Rozdział 15

Rano, gdy się obudziłem Dawida nie było obok... Zdziwiłem się nieco i po chwili poderwałem się by wstać. Westchnąłem cicho czując lekkie kłucie w udzie. Rana po postrzale już się zagoiła, ale nadal momentami lekko pobolewała.
-Dawid?- odezwałem się na tyle głośno, by w całym mieszkaniu było mnie słychać. Wstałem z łóżka sięgnąłem automatycznie po fajki z szafki nocnej. Zapaliłem jedną.
- W kuchni jestem!- usłyszałem odpowiedź i od razu pokierowałem się do pomieszczenia. Uśmiechnąłem się półgębkiem widząc jak Dawid próbuje coś wykombinować z jajkami.
- O ja... Chłopak robi mi śniadanie- prychnąłem rozbawiony opierając się o blat tuż obok chłopaka. Ten spojrzał na mnie i uśmiechnął się pod nosem dosyć krzywo... Spojrzałem na miskę z wbitymi tam jajkami. Zaśmiałem się- Ale wolałbym nie jeść jajecznicy na chrupiąco- mruknąłem i podszedłem do lodówki wyciągając dwa nowe jajka.
- Chcę ci się jakoś odwdzięczyć za nocleg i... no za wszystko-mruknął spuszczając wzrok na miskę, w której pływały jajka z kawałkami skorupek.
Uśmiechnąłem się lekko słysząc to.
- Nie musisz. Ja nic takiego nie robię przecież- wziąłem drugą miskę i wbiłem do niej dwa jajka- Ale jeśli na prawdę chcesz, to pokrój dwa plasterki sera i parówkę- uśmiechnąłem się ciepło. Dawid od razu się rozpromienił i zabrał do roboty.

Po śniadaniu jeszcze jakiś czas posiedzieliśmy wygłupiając się i opierdalając paczkę chipsów znalezioną w szafce kuchennej. Dopiero gdzieś około 15:00 postanowiliśmy się zebrać i wyjść, by odebrać szczeniaka.

- Jak go nazwiemy?- odezwałem się chwilę po tym, jak wyszliśmy z bloku.
- Nie wiem... To twój psiak. Jesteś pewny, że chcesz go przygarnąć?- Dawid spojrzał na mnie.
- Mhm... Przynajmniej będę miał do kogo gębę otworzyć. Tylko nie mam pomysłu na imię- westchnąłem cicho patrząc przed siebie.
- Będziesz gadał do psa?- prychnął rozbawiony i uniósł lekko brew.
- Lepsze to niż nic- wzruszyłem ramionami spokojny. Nie widziałem nic złego w gadaniu do psa... Przecież nie będę z nim prowadził dyskusji o bombach jądrowych.- No i nie będę się też przy takim szczeniaku nudził.
- W takim razie to okej...-mruknął uśmiechając się pod nosem.
- Mhm... Jesteśmy- odezwałem się po chwili otwierając drzwi do przychodni, która na szczęście okazała się być tylko kawałek oddalona ode mnie, tylko w mało widocznym miejscu. Znajdowała się w jednym z tych bloków, gdzie na parterze były sklepy itp. (w tym przypadku weterynarz), a wyżej mieszkania. Jakoś nigdy nie zwróciłem na to uwagi.
Dawid wszedł za mną rozglądając się wokoło spokojnie, a ja od razu pokierowałem się do oddzielonego od poczekalni ścianką działową gabinetu weterynarza. Przywitał mnie ten sam mężczyzna, który wczoraj zabrał psa. Przedstawiłem się, przypomniałem o psie z wczoraj, a mężczyzna zabrał mnie do osobnego pomieszczenia, gdzie było kilka klatek ze zwierzętami.
-Ma lekko naderwane ucho, zmiażdżone dwa żebra i może mieć problemy z poruszaniem się, bo jedną łapę ma w bandażu, a drugą musiałem wczoraj nastawiać, a poza tym ma kilka już niegroźnych skaleczeń, ale miał dużo szczęścia, że udało mu się przeżyć- tłumaczył mi weterynarz idąc do samego końca pomieszczenia, gdzie kucnął przy klatce, w której leżał mój szczeniak. Uśmiechnąłem się pod nosem i kucnąłem obok niej oglądając owiniętego ręcznikiem psiaka. Mimo to widziałem, że jest brązowo-biały.
- Mhm... Dostanę dla niego jakieś leki?- zapytałem nie odrywając wzroku od klatki. Mężczyzna przykucnął obok mnie.
- Tak. Będzie pan musiał mu je podawać raz dziennie do karmy, a poza tym smarować ranę na uchu specjalnym kremem.
- Rozumiem... A co do rasy, płci i wieku?- spojrzałem w końcu na swojego rozmówcę.
- Pies jest rasowy. To bullterier, samiec, ale co do wieku nie jestem pewien, jednak więcej niż pół roku na pewno nie ma- lekarz wydawał się trochę zakłopotany tym, że nie potrafił mi dokładnie powiedzieć ile pies ma miesięcy, ale to akurat było dla mnie najmniej ważne.
Po chwili wyjął go z klatki i wstał, tak samo jak ja i podał mi psa na ręce. Uśmiechnąłem się szeroko. Pies obwąchał mnie trochę wystraszony, ale chyba wyczuł znajomy zapach z wczoraj, bo po chwili już się uspokoił. Widać było, że jest jeszcze na jakiś lekach uspokajających, czy czymś.
- Roszę. Pies jest pański. Dam panu tylko leki i książeczkę zdrowia.- wróciliśmy do gabinetu weterynarza, gdzie ten podał mi małą książeczkę  i małą reklamówkę z kremem i tabletkami. Zapłaciłem za wszystko i wyszedłem do Dawida, który czekał w poczekalni. Uśmiechnąłem się szeroko.
- Poszczęściło mi się. Mam bullteriera- spojrzałem, na śpiącego już psiaka na moich rękach.
- Pokaż mi go- chłopak podniósł się z krzesła i spojrzał na psa- Wygląda już o niebo lepiej- uśmiechnął się ciepło do mnie.
- Wiem... Musi się jeszcze trochę podleczyć, ale będzie już dobrze. No i szkoda, że nie ma części ucha- mruknąłem.
- Śliczny- powiedział i otworzył mi drzwi wychodząc zaraz za mną- Przy tobie nic mu nie grozi- powiedział po chwili.
- No ba! Zaopiekuję się nim- uśmiechnąłem się szeroko.
Mam nadzieję. Dodałem w myślach
- Jak mamusia- Dawid zaśmiał się zaczesując sobie włosy do tyłu, co mnie ucieszyło. Chociaż teraz widziałem jego oczy.
- Więc ty jesteś tatusiem- dodałem uśmiechając się szeroko.
- I mamy dziecko z krzaków- prychnęliśmy oboje śmiechem.- To teraz tatuś musi stanąć na nogi, by wyżywić całą rodzinę- zaśmiał się, a ja mu zawtórowałem.
- Oj nie... Ty nas lepiej nie żyw, bo nie wiem, czy przeżyję- prychnąłem rozbawiony i zostałem zdzielony w głowę. Skręciłem w stronę zoologicznego.
- A tak serio to muszę jeszcze poszukać na mieście kilku ofert. Nie wiem, czy ktoś z tych wczoraj się odezwie- powiedział już nieco poważniej, po czym przeciągnął się z cichym pomrukiem- Dobrze byłoby odnieść psiaka, żeby odpoczął.
- Chce mu tylko kupić parę rzeczy- wyjaśniłem. Pewnie bym go zaniósł, ale możliwe że będę potrzebował jakieś jego wymiary by kupić szelki, czy legowisko.
- Dołożę się. W końcu to też moje dziecko- uśmiechnął się z dumą, a ja wybuchłem śmiechem.
Resztę drogi przemilczeliśmy w spokoju, a ja zastanawiałem się nad imieniem dla psa. Chciałem go wyszkolić, by mnie bronił, więc nie mogłem go nazwać 'Puszek', czy coś w tym stylu...
Ranyyyy.... Jestem kiepski w wymyślaniu imion.
Nazwę go Baltazar... Przeszło mi przez myśl, gdy już skończyły mi się pomysły, po czym i to szybko odtrąciłem.
Dopiero, gdy wchodziliśmy już do sklepu olśniło mnie.
- Ej, co powiesz na Killer?- zapytałem Dawida uśmiechając się pod nosem i spojrzałem na szczeniaka.
- Jak podrośnie to będzie mu pasować- uśmiechnął się biorąc koszyk i ruszyliśmy między sklepowe półki.- Co kupujemy?
- Karmę, legowisko, smycz, szelki i jakieś zabawki- wymieniałem szukając wszystkiego po półkach- Będziesz to zbierał, bo nie mam jak za bardzo sięgać- spojrzałem na psa, który o dziwo jeszcze spał.
- Legowisko, karma... smycz, szelki- wymieniał pod nosem zgarniając do koszyka potrzebne rzeczy. Przy szelkach kazałem mu wziąć dwie pary. Jedne wąskie i cienkie na zwykłe spacery, a drugie mocne i grube gdybym chciał go szkolić. Zabawek nabrałem około dziesięciu, po czym ruszyliśmy do kasy.
- Potrzymasz go?- zapytałem zerkając na Killera. Pasowało mu to imię.
- Jasne- podałem Dawidowi ostrożnie psa i zapłaciłem za wszystko- Miałem się dorzucić- upomniał się.- W kieszeni mam portfel- uniósł brew wyczekująco. Nie miałem jak się wymigać. Wziąłem z jego portfela 20 złotych i odłożyłem z powrotem do kieszeni z lekkim uśmiechem. Dostałem z powrotem śpiącego psa na ręce i wyszliśmy ze sklepu. Po chwili Dawid się zatrzymał.
- Ja już lecę- mruknął.
- Gdzie?- zapytałem opierając się o lampę za mną. Ha... moje miejsce.
- Do siebie... Ciotka się za mnie ostro wzięła. Powiedziała, że mam się dostosować do jej zasad- wywrócił oczami krzywiąc się.
Nie dziwię mu się... Też bym się krzywił gdyby ktoś traktował mnie jak dzieciaka.
- I co? Masz od teraz wracać na kolację i pomagać przy zmywaniu jak grzeczny chłopiec?- zapytałem unosząc brew.
- Taa..- mruknął wzdychając ciężko- Niestety ta kobieta jest szurnięta.
- Jak będziesz miał już dość, to możesz wprowadzić się do mnie- uśmiechnąłem się ciepło.
- Żartujesz sobie? Przecież widać, że sam na kasie nie śpisz, to teraz tylko brakuje, bym na tobie żerował- prychnął marszcząc brwi.
Westchnąłem cicho.. No tak. Lodówka zaopatrzona w ser, szynkę, parówki, jajka i masło to raczej nie oznaka bogactwa.
- Radzę sobie, pracuję, a ty wcale byś nie żerował. Po prostu pomieszkasz u mnie jakiś czas, popracujesz gdzieś, a gdy będziesz chciał to się wyprowadzisz. Proste.
Chłopak zamyślił się na chwilę.
- Nie jestem do końca przekonany do tego- mruknął.
- Zawsze lepsze to niż mieszkanie u ciotki nie?- uśmiechnąłem się półgębkiem.
Chłopak zaśmiał się pod nosem i uśmiechnął do mnie nikle.
- Dobra pomyślę jeszcze nad tym i dam znać. A na razie to muszę już lecieć- uśmiechnął się ciepło i potargał mi włosy.
Wyszczerzyłem się zadowolony.
- To do zobaczenia- powiedziałem.
Dostałem jeszcze szybkiego buziaka w policzek, a chwilę potem Dawid odszedł szybko bez słowa. Uśmiechnąłem się rozczulony. Tak mógłby mi dziękować za noclegi...
Wzruszyłem ramionami i ruszyłem z Killerem do domu.

Pies o dziwo szybko się u mnie zaaklimatyzował i już po kilku dniach biegał (w miarę możliwości) po domu chcąc się ze mną bawić. Przez te kilka dni raczej nie miałem kontaktu z Dawidem i chodziłem regularnie do klubu ucząc się przy okazji tańca na rurze... Mimo wszystko kasa, jaka z tego była szybko mnie przekonała, by się przyłożyć. Trochę martwiło mnie, że chłopak się nie odzywa, ale też miał pewnie swoje sprawy. Poza tym spotkania gangu na razie się nie odbywały więc z tym też miałem spokój. W końcu mogłem się skupić na pracy i samym sobie. Czasami jeszcze chodziłem dilować, by mieć kasę na małe zakupy.
Nic specjalnego, ale cieszyłem się chociaż z chwili tej normalności.

Dopiero jakoś po tygodniu chłopak napisał do mnie.

Em... Oferta wspólnego mieszkania nadal aktualna?

Uśmiechnąłem się pod nosem i odpisałem.

Jasne. Jestem w domu do 18:00. 

Zaraz będę.

Uśmiechnąłem się szeroko. Jednak się zdecydował. I dobrze. Będę przy nim bliżej i szybciej dowiem się, gdyby coś się działo.
Rozejrzałem się po pomieszczeniu i westchnąłem cicho. Przydałoby się tu trochę posprzątać. Wstałem trochę niechętnie i zabrałem się za ogarnianie sypialni, a następnie reszty domu. Nie wiedziałem za ile Dawid dokładnie będzie, więc uwinąłem się jak najszybciej mogłem, czyli w jakieś 20 minut. Posprzątałem wszystkie opakowania po fajkach, papierki, sprzątnąłem naboje, schowałem niedawno ostrzone noże, pozamiatałem, pozmywałem itd. Gdy skończyłem uśmiechnąłem się szeroko dumny z siebie. Co prawda przy odkurzaniu wystraszyłem Killera i teraz biedna kuleczka trzęsła się pod łóżkiem skomląc cichutko, ale trudno. Będzie musiał przywyknąć. Z resztą maluch był dzielny mimo wszystko. Już trzy dni po pojawieniu się w domu rozerwał bandaż na łapce, który na szczęście nie okazał się tak potrzebny i pozwiedzał wszystkie zakamarki domu. Kilka razy mi też prawie uciekł na spacerze.
W końcu udało mi się wywabić psa spod łóżka i usiadłem z nim na kolanach na podłodze. Starałem się go jakoś uspokoić i głaskałem go, aż nie poczułem, że moja noga zaczyna się robić strasznie ciepła... A dokładnie udo na którym siedział Killer. Odsunąłem psa od razu i spojrzałem na zalane przez niego spodnie. Zmarszczyłem brwi i jak najszybciej ściągnąłem spodnie, uchyliłem okno w sypialni by pozbyć się zapachu moczu i poszedłem przemyć nogę jak i spodnie przeklinając pod nosem na psa i cały Boży świat. Akurat gdy wychodziłem z łazienki zadzwonił dzwonek.
Poszedłem otworzyć trochę zirytowany.
- Hej- mruknąłem odsuwając się, by Dawid obładowany 'aż' dwoma walizkami mógł wejść.
- Nie za zimno ci?- zapytał wchodząc i uśmiechając się rozbawiony.- I co ty taki poddenerwowany?
- Killer przed chwilą zmoczył mi nogawkę- prychnąłem biorąc od niego jedną walizkę i zanosząc ją do sypialni.
Dawid od razu wybuchł głośnym śmiechem i poszedł za mną. Widząc Killera bawiącego się jakby nigdy nic swoją piłeczką od razu wziął go na ręce i cmoknął w łepek.
- Kocham cię piesku... Ty to wiesz jak człowiekowi humor poprawić- zaśmiał się i odstawił psa na ziemię.- No i wyglądasz już o wiele lepiej.
Ja sobie usiadłem na łóżku i uśmiechałem się pod nosem rozbawiony na myśl, że Killer mógłby teraz nalać na Dawida.
- Dobra będzie trzeba go wziąć na dwór- powiedziałem uśmiechając się lekko.
W tym samym momencie pies postanowił nasikać na stopę Dawida, na co ja zareagowałem głośnym śmiechem i padłem plecami na łóżko.
- Fuuuuu!! Killer!- Dawid jęknął z obrzydzeniem zdejmując od razu skarpetkę, a ja zacząłem się śmiać jeszcze głośniej.
- Naznaczył tatusia-prychnąłem rozbawiony i wstałem, by szybko zabrać szczeniaka z podłogi. Dawid zdążył już się udać do łazienki, by umyć stopę. Za ten czas założyłem spodnie
Zaniosłem psa do przedpokoju trzymając go w wyprostowanych dłoniach przed sobą. Nałożyłem szybko buty i założyłem Killerowi szelki razem ze smyczą.
- Dawid idziesz ze mną?- zapytałem zaglądając do łazienki, gdzie chłopak zawzięcie szorował stopę w wannie. Zaśmiałem się pod nosem- Dobra, czyli nie- prychnąłem widząc, jak patrzy na mnie spod wilka.
Wyszedłem z psem na podwórko za domem i spuściłem go ze smyczy. Nie miał jak uciec, bo wszystko było zagrodzone płotem drucianym. Zapaliłem i zastanawiałem się nad słowami Dawida.
'Poprawić humor'
Westchnąłem cicho. Pewnie znowu coś się stało. Martwiłem się tylko, że znowu chodzi o Filipa. Facet nie wyglądał na takiego, co szybko odpuszcza, a już zwłaszcza w takich sprawach. Skrzywiłem się i wyrzuciłem niedopałem papierosa. Po chwili zauważyłem jak Dawid wychodzi z bloku.
- Jak skarpetka?- zapytałem wymuszając uśmiech rozbawienia.
On tylko skwitował to prychnięciem.
- Jak ty go wychowałeś co?- mruknąłem i uśmiechnął się pod nosem wyciągając ode mnie papierosa.
Chwilę milczałem patrząc na psa. Dawid najwidoczniej wyczuł moją zmianę humoru, bo sam też trochę spoważniał. Czułem na sobie jego wzrok.
- Stało się coś?- zapytał po krótkiej chwili.
- Ciebie powinienem o to zapytać- mruknąłem i spojrzałem na chłopaka zapalając już drugą fajkę. Ten wydał się wyraźnie zaskoczony i chwilę obserwował mnie zastanawiając się chyba, co odpowiedzieć.
- Filip mnie szantażuje, bym wrócił do niego- wycedził w końcu przez zęby marszcząc brwi i patrząc na psa.
Sam też się skrzywiłem i zaciągnąłem mocno. No tak... można się było tego po nim spodziewać.
- Ten gnój złapał mnie, gdy się wyprowadzałem od ciotki, groził bronią... Mówił, że jak nie będę z nim to nie mam prawa być z nikim innym. Mówił, że mnie kocha, obiecywał się poprawić... Gdy odmówiłem rzucił się na mnie i siłą chciał zaciągnąć do siebie- mówił marszcząc brwi i patrząc uparcie na psa. Wiedziałem, że gdyby tylko nie miał tej swojej zasranej godności płakałby.- Uciekłem- dodał po chwili gorzko i zaciągnął się mocno z fajki.
Ja go grzecznie słuchałem mając ochotę postrzelić tego idiotę.
- Dobrze zrobiłeś... On by się i tak nie zmienił... Uwierz... Od teraz będzie tylko lepiej- uśmiechnąłem się pocieszająco i poklepałem go po ramieniu. W odpowiedzi dostałem tylko krótkie potwierdzenie ruchem głowy. Na pewno go tak szybko co do tego nie przekonam. Nie wiem nawet czy Filip w końcu nie postrzeli Dawida... Westchnąłem cicho, a chwilę potem poczułem, jak Dawid przytula się do mnie. Zamrugałem zaskoczony i też go objąłem gładząc po plecach uspokajająco.
Cholera... Tak krótko znam tego faceta, a już czuję się za niego odpowiedzialny.
Nie chcę, by coś złego mu się stało.
Trwaliśmy tak kilka minut po czym Dawid postanowił się odsunąć. Uśmiechnąłem się do niego pokrzepiająco.
- Pamiętaj chłopaku... Nie ważne jak źle by było... Obiecałeś mi coś- przypomniałem patrząc mu w oczy, a właściwie w to, co widziałem zza grzywki.
Chłopak uśmiechnął się smutno i skinął głową.
- Pewnie. Pamiętam o obietnicy maluchu- potargał mi włosy zgrywając jakiegoś super szczęśliwego, że niby nic się nie stało. Odpuściłem i spojrzałem na psa.
- Zbierajmy się już... Musisz się rozpakować i takie tam-mruknąłem i poszedłem po Killera by zabrać go z podwórka. Dawid bez słowa poszedł na górę do mieszkania.
Gdy wszedłem do mieszkania Dawid już siedział w sypialni z rozwaloną walizką. Zaśmiałem się cicho i zabrałem się za robienie mu miejsca na półkach.

Po ponad godzinie roboty i obrzucania się winogronami Dawid był rozpakowany, a ja musiałem się zbierać do pracy. Właśnie wyszedłem spod prysznica w samych dresach, gdy chłopak mnie zaatakował z szerokim uśmiechem.
- Szynuś... mogę iść z tobą do pracy?- zapytał wyraźnie zadowolony ze swojego pomysłu.- Już kiedyś mi obiecałeś, że mnie zabierzesz- przypomniał uśmiechając się dumnie.
Zamrugałem zaskoczony jego nagłym atakiem, jak i jego pytaniem, ale no co mogłem zrobić? I tak by pewnie za mną poszedł.
- No dobra...- mruknąłem i uśmiechnąłem się lekko.- Ale uprzedzam. Ja nie tańczę!-krzyknąłem, gdy wyminąłem chłopaka znikając w sypialni. Usłyszałem tylko jego niezadowolony jęk, a chwilę potem dzwonek jego telefonu dobiegający z salonu.
Ubrałem się spokojnie, a gdy już chciałem wychodzić do Dawida usłyszałem siarczyste przekleństwo i jak chłopak idzie szybkim krokiem do przedpokoju. Od razu wyszedłem za nim
- Co się stało?- zapytałem od razu.
Dawid już ubierał buty.
- Muszę iść do Filipa-warknął, po czym mimo moich sprzeciwów i szarpania za bluzę wybiegł z mieszkania jak piorun.
- Kurwa!- krzyknąłem na cały głos i kopnąłem taboret, na którym przed chwilą siedział Dawid. Mebel się przewrócił a ja zaczesałem włosy do tyłu i przeszedłem cały przedpokój nie wiedząc co robić. Nie mogłem znowu opuścić dnia w pracy, bo jak szef się dowie, to na pewno wylecę. Zakląłem po raz kolejny i trzasnąłem drzwiami. Byłem wściekły na Dawida... Miał z tym skończyć! Skończyć z Filipem i tym całym gównem!
...
Miał...
Miał się zająć mną...

Poczułem jak moje policzki robią się mokre, ale szedłem hardo przed siebie w stronę klubu.

Rodział 14

Siedziałem w salonie z małym kartonem obok i szerokim uśmiechem. Jake, mój przyszywany brat wysłał mi paczkę pełną słodyczy i list, w którym obiecał, że niedługo zjawi się w Polsce. Cieszyłem się, jak dzieciak na Gwiazdkę. Nie widziałem się z nim dobre 10 lat, a kiedyś był moim jedynym przyjacielem w sierocińcu i mimo, że był młodszy to on zawsze musiał mnie pilnować, bym nie wpakował się w kłopoty.
W dodatku dzisiaj miał przyjść Dawid. Kolejny powód do uśmiechu. Rozmowy z nim były tak swobodne, jakbyśmy znali się latami, a nie kilka tygodni. No i fakt, że nie będę w domu cały dzień sam też jakoś podnosił mnie na duchu.
Miałem dzisiaj dobry humor. Nie przejmowałem się kolejną kłótnią na spotkaniu, następną pracowitą nocą i ćwiczeniami. Miałem zakwasy, ale nie zwracałem na nie uwagi. Nawet nie przejąłem się faktem, że zaczynają mi wystawać żebra i jestem trochę bledszy, niż normalnie. Zgasiłem niedopałek o róg blatu i sięgnąłem po kubek z kawą dopijając ją. Było już po 11:00, a ja wstałem dwie godziny temu i dopiero niedawno zabrałem się za 'śniadanie'. Nawet chciałem coś zjeść, ale widząc prawie pustą lodówkę wolałem oszczędzić te zapasy na potem.
Siedziałem tak dość bezczynnie i gapiłem się w telewizor, aż nie usłyszałem kliknięcia zamka w drzwiach. Potrzebowałem chwili, by przypomnieć sobie, że przy ostatnim spotkaniu dałem Dawidowi klucz do mieszkania. Wiem, że to głupie dawać takie rzeczy ledwo poznanej osobie, ale wiedziałem, że mogę mu zaufać. Poza tym nie było tu nic, co warto by było ukraść.
- Szymon?- usłyszałem po chwili jego głos i odgłosy zdejmowanych butów.
- Jestem w salonie- opowiedziałem i odwróciłem głowę w stronę przedpokoju.
Gdy tylko chłopak pojawił się w wejściu przywitałem go ciepłym uśmiechem.
- Hej- odpowiedział z cichym warknięciem i wręcz padł obok mnie na kanapę.
Przyglądałem mu się parę sekund w milczeniu. Widziałem, że coś jest nie tak...
On już nawet nie próbuje udawać. Poza tym spod jego kołnierzyka wystawał kawałek bandaża i lekko kulał wchodząc tu. Pewnie próbował to ukryć...
- No mów- powiedziałem, gdy w końcu na mnie spojrzał.
Odetchnął cicho i skrzywił się zanim zaczął mówić.
- Nie chce już nigdy widzieć Łasicy...Niech skurwiel zdycha w ogniu piekielnym. Pizda nieczuła i niech na dziwki chodzi jak czegoś skurwielowi brakuje... Dobra. Wygadałem się- spojrzał na mniej już nieco bardziej opanowany.
- Znowu cię zmusił?
Krótkie zaprzeczenie.
- To co zrobił? Chodzi o tą całą naukę miłość?- zmarszczyłem lekko brwi przyglądając mu się.
Znowu zaprzeczył.
- No więc o co chodzi?
- Bo... Kurwa no!- walnął pięścią o podłokietnik kanapy.- Chciałem spróbować po raz ostatni. Chciałem pokazać mu, że go kocham. Pozwoliłem mu nawet na seks- odetchnął głęboko wyładowując tym samym kolejną porcję napięcia.
- I się pobiliście?- uniosłem lekko brew.
Dawid w odpowiedzi tylko skinął głową. Wolałem nie drążyć już tego tematu, wiedząc, że to go tylko bardziej wkurzy. Był opatrzony i nie wyglądał, by coś poważnego mu się stało na szczęście.
- Ranyy Dawid...- skrzywiłem się nieco i przeczesałem odchylając głowę lekko do tyłu.- On i bez tego wie, że go kochasz, a oddawaniem mu swojego ciała nie sprawisz, że cię pokocha. Miłość, to nie seks.
- On mi powiedział, że mnie nigdy nie pokocha. Powiedziałem mu, że sobie kogoś znajdę, a on na to tylko 'a tak fajnie nam było'... Rozumiesz to? I potem już tylko stwierdził, że jestem idiotą, że go kocham. On... Tak po prostu mnie przeleciał, a potem powiedział że jestem nikim i sobie poszedł- przetarł skronie i westchnął ciężko. Widziałem, że chłopak był bliski płaczu...
- Czemu ty mu na to jeszcze pozwalasz?- zapytałem spokojnym głosem, by jakoś i jego uspokoić.
- Bo go kocham. I nic na to nie mogę poradzić- odpowiedział markotnie i spojrzał na niedopałek na stoliku
- Dawid wiesz, że w ten sposób nic nie naprawisz... Ranisz tym tylko siebie.
- Miałem nadzieję, że on żywi choć trochę uczucia do mnie. Ale teraz wiem, że siebie tylko okłamywałem. Nie chcę go znać. Robiłem wszystko, by mnie pokochał, ale jak widać on tego nie potrafi- warknął podjudzając się na nowo.
- Słusznie... Nie rób tego więcej, bo to nic dobrego nie przyniesie. Sam powiedziałeś, że nic do ciebie nie czuje- ściszyłem trochę ton głosu.
- Wiem! Przecież do cholery wiem!- krzyknął i schował twarz w dłoniach wciskając ją mocno, jakby chciał się tam schować cały.
- Ale spokojnie- klęknąłem na kanapie i podszedłem, by go przytulić opiekuńczo. Wydawało mi się, że właśnie takiego wsparcia potrzebuje.- Za bardzo się tym ranisz, a ja nie chcę, aby działa ci się krzywda- tym razem już prawie szeptałem.
- To nie jest takie proste-także szepnął i spojrzał na mnie kątem oka unosząc nieco głowę znad dłoni.
- Wiem... Ale warto się postarać- uśmiechnąłem się ciepło. Nie wiedziałem, jak okazać chłopakowi wsparcie, a tym bardziej pomoc. Jedynym wyjściem była rozmowa.
- Ciągle się staram! Ale zamiast tego bardziej w to brnę- szepnął zrezygnowany.- Kiedyś potrafiliśmy jeszcze normalnie rozmawiać. I wtedy okazywał mi chociaż jakieś ciepło.
- Może zapomniał jak to się robi?- uśmiechnąłem się trochę zakłopotany.- I wiesz co? Wydaje mi się, że tobie był potrzebny taki zimny prysznic. Inaczej sam nigdy byś tego nie zakończył.
Dawid przyglądał mi się pustym wzrokiem, jakby nie rozumiał nic z tego, co powiedziałem, po czym zaklął coś pod nosem i spuścił wzrok na podłogę, łokcie podpierając na kolanach.
- Mam go już gdzieś... Niech wypierdala- wręcz wypluł te słowa i przetarł twarz dłonią.
- Na prawdę?- uniosłem brew samemu nie dowierzając, że to powiedział.
- Nie... Ale muszę jakoś o nim zapomnieć. Może kiedyś doceni co stracił. Ważniejsze teraz, bym pozbył się uczuć do niego- mruknął zerkając gdzieś w kąt pokoju.
- W końcu gadasz z sensem- uśmiechnąłem się pocieszająco i poklepałem go po ramieniu.
- Ta... Ej ogólnie wiedziałeś, że Alex wyjechał?- spojrzał na mnie w końcu i wyprostował się.
- Nie. Raczej nie rozmawiamy ze sobą. Gdzie?- zapytałem zaciekawiony.
- A chuj go tam wie- wzruszył ramionami.- Ważne, że daleko ode mnie i z Natanem- uniósł kącik ust wyraźnie zadowolony z tego faktu.- Mówił coś tylko, że Łasica go o coś poprosił, więc pewnie i my niedługo dołączymy- dodał po chwili.
- Serio?- zmarszczyłem brwi.- Nie na rękę mi to... Ja mam pracę- prychnąłem już wyobrażając sobie reakcje szefa, gdy po kilku dniach pracy poproszę o urlop.
Wzrok Dawida powędrował na mnie i uśmiechnął się półgębkiem przyglądając mi się badawczym wzrokiem.
- Jaką?
Przełknąłem dyskretnie ślinę... Cholera... Ładnie się wkopałem, nie ma co. Westchnąłem ciężko i skrzywiłem się.
- Jestem barmanem w klubie nocnym- mruknąłem od niechcenia mając nadzieję, że nie będzie wypytywał.
Ale chłopak miał inne plany.
- Nocnym czyli?-uniósł brew znacząco i usiadł przodem do mnie krzyżując nogi przed sobą.
- O rany chłopie w życiu nie byłeś w klubie nocnym?- prychnąłem i wyciągnąłem papierosa, by się uspokoić i nie powiedzieć za dużo.
- I to w nie jednym... Ale kluby są różne- wzruszył ramionami uśmiechając się chytrze. Domyśliłem się, że już mnie rozgryzł...
- Tak... W klubie ze striptizem. Lepiej?- wydmuchnąłem mu dym w twarz mrużąc oczy.
Dawid tylko rozgarnął go dłonią, a jego uśmieszek się poszerzył.
- Więc kiedyś cię odwiedzę krasnalu- potargał mi włosy uśmiechając się szeroko.
Trochę zbił mnie z tropu i na chwilę mnie zamurowało... Wiedziałem, że zaprzeczanie i temu podobne reakcje jeszcze bardziej go zachęcą, by dowiedzieć się, jak to dokładnie wygląda. Miałem tylko nadzieję, że do jego wizyty jeszcze nie wejdę na scenę.
Wzruszyłem lekko ramionami z ciepłym uśmiechem.
- Jasne zapraszamy... Więcej klientów to więcej alkoholu do sprzedania- wyszczerzyłem się ukrywając szybko moje zakłopotanie.
- Wybacz... jestem bankrutem- usłyszałem tylko beztrosko.
Spojrzałem na Dawida zaskoczony
- Jak to?!
Chłopak wzruszył ramionami lekceważąco i spojrzał na swoje kościste kolana.
- Normalnie. Odkąd poznałem Filipa, mieszkałem u niego... Byłem jego dziwką- skrzywił się ściszając głos. Na tą wiadomość otworzyłem szeroko oczy zszokowany- Utrzymywał mnie w zamian za sex. Moje uczucia nigdy go tak na prawdę nie obchodziły.
Potrząsnąłem głową szybko na boki i podszedłem do Dawida, by po raz drugi tego dnia go przytulić.
- Utrzymankiem- poprawiłem go.- Nie byłeś jego dziwką, a utrzymankiem- wyjaśniłem, gdy spojrzał na mnie pytająco. Zanim jeszcze zdążył zaprzeczyć ja mówiłem dalej. Wiedziałem, że teraz potrzebuje czyjejś pomocy, a ja byłem prawdopodobnie jedyną osobą, która mogła mu ją zaoferować.- Tak to nazwijmy i niech tak zostanie- uśmiechnąłem się ciepło.- Jeśli teraz nie masz gdzie mieszkać mógłbyś zostać u mnie. Klucze masz, miejsca też starczy... Razem damy sobie radę nie? I nie będziesz kłopotem, ani niczym takim!- zapewniłem zanim ten zdążył się odezwać.
Jego oczy patrzyły na mnie z lekkim niedowierzaniem i obojętnością.
- Nie potrzebuję łaski- prychnął krzywiąc się.- Mam gdzie pójść... Mam tu ciocię, u której mogę zamieszkać.
Westchnąłem cicho.
- No dobra, jeśli tak chcesz... Ale jakbyś kiedyś zmienił zdanie to zapraszam- uśmiechnąłem się szeroko.
- Jasne... Dzięki Szymek- potargał mi włosy z ciepłym uśmiechem. Zaśmiałem się i wytknąłem mu język, co było kiepskim posunięciem, bo sekundę później Dawid ugryzł mnie w niego lekko, a chwilę potem pocałował mnie czuło. Zarumieniłem się zaskoczony jego zachowaniem, ale oddałem mu po chwili pocałunek z cichym pomrukiem zadowolenia. Gdy chłopak odsunął się ode mnie uśmiechnąłem się ciepło.
- Nie ma za co... Zawsze już mi tak będziesz dziękować?- uniosłem lekko brew rozbawiony.
- Mooożeeee- wymruczał uśmiechając się tajemniczo, po czym obaj wybuchliśmy śmiechem.
- Ej Dawid to ty teraz powinieneś znaleźć sobie jakąś pracę nie?- zapytałem gdy już się oboje uspokoiliśmy.
Chłopak spojrzał na mnie trochę zaskoczony pytaniem i skinął głową.
- No tak... Z tym będzie problem- mruknął zaczesując włosy do tyłu i odetchnął cicho przymykając oczy.
- Czemu?- usiadłem przodem do niego po turecku.
- Skończyłem liceum i zdałem maturę. Potem Filip mnie ze sobą zabrał- mruknął.
- Ha... Ty przynajmniej masz maturę. Nie będzie tak źle- uśmiechnąłem się pokrzepiająco, chociaż wiedziałem, że nawet po studiach ciężko dostać pracę.
- Pewnie skończę jako kelner w jakimś barze- wzruszył ramionami.- A ty? Nie zdałeś matury?
Pokręciłem głową na boki.
- Czemu?- dopytywał dalej przyglądając mi się ciekawsko.
Wolałem, by nie znał prawdy... Przynajmniej na razie. Nie było się czym chwalić, a nie chciałem go do siebie zrazić. Stał się najbliższą mi osobą i w ogóle jedyną, którą do siebie dopuszczałem. Nie chciałem, by miał o mnie złe zdanie, a na prawdę jeszcze przyjdzie czas. Teraz najważniejsze było, by Dawid znalazł sobie pracę i mógł żyć na własny rachunek.
- Długa historia. Kiedyś ci opowiem- uśmiechnąłem się szeroko.- Może przy piwie. A teraz zbieraj się i idziemy poszukać ci jakiejś pracy- klasnąłem w dłonie zadowolony starając się zmienić temat.
Dawid przyglądał mi się chwilę zagadkowym wzrokiem, którego nigdy nie mogłem rozszyfrować, aż w końcu zamrugał, jakby wracając tu. Na kanapę.
- Teraz? My?- uniósł lekko brew zaskoczony.
- No tak. Myślisz, że jak jesteś ranny, to ci odpuszczę. Zbieraj się. Pomogę ci- uśmiechnąłem się szeroko i wstałem z kanapy. Przeciągnąłem się stając na palcach i odetchnąłem cicho.
Widząc ciepły uśmiech Dawida podniosłem się trochę na duchu i ruszyłem do przedpokoju razem z nim. Ubraliśmy buty, zabrałem ze sobą swoją torbę na wszelki wypadek i wyszliśmy.
- Pewnie nic lepszego niż kelner nie znajdę- Dawid odezwał się po chwili ciszy patrząc przed siebie spokojny.
Spojrzałem na niego i mimowolnie kąciki ust powędrowały mi do góry. Był cholernie przystojny, a teraz wydawał się tak spokojny mimo tego, co działo się naokoło niego. Wiatr lekko rozwiał jego włosy odsłaniając czoło. Nagle zauważyłem wygolone miejsce tuż obok skroni. Normalnie włosy je zasłaniały. Nie wyglądało jak zwykłe wygolenie u fryzjera, bo było trochę nierówne i w kilku miejscach zauważyłem małe szwy. Domyśliłem się, że miał rozwaloną głowę, ale wolałem go o to nie pytać. Bez sensu było przywoływać złe wspomnienia.
W końcu po dłuższej chwili takiego przyglądania mu się Dawid spojrzał na mnie.
- Co cię tak zaciekawiło krasnalu?- zapytał uśmiechając się zadziornie i potargał mi włosy.
Zaśmiałem się cicho i wysunąłem się zgrabnie spod jego dłoni wyprzedzając go o kilka kroków.
- Ty- odpowiedziałem i odwróciłem się do niego idąc tyłem uśmiechając się szeroko.
W odpowiedzi dostałem ciche prychnięcie.
- Nic we mnie ciekawego. A ty uważaj, bo jeszcze wpadniesz na słup- zaśmiał się cicho.
Wytknąłem mu język rozbawiony.
- Nie wpadnę. Ej... Wiesz, że masz ładne oczy?- palnąłem dopiero po chwili uświadamiając sobie, jak to zabrzmiało. Chłopak spojrzał na mnie rozbawiony, a chwilę potem zaczesał znowu włosy, tak by zasłaniały mu pół twarzy.
- Nie lubię ich. Są szare... I wiecznie smutne- mruknąłem pod nosem uciekając wzrokiem i udając, że rozgląda się po informacjach o zatrudnieniu.
- Marudzisz. Mi tam się podobają- powiedziałem odwracając się, by iść już przodem. Temat nam się skończył, więc szliśmy w ciszy, ale nie tej krępującej... Czułem się przy nim na tyle swobodnie, że wcale nie musiałem z nim ciągle rozmawiać. Z resztą, wiedziałem, że na dłuższą metę może być to trochę upierdliwe zwłaszcza dla osoby tak cichej jak Dawid. Skupiłem się na szukaniu ogłoszeń.

Po kilku godzinach poszukiwań, gdy obskoczyliśmy większość barów, restauracji i tym podobnych zmęczeni postanowiliśmy wracać. Było już trochę ciemno mimo ciepłej pory i zbierało się na deszcz. Tylko w kilku barach szukali personelu i spisali numer Dawida z informacją, że się odezwą. Gdzieś przy okazji zatrzymaliśmy się na piwo i wtedy stwierdziliśmy, że dalsze poszukiwania nie mają sensu. Dawid zgodził się u mnie spać. Nie chciałem go zostawiać samego, a i ja też nie chciałem znowu spędzać czasu sam.

- Ej ale ty tak serio z tym białym?- zapytał przeczesując włosy i spojrzał na mnie pytająco. Byliśmy już niedaleko mojego mieszkania.
- No... Ciekawie by ci było. Albo czarno-białe.- uśmiechnąłem się szeroko i nagle znieruchomiałem słysząc jakiś szelest w krzakach. Odruchowo sięgnąłem po nóż z torby przyglądając się gęstwinie liści.
Pierwszą myślą był Kaspian. A drugą, by spierdalać jak najdalej.
Kilka sekund później moje napięcie trochę opadło i schowałem dyskretnie nóż.
Dawid spojrzał na mnie zaskoczony i też przystanął.
- Co jest?- zapytał podążając wzrokiem w to samo miejsce co ja.
- Słyszałeś to?- spojrzałem na niego pytająco i potem znowu na krzaki.
- Nie... Przewrażliwiony jesteś, bo pijany chyba nie- uśmiechnął się lekko, ale też przygladal sie krzakom.
W końcu podszedłem do nich i rozgarnąłem je ręką. Przez pierwsze kilka sekund nie mogłem rozpoznać tego, co właśnie przede mną leżało. Dopiero, gdy to coś zaskomlało zrozumiałem, że to szczeniak. Kucnąłem patrząc na niego zaszokowany. Był cały we krwi, zwinięty w kulkę i trząsł się nie wi,wiadomo czy z zimna, bólu, czy strachu.
- Dawid...- wyszeptałem ledwo słyszalnie.- Chodź tu- nie odrywałem wzroku od psiaka. Uwielbiałem zwierzęta i nie mogłem patrzeć na ich krzywdę.
- Kotek?- zapytał zdezorientowany i podszedł do mnie kucając obok.
- Pies- poprawiłem go pochylając się na maluchem, by go obejrzeć. Wyglądał, jakby coś go potrąciło. Pies widząc mnie próbował się odsunąć wyraźnie wystraszony, ale poskutkowało to tylko jego głośniejszym zaskomleniem.
- Biedactwo- mruknął Dawid również patrząc na psa.
- Jakiś skurwiel go chyba potrącił- prychnąłem z odrazą.- Ma poszarpane ucho i nie może się ruszyć. Wiesz, czy gdzieś tu jest jakiś weterynarz niedaleko?- spojrzałem w końcu na chłopaka.
- Z tego co kojarzę, to powinien być jakiś w okolicy. Pójdę po niego- podniósł się i ruszył poszukać kliniki.
Ja przez ten czas siedziałem przy szczeniaku patrząc na niego ze współczuciem. Nie chciałem go dotykać bojąc się, że coś uszkodzę przypadkiem. Nigdy nie rozumiałem ludzi, którzy z zimną krwią zabijali lub bili Bogu ducha winne zwierzęta, w dodatku myśląc, że te nie mają uczuć. Akurat psy potrafiłem docenić bardziej niż nie jednego człowieka. Wierne, prawdziwe, pocieszne... Ludzie, których zabijałem byli milion razy gorsi. Zastanawiałem się kto go potrącił mając ochotę zrobić z tym ścierwem to samo. Mówiłem czasem do szczeniaka stając się go uspokoić lub coś, a w myślach modliłem się, by weterynarz nie przyszedł za późno.
W końcu Dawid przyszedł z jakimś mężczyzną w białym fartuchu i z torbą pierwszej pomocy. Bez słowa odsunąłem się podchodząc do chłopaka i dałem weterynarzowi robić swoje. Nerwowo wyciągnąłem fajki, by zapalić.
- Dzięki- mruknąłem do Dawida zaciągając się i uśmiechnąłem się lekko. Poczęstowałem go papierosem widząc, że i on jest spięty.
- Nie ma za co. Oby nie było z nim źle- mruknął zerkając na lekarza, który badał dokładnie szczeniaka, który teraz leżał już na czystym kocu.
- Wezmę go do siebie- odezwałem się po chwili ciszy tupiąc nerwowo nogą.
Dawid skinął głową.
- Kupię mu karmę po drodze- szepnął odrywając wzrok od zwierzęcia.
Przez resztę czasu nie odzywaliśmy się. Gdy weterynarz skończył opatrywać i składać psa do kupy podszedł do nas trzymając go ostrożnie na rękach i uśmiechnął się pokrzepiająco.
- Muszę go na tą noc zabrać do kliniki, by mieć pewność, że wszystko z nim okej. Tutaj nie mogę za dużo zrobić... Przyjdźcie po niego jutro jeśli chcecie.
- Przyjdę. I zapłacę za leczenie- po tych słowach spojrzałem na szczeniaka ze współczuciem. Teraz gdy nie był cały we krwi i byl owiniety kocem wygladal rozczulajaco. Chyba byl rasowy.
Gdy lekarz odszedl ruszylismy w stronę mojego mieszkania. Cisza między nami nie trwała długo, bo rozdzwonił się mój telefon. Wyjąłem go i spojrzałem na kontakt.

 Marek

Na moich ustach pojawił się grymas niezadowolenia. Przez to wszystko zapomniałem, że dzisiaj mam też pracę i trening. Zerknął kątem oka na Dawida, który nie zwracał na mnie uwagi wyraźnie nad czymś zamyślony.
Odebrałem.
- Czy ja mam po ciebie tak codziennie wydzwaniać matole?- warknął rozzłoszczony chłopak.
- Tak- prychnąłem.- Posłuchaj mogę sobie dzisiaj zrobić wolne? Trochę się wydarzyło i nie za bardzo mam jak teraz przyjść. Proszę cię... Tylko ten jeden dzień- wyszeptałem, by nie zwrócić uwagi chłopaka idącego obok. Nie chciałem teraz gonić Dawida do domu.
- Pogrzało cię chyba chłopaku. Ledwo kilka dni jesteś w pracy, jeszcze nawet nie zacząłeś tańczyć, a już chcesz wolne?- warczał coraz bardziej wkurzony.
- Potem ci wyjaśnię... Marek proszę. Przyjdę jutro wcześniej i pomogę w sprzątaniu okej?- powiedziałem błagalnie.
Usłyszałem głęboki oddech po drugiej stronie słuchawki, po czym Marek odezwał się już spokojniejszym tonem.
- No dobra. Ten jeden raz. Do jutra- rozłączył się.
Odetchnąłem z ulgą i schowałem telefon. Nawet nie zdałem sobie sprawy, że Dawid przez cały czas przysłuchiwał się rozmowie.
- Coś się stało?- zapytał patrząc na mnie trochę zdezorientowany.
- Nic. Wziąłem sobie dzisiaj wolne. Nie mam ochoty tam dzisiaj iść. Jestem zmęczony- mruknąłem i uśmiechnąłem się lekko.
- Na pewno? Bo jeśli musisz, to nie rób sobie przeze mnie kłopotów...
- Nie!- zaprzeczyłem mu od razu.- Po prostu nie mam ochoty tam dzisiaj iść... Cały czas myślę o tym szczeniaku-mruknąłem patrząc przed siebie.
- A.. No skoro tak. Aż tak przejmujesz się tym szczeniakiem?
Skinąłem głową.
- Lubię zwierzęta. Ponoć jak byłem mały mieliśmy w domu psa, ale tego nie pamiętam. Miałem z dwa latka- uśmiechnąłem się mimowolnie przypominając sobie znalezione kiedyś zdjęcie ze mną i jakimś bulldogiem.
Dawid poczochrał mi włosy i uśmiechnął się ciepło.
- Nie przejmuj się. Maluch jest w dobrych rękach. Jutro go odbierzesz, a nim się obejrzysz będzie ci sikał na meble- prychnął rozbawiony pod nosem.
Zaśmiałem się.
- Dzięki- prychnąłem rozbawiony.
Weszliśmy na moją klatkę schodową, a chwilę potem do mieszkania.
- Nie ma za co Szyneczko- mruknął śmiejąc się pod nosem.
Spojrzałem na niego z uniesioną brwią rozbawiony i zdjąłem byty.
- A ty nadal z tą Szynką? Naucz się w końcu poprawnie mówić zamiast się ze mnie nabijać- wytknął mu język, a widząc, że chłopach chciał go złapać między palce szybo uciekłem mu do łazienki zamykając się.- Nie tym razem!- krzyknąłem zza drzwi rozbawiony.
- Jeszcze cię dopadnę!- odkrzyknął, po czym usłyszałem tylko jego oddalające się kroki.
Umyłem się i trochę ogarnąłem ciesząc się z jednej normalnie przespanej nocy. Muszę przywyknąć do takiego trybu. Przygotowałem Dawidowi jakiś ręcznik, zapasową szczoteczkę i wyszedłem z łazienki w samym ręczniku na biodrach.
- Dawid kochanie teraz twoja kolej!- krzyknąłem rozbawiony. Dobiegł mnie stłumiony śmiech z kuchni, a chwilę potem wyszedł z niej Dawid z fajką w ręku.
- No dzięki skarbie, że tak szybko- prychnął wymijając mnie i gdy już miał wchodzić do łazienki zerwał ze mnie ręcznik i uśmiechnął się szeroko.- Mówiłem, że się odegram- zaśmiał się.
Ja spanikowany sięgnąłem szybko po jakąś bluzę leżącą obok na komodzie i zasłoniłem się od razu. Bałem się, że zauważy blizny nad pośladkami...Zarumieniłem się i spojrzałem na Dawida z wyrzutem rozbawiony mimo wszystko.
- No co się tak patrzysz? Ładny masz tyłek, to po co go zasłaniasz?- prychnął rozbawiony po czym zniknął w łazience.
Gdy zamknął drzwi odetchnąłem cicho i poszedłem ubrać jakieś dresy na siebie. Przy okazji zerknąłem na blizny. Tuż nad linią bokserek miałem wypalony petami od fajek napisz 'Szmata'... Stara pamiątka po byciu kurwą na ulicy. Od dawna chciałem to zakryć tatuażem, ale nie miałem na to pieniędzy. Blizny już się trochę zatarły i nie było to tak widocznie a napisu nie dało się rozczytać na pierwszy rzut oka, więc zawsze odkładałem to na potem.
Westchnąłem cicho i poszedłem zmienić pościel. Nie miałem zamiaru się nad sobą teraz użalać. Nie jestem dumny z tego, co robiłem kiedyś, ale miałem swoje powody i nie znałem innego wyjścia. Musiałem sobie radzić tak, jak umiałem. Z moim wykształceniem nie mogłem znaleźć żadnej pracy, za którą byłbym w stanie się utrzymać, a tym bardziej jeszcze chodzić do szkoły.
Gdy zmieniłem pościel od razu położyłem się na jednej części łóżka i zamknąłem oczy by trochę się zrelaksować.
Niedługo potem przyszedł Dawid ubrany w bluzkę i bokserki.
- Hm? Śpisz?- szepnął podchodząc cicho do łóżka.
- Nie. Leżę sobie- otworzyłem oczy i uśmiechnąłem się ciepło. Widziałem kilka siniaków na jego nogach i skrawek bandaża na kostce starannie zamaskowanego skarpetką. Nieźle go poharatał... Jednak bardziej moją uwagę przykuł brak opatrunku na nadgarstkach, z czego byłem cholernie dumny. Dotrzymywał obietnicy.
Chłopak odwzajemnił mój uśmiech i położył się obok.
- To.. .dobranoc?- spojrzał na mnie pytająco i sięgnął do lampki nocnej.
- Dobranoc- uśmiechnąłem się szeroko kładąc się przodem do niego.
Gdy światło zgasło, a Dawid się ułożył przysunąłem się do niego lekko i objąłem go trochę niepewnie. Dopiero po chwili chłopak też mnie przytulił przyciągając tym samym do siebie. Wtuliłem się w niego, a chwilę potem zasnąłem.

Rozdział 13

- Witaj Szymuś.
Zemdliło mnie. 
Nie musiałem się odwracać, nawet gdybym mógł, by mieć przed oczami ten obleśny uśmiech malujący się na jego twarzy.
Na sam dźwięk jego głosu zrobiło mi się niedobrze, a w gardle ugrzęzła wielka gula. Po dobrych kilku sekundach, które dla mnie były godzinami udało mi się coś wydukać. 
- H... Hej...- odpowiedziałem ledwo słyszalnie patrząc na moje napięte i drżące, jak i reszt ciała dłonie. 
- Co się stało? Już mnie nie pamiętasz Szymon?- szeptał mi do ucha przedłużając każde słowo, tak jak robił to wtedy.- Może powinienem ci przypomnieć?- poczułem jak jego długie, kościste palce lądują na mojej szyi. Wyprostowałem się od razu jak struna, a moje oczy otworzyły się szerzej przerażone.
Czas ciągnął się niemiłosiernie długo wydłużając moje męczarnie, a każde słowo wypowiedziane z jego ust wywoływało u mnie potworny ból głowy. Ale jego dotyk?! Dotyk na mojej skórze?! To była istna tortura. Czułem jak miejsce, którego dotyka parzy żywym ogniem. Chciałem uciec. Uciec jak najdalej od niego... Lub chociaż się odsunąć... Ale nawet tego nie byłem w stanie zrobić. 
Jedyne co mogłem to grać w tę jego chorą grę i grzecznie odpowiadać. Wiedziałem, pamiętałem do czego potrafił się posunąć. 
Nie chcę tego znowu!
Błagam!
Zacisnąłem mocniej powieki i w końcu zebrałem się na odpowiedź. 
- N... Nie... Proszę.- słyszałem swój głos. Pełen lęku, bezradności i dziwnie zachrypnięty, jakby słowa nie chciały przejść mi przez gardło. 
Jeden z chłopaków musiał zwrócić na nas uwagę, bo przez moment słyszałem jakąś kłótnię, ale tak, jakbym słyszał ją zza ściany. Jego ręka nadal spoczywała na mojej szyi wyraźnie zaznaczając, że ma do mnie pełne prawa.
Znowu udowadniał, że jestem jego własnością.
Tak bardzo mnie upokarzał nawet przed samym sobą.
Za wszelką cenę starałem się powstrzymać mózg przed powrotem do tamtych wydarzeń.
Nienawidziłem tego skurwiela!
Mimo to przed moimi oczami przewijały się co chwilę nowe obrazy.

Łzy same cisnęły mi się do oczu chociaż tak mocno je zaciskałem.
On znowu widział moją słabość!
I po raz kolejny usłyszałem ten szept.
- Nie płacz Szymonku... Chodź ze mną. Uspokoisz się i znów będzie jak dawniej. Pamiętasz? Byłeś tak niewinny...- szeptał, a pod koniec wręcz syczał do mojego ucha.
A ja? Wystarczyło, że lekko uniósł dłoń, którą miał na mojej szyi, a moje ciało wstało instynktownie rozumiejąc jego przekaz.
Dopiero po chwili, gdy zdałem sobie sprawę, że stoję o własnych siłach odzyskałem zdolność logicznego myślenia.
Nie! Nie mogę mu znów na to pozwolić! Drugi raz już nie wrócę do piekła!
Wyrwałem mu się i stanąłem dwa metry przed nim z wycelowaną i odbezpieczoną bronią, którą zabrałem wcześniej Dawidowi.
Nie wiem czemu, ale na myśl o Dawidzie moja nienawiść do mężczyzny stojącego przede mną jeszcze bardziej urosła.
Grymas, jaki przez sekundę pojawił się na jego twarzy napawał mnie niesamowitą satysfakcją.
Ten wyraz dziwienia i zszokowania, jaki u niego wywołałem... Mimo zimnej i gniewnej miny wiedziałem, że nadal jest w szoku. Za długo go znałem.
- Wypierdalaj stąd zakłamany sukinsynie!- wydarłem się na cały lokal zwracając tym jeszcze większą uwagę personelu. Miałem szczęście, bo nie było tu żadnych gości, a lokal znajdował się w rogu galerii, gdzie raczej chodziło mało osób.- Masz 5 sekund, by zmyć się i nigdy więcej nie pokazywać mi tej zawszonej gęby na oczy!- patrzyłem na niego z czystą nienawiścią. Nie miałem już w sobie krzty litości, czy chociażby uległości.- Albo to, albo zrobię z twojego mózgu śliczną fototapetę na ścianie!- wywarczałem widząc, że ten nawet nie drgnął.
- Szymuś... No co ty? Odł...- nie dałem mu dokończyć. Jego spokojny i lekceważący ton jeszcze bardziej mnie rozdrażnił.
- Pięć... Cztery...- teraz już dosłownie warczałem patrząc mu w oczy.
Musiałem to załatwić...
Wiedziałem, że puki sam się go nie pozbędę typ nie da mi spokoju nawet w moich myślach.
- Eh... A było...
- Nie waż się więcej do mnie odezwać zasrańcu i wypierdalaj stąd w podskokach! Już!!!- po moim ostatnim krzyku wyrażającym czystą nienawiść chłopak odwrócił się i odszedł.
Jeszcze chwilę stałem i patrzyłem się w miejsce, gdzie wcześniej stał Kaspian, a z każdą sekundą emocje opadały, a zastępowała je ulga. Niewyobrażalna i przecudowna rozkoszna świadomość, że mu się postawiłem. Wiedziałem, że teraz, gdy znów mnie odnalazł nie pozbędę się go tak szybko, ale przy następnym spotkaniu już nie będę go oszczędzał.
Dopiero, gdy jeden z kumpli złapał mnie za ramiona i potrząsnął mną wróciłem w pełni do rzeczywistości. Wszystko uderzyło we mnie z taką siłą, że gdyby nie chłopak upadłbym na podłogę. Przerażenie kelnerów, oszołomione twarze innych i ja stojący z wyciągniętą spluwą na środku kawiarni w centrum handlowym.
- Stary?! Szymon co to przed chwilą było do cholery?! Skąd masz w ogóle broń?- pytania padały z jego ust nieustannie, co cholernie mnie męczyło. W ogóle czułem się teraz strasznie zmęczony. Wyrwałem się chłopakowi i usiadłem na swoje poprzednie miejsce.
- Dajcie mi chwilę- szepnąłem tylko i napiłem się sheka. Wiedziałem, że należą im się wyjaśnienia i że na pewno  nie odpuszczą mi pytań. Byłem zmuszony z grubsza wytłumaczyć kim był Kaspian, a następnie skąd wzięła się u mnie broń. Oczywiście żadne z nich nie było zgodne z prawdą.
Potem jeszcze długi czas musieliśmy błagać personel, by nie wzywali glin.
W końcu wyszedłem z galerii sam nadal niesiony przez nerwy przed siebie.
Szedłem tak, puki nie rozdzwonił się mój telefon.

Marek.

Zdziwiłem się, bo do mojej zmiany zostały jeszcze ponad 3 godziny, ale odebrałem.
- No halo?
- No czemu cię tu jeszcze nie ma co?!- usłyszałem na dzień dobry po drugiej stronie. Po cichej muzyce w tle mogłem być pewien, że chłopak jest w klubie.
- Bo mam jeszcze 3 godziny? Jest dopiero 20:00- odpowiedziałem mu mocno zdziwiony jego zdenerwowaniem.
- A ty myślisz, że całe życie będziesz drinki rozdawał? Bierz ten rozlazły tyłek w troki i widzę cię tu za 10 minut. Ćwiczyć będziesz.- po tych słowach rozłączył się.
Spojrzałem na telefon jak na narzędzie wszelkiego zła i nieszczęścia.
Faktycznie wspominałem, że chcę tańczyć, ale nie sądziłem, że Marek weźmie to tak do siebie i już drugiego dnia będzie mi kazał ćwiczyć. Zwłaszcza nie miałem na to ochoty dzisiaj. Chciałem tylko odbębnić swoje, wrócić do domu i iść spać, a tu taka niespodzianka. I pewnie z rana przywitają mnie zakwasy.
Już je czułem.
Powoli skierowałem się w stronę klubu z miną skazańca.
Zimne powietrze trochę mnie otrzeźwiło i pomogło się uspokoić.

Gdy wchodziłem do klubu emanowałem wręcz spokojem. I dymem tytoniowym.
Ledwo przekroczyłem próg, a Marek zaatakował mnie ubrany w luźny strój do ćwiczeń. 
- Co tak długo chłopie?!- patrzył na mnie w wyrzutem. Nie dał mi nawet się wytłumaczyć i wcisnął mi w dłonie taki sam komplet ubrań, jaki miał na sobie.- Z resztą nie ważne. Przebież się i czekam na scenie- zostawił mnie samego, nie licząc kilku pracowników, którzy rzucili mi tylko współczujące spojrzenia. Nie wiedziałem o co im chodzi, ale zapewne trening z Markiem nie będzie niczym przyjemnym. 
Westchnąłem tylko ciężko i poszedłem przebrać się na zaplecze. 
Gdy tylko pojawiłem się w zasięgu wzroku Marka od razu kazał mi 'streścić swoje rozpasłe dupsko i wejść na scenę'. Nie chcąc już dłużej słuchać krzyków chłopaka wolałem dostosować się do jego rozkazów. Zaczęliśmy od krótkiego rozciągania. Z tym akurat nie miałem problemów, bo bylem wysportowany i miałem dobrą kondycję. Schody zaczęły się, gdy chłopak zaczął pokazywać mi podstawowe figury na rurze. Patrzyłem na to z takim samym niedowierzaniem, jak wczoraj, gdy widziałem występ Dominika na scenie . Mimo, że tym razem ruchy były znacznie łagodniejsze i mniej wulgarne nadal wydawały się dla mnie skomplikowane. W między czasie, gdy Marek nie tłumaczył mi, jak nie spaść podczas wykonywania akrobacji wyjaśniał, jak wszystko powinno wyglądać na scenie. I przy okazji dowiedziałem się, że takie tańczenie na rurze dobrze odbija się w koordynacji i sexie. 
Skończyliśmy w dwie godziny, bo dłużej nie dawałem już rady, a poza tym potrzebowaliśmy czasu, by doprowadzić się do ładu. Na zapleczu mieliśmy mały prysznic, z którego chętnie skorzystałem i przebrałem się w mundurek. Goście zbierali się już od godziny, więc część widziała nasze ćwiczenia, ale nikomu to nie przeszkadzało. 
Powoli ludzi zbierało się coraz więcej, a ja miałem zajęcie, co nawet nie dało mi szansy na myślenie o tym, co stało się w kawiarni. Po północy klub był już pełny. Przyjmowałem zamówienia przy barze zastanawiając się, gdzie jest Dominik. Pamiętałem o zakładzie z Markiem i trochę martwił mnie brak chłopaka. 
Po około pół godziny podszedł do mnie jeden z pracowników i zaoferował się, by zmienić mnie na godzinę. Kojarzyłem go głównie z tego, że zamiatał przed otwarciem i tańczył wczoraj na rurze. Wiedziałem, że bywa, że kelnerzy się zmieniają, więc nie protesotowałem. Chwila przerwy dobrze mi zrobi. Wziąłem sobie drinka i zostałem przed barem. Długo nie byłem sam. Dosiadł się do mnie jakiś mężczyzna i zaczęliśmy rozmawiać. Dowiedziałem się, że ma na imię Artur i przyjechał do Polski do rodziny, a mieszka w Danii. Po kilku wspólnych drinkach nasza rozmowa stała się swobodniejsza, więc zaproponowałem, by przenieść się na kanapę przed sceną, gdzie zaczynał się pokaz. Mężczyzna zaabsorbowany występem nie zwracał na mnie większej uwagi poza tym, że kilka razy mnie pocałował i dobierał się do mojej szyi. Nie stawiałem większego oporu częściowo przez ilość alkoholu, jaką w siebie wlałem, a po drugie dlatego, że było to przyjemne. Od dłuższego czasu nikogo nie miałem nie licząc kilku przelotnych kochanków, więc taki rodzaj zainteresowania jak najbardziej mi odpowiadał. Dopiero, kiedy facet zaczął wpychać mi dłonie pod bluzkę zareagowałem i odsunąłem je. 
Nie. 
Na to nie miałem ochoty. 
- Hej, złotko... Co jest?- Artur spojrzał na mnie przyglądając mi się dokładnie. Po jego oczach domyśliłem się, że jest już pijany. Ja pewnie też nie byłem w pełni trzeźwy, ale na tyle, by wiedzieć, co dzieje się naokoło. 
- Odpuść co? Nie mam ochoty- wykrzywiłem twarz w wyrazie obrzydzenia mając nadzieję, że mnie posłucha. Jego zachowanie przypomniało mi o sytuacji z dzisiaj. A chciałem tylko chwili przerwy...
- Więc to zmienimy-warknął i złapał mnie za ramiona, by powalić mnie na kanapę. Szybko znalazł się nade mną, ale czułem, że nie trudno będzie się go pozbyć. Uderzyłem go kolanem w krocze i pięścią w brzuch na tyle mocno, by ten osunął się do tyłu i puścił mnie. Zerwałem się z kanapy wkurwiony i wróciłem za ladę. Chłopak, który mnie zastępował spojrzał na mnie pytająco.
- Poradzicie sobie beze mnie?- zapytałem. 
Ten, jakby domyślając się, co się stało uśmiechnął się znacząco. 
Pewnie tego typu akcje to tutaj norma. 
- Jasne. Idź- odpowiedział i wrócił do mieszania drinków. 
Z wdzięcznością poszedłem się przebrać na zaplecze, gdzie siedział Marek z dwoma innymi chłopakami. 
- A ty gdzie?- zapytał patrząc, jak przebieram się w swoje ubrania. 
- Do domu. Nie widać?- prychnąłem patrząc na niego spode łba. 
Normalnie pewnie zignorowałbym tą sytuację, ale tym razem jakoś dziwnie mnie to zdenerwowało. Nie do końca wiem czemu, ale nie zagłębiałem się w ten temat. 
- No widać, ale czemu?- drążył. 
Szybko wymyśliłem jakąś wymówkę.
- Bo wypiłem. Pijany nie mogę pracować- odpowiedziałem na odchodnym i wyszedłem z klubu zanim Marek zapytał o coś jeszcze.

Podczas drogi na przystanek zapaliłem i trochę się uspokoiłem. 
Dzień do dupy. 
Najpierw kłótnia na zebraniu, potem Kaspian, którego nadal, mimo mojego stanu, czułem za plecami, a teraz ten napaleniec. 
Może ja już lepiej nie będę próbował się 'odprężać'. 

W domu, gdy już się umyłem i położyłem do łóżka nie potrafiłem zasnąć. W myślach odtwarzałem przebieg całego tego parszywego dnia, a zwłaszcza spotkania z Kaspianem. Nie mogłem znieść myśli, że on jeszcze żyje i nie zapomniał o mnie. W nocy jeszcze z trzy razy wstałem, by upewnić się, że zamknąłem drzwi i wracałem do łóżka przeklinając się za tak głupie zachowanie. 
Nie wiem kiedy zasnąłem, ale długo nie spałem. Gdy się obudziłem czekała na mnie mała niespodzianka. 

Małe info

Od dzisiaj ruszył funpage związany z moim blogiem. Będę tam dodawać wzmianki o notkach, linki, czy jakieś bonusy związane z życiem Szymka, czy innych członków gangu.
Także zapraszam~
Żyjemy wśród debili

Rozdział 12

Oczywiście w klubie obowiązywały 'mundurki'. Składały się one z krótkich szortów zasłaniających mniej więcej tyle, co same bokserki i z pół prześwitującej koszuli na guziki z podwiniętymi rękawami. Nie specjalnie mi to przeszkadzało, bo miałem na sobie już gorsze rzeczy, a oglądanie innych kelnerów w tym ubranku było niezwykle przyjemne. Zwłaszcza, gdy dwóch z nich rozciągało się na scenie.
Przez większość czasu tutaj towarzyszył mi Marek i chłopak, którego spotkałem tu za pierwszym razem- Dominik. Szybko złapaliśmy wspólny język, więc na brak towarzystwa nie mogłem narzekać.
Goście zaczęli zbierać się po 21:00.
Z początku były to tylko pojedyncze grupki nastolatków przychodzące tu wyłącznie dla zabawy i ewentualnego numerku w kiblu. Jednak po kilku godzinach sala była już na tyle pełna, że ledwo przeciskałem się między tłumem z tacą pełną alkoholu. Z początku większość albo wylewałem, albo w ogóle nie miałem szans dojść do stolika, bo kieliszki magicznym sposobem znikały z tacy. Marek widząc, że mimo, że niosę zamówienia jak najwyżej mogę to nadal sobie nie radzę kazał mi zostać za barem i obsługiwać przy ladzie. O wiele bardziej przypasowała mi ta praca, zwłaszcza, że miałem okazję flirtować z kim tylko chciałem.
Z racji, że był to mój pierwszy dzień w pracy wolałem grzecznie stać za barem i nie wdawać się w bliższe relacje.
Przynajmniej na razie...
Około północy zrobiono kilku sekundową przerwę w muzyce. Trochę się zdziwiłem, bo myślałem, że DJ'ej nawalił, albo nagłośnienie, ale gdy główne oświetlenie zgasło, a włączono tylko to, które oświetlało pustą dotąd scenę wiedziałem co się święci. Wszyscy goście spojrzeli w jedną stronę obserwując jak na scenę powoli i z niezwykłą gracją wchodzi Dominik odziany w skórzane bolerko i spodenki z takiego samego materiału, do których dopięto kilka metalowych łańcuszków. Jedyną rzeczą, która mnie mocno zszokowała były buty. Sięgały mu do kolan i były mocno pozapinane, a do tego miały sporą platformę. Zastanawiałem się, czy dzwonić po karetkę teraz, czy dopiero, gdy chłopak serio sobie coś uszkodzi. W tle poleciała z początku cicha i jakby stłumiona muzyka, która z każdym krokiem chłopaka stawała się głośniejsza i ostrzejsza. Dominik wyglądał w tym momencie jak mały król całego klubu.
Ta... I wszystkie dupy twoje co Dominiczku?
Zaśmiałem się cicho i pobujałem biodrami na boki po czym słysząc, że ktoś zamawia drinka niechętnie oderwałem oczy od tego widoku i zrealizowałem życzenie.
Potem już miałem spokój, więc mogłem skupić się na występie. Światła, zarówno na scenie, jak i w całym klubie, zaczęły szaleć dopiero gdy chłopak podszedł do rury i zaczął swój dziki pokaz.
Bo taniec to zbyt łagodne określenie.
Jego ciało wyginało się w rytm muzyki jakby chłopak był w transie. O dziwo te platformy w ogóle mu nie przeszkadzały, a przynajmniej tak to wyglądało, bo w jego kocich ruchach nie było choćby najmniejszego zawahania, czy potknięcia. Nie musiał nawet robić jakiś skomplikowanych akrobacji, czy dużo z siebie zdejmować, by przyciągać uwagę praktycznie wszystkich obecnych. Marka, który stał tuż obok mnie zauważyłem dopiero, gdy ten się do mnie odezwał.
- Niezły jest nie?- jego oczy nie odrywały się ani na moment od giętkiego ciała chłopaka.
Spojrzałem na niego jak wyrwany z transu i chwilę analizowałem co do mnie powiedział.
- Zajebisty- odpowiedziałem w końcu i wróciłem wzrokiem na Dominika opierając się o półkę alkoholi obok.
- No... A w łóżku... Stary. Marzenie- usłyszałem jego rozmarzony głos.
Uśmiechnąłem się do siebie zadziornie i skrzyżowałem ręce na piersi.- Skoro tak mówisz... Może niedługo sam się o tym przekonam- zagryzłem wargę patrząc jak chłopak kończy pokaz i schodzi ze sceny z bolerkiem w dłoni i rozpiętym rozporkiem spodenek, pod którymi było widać czarną koronkę.
Mój rozmówca zaśmiał się i w końcu na mnie spojrzał.
- Coś sugerujesz?
Światła i muzyka wróciły do stanu wyjściowego, a ja zostałem z powrotem zalany tłumem klientów.
- Nie sugeruję, a informuję. To ciałko będzie moje w tym tygodniu- odpowiedziałem nalewając po kilka drinków naraz. Marek pomógł mi i zajął się drugą połową klientów.
- Zakład?- spojrzał mi w oczy wyzywająco, na co mój uśmiech tylko się poszerzył.- Okej. Masz tydzień. Inaczej wymyślę ci karę- posłał mi tajemniczy uśmiech.
Zignorowałem jego warunek i zająłem się gośćmi.
Do końca mojej pracy, czyli do 2:00 widziałem jeszcze dwa pokazy i powoli zaczynałem rozumieć o co w tym chodzi.
Do domu wróciłem padnięty i zaraz po szybkim prysznicu padłem na łóżko zasypiając od razu.
Miałem przynajmniej tyle dobrego, że mogłem spać ile wlezie, co z chęcią wykorzystałem i w rezultacie obudziłem się po 13:00.

Na spotkanie gangu przyszedłem oczywiście spóźniony, ale jakoś się tym nie przejąłem. Już z kilku metrów słyszałem ich kłótnie. Błagania Alexa, śmiech Natana i krzyk Dawida. Drgnąłem słysząc, że wspomina coś o dziwce.
Cóż. Ciekawe o co tym razem poszło.
Powoli i z zapałem równym skazańcowi idącemu na szubienicę wszedłem po schodach.
- Przywiązałeś się do psychopaty?! To nienormalne!
- Nienormalny jesteś ty! Lecz się pajacu!
- Miłość jest piękna- między kłótnię Dawida i Filipa co chwilę wtrącał się Natan komentując i śmiejąc się. Ja tylko stałem w wejściu i przyglądałem się tej jakże urzekającej scence.
- Dawid kochałem cię przez pewien czas, ale przestałem już dawno. Nie ma czegoś takiego jak miłość- głos Filipa był tak zimny i stanowczy, jak jego wzrok mierzony w emosa, który na te słowa odwrócił tylko wzrok zapatrując się w podłogę.

Zamiast niego to Alex zaczął krzyczeć na Filipa i przylgnął do jego boku błagając, by ten przestał. Mimo kilku mocnych kopniaków i uderzeń chłopak nadal nie chciał go puścić.
Patrzyłem na to z boku zastanawiając się, czy ingerować, czy dać im to wyjaśnić między sobą.
W końcu wybrałem drugą opcję.
Nawet nie wiem o co poszło...
- Czemu nawet nie spróbujesz zrozumieć jego uczuć?- Dawid stał z wycelowaną w Łasica bronią. To chyba jeden z najmilszych widoków, jakie mi się ostatnio przytrafiły.
Filip nawet nie drgnął patrząc beznamiętnie na Dawida i całkowicie ignorując obecność lufy tuż przy skroni.
- Nie jestem pedofilem. Gdybym już miał wybierać to wolę ciebie idioto.
Alex słysząc to opadł na kolana chowając twarz w dłoniach i zaczął cicho szlochać. Sekundę potem rzucił się na broń Dawida i w rozpaczy starał się mu ją wyszarpać.
- Ułatwię ci to!- wrzeszczał dławiąc się własnymi łzami.
W końcu Dawidowi udało się odzyskać broń.
- Dawid!- krzyknąłem i skinąłem na jego broń, a następnie na moje stopy. Pistolet poleciała po podłodze i zatrzymał się tuż pode mną. Podniosłem go i schowałem za pasek.
Tak będzie bezpieczniej.
- E...Ej chłopaki!- Alex spojrzał na nas przerażony z uniesioną koszulką, tak, że każdy mógł zobaczyć bombę przytwierdzoną do jego torsu.- Kabel się uszkodził!- wrzasnął powstrzymując kolejną salwę płaczu. Na sekundę zapanowała między nami grobowa cisza i było słychać tylko niecierpliwe tykanie ładunku wybuchowego.
Szybko poderwałem się odbezpieczając nóż zza nadgarstka i klęknąłem przed nim.
- Natan jak oswobodzę Alexa bierzesz go i spierdalasz. Rozumiesz?- chłopak w odpowiedzi złapał szarpiącego się dzieciaka pod pachami i skutecznie ograniczył mu pole ruchów.
- Nie!!! To moja bomba! Zostawcie mnie!- krzyczał zdesperowany.
Nie zwracałem na to uwagi i powoli rozcinałem fragment, gdzie nie było ani ładunków ani przytwierdzonych kabli.
- Cholera Alex i na chuj ci była ta cała bomba co?!- Dawid patrzył z góry na spanikowanego dzieciaka, a chwilę potem przeniósł wzrok na Łasicę- A ty?! Musiałeś coś uszkodzić szmato!
- Uważaj jak się do mnie zwracasz, bo możesz zaraz posłużyć za tłumik do bomby!
Ich kłótnia toczyła się nadal, a ja starałem się pozbyć tej cholernej bomby. Gdy w końcu rozerwałem ostatnie wiązanie Natan wyszarpał Alexa i wybiegł z nim na zewnątrz. Spojrzałem spanikowany na pozostałych, którzy choć na chwilę zamilkli. 
- Daj! Zrobię z tego pożytek- Filip uśmiechnął się psychicznie i siłą wyrwał mi bombę z rąk wybiegając z nią z bazy. Dawid natychmiast wybiegł za nim chcąc go powstrzymać, ale zamiast tego wylądował pociągnięty przeze mnie za krzakami niedaleko.
- On... umrze?-wyszeptał.
- Nie. On jest nieśmiertelny- odpowiedziałem i mimo, że już byliśmy bezpieczni nie puszczałem dłoni Dawida ściskając ją mocno. 
- Alex ile mam czasu?!- wrzasnął Łasic gdy był na sporej odległości. 
Dopiero teraz zdałem sobie sprawę, że tuż obok nas kuca Natan z Alexem. 
A MAM CIE W DUPIE!! ŻYCIE MARNUJE BY TAKIEGO SKURWYSYNA ZMIENIĆ! BY GO USPOKOIĆ, ALE KURWA NIE MA W TYM KRZTYNY SENSU! KOCHAŁEM CIE JAK CHOLERA! ALE MAM TEGO KURWA DOŚĆ! MAM W DUPIE CZY CI SIĘ UDA CZY WYLECISZ W POWIETRZE!- wrzeszczał wkładając w ten krzyk całą nienawiść do Filipa, jaka do tej pory się w nim zbierała.- MAM NADZIEJE, ŻE Z TAKIEGO CHUJA BĘDZIE ŁADNA I GŁOŚNA EKSPLOZJA!!
Wszyscy patrzeliśmy na chłopaka w nie małym szoku i z przerażeniem. 
Filip pobiegł dalej, a chwilę potem było widać piękny wybuch jednego z kamieniołomów oraz fioletową czuprynę leżącą pod drzewem niedaleko.  
- Szkoda- Alex odwrócił się do Natana i uśmiechnął się do niego w tak słodki i niewinny sposób, że w ogóle nie przypominał siebie sprzed kilku sekund.- Skończyłem z tym sukinsynem.- szepnął i wtulił się w ciało zdziwionego Natana.
Dopiero teraz miałem czas by to sobie w miarę poukładać.
Dawid kocha Filipa, ale on traktuje go jak darmową dziwkę poświęcając się mu, gdy miał na to ochotę. Tyle wiedziałem do tej pory. Dodatkowym bonusem była najwidoczniej przeszła już miłość Alexa do Filipa, a teraz chłopak całuje się z Natanem.
Jezu... Jak w modzie na sukces.
- A ty co taka przylepa?- Dawid uniósł nasze dłonie patrząc na mnie z uniesioną brwią.
Prychnąłem i zarumieniłem się puszczając jego dłoń od razu. Musiałem jakoś rozśmieszyć Dawida, bo nadal w jego oczach było widać strach i zmartwienie.
- Ojej czerwoniutki!- pisnął uradowany i złapał moją dłoń łącząc je razem z powrotem.- Jaki wstydzioszek- zaśmiał się głośno.
Prychnąłem i gapiłem się w ziemię udając obrażonego.
- O. A teraz foszek- chłopak nie przestawał się śmiać.
- Nie zejdzie ci ten burak- usłyszałem rozbawiony głos Alexa, który na moment poderwał się od Natana.
- Dobra ty się lepiej zajmij swoim chłopakiem kochaniu- wytknąłem Alexowi język z rozbawieniem.- Dawid... Przyjdziesz do mnie jutro?- uśmiechnąłem się słodko opierając głowę na jego ramieniu i całkowicie ignorując cichy śmiech pary obok nas.
- Uuuu...- usłyszałem od Natana.
- No mogę wpaść. A co? Już się stęskniłeś?- Dawid patrzył mi w oczy z nie małym rozbawieniem.
- Może troszkę. Nie ma mnie kto tulić do snu- wystawiłem mu język, a chłopak od razu złapał go między zęby. Pisnąłem zaskoczony i spojrzałem na niego z wyrzutem kiedy mnie puścił.- Oj widzę, że ty też tęskniłeś- zaśmiałem się cicho.
- Może troszkę- powtórzył po mnie i puścił moją dłoń zerkając na podpartego o ścianę bazy Łasica.  Był cały posiniaczony, a z ust leciała mu krew. Musiał się ładnie poobijać podczas tego wybuchu.
- Pomoże mi ktoś?- zapytał patrząc na nas wkurwiony.
- Nie licz na nas.- Alex z Natanem zebrali się i odeszli.
- Dawid ja już się zbieram. Poradzisz sobie?- zapytałem i skinąłem na Filipa.
- Ta. Spokojnie.- uśmiechnął się szeroko.
Wstałem i otrzepałem spodnie wracając do domu.

Miałem być w pracy dopiero o 23:00, więc miałem jeszcze sporo czasu.
Wybrałem numery do kilku kumpli i umówiłem się z nimi pod jedną z galerii. Musiałem jakoś wyrwać się w z tej rutyny.
Gang. Praca.
Nie mogłem tak, chociaż na to drugie narzekać nie mogłem.

Po godzinie siedziałem już razem ze znajomymi w kawiarni i rozmawialiśmy na każdy temat jaki nam się nawinął zaczynając od pracy, przez dziewczyny, kończąc na eksplozjach jądrowych.
Wszystko było idealnie, aż do momentu, gdy mój wzrok nie powędrował na otwierające się drzwi kawiarni. Przerwałem zdanie w pół słowa, gdy zobaczyłem GO stojącego tam. Nasze spojrzenia na sekundę się spotkały, a ja natychmiast spuściłem głowę mając jednak nadzieję, że mnie nie rozpoznał, lub że tu nie podejdzie.
To było tak dawno temu...
Nie mógł mnie poznać...
Prawda?
Nie! Nie chcę znowu go widzieć! Nie chcę go już kiedykolwiek widzieć! Tych oczu przeszywających mnie na wylot. I tego perfidnego uśmieszku, który oglądałem za każdym razem.
Miałem dość... Przez niego zrobiłem najgorszą rzecz, jaką mogłem zrobić.
On zrujnował mi całe życie!
Strach całkowicie mnie sparaliżował. Nie miałem nawet odwagi sprawdzić, co robi. Siedziałem tak tylko spięty na całym ciele i patrzyłem w szklankę, na której zaciskałem mocno dłonie. Cały świat jaki mnie do tej pory zniknął... Był oddalony. Kumple naokoło mnie, ta kawiarnia, stolik... Wszystko się rozmazało. Nawet szklanka, w którą tak namiętnie wbijałem wzrok.
Żadne dźwięki nie docierały do moich uszu.
Poza tym szeptem... Szeptem tuż nad moim uchem.
- Witaj Szymuś.

Rozdział 11

Ze snu wyrwało mnie ciepło czyjegoś ciała i ruch po prawej stronie. Uchyliłem lekko powieki i zamrugałem parę razy obserwując śpiącą obok mnie postać. Podparłem się na łokciu zbierając do kupy wczorajsze wydarzenia.
Dawid.
Uśmiechnąłem się nieznacznie i padłem z powrotem na łóżko. W tym momencie poczułem gwałtowniejszy ruch i Dawid podniósł się podpierając się na dłoni. Przyjrzał mi się nie do końca chyba rozumiejąc, co tu robię. 
- Dobry... Jak się czujesz?- zapytałem sprawdzając godzinę  na telefonie. 
11:55
- Bywało gorzej- westchnął i podparł się na obu dłoniach patrząc w ścianę naprzeciwko. 
- Sory za wczoraj... Głupio się zachowałem- mruknąłem patrząc w pościel, którą były okryte nasze nogi. 
- Hmn?- spojrzał na mnie wyrwany z zamyślenia.- A nie, luz- zaśmiał się i potargał mi włosy robiąc w nich jeszcze większy nieład. -Wszystko dobrze. 
Uśmiechnąłem się szeroko w odpowiedzi.
- Głodny?- zapytałem, jednak nie miałem najmniejszej ochoty wstawać.
- Troszkę, ale chyba będę już leciał- odpowiedział odkrywając się i przeciągając. 
Teraz mogłem przyjrzeć mu się uważniej. Był trochę wychudzony, a na jego ciele odznaczyło się kilka blizn po kulach i nacięciach. No i objawy autoagresji nie tylko na nadgarstkach. 
Machnąłem na niego ręką lekceważąco.
- Co chcesz?- zapytałem wstając i kierując się do kuchni leniwie.
- Jakieś kanapki wystarczą- usłyszałem za swoimi plecami. Chłopak szedł za mną. 
Zabrałem się za przygotowanie śniadania, a Dawid zajął to samo krzesło, co wczoraj. 
- Mogę ci jakoś pomóc?- zapytał przyglądając się moim poczynaniom.
- Starczy, że powiesz co chcesz do picia- postawiłem przed nim talerzyk kanapek i zalałem swój kubek z kawą. 
- Herbata wystarczy- odpowiedział zabierając się za jedzenie.
Zalałem wrzątkiem herbatę i usiadłem na blacie zapalając fajkę i przygarniając do siebie kawę.
- Ty ciągle palisz. Ciekawe kiedy ci to zbrzydnie- mruknął zerkając na mnie znad talerza.
- Pewnie kiedy wypadną mi wszystkie zęby- uśmiechnąłem się szeroko. 
O raku wolałem nie wspominać.
- Nie pasowałoby ci- skomentował z chytrym uśmiechem. 
Wystawiłem mu język śmiejąc się cicho.
- Może kiedyś ograniczę. Za bardzo lubię ich smak, by całkiem odstawić- mruknąłem patrząc na papierosa, którego trzymałem w palcach. 
- Jeszcze mnie zdemoralizujesz i będziesz nakłaniał do palenia- cmoknął ustami rozbawiony a ja wyciągnąłem w jego stronę paczkę z szerokim uśmiechem.- Ha! No mówiłem- udał oburzonego. 
Zaśmiałem się i zgasiłem swojego papierosa o spód blatu. 
- To jak?- patrzyłem na niego ciekawsko z lekko przechyloną głową. 
- Mogę spróbować- wzruszył ramionami.
- A umiesz się zaciągnąć?- zapytałem wyciągając szluga i odpalając go szybko. 
- Chyba umiem... Znaczy wiem jak się to mniej więcej robi- przyglądał mi się, gdy zeskoczyłem z blatu i podszedłem do niego.
- Okej. To zrobimy mały test. 
Zaciągnąłem cię mocno zatrzymując dym w płucach i pochyliłem się nad nim łącząc razem nasze usta. Język lekko rozchyliłem jego wargi i zacząłem wdmuchiwać w nie dym błagając w duchu, by mnie nie odepchnął ani się nie zakrztusił. 
Ku mojemu zadowoleniu Dawid grzecznie mi się oddał. Odsunąłem się dopiero wtedy, gdy większość dymu wniknęła w jego płuca. 
Chłopak wypuścił go prawie od razu i odkaszlnął lekko. 
Uśmiechnąłem się niewinnie. 
- I jak?
- Chyba... dobrze?- spojrzał na mnie lekko zamroczony. 
Wyciągnąłem w jego stronę zapalonego papierosa, a ten od razu go przyjął. 
- Łasica znowu na mnie naciska- usłyszałem jego przyciszony głos. 
- Z czym?
- Chce, bym nauczył go kochać. W przeciwnym wypadku mnie do tego zmusi- prychnął zniesmaczony. - Nawet nie mogę się wypowiedzieć na ten temat. 
- Tego nie da się nauczyć. To się po prostu czuje. Z resztą sam dobrze wiesz... motylki w brzuchu i te sprawy- odpowiedziałem dość niepewnie. 
- On twierdzi, że odpycha od siebie te uczucia. Ubzdurał sobie, że należę do niego i nie pozwoli mi uciec.
- Ale przecież nikt do nikogo nie należy. A już zwłaszcza ty do niego... Nie wyglądasz mi na psychiatrę wiesz? Może powinieneś wysłać Filipa do jakiegoś specjalisty?- spojrzałem na niego po raz kolejny grając małego chłopca.
Chłopak zaśmiał się i spojrzał na mnie.
- Kto go tam zrozumie... 

Rozmawialiśmy jeszcze długi czas drocząc się i wygłupiając, aż Dawid nie zmył się do domu wymyślając jakąś marną wymówkę. 

W końcu uznałem, że przydałoby się przejść do tego klubu ze striptizem, skoro i dzisiaj miało nie być zbiórki.
Wziąłem szybki prysznic, ubrałem sie i wyszedłem.

Droga zajęła mi więcej niż z początku myślałem. Gdy w końcu znalazłem się na miejscu ulotka nadal wisiała na drzwiach. Uśmiechnąłem się nieznacznie i przekroczyłem próg klubu. W środku było pusto, jak tak ostatnio nie licząc jednego chłopaka, który zamiatał parkiet. Podniósł na mnie wzrok przyglądając mi się dokładnie. Uśmiechnął się perwersyjnie otaksowując moja sylwetkę wzrokiem.
Dobrze znałem ten uśmiech, tak samo dobrze wiedziałem, co chłopakowi chodzi po głowie.
Wywróciłem oczami i odchrząknąłem, by wyrwać go z jego świata fantazji.
- Klub zamknięty- odpowiedział mi od razu.
- Ja w sprawie ogłoszenia. Jest szef?- rozejrzałem się jeszcze raz po lokalu.
- Myślisz, że się nadasz?- uśmiechnął się wrednie podpierając się na miotle. Jego zmrużone lekko oczy obserwowały każdy mój ruch.
Prychnąłem rozbawiony. To jakaś ich regułka?
- A jak ci się wydaje?- odpowiedziałem mu tym samym, pogardliwym spojrzeniem, co on.
- To zależy od szefa.- odpowiedział już normalnym tonem głosu.
- Wiem... Dlatego pytam, czy jest.- oparłem się o ladę.
- Przyjdź potem- chłopak zbył mnie ruchem ręki i wrócił do zamiatania całkowicie ignorując moją obecność.
- Poczekam na niego- uśmiechnąłem się szeroko i usiadłem na małym stołu przy ladzie.
Chłopak spiorunował mnie spojrzeniem i burknął coś pod nosem wracając do pracy.
- Jak masz na imię?- zapytałem dla zabicia czasu.
- Marek. A ty?
- Szymon. Mogę?- skinąłem na jeden z alkoholi na półce za ladą.
- Jeżeli zapłacisz...- wzruszył ramionami i widząc jak wykładam banknot na ladę tez poprosił o drinka.
Rozmawialiśmy tak dłuższy czas głównie o pracy. Dowiedziałem się, że jeżeli nie chcę nie muszę tańczyć... A jeżeli i taniec mi nie wystarczy to za sceną są drzwi do osobnych pokoi. Za to za alkoholami jest gabinet szefa i pokój dla pracowników z prysznicem.
Coraz bardziej podobało mi się to miejsce.
Z początku chciałem tylko rozdawać drinki po stolikach, ale dodatkowa kasa zawsze się przyda.
W końcu, po dwóch godzinach do klubu wszedł mężczyzna w średnim wieku ubrany w czarne spodnie, luźną, rozpiętą do połowy białą koszulą i biały podkoszulek. Pod ubraniem wyraźnie odznaczał się jego 'mięsień piwny', a  na włosach początki siwizny i zakola.
- Marek... Kto to?- mężczyzna skinął na mnie obchodząc blat i sięgając po whiskey z wyższej półki.
Warknąłem pod nosem... Traktują mnie tu jak ducha.
- Ja w sprawie ogłoszenia na tancerza. Szymon- odpowiedziałem odwracając się na stołku w stronę mężczyzny z zadziornym uśmiechem. Spojrzał na mnie ze zdumieniem, a po chwili jego usta rozciągnęły się w delikatnym uśmiechu.
- Miło poznać- uścisnęliśmy sobie dłonie.- Ma pan jakieś doświadczenie?
- Nooo... Można tak powiedzieć- mruknąłem nieśmiało, na co zaśmiał się i upił kilka łyków trunku.
- Proszę za mną.- skinął głową na jedne z dwóch drzwi za półką z alkoholami.

Gdy wyszedłem przy barze czekała już na mnie cała dzisiejsza ekipa. Oficjalnie zostałem tu zatrudniony. Poznałem wszystkich po kolei, w tym chłopaka, którego spotkałem tu za pierwszym razem. Spodobał mi się i nie chciałem go odpuszczać tak szybko.
Po tym całym spotkaniu zapoznawczym chłopak szybko mnie oprowadził i wyjaśnił parę spraw.

Jeszcze dziś miałem zaczynać. 

Back to past

Coś trochę z innej beczki, bo fragment z przeszłości Szymona, gdy miał 18 lat.
A co do rozdziału to powinien się pojawić w tym tygodniu. Liczę na to, że jutro.
Choroba < i pewna cosplayerka> pchnęły mnie do napisania tego.
----
Godzina 23:13
Jakieś 20 minut temu wyszedłem z mieszkania ubrany w krótkie, przylegające szorty i w pół przezroczysty, szary podkoszulek. Do kostki miałem standardowo dopięty nóż, a w kieszeni fajki,  kilka kondonów i saszetek z żelem. Przechodnie spoglądali na mnie ciekawsko gdy przechodziłem obok. Kilku z nich rzuciło jakimś komentarzem. 
Pozdrawiam środkowym palcem. 

Teraz stałem na rogu ulicy, gdzie pracowałem.
Przepełniona nierządem, zdradą i gwałtem. 
Uśmiechnąłem się półgębkiem i ruszyłem wzdłuż chodnika rozglądając się po znajomych po fachu. Krótkie, wyzywające stroje przyciągające uwagę potencjalnych klientów były tu normom. Nikt nie krzywił się na innych. Każdy ma swój interes i tylko o niego dba. Reszta niech robi co chce, puki nie wejdzie komuś w drogę. 
Jedyne zasady tego miejsca. 
Cała reszta zależy od łaski lub niełaski klienta. 
Nikt się nad tobą nie zlituje, gdy zobaczy twoje ciało leżące na ziemi, zakrwawione i nagie. Minie cię obrzucając beznamiętnym wzrokiem, lub okradnie, jeżeli masz coś wartościowego. 
Radź sobie... 

Chwile tak chodziłem, aż nie zatrzymałem się przy jednej ze starych fabryk. Od razu podszedł do mnie jakiś starszy facet z lekkim zarostem i brązowymi, idealnie ułożonymi włosami. Ubrany w białą koszulę i spodnie od garnituru, jak większość z nich.
Nie tylko spragnione przygód nastolatki nas odwiedzają. 
Spytał o cenę i imię i zniknęliśmy za budynkiem na dobre pół godzinki. 
Tak samo z kolejnym.
Nauczyłem się poddawać temu nie uczestnicząc w tym.

Ogarnąłem się szybko, doprowadzając do stanu początkowego i rozejrzałem się po ulicy. Uśmiechnąłem się widząc znajomą twarz i podszedłem do niego. 
Młody, z ciemno brązowymi, kręconymi włosami i licznymi piegami na policzkach. Trochę wychudzony, ale przy jego sytuacji to i tak dobrze wygląda. 
- Hej młody. Jak tam?- wyciągnąłem w jego stronę paczkę ze szlugami.
- Siem. Ciężko. W domu chujnia już totalna. Aż nie mam ochoty wracać...- odebrał papierosa  odpalił go wydmuchując dym z ciężkim westchnieniem. W przerwie, gdy też zapaliłem spojrzał na mnie swoimi zielonymi, dużymi oczami- Szymeek... mógłbym u ciebie zostać jakiś czas? Mieszkasz sam nie?
Przyglądałem mu się chwilę z politowaniem i uśmiechnąłem ciepło.
- Na ile tylko chcesz Mikuś- zaśmiałem się unikając jego kopniaka.
-Nie mów tak- naburmuszył się i nadął policzki krzyżując ręce na piersi.
Uśmiechnąłem się szerzej i złapałem go za podbródek całując go krótko.
No co?
Podoba mi się dzieciak.
Spojrzał na mnie zarumieniony i prychnął pod nosem udając obrażonego.
- Ej... to dziwka może być wstydliwa? Od pocałunku?- zrobiłem smutną minkę, a chwilę potem dostałem z pięści w ramie.
Oboje się zaśmialiśmy.
- Tyyy... zobacz- Mikołaj skinął głową w stronę jakiegoś chłopaka. Szedł powoli i dość niepewnie rozglądając się wokoło jakby nie wiedział co ze sobą zrobić.
- Oj... świeżynka- rozczuliłem się na ten widok z rozbawieniem. Chłopak był mniej więcej w moim wieku, ubrany prawie cały na czarno nie licząc bluzki i czerwonej bandany na szyi.
Taki niewinny emosek...
Spojrzałem błagalnie na Mikołaja.
- Mogę go?
- A bierz... Nie mój typ- machnął na mnie ręką, a ja w podzięce posłałem mu całusa.
Zastanawiało mnie, czy ten chłopak chciał wydać tu kasę, czy wręcz przeciwnie.
Cóż... Mało się to dla mnie liczyło.
Zgasiłem fajkę i przeszedłem na drugą stronę ulicy, tak, by wyglądało, jakbym szedł lekko w bok, niżeli centralnie na niego. To on miał zwrócić na mnie uwagę. Kręciłem delikatnie biodrami.
Kątem oka obserwowałem chłopaka. Widząc mnie jego policzki przybrały kolorku, a chwilę potem nasunął na nos czerwoną bandanę patrząc na mnie jak na obrazek.
Miły komplement.
Powstrzymałem śmiech i zmrużyłem lekko oczy posyłając mu uwodzicielskie spojrzenie.
- Przepraszam- odezwał się w końcu nieco niepewnie.
Zatrzymałem się i spojrzałem na niego nie mogąc pozbyć się lekkiego uśmiechu.
Takiego egzemplarzu jeszcze nie spotkałem.
- Szukasz tu czegoś?- zapytałem patrząc na niego lubieżnie.
Słodki jest myśląc, że nie wiem co chowa pod tą chustką.
- Em...- odwrócił ode mnie wzrok i zapatrzył się w ciemności jednego z zaułków.- Szukam... Szukam mężczyzny- wymamrotał tak, że ledwo go usłyszałem i zrobił krok w tył.
Trzeba by chłopaka trochę ośmielić
Podszedłem znacznie bliżej, tak, abyśmy stykali się ze sobą klatkami piersiowymi. Był ode mnie wyższy parę centymetrów, więc pociągnąłem jego bandankę w dół, tak, by i on się nieco schylił.
- W jakim celu?- wyszeptałem mu na ucho kusząco.
Poczułem, że nieco się spiął.
Oby się dzieciak nie wystraszył.
- Chcę się pieprzyć- odpowiedział w końcu już nieco pewniejszym głosem.
Zamruczałem rozkosznie i odsunąłem się na kilka kroków
- Jestem do twoich usług- ukłoniłem się zerkając na niego z chytrym, pełnym pożądania uśmiechem.- Więc... gdzie?- wyprostowałem się.
- Gdzieś... nie wiem... są tu gdzieś... jakieś pokoje?- chłopak rozejrzał się wokoło nieco speszony, a ja powstrzymałem kolejny wybuch śmiechu. Spokojnie... profesjonalizm przede wszystkim- Nigdy tu nie byłem- przyznał się w końcu.
- Widać- uśmiechnąłem się ciepło odpuszczając nieco- Chodź- pociągnąłem go za skrawek koszulki w stronę hangaru niedaleko.- Mogę znać twoje imię?
Chłopak szedł za mną nieco nieporadnie
- Dawid.
Weszliśmy do pustego, dużego pomieszczenia podpieranego na kilku masywnych kolumnach. Zapaliłem światło, by nikt nie wpadł na pomysł, by nam przeszkodzić.
- Szymon- stanąłem naprzeciwko niego z zadziornym uśmieszkiem.- Więc bierz się do roboty... kochasiu- wyszeptałem mu na ucho stając przed nim, jak wcześniej na ulicy, a dłonie kładąc na jego biodrach.
- Czekaj- odsunął mnie i zsunął torbę z ramienia, pozbył się bluzy ukazując mi pięknie zabandażowane nadgarstki. Wywróciłem dyskretnie oczami. Na jego ramionach zauważyłem kilka blizn po kulach i nożu...
Czyli jednak chłopak nie jest tak niewinny, na jakiego wygląda.
Podczas gdy on mamrotał coś do nieśmiertelnika ja mogłem się przyjrzeć lepiej jego twarzy.
Szare oczy... Ładne.
Uśmiechnąłem się nieznacznie do siebie i oblizałem górną wargę.
Gdy Dawid skończył też oblizał usta i spojrzał na mnie. Stałem przed nim z założonymi rękoma i lekkim zniecierpliwieniem malującym się na twarzy.
- Ładne oczy... skończyłeś już?- zapytałem niecierpliwiąc się.
Napaliłem się na tego chłopaka. Było w nim coś, co niesamowicie mnie pociągało.
Nie był taki jak te dziady w garniturach.
W nim kryła się tajemnica.
I chyba to tak bardzo mi się podobało.
Jego silne ramiona pchnęły mnie na jedną z kolumn, a usta zaczęły natarczywie całować. Sapnąłem zaskoczony i objąłem go wsuwając mu dłonie pod bluzkę.
Matko... Kto by pomyślał, że takie chuchro ma tyle siły.
Jeżeli zawartość jego bokserek jest proporcjonalna do budowy ciała to już wolę mu obciągnąć.
Jeszcze mi się chłopak zakomlpeksi.
Jedną nogę oplotłem na jego udzie oddając mu zachłannie pocałunki.
Dawid włożył mi dłoń pod bluzkę podwijając ją i masując mój tors. Poczułem przyjemne ciepło i chwilę potem dreszcz podniecenia, który przeszedł mnie, gdy otarł się swoją męskością o moją. Westchnąłem mu w usta i poruszyłem zachęcająco biodrami.
Moje dłonie powędrowały na jego spodnie. Zręcznie jedna ręką rozpiąłem je od razu wsuwając dłoń do środka. Uśmiechnąłem się nieznacznie do siebie.
Nie będzie tak źle.
Nagle poczułem mocne szarpnięcie i wylądowałem odwrócony tyłem do niego. Chwilę potem jego dłonie powędrowały do moich spodenek zsuwając je nieco.
Poczułem chwilowe wahanie... Pewnie zaskoczył go fakt, że nie miałem bielizny.
Wypiąłem się w jego stronę i otarłem o jego męskość.
Wzdychałem chwilami głośniej w duchu ciesząc się, że jak już przychodzi co do czego nie jest taki nieśmiały.
Chwilę jeszcze się ze mną drażnił, aż w końcu nie wyciągnąłem w jego stronę prezerwatywy i żelu w saszetkach.
- Chociaż jeden przygotowany- mruknął i odebrał saszetki. Pozbył nas dolnej części garderoby i włożył we mnie palce rozciągając mnie. Zacząłem pojękiwać i podparłem głowę na kolumnie oddając się mu.
Po chwili poczułem, jak wyjmuje palce. Rozchylił nieco moje pośladki ściskając je i wszedł we mnie szybko z cichym warknięciem. Z mojego gardła wydobył się głośniejszy jęk przepełniony rozkoszą. Poruszyłem ochoczo biodrami nie odczuwając żadnego dyskomfortu.
- Nie hamuj się złotko- wymruczałem spoglądając na niego przez ramię z zadziornym uśmieszkiem.
- Nie zamierzam- odpowiedział nieco zachrypniętym głosem i od razu zaczął poruszać biodrami wywołując u mnie jęki przyjemności. Moje ciało drżało, przy każdym jego mocniejszym pchnięciu, a dłonie lekko drapały kolumnę, o którą się pospierałem.
Szybko się do niego dopasowałem, by dać nam obu więcej przyjemności.
Od kilku dni nie miałem tak dobrego sexu, jak teraz.
Dawid był wręcz idealny... Jego niepewność i nieśmiałość zamieniły się w pożądanie, które teraz dawało mi tyle rozkoszy.
Nie uciekałem tym razem... Teraz chciałem brać z tego jak najwięcej.
Jego dotyk na mojej skórze, pocałunki składane na szyi i ustach.
Jego ciało przylegające do mojego.
Chciałem to wszystko czuć tak mocno, jak tylko mogłem.
Nic innego mnie już nie obchodziło.
Tylka ta rozkosz, jaką mi dawał.
Jego ruchy stawały się nieregularne, a usta pieściły moją szyję. W pewnym momencie poczułem mocne ugryzienie na ramieniu. Krzyknąłem unosząc kąciki ust z rozkoszy i zacząłem  poruszać nieco szybciej biodrami w rezultacie. Dawidowi też najwidoczniej się to spodobało, bo jego pchnięcia stały się mocniejsze i głębsze, tak, że prawie za każdym razem trafiał w mój czuły punkt przyprawiając mnie o fale rozkoszy. Szarpnął mnie za włosy i wpił się w moje usta podgryzając je i posapując momentami głośniej. Sam, też nie byłem cichy, a moje jęki odbijały się echem od ścian pomieszczenia. Nasze pocałunki stawały się coraz bardziej chaotyczne i niezdarne, a jedna z jego dłoni powędrowała na mojego członka pieszcząc go intensywnie i stymulując. Przy samym dotyku jęknąłem przeciągle zaciskając na nim mięśnie gwałtownie. Po chwili przestał mnie całować i przylgnął go moich pleców zaciskając drugą dłoń na moich biodrach, tym samym regulując ich ruchy.
Cholernie go pragnąłem.
Poczułem zalewającą mnie falę przyjemności i mocniej spiąłem mięśnie powstrzymując orgazm... Nie mogłem dojść przed nim.
Nagle poczułem, że Dawid też kończy i doszedłem prawie równo z nim z przeciągłym jękiem. Podparłem głowę o zimną kolumnę.
- Ah...Filip- wysapał pod nosem.
Zignorowałem to. Nie obchodziły mnie powody, dla których klienci tu przychodzą.
Zdradza, nie zdradza.
Tęskni, nie tęskni.
Obojętnie.
Drżałem na całym ciele i starałem się unormować oddech. Gdy tylko byłem w stanie od razu ubrałem spodenki i odwróciłem się przodem do niego opierając się o ścianę. Przyjrzałem mu się z lekkim uśmiechem. Nie wygląda tak źle jak z początku myślałem... A te blizny dodają mu charakteru.
- Te... tylko mi tu nie zaśnij... Z resztą. I tak ciężko by ci było tu spać- puściłem mu oczko.
- Jestem wytrzymały- odpowiedział ubierając się.
Przeczesałem włosy i wyciągnąłem w jego stronę rękę.
- 800 złotko- uśmiechnąłem się niewinnie.
Chłopak wyciągnął z torby kopertę, a z niej pieniądze i wręczył mi.
- Proszę.
Przeliczyłem wszystko i uśmiechnąłem się szeroko.
- Dzięki. Zapraszamy ponownie- gdy oboje w pełni doszliśmy do siebie ruszyliśmy w stronę drzwi. - Co taki cichy- zapytałem wychodząc na świeże powietrze.
- Za rozmowę też mam płacić?- zapytał z lekko ironicznym uśmiechem.
Prychnąłem i posłałem mu zadziorny uśmieszek wzruszając ramionami. Przeszliśmy się kawałek aż w końcu Dawid się nie zatrzymał.
- Po co to robisz?- zapytał przyglądając mi się.
Zaskoczyło mnie to pytanie... Jakoś nikogo nie interesuje, jak tu wylądowałem. Ważne, że jestem do ich dyspozycji.
- Życie- wzruszyłem lekceważąco ramionami- Nie miałem wyboru. Wyjebano mnie bez środków do życia na ulicę dość niedawno... Muszę sobie radzić nie?
- Okej...- chwilę się nad czymś zastanawiał.- Osoba, która oddaje się bez przyjmowania pieniędzy jednej osobie to też dziwka?- spojrzał mi beznamiętnie w oczy, które teraz wydawały się strasznie puste.
Coś chłopaka męczy. I pewnie to coś tyczy się tego Filipa.
- Na tym polega bycie kurwą, aby brać za to kasę. Bez tego to tylko sex- odpowiedziałem na spokojnie.
- Rozumiem.- na twarzy Dawida po raz pierwszy odkąd się spotkaliśmy pojawił się szeroki uśmiech, który cholernie mi się spodobał. Poczułem, jak chłopak wsuwa mi banknot w spodenki. Zaśmiałem się.
- No dzięki... Chociaż niepotrzebnie. Nie przyjdziesz tu więcej nie?- zrobiłem smutną minkę.
- Raczej już nigdy się nie zobaczymy, chociaż kto wie...- pokazał mi język z szerokim uśmiechem- Kolejny punkt- wyciągnąć mojego faceta z paki. Powodzenia z klientami. Obyś trafił na kogoś porządnego- pomachał mi odchodząc w tylko sobie znanym kierunku.
- Będę tęsknił złotko... W cuda nie wieżę... Tu nie ma porządnych ludzi. Tobie też powodzenia- posłałem mu całusa z szerokim uśmiechem i wróciłem na ulicę.
Serio było mi szkoda, że chłopaka więcej nie zobaczę.
Ciekawe jaki byłby z niego kochanek... Skoro w łóżku dobry...
Uśmiechnąłem się nieznacznie i od razu odgoniłem tą myśl.
Nie mogę przywiązywać się do klientów.

Od razu dopadł mnie Michał z szerokim uśmiechem... Miał nieco potargane włosy i kilka śladów na szyi.
Nie nudził się przez ten czas, gdy ja byłem z Dawidem.
- No i?- patrzył na mnie pełny podekscytowania.
- Spokojnie dzieciaku... Nie byłem na pierwszej randce, czy czymś. Był dobry i tyle. Więcej nie musisz wiedzieć. Tajemnica zawodowa- przejechałem złączonymi palcami po swoich ustach, jakbym je zasuwał na zamek i uśmiechnąłem się.
- Dobra... jak chcesz- burknął urażony.- Długo chcesz tu jeszcze zostać?- zapytał sprawdzając godzinę na zegarku.- W pół do pierwszej.
Zamyśliłem się na moment.
- Jeszcze zostanę. Jeden, czy dwóch i się zbieramy okej?- rozejrzałem się po ulicy i wymieniłem spojrzenia z jednym facetem. Kolejny.- Spotkamy się tu za godzinę.- potargałem maluchowi włosy i ruszyłem w stronę mężczyzny.

Do domu wróciliśmy około drugiej. Przygotowałem nam kolację i łóżko.
To co robiliśmy potem jest raczej jasne...