pochlebiaj sobie. Mimo wszystko cię nie lubię- zaznaczył jeszcze ocierając z kącika oka łezkę rozbawienia. 
- Dobra Alex ubieraj tą bluzę, bo mi słabo...-dla pewności sprawdziłem czy moja zapalniczka jest w kieszeni. 
Dobra. 
- Mimo tych wszystkich kabli i tak jesteś słodki- wtrącił się Natan, który przestał na chwilę rozmawiać z Filipem. Nie wiem, czy to był szczery komplement, ale musiałem mu przyznać rację. Alex był uroczy. 
Chłopaki o czymś jeszcze rozmawiali a ja wyłączyłem się przypominając sobie o klubie. Jakoś ciężko będzie znaleźć cokolwiek lepszego. Zwłaszcza z moim wykształceniem do połowy technikum... Jedyne na co się nadawałem to dilerka i dawanie dupy. 
To drugie odpadało ze względu na mój aktualny stan fizyczny. Na domiar złego policja wzmożyła patrole i  wszyscy stali się ostrożniejsi. Nie dość, że ciężko dostać towar, to jeszcze ciężej go potem sprzedać. Przynajmniej mam szansę, że gdzieś mnie przyjmą. Nie będę wybrzydzał. Potem się pomyśli coś konkretniejszego. 
Z zamyślenia wyrwał mnie głośny huk, a sekundę potem krajobraz, na który patrzyłem przesłoniła wielka czerwona fala ognia. Przestraszyłem się, bo nie wiedziałem o co chodzi i już wyciągnąłem pistolet z torby. Rozejrzałem się po twarzach zebranych. Patrzyli ze spokojem na wybuch.
Brakowało Natana!
....
Dobra. 
W sekundę wszystko zrozumiałem, a Natan wrócił do nas jakby nigdy nic. Zamienił kilka zdań z Alexem i oparł się o ścianę niedaleko. 
Tak sobie myslę... Chyba nie potrzebne są was polecenia sami sobie wysadzacie co chcecie-Filip uśmiechnął się słodko i niewinnie co do niego w ogóle nie pasowało. 
Alex go przeprosił, Dawid coś mruknął pod nosem. 
W końcu nie miałem co się odzywać. Byłem grzeczny. 
- Ja pierdole Łasica ty jesteś liderem to nami kieruj - odezwał się Natan. 
-Robię to, jak widzisz nie jestem teraz w stanie co zrobić. Obmyśliłem sobie teraz ze róbcie jak na razie co robicie. To dobrze ze wysadzacie wszystko wokół. Gdy dojdę do siebie zaczniemy robić poważniejsze rzeczy niż wysadzanie budynków. Będziemy walczyć z Polskimi gangami, potem wyjedziemy z Polski i zaatakujemy kolejne zagraniczne gangi czy tez mafie.- mówił profesjonalnym, pewnym siebie głosem ani razu się nie wahając, czy zastanawiając nad odpowiednimi słowami. Jakby recytował wyuczoną na pamięć regułkę 
- Ty serio chcesz, byśmy rozpierdolili Wawę?
Kiedy poznało się ich z tej strony trzech na pięciu byłoby do tego zdolnych.
Jeden właściwie w pojedynkę, przy chociażby nieszczęśliwym wypadku na jezdni. 
-A cóż to? Jak chcecie możecie także szpital wysadzić haha! Ciekawe czy wam by się udało- Filip prychnął lekceważąco pod nosem. 
Wszyscy poza Dawidem spojrzeliśmy na niego zainteresowani propozycją. Widziałem jak na twarzy Natana maluje się diaboliczny uśmiech, a Alex odruchowo chciał złapać za torbę. 
- Wątpisz?- Natan spojrzał na Łasicę rozbawiony. 
- To mamy cel. Zaraz wracam.- Alex poderwał się z ziemi i pobiegł zapewne po bomby. 
Mi też ta opcja się spodobała, ale z moją nogą mogłem co najwyżej popatrzeć. 
Cóż.... może chociaż na chwilę się rozerwę.

Alex szybko wrócił. Przygotowali wszystko z Natanem i wyszli z bazy. 

Ja wyszedłem 15 minut potem razem z Filipem i Dawidem, którzy poszli do domu.

Gdy znalazłem się na terenie szpitala wszystko było w najlepszym porządku, jak każdego innego dnia. Nie pchałem się do środka. Zajrzałem przez duże okno przy wejściu szukając wzrokiem niebieskiej i czerwonej czupryny. 
Nic.
Spojrzałem na zegarek w telefonie oddalając się od szpitala. 
16:58. 
Zacząłem biec w stronę garaży jakieś 30 metrów dalej by schronić się przed eksplozją. Rana nie pozwalała mi na nic więcej niż trucht, a i wtedy niemiłosiernie bolała, jakby na nowo rozrywano mi mięśnie. Gdy w końcu dobiegłem oparłem się o bok ściany łapiąc zawzięcie powietrze. 
Spojrzałem na szpital. 
Nadal spokojnie. 
Nie pozostało nic tylko obserwować. 

Długo nie musiałem czekać. Po kilku minutach do szpitala wbiegła grupa policjantów. Kilku zostało na zewnątrz, by patrolować wejście. Przeleciałem szybko wzrokiem po oknach szukając oczojebnych włosów Natana i Alexa, ale nic nie wypatrzyłem poza sporym poruszeniem na izbie przyjęć. 
Albo są w piwnicy, albo po drugiej stronie budynku. 
Jeszcze chwilę sytuacja się nie zmieniała, aż szpital nie zatrząsł się dość mocno. 
Czyli to jest sygnał, by spieprzyć ta? 
Nagle okno, przez które zaglądałem chwilę temu zamieniło się w kupę szkła lądując na ziemi, a przez nie wyskoczył Alex. 
Uciekał. 
Wymieniliśmy przepełnione strachem i ekscytacją spojrzenia. 
- Zaraz będzie bum!- wydarł się zgrabnie wykonując uniki przed policjantami. Dwóch z nich zastrzelił zwalniając na moment. Ja w tym czasie odbiegłem jeszcze kilka metrów w tył chowając się za jednym z garaży. Wychyliłem się tylko, by obserwować całą akcję. 
Alexa już nie było. Natana w dalszym ciągu nie widziałem. 
Wziąłem głęboki oddech i zasłoniłem uszy dłońmi, by ochronić je przed hałasem. 
W tym samym momencie cały budynek wyleciał w powietrze z głośnym hukiem. Pode mną zatrzęsła się ziemia i ledwo utrzymałem się na nogach. Mimo starań hałas nieźle mnie ogłuszył  i na chwilę zrobiło mi się niedobrze. Przełknąłem ślinę starając się to zniwelować i spojrzałem na ruiny szpitala. Wszędzie zakrwawiony gruz.
Ładnie. 

Szybko rozejrzałem się za chłopakami spanikowany, bo zdałem sobie sprawę, że nie widziałem, by Natan wychodził z budynku. 
Odetchnąłem z ulgą widząc jak Alex się do mnie uśmiecha spod auta. Obok niego leżał zamroczony nieco Natan. 
Uśmiech Alexa jednak szybko zniknął. Zastąpiło go przerażenie i niedowierzanie. Patrzył w dal za mną. Nie musiałem się odwracać, by wiedzieć o co mu chodziło. 
Gliny. 
Mimo to obejrzałem się by upewnić, że mnie nie zauważyli. 
Miałem farta. 
Szybko wbiegłem w szczelinę między garażami a jakimś ogrodzeniem i oparłem się o betonową ścianę. Jeszcze nie do końca doszedłem do siebie po wybuchu, bo w uszach nadal mi trzeszczało, a w dodatku zrobiło mi się niedobrze i postrzelona noga całkiem odmówiła mi posłuszeństwa. Bolało jak cholera i nic nie mogłem teraz na to poradzić. Poczułem jak bandaż powoli zaczyna nasiąkać krwią. 
Oddech mi przyspieszył. 
Dzięki bogu adrenalina, która krążyła w moich żyłach niwelowała nieco ból, ale mało to dawało.
Musiałem się uspokoić. 
Nie mogli mnie usłyszeć. 
Wyciągnąłem i odbezpieczyłem broń. 
Nagle ktoś wpadł na mnie po mojej lewej stronie oddychając głęboko. 
Spiąłem się łapiąc tą osobę za głowę i szarpnąłem na odległość ramienia celując w jego głowę. 
Alex patrzył na mnie chwilę zszokowany, a gdy tylko dotarło do mnie, że to tylko on puściłem go z powrotem opierając się o ścianę. 
Zaraz będziemy musieli uciekać, a ja po kilku metrach będę mógł się najwyżej czołgać. 
- Sory-szepnąłem ledwo słyszalnie. 
- Stary ogarnij się. Gliny tu zaraz będą. Głęboki oddech. Powinno ci pomóc- też szeptał. Więcej mogłem odczytać z ruchu jego warg niż słuchu. 
Wziąłem kilka porządnych wdechów i skinąłem głową. 
Wolałem nie myśleć o tej nodze.
Razem  z Alexem niezauważeni pobiegliśmy do Natana. 
- Ja pierdole Szynka ja cię zapierdole przysięgam- warknął na mnie wkurwiony. 
- To potem- odpowiedziałem krótko i zaczęliśmy biec chowając się co chwilę w cieniach albo zaułkach. 
Na ulicy panowało zamieszanie. Przechodnie rozglądali się zdezorientowani, bo ich szpital nagle zapadł się pod ziemię, w tle było słychać wycie syren radiowozów, ambulansów i straży pożarnej. Wszyscy mieliśmy założone kaptury zlewając się z tłumem. 

Byliśmy już dobre 20 metrów od zgiełku, aż nagle drogę zajechał nam radiowóz. Zaśmiałem się na ich głupotę. 
Prędzej by pomogła grupa antyterrorystyczna. 
Sekundy ciągnęły się godzinami. 
Zszokowany wzrok Alexa, zdezorientowanie Natana i paniczne szukanie broni. 
Cholera. Zgubiłem. 
- Spieprzajcie! Mam bomby i jestem w pełni sprawny. Dam im radę!- krzyknął czerwonowłosy rzucając mi na wszelki wypadek małą bombę. 
Złapałem ją i jedyne co to rzuciłem chłopakowi przepraszające spojrzenie wciągając Natana w zaułek. 
Dwóch gliniarzy wysiadło z auta, a na horyzoncie pojawił się kolejny, większy radiowóz. 
Nie było innego wyjścia. 
Ja nie nadawałem się do walki. Poza tym jeżeli złapią Alexa łatwiej będzie go wydostać z pomocą Natana, niż gdybyśmy mieli i jego ratować. 
Chwilę szarpałem się z Natanem, który krzyczał, że nie zostawi tak Alexa. W końcu udało mi się go przekonać i zniknęliśmy w mroku wąskiej uliczki. Po przebiegnięciu kilkunastu metrów odbezpieczyłem i wyrzuciłem bombę bu spowolnić pościg za nami. 
Mocno utykałem i z każdą chwila zwalniałem aż nie mogłem nawet iść. Natan wziął mnie na barana biegnąc w stronę bazy. 
Wiedziałem, że Alexa złapią, jeżeli już nie złapali.
Zadzwoniłem do chłopaków.
---------------------------------


Życzę sukcesów w nowym roku szkolnym każdemu, a zwłaszcza tym, którzy idą do nowej szkoły. 
Powodzenia c:

Rozdział 7

- Stary wybacz... Sam wiesz, że gdybym nie musiał, nie robiłbym tego, ale przez twoją ostatnią awanturę straciliśmy kolejnego klienta. MOJEGO w dodatku...- tłumaczył się zakłopotany.
- Wiem wiem. Nie tłumacz się ciągle, rozumiem- spojrzałem na Igłę spokojnie i klepnąłem go w ramię.- Nie mam ci tego za złe. I nie martw się. Nadal masz u mnie darmowe próbki- zaśmiałem się pod nosem.
Igła uśmiechnął się do mnie z wdzięcznością.
- Dobra stary, bo mi się poryczysz. Się nie rozstajemy na zawsze. Do zoba- przybiliśmy i wyszedłem z zaplecza studia kierując się do wyjścia.
Ta... wyleciałem z wymarzonej pracy.
Wiedziałem, że kiedyś i tak odejdę. Nawet myślałem, czy samemu nie zrezygnować. Igła dużo przeze mnie tracił, a ja mimo to nadal robiłem kłopoty.
No cóż. One same się za mną włóczą.
O kasę przez jakiś czas martwić się nie muszę. Na koncie mam jeszcze wystarczająco na mieszkanie, prąd i wodę, a resztę zarobię na Pradze i w klubach jak będzie trzeba.
Od teraz miałem dla siebie całe dni.
Ta. Będę się marnował na kanapie przy kiepskich filmach i kubku kawy...
Przynajmniej dzisiaj mam do robić. Muszę zarobić trochę kasy i przygotuję się na walkę z gangiem. Jest jeszcze wczesna godzina. Mam dużo czasu.
Zaliczyłem budkę z fastfood'ami i złapałem tramwaj na Pragę.
~~~~
Do domu wróciłem po trzech godzinach około 12:00. Nie zarobiłem dużo, ale czego mogłem się spodziewać w południe w dzień roboczy? Nawinęło mi się kilku bezdomnych i ćpunów.
To tyle.
Schowałem kasę do szafy w sypialni wsuwając ją pod grube swetry zimowe, których nie noszę od kilku ładnych lat. Służą  mi tylko jako skrytka na pieniądze.
Odetchnąłem zatrzymując się na środku sypialni i przeczesałem włosy do tyłu z zamkniętymi oczami. Wypuściłem głośno powietrze i zamyśliłem na chwilę.
Zacząłem układać w głowie listę rzeczy potrzebnych.
Torba.
Noże przy rękawach, scyzoryki na kostkach.
Dwa pistolety za paskiem.
Kamizelka kuloodporna.

Znalazłem kiedyś na rynku torby wojskowe. Mają dużo kieszeni, co jest przydatne, w dodatku z tyłu są paski, za które często chowam nóż, gdy mam bluzkę na krótkim rękawku. Na zewnątrz wygląda jak kostka <plecaki>. ( Ta duma bo to moja c': - dop.aut. )
Tak. Ja do wszystkiego dopinam przypinki i przyszywki. Nawet przy spodniach mam kilka.





















Schowałem do środka potrzebne rzeczy, napiłem się na szybko energetyka i już byłem gotowy do wyjścia.
Była dopiero 13:00, ale chciałem się jeszcze przejść do centrum. Nie lubię spędzać czasu bezczynnie w domu.
Podjechałem pod centrum Warszawy tramwajem i zacząłem szlajać bez celu po uliczkach. Nic szczególnego nie przykuło mojej uwagi na dłużej. Kilku artystów ulicznych i tancerzy dostało ode mnie drobne z kieszeni, zahaczyłem przy okazji o Mc po czym zniknąłem między mniej uczęszczane uliczki, by odpocząć od ulicznego zgiełku. Trafiłem na jedną z biedniejszych części Wawy. Stare, sypiące tynkiem kamienice, skrzypiące okna na starych zawiasach, podwórka ograniczone do drzewa i zawieszonej na nim huśtawki z opony albo kawałka drewna. O wiele bardziej odpowiadał mi spokój tutaj, niż hałas i wieczna bieganina w centrum, czy ciągle unowocześniane części miasta. Usiadłem pod jedną z kamienic od strony podwórka i spędziłem tam jakiś czas popalając co chwilę ze słuchawkami w uszach.
Zerknąłem na zegarek w telefonie.
15:14
Odetchnąłem i z trudem poszedłem na najbliższy przystanek autobusowy. Dojechanie pod kamieniołomy trochę mi zajmie.
Jadąc na miejsce dotarło do mnie, że zaczynam wpadać w rutynę.
Nie cierpię tego.
Zanim zostałem wciągnięty w ten cały gang po pracy wychodziłem ze znajomymi do centrum albo na Pragę. Teraz wracam i mam dość jakiegokolwiek towarzystwa przez tych wiecznie kłócących się psycholi.
Jezu starzeję się.

Na miejsce przyszedłem oczywiście ostatni.
Dzisiaj wszyscy wyglądali już lepiej. Alex siedział dziwnie podekscytowany przeglądając coś w swojej torbie, a reszta o czymś rozmawiała... Nie wiem czy można to było nazwać kłótnią.
Ja cicho usiadłem sobie na parapecie i zapaliłem przyglądając się temu zaciekawiony.
- Panienki to tylko kilka małych ran.- odezwał się wyraźnie już zirytowany Filip.- Wszystko już przygotowałem.
- Panienki?- Natan spojrzał na niego z odrazą.- Weź się Łasicu lecz.
- Harem se zrobił- usłyszałem od strony Dawida.
Czerwony Kapturek rzucił swoją torbą o ziemię i wstał łapiąc się za głowę i zaczesując włosy do tyłu.
- Ja pierdole tak mało?!
- Biedne dziecko... Chcesz to ci dam i pójdziesz sobie kupić?- Natan spojrzał na chłopaka z ironicznym uśmiechem typowym dla niego na co dzień.
- Wykorzystacie swoje doświadczenie czyli podpalenia, i wysadzanie na miejscu walki.- Łasic zwrócił się do Alexa- mówię, że mam to ci dam kilka.

Ale, że co niby da?
Spojrzałem na porzuconą torbę Alexa. W cieniu zauważyłem zarys jakiejś bomby.
Wszystko jasne.
Kolejny piroman się nam rodzi.

Płomiennowłosy spojrzał wściekle na Natana.
- To wszystko twoja wina, więc się tak nie szczerz!- wziął głęboki oddech i cofnął się od niego kilka kroków.- Sporo zrobiłem sam, ale muszę to jakoś przeboleć.
- Co moja wina? To ty żeś rzucił się na bluzę.

Dobra. Za mało przebywam z nimi, bo nie mam pojęcia o czym pierdolą.
Może dzięki temu mi jeszcze nie odbiło?
Zapaliłem sobie spokojnie. Dopóki nikt się do mnie nie przyczepił siedziałem cicho.

- Znów się kłócicie!- wrzasnął Filip.
- Ja tam jestem grzeczny- odpowiedział dumnie Emos uśmiechając się z wypiętą piersią.
- Filip ty jedyne co to wydajesz rozkazy, więc nie marudź- odpowiedział mu Smerf
- Dziwisz się?!- Alex znowu zaczynał.- O mało byś go nie zabił!
- Robię bomby, uczę was, użeram się z wami. Czego jeszcze chcecie?- Filip przeleciał po nas wszystkich wzrokiem.
- Żebyś nie traktował nas jak stado psów- mruknąłem pod nosem.
- Gdybym nie używał pejcza to byście się sami pozabijali. Żałosne.- usłyszałem odpowiedź.

Niech się ciągnie...
Zapomniałem przynieść mu tą maskę... No trudno. Może na tej misji go oszpecą, albo coś.

- Filip to co robimy?
- Za godzinę na zachodniej granicy Warszawy niedaleko. Radzę się nie spóźnić- warknął patrząc na Alexa wrogo. Podszedł jeszcze do wszystkich i rozdał nam małe słuchawki bezprzewodowe.- Będziemy się przez to kontaktować.
Alex wychodząc pokazał Filipowi język i zniknął na schodach.
- Mam snajperkę, tylko musiałbym się się gdzieś skampić na wieżowcu, żeby mnie nie widzieli- usłyszałem obojętny głos Natana.
Dawid coś mruknął i też poszedł.
- Nie wiem gdzie znajdziesz wieżowiec w takiej dziurze- zostałem tyko ja Filip i Natan.
- To jakieś bloki są tam do chuja nie?
 Też się zwinąłem nie zauważony do domu. Nie musiałem się przygotowywać, ale naostrzyłem jeszcze noże, przygotowałem kilka dodatkowych magazynków i załatwiłem od kumpla 5 małych bombek na wszelki i swoich kilka dymnych.
Udałem się na miejsce.

Gdy przyszedłem na miejsce czekali już tam Dawid i Alex.
Ten drugi siedział na ziemi zdyszany. I na chuj się spieszył? Zgasiłem peta i przywitałem się kulturalnie siadając obok Alexa.
Ktoś zadzwonił do Dawida.
- Taaa?- odebrał.
- Jesteś niemożliwy- usłyszałem zanim z powrotem schował telefon.
Filip przyszedł spóźniony 10 minut.
- No a gdzie Natan?- zapytał.
Alex spojrzał na dach jednego z budynków z uśmiechem.
- Ślepy jesteś?
- Czuwa nad nami- zaśmiał się pod nosem Emo Dawid.

No proszę. On się umie śmiać.
Ładnie nawet.

- Takiej świecącej czupryny nie da się nie zauważyć- dzieciak był dzisiaj w humorze jak widać.
Spojrzałem na dach budynku. No właściwie miał rację. Trochę te włosy zlewały się z niebem, ale i tak Natan był dość widoczny jak na snajpera. Łasicu spojrzał w tą samą stronę i wrócił wzrokiem na nas. Zaśmiałem się cicho widząc jak mu brew drga.
- Dawid połącz mnie z  tym durniem albo ja go zaraz zastrzelę- wysyczał przez zęby.
Powstrzymałem śmiech.
Alex też zaczął się śmiać pod nosem. Spojrzeliśmy na siebie porozumiewawczo i zaśmialiśmy głośniej.
Filip nie wytrzymał i wyjął z kieszeni Dawida telefon. Zadzwonił biorąc głośnomówiący.
- Co jest pedałku?- usłyszeliśmy po drugiej stronie słuchawki i wybuchnęliśmy śmiechem.
- Po chuj tam wlazłeś?- wysyczał przez zęby nasz pedał.- Masz 5 sekund na zejście.
Usłyszeliśmy śmiech a sekundę potem nad głową Łasica przeleciała kula trafiając w piasek.
- Po to szmato.- rozłączył się.
Razem z Alexem nie mogliśmy przestać się śmiać i opieraliśmy o siebie nawzajem.
- Masz... Wpierdol....- wywarczał wkurwiony sukinkot.
- Masz problem!!- usłyszeliśmy rozbawiony głos Natana i nawet Dawid zaczął się niekontrolowanie śmiać.
- Na dół kurwa!- Filip darł się w stronę budynku, co wyglądało jeszcze bardziej komicznie niż jego mina.
- Ł... Łasica spokojnie- młody miał problemy z powiedzeniem czegokolwiek przez śmiech.
Łasica odebrał telefon znowu na głośnik.
- Po pierwsze nie jestem kurwa, a po drugie to nie drzyj ryja tylko spójrz przed siebie bo masz towarzystwo popierdoleńcu.
Nagle tuż koło Alexa przeleciała kula. Wyjął zapalniczkę i jakąś bombę by ją odpalić.
Od razu poderwałem się na równe nogi stojąc przodem do wrogiego gangu. Kilkunastu napakowanych, uzbrojonych po zęby łysych facetów stało kilka metrów od nas.
Wyjąłem od razu broń zza paska i odbezpieczyłem stając za drzewem.
- Tępy chuj i tyle- a Filip dalej wykłócał się z Natanem patrząc na wrogów.
- Tępy to ty jesteś.- usłyszeliśmy i chłopak się rozłączył, by zająć swoją robotą.
Chwilę potem było słychać świst trzech kul w powietrzu i trzech padło płasko na ziemię. Widziałem jak Alex chowa się za krzaki, by podejść bliżej. Odetchnąłem i usztywniłem dwóch kolejnych.
Jak tak dalej pójdzie skończymy w parę minut.
- Niedaleko stąd jest ich kryjówka. Najbardziej tam by się przydał pseudo snajper niż tu.- najwidoczniej Filip rozmawiał z Natanem przez słuchawki, bo teraz szef kitrał się za stertą kamieni ładując broń.
Co za debil.
 Nie naładował w domu
Koło mnie przeleciało kilka kul. Padłem szybko za krzaki. Kamizelka kamizelką, ale w głowę mogłem dostać. Zauważyłem jeszcze czerwoną czuprynę wybiegającą po drugiej stronie krzaków. Rozejrzałem się i zastrzeliłem kolejnego, który schował się kawałek dalej.
Uśmiechnąłem się do siebie z satysfakcją i spojrzałem na spluwę z uśmiechem.
- W końcu...- mruknąłem do siebie. Po upewnieniu się, że nie dostanę kulki w plecy wyjrzałem zza krzaków.
Alex bawił się w kotka i myszkę z gangiem podrzucając co chwilę bomby paralizujące, a Dawid go ubezpieczał. Nie widziałem już Łasicy.
Podbiegłem bliżej i strzelałem z odległości pomagając chłopakom i przy okazji zabijając posiłki, które co chwilę dobiegały.
Krzyczeli coś do siebie, ale nie mogłem usłyszeć co.
Nagle usłyszałem wybuch i skuliłem się by nie oberwać... kawałkiem stopy.
O kurwa.
Przełknąłem ślinę i spojrzałem w stronę centrum hałasu. Alex pojechał po ziemi na plecach kawałek od zakrwawionego pola. Wysadził kogoś. Ci, którzy stali najbliżej byli brudni od krwi. Młody z resztą też.
- O fuck... No nieźle- uśmiechnąłem się i zaśmiałem pod nosem odstrzeliwując kolejnych, którzy szli na czerwonowłosego.
Dawid się trochę cofnął i strzelał spokojnie kucając przy kamieniach.
Jeden z mężczyzn złapał Alexa przystawiając mu spluwę do głowy. Chciałem strzelić, ale oczywiście skończyły mi się kule.
- Natan!- usłyszałem przerażony głos Alexa i wyjąłem szybko zza paska drugą broń. Odbezpieczyłem i wycelowałem.
Facet leżał plackiem na ziemi, a z dziury na głowie sączyła się krew.
- Kryjcie!- usłyszałem głos Alexa i spojrzałem w tamtą stronę. Chłopak wbiegał do ich kryjówki.
Rozejrzałem się po miejscu walki i zauważyłem jednego z nożem, który próbował zajść od tyłu Natana. Strzeliłem szybko i spojrzałem na biegnącego Smerfa.
Wybiegłem zza krzaków. Zostało ich o wiele mniej, a wszyscy chowali się gdzieś w terenie, tak, że praktycznie nikogo nie widziałem lub nie mogłem trafić.
- Kiedy zastrzelimy większość i będzie w miarę czysty teren Dawid i Alex pójdą podłożyć bomby.- usłyszałem przez słuchawkę.
Natan biegał po bokach rozstrzeliwując obstawę, Dawid gdzieś zniknął, a ja wbiegłem do opuszczonego bloku, skąd wcześniej strzelał Natan. Wyjrzałem przeładowując magazynek.
Filip dostał w ramię. Zachwiał się i złapał za nie krzywiąc się.
Smerf spojrzał na niego zdziwiony, powiedział coś i wbiegł na dach bloku mijając mnie.
Nagle poczułem  mocny uścisk na swojej szyi i zimną lufę przystawianą do skroni. Jakaś cholera chciała mnie zastrzelić. Zanim cokolwiek zrobiła wbiłem mu nóż w gardło i odwróciłem na pięcie słysząc rozdzierający wrzask. Wypadłem z bezpiecznej kryjówki w bloku pakując w typka kulkę i chwilę później dostałem w nogę. Krzyknąłem i padłem na szczęście udało mi się za ścianą. Spojrzałem na ranę wkurwiony i zacisnąłem mocno powieki. Adrenalina płynąca w moich żyłach złagodziła ból i krwawienie, ale nie dałem już rady wyjść, by nie oberwać.
Chwilę potem wydarzenia potoczyły się w mgnieniu oka.
Zbiegający po schodach Natan wrzeszczał, bym spierdalał, dźwięk walącego się budynku i mocne szarpnięcie za ramię , które zerwało mnie na równe nogi, a osoba ciągnąca zmusiła do biegu.
Padłem na ziemię za jakimś blokiem patrząc zdyszany na Dawida. Niebieskowłosego nie było z nami.
- Postrzelili cię?- zapytał.
Oparłem głowę o zimny kamień bloku i oddychałem głęboko zaciskając powieki. Noga cholernie piekła i nie dawała mi teraz żyć.
- No jak widać- mruknąłem zerkając na ranę.
Przybiegł do nas Smerf z Alexem na rękach. Położył go obok mnie. Dzieciak był całkiem poturbowany i brudny od gruzu i kamienia.
- Ja go tam nie zostawię!- krzyknął desperacko i zerwał się do biegu, co mu raczej nie wyszło, bo skończył przerzucony przez ramię Natana.
- Ja pierdolę. Ja ciebie tam nie puszczę.- powiedział stanowczo.
- Może zaboleć- spojrzałem na Dawida, który przyłożył mi chusteczkę z wodą utlenioną do rany. Skrzywiłem się tylko.
- Jakby teraz nie bolało...- mruknąłem.
- Filip tam został?- zapytał przejęty Emo.
- Zostaw mnie!- darł się młody. Przypiął coś do Natana i spadł biegnąc w stronę jak się domyśliłem zawalonej bazy wrogiego gangu.
Wziąłem chusteczkę od Dawida i przytrzymałem przy ranie.
- Idź pomóż Alexowi- powiedziałem do Dawida.
Poleciał posłusznie znikając mi z oczu.
Natan dalej nie odpuszczał i darł się na Alexa trzymając go mocno, a ten panicznie wołał Filipa.
Matko... Jaka patologia.
Jakby się w nim... Otworzyłem szerzej oczy i zacisnąłem mocniej zakrwawioną już chusteczkę. Rozerwałem rękaw i podczas robienia sobie opaski uciskowej na udzie przeanalizowałem całe zachowanie Alexa względem Filipa...
On się w nim zakochał.
A przynajmniej zauroczył.
Odetchnąłem i wywróciłem oczami.
Narcyzowi w końcu udało się posadzić młodego obok mnie. Przytrzymałem chłopaka za ramię, by już nie uciekał.
- A rusz się, to ci drugą nogę uszkodzę, byś się ruszyć nie mógł.- zagroził mu i zaczął przemywać jego nogę spirytusem.
- Pomóc?- zapytałem patrząc na Natana.
- Nie trzeba.
- Jesteś totalnym kretynem!- warknął dzieciak i chwilę potem wgryzł się w rękaw bluzy, jak tylko Natan zaczął czyścić jego ranę. Zrobił mu szybki opatrunek ze swojej bluzki.
- I się kurwa nie ruszasz stąd i ty Szymon go pilnuj- pobiegł pomóc Dawidowi.
Skinąłem cicho głową.
Nastolatek skulił się i ułożył dłonie jak do modlitwy.
Wywróciłem oczami.
Jak dla mnie mogli Łasica tam zostawić, no ale pocieszyć można.
- Uratują go. Nie wierzysz w ich możliwości?- uśmiechnąłem się półgębkiem.
- Oby. Jeśli nie, to była moja wina. Moja bomba- wydukał ze skruchą.
Nagle wstrząsnęła nami eksplozja. Alex się skulił przerażony, właściwie bardziej zmartwiony...
Chłopaki dociągnęli nieprzytomnego Filipa do nas.
- A nie mówiłem?- uśmiechnąłem się do Alexa ciepło.
Chłopak od razu się do niego doczołgał.
- Szynek wszystko okej?- usłyszałem ze strony Dawida. Spojrzałem na niego zirytowany.
Natan wybuchł śmiechem, a Dawidowi chwilę zajęło zorientowanie się, że się przejęzyczył. Zaśmiał się cicho.
- Ta... wszystko okej- mruknąłem. Nie miałem ani siły ani ochoty na droczenie się.
W odpowiedzi dostałem słodki uśmiech i chłopak zajął się Filipem. Spojrzałem na spanikowanego Alexa.
- Alex spokojnie. Oni sobie radzą.- starałem się go uspokoić.
W tym samym momencie Filip dostał zimną wodą w twarz.
- Wstawaj bo ci bomby zajebali- mówił do niego Dawid.
- Kurwa!- Łasic usiadł wybudzony i zmrużył oczy.- Kurwa moje oczy- syknął. Ogarnął nas wszystkich wzrokiem.- Co się dzieje?! Wróg atakuje a wy co?!- wrzasnął.
- Ty weź koło i jebnij się w czoło ja cię proszę-odezwał się Natan, po czym spojrzał na Alexa- Wisisz mi koszulkę Alex.
- Cii.. Już po wszystkim- głos Dawida przybrał opiekuńczy ton.- Napij się wody- podał mu resztkę z butelki.
Zawadzki wypił wszystko i odetchnął z ulgą- Chyba skręciłem kostkę. Przez waszą nieuwagę mogłem zginąć jak reszta- a ten już narzekał.
Alex coś mruknął pod nosem i znowu przeglądał zawartość swojej torby.
- To Alex cię wysadził w powietrze- Dawid wskazał na malucha palcem.
- Ej nie żeby coś, ale jak nie ruszycie dupy to wszystko pójdzie się jebać bo policja znając życie zaraz tu będzie.
Wstałem podpierając się ściany. Za to Filip miał z tym wyraźne problemy.
- Gówniarz.- warknął pod nosem.
- Ja tylko...Skąd miałem wiedzieć?!- chłopak bronił się i podniósł ze swoją torbą.
- Ja biorę Alexa i Szymka ty zajmij się tą ciotą, co się zaraz poryczy- Natan wziął na barana Alexa a ja podparłem się o jego ramię starając za bardzo mu nie ciążyć.
- Się nie przemęcz- mruknąłem.
- Ja jestem w pełni sił. Spokojnie.- chłopak uśmiechnął się do mnie pogodnie, co odwzajemniłem.

Droga zajęła nam wszystkim trochę czasu, a mimo to wyprzedziliśmy droczących się ze sobą Dawida i Filipa, który zapewne nie chciał przyjąć pomocy.
W bazie od razu padłem pod ścianę i zapaliłem. To jedyne co było mi teraz potrzebne do szczęścia. Noga mnie jeszcze bolała, ale udawało mi się do chociaż trochę ignorować. Miałem szczęście, bo nie uszkodziła się kość, a kula przeszła na wylot.
Natan zaczął pocieszać zdołowanego Alexa, a Dawid w końcu przytachał Filipa.
- Uparty bydlak z ciebie. Już dziś cię targałem.
-Chcesz?- wyciągnąłem w stronę Alexa paczkę szlugów.
 Co z tego, że to dziecko? W jego wieku już nie jeden pali, a namawiać go nie będę, jeżeli nie przyjmie.
- Nie- usłyszałem cicho, po czym Alex rzucił swoją torbą, wstał i wyszedł z bazy.
Natan wstał i zaczął się śmiać jak chory psychicznie patrząc na Filipa.
- Przynajmniej ich zgładziliśmy- mruknął do siebie Łasicu.
- Brawo pedale. W dupie ci się już całkiem poprzewracało- niebieskowłosy warknął na niego i pobiegł za Alexem.
Zdziwiony spojrzałem za nim. Czyżby mu zależało na tym maluszku?
Zamyśliłem się na moment i zaśmiałem pod nosem.
Czyli Filipek zjednuje sobie samych pedałów do haremu. Wzdrygnąłem się i zaciągnąłem porządnie.
- Dureń- szepnąłem parząc na Łasica spode łba.
- Coś ty...- Filip spojrzał na mnie wrogo. Dawid przytrzymał go za ramię,a ja machnąłem na niego ręką.
- Nie ważne idź spać...
Gdy uznałem, że już mogę iść wstałem i zebrałem się jak najszybciej do domu. Zadzwoniłem po Marka, który wielkodusznie mnie podwiózł. Wmówiłem mu, że przypadkiem trafiłem na bitwę gangów i dostałem.
 W mieszkaniu zadzwoniłem po lekarza, który zszył mi nogę i założył porządny opatrunek. Zapłaciłem kasą, którą dzisiaj zarobiłem i zrezygnowany padłem na łóżko w samych bokserkach nie zawracając sobie głowy prysznicem.
Miałem dość.
Przynajmniej się wyśpię.
~~~~~~~~~
I co można? Można c: Czytanie naszych starych konf jest w sumie dość zabawne zwłaszcza jak się Filipek denerwuje huehue... 
Rozdział wyszedł dość długi, ale mam nadzieję, że nie za bardzo. Kończone 5:00 w nocy i wszystko wydało mi się okej. 


















Rozdział 6

W domu założyłem na rany opatrunki i założyłem bluzę z długim rękawem.
Mięśnie bolały i nie dawały o sobie zapomnieć. Zapaliłem ostatniego szluga z paczki i ruszyłem na spotkanie.

Do 'bazy' wszedłem jako ostatni zahaczając przy okazji po kolejną paczkę papierosów. Nie miałem ochoty tam iść i jakoś specjalnie mi się nie spieszyło.
Ba. 
Nawet modliłem się o jakąś zaczepkę i złamaną nogę. 
Miałbym wymówkę. 
Wspinałem się ociężale po schodach, jakbym ważył co najmniej tonę, a moje kroki było słychać chyba w całym budynku. Straszne echo się tu niosło. Gdy w końcu doczłapałem na miejsce i stanąłem na krawędzi piętra zauważyłem chłopaków. Siedzieli oddaleni od siebie. Jedynie Emos czuwał przy boku Łasicy niczym wierny pies. Aż mi się rzygać zachciało gdy zobaczyłem tą zakazaną mordę. Następnym razem przyniosę mu metalową maskę by oszczędzić sobie cierpienia. 
Coś było nie tak. 
Atmosfera jaka tam panowała była nie do zniesienia. Trochę jak w filmach sekundę przed wybuchem bomby... Wszystko zwolniło tempo a ja przyglądałem się uważnie każdemu z osobna.
- Zaczynasz mnie wkurwiać- usłyszałem szorstki głos 'lidera'. 
Łypnąłem tylko na niego spode łba przenosząc wzrok na Dawida. 
Siedział cicho pod ścianą ubrany jak śmierć. Nie opierał się o ścianę. Siedział w pozycji embrionalnej z podkulonymi nogami, które oplatał szczelnie rękoma. 
Szkoda mi się go zrobiło. Czyżby Filip go zbił? 
Oh... 
Prychnąłem. 
- Nie pierwszy i nie ostatni. I co? Znowu mnie zbijesz?- nie patrzyłem na niego, tylko na Emosa. Chłopak nie podnosił wzroku z nad podłogi. Najwidoczniej się zamyślił. 
Na moje słowa głowy poderwali siedzący na drugim końcu pomieszczenia Smerf i Czerwony Kapturek kucający nieco bliżej mnie. Zerknąłem na nich kątem oka. 
Zamarłem.
Alex...
Oczy miał podpuchnięte i zasiniaczone jakby dostał po mordzie. Do tego był bledszy niż zawsze i zdawało mi się, że lekko się trząsł. Przełknąłem ślinę i zmarszczyłem brwi. 
Skurwiel. Nawet dzieciaka pobił. 
- Patrz na mnie gdy rozmawiamy!- Filip wydarł się na mnie i usłyszałem świst bata w powietrzu. 
Za dobrze znałem ten dźwięk. 
Alex od razu zareagował podkulając pod siebie nogi. Zauważyłem, że mamrotał coś do siebie pod nosem. 
Emos spojrzał na Łasica stanowczo. Jedynie Natan nawet nie drgnął patrząc nadal w ten sam, niezidentyfikowany punkt. 
- Filip...- upomniał go Emos. 
- Morda! Nie z tobą rozmawiam!- warknął w stronę Dawida patrząc wciąż na mnie. 
- Ja z tobą też nie- odpowiedziałem spokojnie i podszedłem do Alexa kucając przy nim. Chłopak z początku mnie chyba nie zauważył. Dopiero gdy położyłem dłoń na jego kolanie lekko drgnął przestraszony i podniósł na mnie swoje oczy. Gdy przyjrzałem mu się bliżej zauważyłem, że ma je zaczerwienione. 
Płakał.
Czyli to nie od pobicia.
Ulżyło mi. 
Już miałem go o coś zapytać, gdy poczułem mocne uderzenie bata na plecach. Wciągnąłem powietrze ze świstem i wyprostowałem się. 
- Nie ignoruj mnie robalu! 
Alex spojrzał najpierw na mnie potem na Filipa przerażony otwierając szerzej oczy. 
- Nic...ci nie...?- zapytał dzieciak w momencie gdy wstałem odwracając się do Filipa przodem z chęcią mordu. 
- Gardło cię nie boli od tego ciągłego darcia ryja?- warknąłem i wyminąłem go szybko siadając przy zardzewiałych poręczach od schodów.
Otworzyłem świeżo kupioną paczkę.
- Przejdź do rzeczy w końcu- usłyszałem stanowczy, lekko ochrypły głos Dawida podczas gdy zapalałem fajkę. 
Filip był dzisiaj dziwnie podjudzony. 
Może nawdychał się czegoś, czego nie powinien podczas zabaw z bombami. 
Albo okresu dostał. 
Fioletowo włosy warknął cicho pod nosem. Wszyscy oprócz mnie patrzyli teraz na Filipa oczekując wyjaśnień. 
Miałem go gdzieś. Chciałem wyjść. 
W dłoni ściskałem rękojeść noża aż do zbielenia mi knykci. 
- Jutro napadamy na gang- w końcu zaczął tłumaczyć.- Od jakiegoś czasu grasują niebezpiecznie blisko nas i zaczynają mnie drażnić. Ja i Dawid wkradniemy się do ich bazy z ładunkami wybuchowymi. Natan będzie ubezpieczał nas z dachu pobliskiego budynku. Alex i Szymon mają nas osłaniać i torować przejście. 
Zagryzłem wargę. 
Jasne. 
Wystaw nas na linię ostrzału. Co tam... 
Przecież my mamy trzy życia... 
- O której?- Alex odezwał się cichym, niepewnym głosem. 
- 16:00. Musimy się dokładnie zgrać. 
Usłyszałem ciężkie kroki Filipa, a następnie rozkładanie sporej kartki. Zaciekawiony podniosłem wzrok z nad podłogi. 
Wcześniej bardziej interesował mnie pająk chodzący mi między nogami. 
Na ścianie rozwieszony był plan miejsca walki. Na czarno zaznaczeni byliśmy my. 
Przez następne 20 minut Łasica tłumaczył co i gdzie będzie podkładane, byśmy nie wpadli w któryś z wilczych dołów. 
Zapamiętałem dokładnie plan i sam analizowałem bezpiecznie miejsca i pola, gdzie nie było min. 
Nie nadaje się do takich akcji. Rzadko walczyłem w grupie i na tak otwartym polu, nie mówiąc już o znacznej przewadze liczebnej przeciwnika. Gdy w końcu Filip skończył swój wykład wszyscy zebrali się do wyjścia oprócz mnie. Plecy, noga i ramię zaczęły mnie niemiłosiernie piec, co utrudniało mi chodzenie, a nie chciałem pokazać tego przed Filipem. Zapaliłem i odetchnąłem wypuszczając całe powietrze z płuc razem z dymem.
I po co mi to było? Teraz zamiast wychodzić z kumplami na piwo i dupy muszę spędzać czas z tymi psycholami i znosić tą całą sytuację.
Hah...
Ciekawość to pierwszy stopień do piekła.
No. Nie zdziwię się, jeżeli ta ciekawość kiedyś na prawdę mnie zabije.
A gdybym zabił gnoja? Ludzkość będzie mi wdzięczna... Ej chwila. Nie będę go usztywniał tylko dlatego, że mnie wkurwia.
Poza tym zdaje mi się, że Emos coś czuje do tej spierdoliny.
Można do niego czuć coś więcej niż nienawiść i irytację? Trza mieć mocno najebane we łbie.
Prychnąłem pod nosem.
Siedziałem tak jeszcze jakiś czas całkiem sam na zimnej podłodze z kamienia aż za oknem nie zaszło słońce. Wstałem ociężale i podreptałem spokojnie do domu podziwiając nocne niebo. Dzisiaj wyjątkowo omijałem zatłoczone i oświetlone uliczki, by móc co jakiś czas zerkać w gwiazdy. Nie przejąłem się nawet tym, że mógł się nawinąć jakiś goryl z maczugą w ręku i łatwo mnie uszkodzić.
Zobojętniałem.
W głowie ciągle miałem obraz dzisiejszego spotkania.
Co to miało być?
Wszyscy zastraszeni albo nieobecni. Ja się tak nie dam.
Cały czas miałem niepohamowaną ochotę zastrzelić Łasica. Nie zrobiłem tego tylko ze względu na Emosa...
I co mnie on do chuja pana obchodzi?!

Wkurwiony kopnąłem śmietnik. Zachwiał się na zardzewiałych śrubach i pozbył części swojej zawartości rzygając nią na ulicę.
Ph...
Ktoś to powinien posprzątać już dawno.
Wypaliłem już dzisiaj drugą paczkę, co nawet jak na mnie to dużo. Wstąpiłem do całodobowego po zapas i prosto do domu najszybszym skrótem jaki udało mi się znaleźć.
Miałem nadzieję, że po zimnym prysznicu trochę się uspokoję...
No. Powiedzmy. Bo gdyby nie rozsądek rano musiałbym iść po nowe lustro do łazienki. Prawie je rozbiłem widząc bandaż na ramieniu. Odpuściłem sobie opatrunki i w samych bokserkach usiadłem na łóżku z piwem i laptopem. Sprawdziłem szybko pocztę i skypa.
'1 powiadomienie'
O... ktoś o mnie pamięta?
Kliknąłem od razu w ikonkę.
'Nieodebrane od Braciszek'
Zaśmiałem się pod nosem i widząc, że jest dostępny zadzwoniłem do niego odpalając szluga.
- Nie pal!!!- usłyszałem na dzień dobry po drugiej stronie ekranu.
Uśmiechnąłem się szeroko do Jeka.
Jake Adivity.
Właściwie nie jest moim bratem, ale nazywamy się tak od zawsze. Razem wychowywaliśmy się w sierocińcu i byliśmy jedynymi, którzy znosili siebie nawzajem.
Rozrabialiśmy... dużo. I raczej nie były to niewinne zabawy dzieciaków...
Było tak, dopóki chłopak nie wyjechał za granicę do szkoły artystycznej. Teraz jest zawodowym fotografem i zwiedza Europę.
Burżuj jeden...
- No ciebie też miło widzieć...- mruknąłem i zgasiłem szluga dla świętego spokoju i przetarłem zmęczony twarz.- Skąd dzwonisz tym razem?
- Paryż. Dwa dni temu przyjechałem na sesję do reklamy sukien ślubnych... Mordęga, ale płacą przynajmniej. A tobie co? Jakby cię przeżuli i wypluli nie tą stroną co powinni- uśmiechnął się do mnie szeroko.
Skrzywiłem się.
- Daj spokój... Kiedyś ci opowiem okej? A jak z tym twoim fagasem? Odwalił się w końcu?- zaczesałem włosy do tyłu
- No zmienił mi się szef, więc tak. Mam spokój.- uśmiechnął się szeroko i sięgnął po tabliczkę czekolady leżącą obok niego.
Zerknąłem na opakowanie.
Wiśniowa. Jego ulubiony smak.
- Kiedy tu zawitasz mnie odwiedzić?- zapytałem zerkając na zegarek. Ledwo trzymałem świadomość i najchętniej to bym się teraz walnął w miękką kołdrę i spał do lata.
- Nie wiem. Chciałbym już.- mruknąłem z nutką smutku w głosie.
- Mhm... ja też... A tak by the way pokażesz zdjęcia?
- Jasne czekaj. Zaraz wyślę...

Rozmawialiśmy tak jeszcze jakiś czas, aż Jake nie pogonił mnie spać. Nie wspominałem mu ani o gangu, ani Filipie.
Zasnąłem bez problemów zmęczony dzisiejszym dniem.
-------------------------------------
Z podziękowaniami dla wspaniałomyślnej Yume, która specjalnie dla mnie wstała z łóżka by pomóc szukać początku naszych rozmów na fb, co i tak teraz się nie przydało... Ale fajnie powspominać... ekhem... początki znajomości xD
I w końcu dla Ewy wątek z Jakiem bo mi truła dupę od powstania bloga. 


Nie mam pomysłów na tytuły wpisów, więc zamieniam je po prostu na rozdziały... Tak lenistwo~

Wybierz nakl