Siedziałem w salonie z małym kartonem obok i szerokim uśmiechem. Jake, mój przyszywany brat wysłał mi paczkę pełną słodyczy i list, w którym obiecał, że niedługo zjawi się w Polsce. Cieszyłem się, jak dzieciak na Gwiazdkę. Nie widziałem się z nim dobre 10 lat, a kiedyś był moim jedynym przyjacielem w sierocińcu i mimo, że był młodszy to on zawsze musiał mnie pilnować, bym nie wpakował się w kłopoty.
W dodatku dzisiaj miał przyjść Dawid. Kolejny powód do uśmiechu. Rozmowy z nim były tak swobodne, jakbyśmy znali się latami, a nie kilka tygodni. No i fakt, że nie będę w domu cały dzień sam też jakoś podnosił mnie na duchu.
Miałem dzisiaj dobry humor. Nie przejmowałem się kolejną kłótnią na spotkaniu, następną pracowitą nocą i ćwiczeniami. Miałem zakwasy, ale nie zwracałem na nie uwagi. Nawet nie przejąłem się faktem, że zaczynają mi wystawać żebra i jestem trochę bledszy, niż normalnie. Zgasiłem niedopałek o róg blatu i sięgnąłem po kubek z kawą dopijając ją. Było już po 11:00, a ja wstałem dwie godziny temu i dopiero niedawno zabrałem się za 'śniadanie'. Nawet chciałem coś zjeść, ale widząc prawie pustą lodówkę wolałem oszczędzić te zapasy na potem.
Siedziałem tak dość bezczynnie i gapiłem się w telewizor, aż nie usłyszałem kliknięcia zamka w drzwiach. Potrzebowałem chwili, by przypomnieć sobie, że przy ostatnim spotkaniu dałem Dawidowi klucz do mieszkania. Wiem, że to głupie dawać takie rzeczy ledwo poznanej osobie, ale wiedziałem, że mogę mu zaufać. Poza tym nie było tu nic, co warto by było ukraść.
- Szymon?- usłyszałem po chwili jego głos i odgłosy zdejmowanych butów.
- Jestem w salonie- opowiedziałem i odwróciłem głowę w stronę przedpokoju.
Gdy tylko chłopak pojawił się w wejściu przywitałem go ciepłym uśmiechem.
- Hej- odpowiedział z cichym warknięciem i wręcz padł obok mnie na kanapę.
Przyglądałem mu się parę sekund w milczeniu. Widziałem, że coś jest nie tak...
On już nawet nie próbuje udawać. Poza tym spod jego kołnierzyka wystawał kawałek bandaża i lekko kulał wchodząc tu. Pewnie próbował to ukryć...
- No mów- powiedziałem, gdy w końcu na mnie spojrzał.
Odetchnął cicho i skrzywił się zanim zaczął mówić.
- Nie chce już nigdy widzieć Łasicy...Niech skurwiel zdycha w ogniu piekielnym. Pizda nieczuła i niech na dziwki chodzi jak czegoś skurwielowi brakuje... Dobra. Wygadałem się- spojrzał na mniej już nieco bardziej opanowany.
- Znowu cię zmusił?
Krótkie zaprzeczenie.
- To co zrobił? Chodzi o tą całą naukę miłość?- zmarszczyłem lekko brwi przyglądając mu się.
Znowu zaprzeczył.
- No więc o co chodzi?
- Bo... Kurwa no!- walnął pięścią o podłokietnik kanapy.- Chciałem spróbować po raz ostatni. Chciałem pokazać mu, że go kocham. Pozwoliłem mu nawet na seks- odetchnął głęboko wyładowując tym samym kolejną porcję napięcia.
- I się pobiliście?- uniosłem lekko brew.
Dawid w odpowiedzi tylko skinął głową. Wolałem nie drążyć już tego tematu, wiedząc, że to go tylko bardziej wkurzy. Był opatrzony i nie wyglądał, by coś poważnego mu się stało na szczęście.
- Ranyy Dawid...- skrzywiłem się nieco i przeczesałem odchylając głowę lekko do tyłu.- On i bez tego wie, że go kochasz, a oddawaniem mu swojego ciała nie sprawisz, że cię pokocha. Miłość, to nie seks.
- On mi powiedział, że mnie nigdy nie pokocha. Powiedziałem mu, że sobie kogoś znajdę, a on na to tylko 'a tak fajnie nam było'... Rozumiesz to? I potem już tylko stwierdził, że jestem idiotą, że go kocham. On... Tak po prostu mnie przeleciał, a potem powiedział że jestem nikim i sobie poszedł- przetarł skronie i westchnął ciężko. Widziałem, że chłopak był bliski płaczu...
- Czemu ty mu na to jeszcze pozwalasz?- zapytałem spokojnym głosem, by jakoś i jego uspokoić.
- Bo go kocham. I nic na to nie mogę poradzić- odpowiedział markotnie i spojrzał na niedopałek na stoliku
- Dawid wiesz, że w ten sposób nic nie naprawisz... Ranisz tym tylko siebie.
- Miałem nadzieję, że on żywi choć trochę uczucia do mnie. Ale teraz wiem, że siebie tylko okłamywałem. Nie chcę go znać. Robiłem wszystko, by mnie pokochał, ale jak widać on tego nie potrafi- warknął podjudzając się na nowo.
- Słusznie... Nie rób tego więcej, bo to nic dobrego nie przyniesie. Sam powiedziałeś, że nic do ciebie nie czuje- ściszyłem trochę ton głosu.
- Wiem! Przecież do cholery wiem!- krzyknął i schował twarz w dłoniach wciskając ją mocno, jakby chciał się tam schować cały.
- Ale spokojnie- klęknąłem na kanapie i podszedłem, by go przytulić opiekuńczo. Wydawało mi się, że właśnie takiego wsparcia potrzebuje.- Za bardzo się tym ranisz, a ja nie chcę, aby działa ci się krzywda- tym razem już prawie szeptałem.
- To nie jest takie proste-także szepnął i spojrzał na mnie kątem oka unosząc nieco głowę znad dłoni.
- Wiem... Ale warto się postarać- uśmiechnąłem się ciepło. Nie wiedziałem, jak okazać chłopakowi wsparcie, a tym bardziej pomoc. Jedynym wyjściem była rozmowa.
- Ciągle się staram! Ale zamiast tego bardziej w to brnę- szepnął zrezygnowany.- Kiedyś potrafiliśmy jeszcze normalnie rozmawiać. I wtedy okazywał mi chociaż jakieś ciepło.
- Może zapomniał jak to się robi?- uśmiechnąłem się trochę zakłopotany.- I wiesz co? Wydaje mi się, że tobie był potrzebny taki zimny prysznic. Inaczej sam nigdy byś tego nie zakończył.
Dawid przyglądał mi się pustym wzrokiem, jakby nie rozumiał nic z tego, co powiedziałem, po czym zaklął coś pod nosem i spuścił wzrok na podłogę, łokcie podpierając na kolanach.
- Mam go już gdzieś... Niech wypierdala- wręcz wypluł te słowa i przetarł twarz dłonią.
- Na prawdę?- uniosłem brew samemu nie dowierzając, że to powiedział.
- Nie... Ale muszę jakoś o nim zapomnieć. Może kiedyś doceni co stracił. Ważniejsze teraz, bym pozbył się uczuć do niego- mruknął zerkając gdzieś w kąt pokoju.
- W końcu gadasz z sensem- uśmiechnąłem się pocieszająco i poklepałem go po ramieniu.
- Ta... Ej ogólnie wiedziałeś, że Alex wyjechał?- spojrzał na mnie w końcu i wyprostował się.
- Nie. Raczej nie rozmawiamy ze sobą. Gdzie?- zapytałem zaciekawiony.
- A chuj go tam wie- wzruszył ramionami.- Ważne, że daleko ode mnie i z Natanem- uniósł kącik ust wyraźnie zadowolony z tego faktu.- Mówił coś tylko, że Łasica go o coś poprosił, więc pewnie i my niedługo dołączymy- dodał po chwili.
- Serio?- zmarszczyłem brwi.- Nie na rękę mi to... Ja mam pracę- prychnąłem już wyobrażając sobie reakcje szefa, gdy po kilku dniach pracy poproszę o urlop.
Wzrok Dawida powędrował na mnie i uśmiechnął się półgębkiem przyglądając mi się badawczym wzrokiem.
- Jaką?
Przełknąłem dyskretnie ślinę... Cholera... Ładnie się wkopałem, nie ma co. Westchnąłem ciężko i skrzywiłem się.
- Jestem barmanem w klubie nocnym- mruknąłem od niechcenia mając nadzieję, że nie będzie wypytywał.
Ale chłopak miał inne plany.
- Nocnym czyli?-uniósł brew znacząco i usiadł przodem do mnie krzyżując nogi przed sobą.
- O rany chłopie w życiu nie byłeś w klubie nocnym?- prychnąłem i wyciągnąłem papierosa, by się uspokoić i nie powiedzieć za dużo.
- I to w nie jednym... Ale kluby są różne- wzruszył ramionami uśmiechając się chytrze. Domyśliłem się, że już mnie rozgryzł...
- Tak... W klubie ze striptizem. Lepiej?- wydmuchnąłem mu dym w twarz mrużąc oczy.
Dawid tylko rozgarnął go dłonią, a jego uśmieszek się poszerzył.
- Więc kiedyś cię odwiedzę krasnalu- potargał mi włosy uśmiechając się szeroko.
Trochę zbił mnie z tropu i na chwilę mnie zamurowało... Wiedziałem, że zaprzeczanie i temu podobne reakcje jeszcze bardziej go zachęcą, by dowiedzieć się, jak to dokładnie wygląda. Miałem tylko nadzieję, że do jego wizyty jeszcze nie wejdę na scenę.
Wzruszyłem lekko ramionami z ciepłym uśmiechem.
- Jasne zapraszamy... Więcej klientów to więcej alkoholu do sprzedania- wyszczerzyłem się ukrywając szybko moje zakłopotanie.
- Wybacz... jestem bankrutem- usłyszałem tylko beztrosko.
Spojrzałem na Dawida zaskoczony
- Jak to?!
Chłopak wzruszył ramionami lekceważąco i spojrzał na swoje kościste kolana.
- Normalnie. Odkąd poznałem Filipa, mieszkałem u niego... Byłem jego dziwką- skrzywił się ściszając głos. Na tą wiadomość otworzyłem szeroko oczy zszokowany- Utrzymywał mnie w zamian za sex. Moje uczucia nigdy go tak na prawdę nie obchodziły.
Potrząsnąłem głową szybko na boki i podszedłem do Dawida, by po raz drugi tego dnia go przytulić.
- Utrzymankiem- poprawiłem go.- Nie byłeś jego dziwką, a utrzymankiem- wyjaśniłem, gdy spojrzał na mnie pytająco. Zanim jeszcze zdążył zaprzeczyć ja mówiłem dalej. Wiedziałem, że teraz potrzebuje czyjejś pomocy, a ja byłem prawdopodobnie jedyną osobą, która mogła mu ją zaoferować.- Tak to nazwijmy i niech tak zostanie- uśmiechnąłem się ciepło.- Jeśli teraz nie masz gdzie mieszkać mógłbyś zostać u mnie. Klucze masz, miejsca też starczy... Razem damy sobie radę nie? I nie będziesz kłopotem, ani niczym takim!- zapewniłem zanim ten zdążył się odezwać.
Jego oczy patrzyły na mnie z lekkim niedowierzaniem i obojętnością.
- Nie potrzebuję łaski- prychnął krzywiąc się.- Mam gdzie pójść... Mam tu ciocię, u której mogę zamieszkać.
Westchnąłem cicho.
- No dobra, jeśli tak chcesz... Ale jakbyś kiedyś zmienił zdanie to zapraszam- uśmiechnąłem się szeroko.
- Jasne... Dzięki Szymek- potargał mi włosy z ciepłym uśmiechem. Zaśmiałem się i wytknąłem mu język, co było kiepskim posunięciem, bo sekundę później Dawid ugryzł mnie w niego lekko, a chwilę potem pocałował mnie czuło. Zarumieniłem się zaskoczony jego zachowaniem, ale oddałem mu po chwili pocałunek z cichym pomrukiem zadowolenia. Gdy chłopak odsunął się ode mnie uśmiechnąłem się ciepło.
- Nie ma za co... Zawsze już mi tak będziesz dziękować?- uniosłem lekko brew rozbawiony.
- Mooożeeee- wymruczał uśmiechając się tajemniczo, po czym obaj wybuchliśmy śmiechem.
- Ej Dawid to ty teraz powinieneś znaleźć sobie jakąś pracę nie?- zapytałem gdy już się oboje uspokoiliśmy.
Chłopak spojrzał na mnie trochę zaskoczony pytaniem i skinął głową.
- No tak... Z tym będzie problem- mruknął zaczesując włosy do tyłu i odetchnął cicho przymykając oczy.
- Czemu?- usiadłem przodem do niego po turecku.
- Skończyłem liceum i zdałem maturę. Potem Filip mnie ze sobą zabrał- mruknął.
- Ha... Ty przynajmniej masz maturę. Nie będzie tak źle- uśmiechnąłem się pokrzepiająco, chociaż wiedziałem, że nawet po studiach ciężko dostać pracę.
- Pewnie skończę jako kelner w jakimś barze- wzruszył ramionami.- A ty? Nie zdałeś matury?
Pokręciłem głową na boki.
- Czemu?- dopytywał dalej przyglądając mi się ciekawsko.
Wolałem, by nie znał prawdy... Przynajmniej na razie. Nie było się czym chwalić, a nie chciałem go do siebie zrazić. Stał się najbliższą mi osobą i w ogóle jedyną, którą do siebie dopuszczałem. Nie chciałem, by miał o mnie złe zdanie, a na prawdę jeszcze przyjdzie czas. Teraz najważniejsze było, by Dawid znalazł sobie pracę i mógł żyć na własny rachunek.
- Długa historia. Kiedyś ci opowiem- uśmiechnąłem się szeroko.- Może przy piwie. A teraz zbieraj się i idziemy poszukać ci jakiejś pracy- klasnąłem w dłonie zadowolony starając się zmienić temat.
Dawid przyglądał mi się chwilę zagadkowym wzrokiem, którego nigdy nie mogłem rozszyfrować, aż w końcu zamrugał, jakby wracając tu. Na kanapę.
- Teraz? My?- uniósł lekko brew zaskoczony.
- No tak. Myślisz, że jak jesteś ranny, to ci odpuszczę. Zbieraj się. Pomogę ci- uśmiechnąłem się szeroko i wstałem z kanapy. Przeciągnąłem się stając na palcach i odetchnąłem cicho.
Widząc ciepły uśmiech Dawida podniosłem się trochę na duchu i ruszyłem do przedpokoju razem z nim. Ubraliśmy buty, zabrałem ze sobą swoją torbę na wszelki wypadek i wyszliśmy.
- Pewnie nic lepszego niż kelner nie znajdę- Dawid odezwał się po chwili ciszy patrząc przed siebie spokojny.
Spojrzałem na niego i mimowolnie kąciki ust powędrowały mi do góry. Był cholernie przystojny, a teraz wydawał się tak spokojny mimo tego, co działo się naokoło niego. Wiatr lekko rozwiał jego włosy odsłaniając czoło. Nagle zauważyłem wygolone miejsce tuż obok skroni. Normalnie włosy je zasłaniały. Nie wyglądało jak zwykłe wygolenie u fryzjera, bo było trochę nierówne i w kilku miejscach zauważyłem małe szwy. Domyśliłem się, że miał rozwaloną głowę, ale wolałem go o to nie pytać. Bez sensu było przywoływać złe wspomnienia.
W końcu po dłuższej chwili takiego przyglądania mu się Dawid spojrzał na mnie.
- Co cię tak zaciekawiło krasnalu?- zapytał uśmiechając się zadziornie i potargał mi włosy.
Zaśmiałem się cicho i wysunąłem się zgrabnie spod jego dłoni wyprzedzając go o kilka kroków.
- Ty- odpowiedziałem i odwróciłem się do niego idąc tyłem uśmiechając się szeroko.
W odpowiedzi dostałem ciche prychnięcie.
- Nic we mnie ciekawego. A ty uważaj, bo jeszcze wpadniesz na słup- zaśmiał się cicho.
Wytknąłem mu język rozbawiony.
- Nie wpadnę. Ej... Wiesz, że masz ładne oczy?- palnąłem dopiero po chwili uświadamiając sobie, jak to zabrzmiało. Chłopak spojrzał na mnie rozbawiony, a chwilę potem zaczesał znowu włosy, tak by zasłaniały mu pół twarzy.
- Nie lubię ich. Są szare... I wiecznie smutne- mruknąłem pod nosem uciekając wzrokiem i udając, że rozgląda się po informacjach o zatrudnieniu.
- Marudzisz. Mi tam się podobają- powiedziałem odwracając się, by iść już przodem. Temat nam się skończył, więc szliśmy w ciszy, ale nie tej krępującej... Czułem się przy nim na tyle swobodnie, że wcale nie musiałem z nim ciągle rozmawiać. Z resztą, wiedziałem, że na dłuższą metę może być to trochę upierdliwe zwłaszcza dla osoby tak cichej jak Dawid. Skupiłem się na szukaniu ogłoszeń.
Po kilku godzinach poszukiwań, gdy obskoczyliśmy większość barów, restauracji i tym podobnych zmęczeni postanowiliśmy wracać. Było już trochę ciemno mimo ciepłej pory i zbierało się na deszcz. Tylko w kilku barach szukali personelu i spisali numer Dawida z informacją, że się odezwą. Gdzieś przy okazji zatrzymaliśmy się na piwo i wtedy stwierdziliśmy, że dalsze poszukiwania nie mają sensu. Dawid zgodził się u mnie spać. Nie chciałem go zostawiać samego, a i ja też nie chciałem znowu spędzać czasu sam.
- Ej ale ty tak serio z tym białym?- zapytał przeczesując włosy i spojrzał na mnie pytająco. Byliśmy już niedaleko mojego mieszkania.
- No... Ciekawie by ci było. Albo czarno-białe.- uśmiechnąłem się szeroko i nagle znieruchomiałem słysząc jakiś szelest w krzakach. Odruchowo sięgnąłem po nóż z torby przyglądając się gęstwinie liści.
Pierwszą myślą był Kaspian. A drugą, by spierdalać jak najdalej.
Kilka sekund później moje napięcie trochę opadło i schowałem dyskretnie nóż.
Dawid spojrzał na mnie zaskoczony i też przystanął.
- Co jest?- zapytał podążając wzrokiem w to samo miejsce co ja.
- Słyszałeś to?- spojrzałem na niego pytająco i potem znowu na krzaki.
- Nie... Przewrażliwiony jesteś, bo pijany chyba nie- uśmiechnął się lekko, ale też przygladal sie krzakom.
W końcu podszedłem do nich i rozgarnąłem je ręką. Przez pierwsze kilka sekund nie mogłem rozpoznać tego, co właśnie przede mną leżało. Dopiero, gdy to coś zaskomlało zrozumiałem, że to szczeniak. Kucnąłem patrząc na niego zaszokowany. Był cały we krwi, zwinięty w kulkę i trząsł się nie wi,wiadomo czy z zimna, bólu, czy strachu.
- Dawid...- wyszeptałem ledwo słyszalnie.- Chodź tu- nie odrywałem wzroku od psiaka. Uwielbiałem zwierzęta i nie mogłem patrzeć na ich krzywdę.
- Kotek?- zapytał zdezorientowany i podszedł do mnie kucając obok.
- Pies- poprawiłem go pochylając się na maluchem, by go obejrzeć. Wyglądał, jakby coś go potrąciło. Pies widząc mnie próbował się odsunąć wyraźnie wystraszony, ale poskutkowało to tylko jego głośniejszym zaskomleniem.
- Biedactwo- mruknął Dawid również patrząc na psa.
- Jakiś skurwiel go chyba potrącił- prychnąłem z odrazą.- Ma poszarpane ucho i nie może się ruszyć. Wiesz, czy gdzieś tu jest jakiś weterynarz niedaleko?- spojrzałem w końcu na chłopaka.
- Z tego co kojarzę, to powinien być jakiś w okolicy. Pójdę po niego- podniósł się i ruszył poszukać kliniki.
Ja przez ten czas siedziałem przy szczeniaku patrząc na niego ze współczuciem. Nie chciałem go dotykać bojąc się, że coś uszkodzę przypadkiem. Nigdy nie rozumiałem ludzi, którzy z zimną krwią zabijali lub bili Bogu ducha winne zwierzęta, w dodatku myśląc, że te nie mają uczuć. Akurat psy potrafiłem docenić bardziej niż nie jednego człowieka. Wierne, prawdziwe, pocieszne... Ludzie, których zabijałem byli milion razy gorsi. Zastanawiałem się kto go potrącił mając ochotę zrobić z tym ścierwem to samo. Mówiłem czasem do szczeniaka stając się go uspokoić lub coś, a w myślach modliłem się, by weterynarz nie przyszedł za późno.
W końcu Dawid przyszedł z jakimś mężczyzną w białym fartuchu i z torbą pierwszej pomocy. Bez słowa odsunąłem się podchodząc do chłopaka i dałem weterynarzowi robić swoje. Nerwowo wyciągnąłem fajki, by zapalić.
- Dzięki- mruknąłem do Dawida zaciągając się i uśmiechnąłem się lekko. Poczęstowałem go papierosem widząc, że i on jest spięty.
- Nie ma za co. Oby nie było z nim źle- mruknął zerkając na lekarza, który badał dokładnie szczeniaka, który teraz leżał już na czystym kocu.
- Wezmę go do siebie- odezwałem się po chwili ciszy tupiąc nerwowo nogą.
Dawid skinął głową.
- Kupię mu karmę po drodze- szepnął odrywając wzrok od zwierzęcia.
Przez resztę czasu nie odzywaliśmy się. Gdy weterynarz skończył opatrywać i składać psa do kupy podszedł do nas trzymając go ostrożnie na rękach i uśmiechnął się pokrzepiająco.
- Muszę go na tą noc zabrać do kliniki, by mieć pewność, że wszystko z nim okej. Tutaj nie mogę za dużo zrobić... Przyjdźcie po niego jutro jeśli chcecie.
- Przyjdę. I zapłacę za leczenie- po tych słowach spojrzałem na szczeniaka ze współczuciem. Teraz gdy nie był cały we krwi i byl owiniety kocem wygladal rozczulajaco. Chyba byl rasowy.
Gdy lekarz odszedl ruszylismy w stronę mojego mieszkania. Cisza między nami nie trwała długo, bo rozdzwonił się mój telefon. Wyjąłem go i spojrzałem na kontakt.
Marek
Na moich ustach pojawił się grymas niezadowolenia. Przez to wszystko zapomniałem, że dzisiaj mam też pracę i trening. Zerknął kątem oka na Dawida, który nie zwracał na mnie uwagi wyraźnie nad czymś zamyślony.
Odebrałem.
- Czy ja mam po ciebie tak codziennie wydzwaniać matole?- warknął rozzłoszczony chłopak.
- Tak- prychnąłem.- Posłuchaj mogę sobie dzisiaj zrobić wolne? Trochę się wydarzyło i nie za bardzo mam jak teraz przyjść. Proszę cię... Tylko ten jeden dzień- wyszeptałem, by nie zwrócić uwagi chłopaka idącego obok. Nie chciałem teraz gonić Dawida do domu.
- Pogrzało cię chyba chłopaku. Ledwo kilka dni jesteś w pracy, jeszcze nawet nie zacząłeś tańczyć, a już chcesz wolne?- warczał coraz bardziej wkurzony.
- Potem ci wyjaśnię... Marek proszę. Przyjdę jutro wcześniej i pomogę w sprzątaniu okej?- powiedziałem błagalnie.
Usłyszałem głęboki oddech po drugiej stronie słuchawki, po czym Marek odezwał się już spokojniejszym tonem.
- No dobra. Ten jeden raz. Do jutra- rozłączył się.
Odetchnąłem z ulgą i schowałem telefon. Nawet nie zdałem sobie sprawy, że Dawid przez cały czas przysłuchiwał się rozmowie.
- Coś się stało?- zapytał patrząc na mnie trochę zdezorientowany.
- Nic. Wziąłem sobie dzisiaj wolne. Nie mam ochoty tam dzisiaj iść. Jestem zmęczony- mruknąłem i uśmiechnąłem się lekko.
- Na pewno? Bo jeśli musisz, to nie rób sobie przeze mnie kłopotów...
- Nie!- zaprzeczyłem mu od razu.- Po prostu nie mam ochoty tam dzisiaj iść... Cały czas myślę o tym szczeniaku-mruknąłem patrząc przed siebie.
- A.. No skoro tak. Aż tak przejmujesz się tym szczeniakiem?
Skinąłem głową.
- Lubię zwierzęta. Ponoć jak byłem mały mieliśmy w domu psa, ale tego nie pamiętam. Miałem z dwa latka- uśmiechnąłem się mimowolnie przypominając sobie znalezione kiedyś zdjęcie ze mną i jakimś bulldogiem.
Dawid poczochrał mi włosy i uśmiechnął się ciepło.
- Nie przejmuj się. Maluch jest w dobrych rękach. Jutro go odbierzesz, a nim się obejrzysz będzie ci sikał na meble- prychnął rozbawiony pod nosem.
Zaśmiałem się.
- Dzięki- prychnąłem rozbawiony.
Weszliśmy na moją klatkę schodową, a chwilę potem do mieszkania.
- Nie ma za co Szyneczko- mruknął śmiejąc się pod nosem.
Spojrzałem na niego z uniesioną brwią rozbawiony i zdjąłem byty.
- A ty nadal z tą Szynką? Naucz się w końcu poprawnie mówić zamiast się ze mnie nabijać- wytknął mu język, a widząc, że chłopach chciał go złapać między palce szybo uciekłem mu do łazienki zamykając się.- Nie tym razem!- krzyknąłem zza drzwi rozbawiony.
- Jeszcze cię dopadnę!- odkrzyknął, po czym usłyszałem tylko jego oddalające się kroki.
Umyłem się i trochę ogarnąłem ciesząc się z jednej normalnie przespanej nocy. Muszę przywyknąć do takiego trybu. Przygotowałem Dawidowi jakiś ręcznik, zapasową szczoteczkę i wyszedłem z łazienki w samym ręczniku na biodrach.
- Dawid kochanie teraz twoja kolej!- krzyknąłem rozbawiony. Dobiegł mnie stłumiony śmiech z kuchni, a chwilę potem wyszedł z niej Dawid z fajką w ręku.
- No dzięki skarbie, że tak szybko- prychnął wymijając mnie i gdy już miał wchodzić do łazienki zerwał ze mnie ręcznik i uśmiechnął się szeroko.- Mówiłem, że się odegram- zaśmiał się.
Ja spanikowany sięgnąłem szybko po jakąś bluzę leżącą obok na komodzie i zasłoniłem się od razu. Bałem się, że zauważy blizny nad pośladkami...Zarumieniłem się i spojrzałem na Dawida z wyrzutem rozbawiony mimo wszystko.
- No co się tak patrzysz? Ładny masz tyłek, to po co go zasłaniasz?- prychnął rozbawiony po czym zniknął w łazience.
Gdy zamknął drzwi odetchnąłem cicho i poszedłem ubrać jakieś dresy na siebie. Przy okazji zerknąłem na blizny. Tuż nad linią bokserek miałem wypalony petami od fajek napisz 'Szmata'... Stara pamiątka po byciu kurwą na ulicy. Od dawna chciałem to zakryć tatuażem, ale nie miałem na to pieniędzy. Blizny już się trochę zatarły i nie było to tak widocznie a napisu nie dało się rozczytać na pierwszy rzut oka, więc zawsze odkładałem to na potem.
Westchnąłem cicho i poszedłem zmienić pościel. Nie miałem zamiaru się nad sobą teraz użalać. Nie jestem dumny z tego, co robiłem kiedyś, ale miałem swoje powody i nie znałem innego wyjścia. Musiałem sobie radzić tak, jak umiałem. Z moim wykształceniem nie mogłem znaleźć żadnej pracy, za którą byłbym w stanie się utrzymać, a tym bardziej jeszcze chodzić do szkoły.
Gdy zmieniłem pościel od razu położyłem się na jednej części łóżka i zamknąłem oczy by trochę się zrelaksować.
Niedługo potem przyszedł Dawid ubrany w bluzkę i bokserki.
- Hm? Śpisz?- szepnął podchodząc cicho do łóżka.
- Nie. Leżę sobie- otworzyłem oczy i uśmiechnąłem się ciepło. Widziałem kilka siniaków na jego nogach i skrawek bandaża na kostce starannie zamaskowanego skarpetką. Nieźle go poharatał... Jednak bardziej moją uwagę przykuł brak opatrunku na nadgarstkach, z czego byłem cholernie dumny. Dotrzymywał obietnicy.
Chłopak odwzajemnił mój uśmiech i położył się obok.
- To.. .dobranoc?- spojrzał na mnie pytająco i sięgnął do lampki nocnej.
- Dobranoc- uśmiechnąłem się szeroko kładąc się przodem do niego.
Gdy światło zgasło, a Dawid się ułożył przysunąłem się do niego lekko i objąłem go trochę niepewnie. Dopiero po chwili chłopak też mnie przytulił przyciągając tym samym do siebie. Wtuliłem się w niego, a chwilę potem zasnąłem.
Rozdział 13
- Witaj Szymuś.
Zemdliło mnie.
Nie musiałem się odwracać, nawet gdybym mógł, by mieć przed oczami ten obleśny uśmiech malujący się na jego twarzy.
Na sam dźwięk jego głosu zrobiło mi się niedobrze, a w gardle ugrzęzła wielka gula. Po dobrych kilku sekundach, które dla mnie były godzinami udało mi się coś wydukać.
- H... Hej...- odpowiedziałem ledwo słyszalnie patrząc na moje napięte i drżące, jak i reszt ciała dłonie.
- Co się stało? Już mnie nie pamiętasz Szymon?- szeptał mi do ucha przedłużając każde słowo, tak jak robił to wtedy.- Może powinienem ci przypomnieć?- poczułem jak jego długie, kościste palce lądują na mojej szyi. Wyprostowałem się od razu jak struna, a moje oczy otworzyły się szerzej przerażone.
Czas ciągnął się niemiłosiernie długo wydłużając moje męczarnie, a każde słowo wypowiedziane z jego ust wywoływało u mnie potworny ból głowy. Ale jego dotyk?! Dotyk na mojej skórze?! To była istna tortura. Czułem jak miejsce, którego dotyka parzy żywym ogniem. Chciałem uciec. Uciec jak najdalej od niego... Lub chociaż się odsunąć... Ale nawet tego nie byłem w stanie zrobić.
Jedyne co mogłem to grać w tę jego chorą grę i grzecznie odpowiadać. Wiedziałem, pamiętałem do czego potrafił się posunąć.
Nie chcę tego znowu!
Błagam!
Zacisnąłem mocniej powieki i w końcu zebrałem się na odpowiedź.
- N... Nie... Proszę.- słyszałem swój głos. Pełen lęku, bezradności i dziwnie zachrypnięty, jakby słowa nie chciały przejść mi przez gardło.
Jeden z chłopaków musiał zwrócić na nas uwagę, bo przez moment słyszałem jakąś kłótnię, ale tak, jakbym słyszał ją zza ściany. Jego ręka nadal spoczywała na mojej szyi wyraźnie zaznaczając, że ma do mnie pełne prawa.
Znowu udowadniał, że jestem jego własnością.
Tak bardzo mnie upokarzał nawet przed samym sobą.
Za wszelką cenę starałem się powstrzymać mózg przed powrotem do tamtych wydarzeń.
Nienawidziłem tego skurwiela!
Mimo to przed moimi oczami przewijały się co chwilę nowe obrazy.
Łzy same cisnęły mi się do oczu chociaż tak mocno je zaciskałem.
On znowu widział moją słabość!
I po raz kolejny usłyszałem ten szept.
- Nie płacz Szymonku... Chodź ze mną. Uspokoisz się i znów będzie jak dawniej. Pamiętasz? Byłeś tak niewinny...- szeptał, a pod koniec wręcz syczał do mojego ucha.
A ja? Wystarczyło, że lekko uniósł dłoń, którą miał na mojej szyi, a moje ciało wstało instynktownie rozumiejąc jego przekaz.
Dopiero po chwili, gdy zdałem sobie sprawę, że stoję o własnych siłach odzyskałem zdolność logicznego myślenia.
Nie! Nie mogę mu znów na to pozwolić! Drugi raz już nie wrócę do piekła!
Wyrwałem mu się i stanąłem dwa metry przed nim z wycelowaną i odbezpieczoną bronią, którą zabrałem wcześniej Dawidowi.
Nie wiem czemu, ale na myśl o Dawidzie moja nienawiść do mężczyzny stojącego przede mną jeszcze bardziej urosła.
Grymas, jaki przez sekundę pojawił się na jego twarzy napawał mnie niesamowitą satysfakcją.
Ten wyraz dziwienia i zszokowania, jaki u niego wywołałem... Mimo zimnej i gniewnej miny wiedziałem, że nadal jest w szoku. Za długo go znałem.
- Wypierdalaj stąd zakłamany sukinsynie!- wydarłem się na cały lokal zwracając tym jeszcze większą uwagę personelu. Miałem szczęście, bo nie było tu żadnych gości, a lokal znajdował się w rogu galerii, gdzie raczej chodziło mało osób.- Masz 5 sekund, by zmyć się i nigdy więcej nie pokazywać mi tej zawszonej gęby na oczy!- patrzyłem na niego z czystą nienawiścią. Nie miałem już w sobie krzty litości, czy chociażby uległości.- Albo to, albo zrobię z twojego mózgu śliczną fototapetę na ścianie!- wywarczałem widząc, że ten nawet nie drgnął.
- Szymuś... No co ty? Odł...- nie dałem mu dokończyć. Jego spokojny i lekceważący ton jeszcze bardziej mnie rozdrażnił.
- Pięć... Cztery...- teraz już dosłownie warczałem patrząc mu w oczy.
Musiałem to załatwić...
Wiedziałem, że puki sam się go nie pozbędę typ nie da mi spokoju nawet w moich myślach.
- Eh... A było...
- Nie waż się więcej do mnie odezwać zasrańcu i wypierdalaj stąd w podskokach! Już!!!- po moim ostatnim krzyku wyrażającym czystą nienawiść chłopak odwrócił się i odszedł.
Jeszcze chwilę stałem i patrzyłem się w miejsce, gdzie wcześniej stał Kaspian, a z każdą sekundą emocje opadały, a zastępowała je ulga. Niewyobrażalna i przecudowna rozkoszna świadomość, że mu się postawiłem. Wiedziałem, że teraz, gdy znów mnie odnalazł nie pozbędę się go tak szybko, ale przy następnym spotkaniu już nie będę go oszczędzał.
Dopiero, gdy jeden z kumpli złapał mnie za ramiona i potrząsnął mną wróciłem w pełni do rzeczywistości. Wszystko uderzyło we mnie z taką siłą, że gdyby nie chłopak upadłbym na podłogę. Przerażenie kelnerów, oszołomione twarze innych i ja stojący z wyciągniętą spluwą na środku kawiarni w centrum handlowym.
- Stary?! Szymon co to przed chwilą było do cholery?! Skąd masz w ogóle broń?- pytania padały z jego ust nieustannie, co cholernie mnie męczyło. W ogóle czułem się teraz strasznie zmęczony. Wyrwałem się chłopakowi i usiadłem na swoje poprzednie miejsce.
- Dajcie mi chwilę- szepnąłem tylko i napiłem się sheka. Wiedziałem, że należą im się wyjaśnienia i że na pewno nie odpuszczą mi pytań. Byłem zmuszony z grubsza wytłumaczyć kim był Kaspian, a następnie skąd wzięła się u mnie broń. Oczywiście żadne z nich nie było zgodne z prawdą.
Potem jeszcze długi czas musieliśmy błagać personel, by nie wzywali glin.
W końcu wyszedłem z galerii sam nadal niesiony przez nerwy przed siebie.
Szedłem tak, puki nie rozdzwonił się mój telefon.
Marek.
Zdziwiłem się, bo do mojej zmiany zostały jeszcze ponad 3 godziny, ale odebrałem.
- No halo?
- No czemu cię tu jeszcze nie ma co?!- usłyszałem na dzień dobry po drugiej stronie. Po cichej muzyce w tle mogłem być pewien, że chłopak jest w klubie.
- Bo mam jeszcze 3 godziny? Jest dopiero 20:00- odpowiedziałem mu mocno zdziwiony jego zdenerwowaniem.
- A ty myślisz, że całe życie będziesz drinki rozdawał? Bierz ten rozlazły tyłek w troki i widzę cię tu za 10 minut. Ćwiczyć będziesz.- po tych słowach rozłączył się.
Spojrzałem na telefon jak na narzędzie wszelkiego zła i nieszczęścia.
Faktycznie wspominałem, że chcę tańczyć, ale nie sądziłem, że Marek weźmie to tak do siebie i już drugiego dnia będzie mi kazał ćwiczyć. Zwłaszcza nie miałem na to ochoty dzisiaj. Chciałem tylko odbębnić swoje, wrócić do domu i iść spać, a tu taka niespodzianka. I pewnie z rana przywitają mnie zakwasy.
Już je czułem.
Powoli skierowałem się w stronę klubu z miną skazańca.
Zimne powietrze trochę mnie otrzeźwiło i pomogło się uspokoić.
Gdy wchodziłem do klubu emanowałem wręcz spokojem. I dymem tytoniowym.
Ledwo przekroczyłem próg, a Marek zaatakował mnie ubrany w luźny strój do ćwiczeń.
- Co tak długo chłopie?!- patrzył na mnie w wyrzutem. Nie dał mi nawet się wytłumaczyć i wcisnął mi w dłonie taki sam komplet ubrań, jaki miał na sobie.- Z resztą nie ważne. Przebież się i czekam na scenie- zostawił mnie samego, nie licząc kilku pracowników, którzy rzucili mi tylko współczujące spojrzenia. Nie wiedziałem o co im chodzi, ale zapewne trening z Markiem nie będzie niczym przyjemnym.
Westchnąłem tylko ciężko i poszedłem przebrać się na zaplecze.
Gdy tylko pojawiłem się w zasięgu wzroku Marka od razu kazał mi 'streścić swoje rozpasłe dupsko i wejść na scenę'. Nie chcąc już dłużej słuchać krzyków chłopaka wolałem dostosować się do jego rozkazów. Zaczęliśmy od krótkiego rozciągania. Z tym akurat nie miałem problemów, bo bylem wysportowany i miałem dobrą kondycję. Schody zaczęły się, gdy chłopak zaczął pokazywać mi podstawowe figury na rurze. Patrzyłem na to z takim samym niedowierzaniem, jak wczoraj, gdy widziałem występ Dominika na scenie . Mimo, że tym razem ruchy były znacznie łagodniejsze i mniej wulgarne nadal wydawały się dla mnie skomplikowane. W między czasie, gdy Marek nie tłumaczył mi, jak nie spaść podczas wykonywania akrobacji wyjaśniał, jak wszystko powinno wyglądać na scenie. I przy okazji dowiedziałem się, że takie tańczenie na rurze dobrze odbija się w koordynacji i sexie.
Skończyliśmy w dwie godziny, bo dłużej nie dawałem już rady, a poza tym potrzebowaliśmy czasu, by doprowadzić się do ładu. Na zapleczu mieliśmy mały prysznic, z którego chętnie skorzystałem i przebrałem się w mundurek. Goście zbierali się już od godziny, więc część widziała nasze ćwiczenia, ale nikomu to nie przeszkadzało.
Powoli ludzi zbierało się coraz więcej, a ja miałem zajęcie, co nawet nie dało mi szansy na myślenie o tym, co stało się w kawiarni. Po północy klub był już pełny. Przyjmowałem zamówienia przy barze zastanawiając się, gdzie jest Dominik. Pamiętałem o zakładzie z Markiem i trochę martwił mnie brak chłopaka.
Po około pół godziny podszedł do mnie jeden z pracowników i zaoferował się, by zmienić mnie na godzinę. Kojarzyłem go głównie z tego, że zamiatał przed otwarciem i tańczył wczoraj na rurze. Wiedziałem, że bywa, że kelnerzy się zmieniają, więc nie protesotowałem. Chwila przerwy dobrze mi zrobi. Wziąłem sobie drinka i zostałem przed barem. Długo nie byłem sam. Dosiadł się do mnie jakiś mężczyzna i zaczęliśmy rozmawiać. Dowiedziałem się, że ma na imię Artur i przyjechał do Polski do rodziny, a mieszka w Danii. Po kilku wspólnych drinkach nasza rozmowa stała się swobodniejsza, więc zaproponowałem, by przenieść się na kanapę przed sceną, gdzie zaczynał się pokaz. Mężczyzna zaabsorbowany występem nie zwracał na mnie większej uwagi poza tym, że kilka razy mnie pocałował i dobierał się do mojej szyi. Nie stawiałem większego oporu częściowo przez ilość alkoholu, jaką w siebie wlałem, a po drugie dlatego, że było to przyjemne. Od dłuższego czasu nikogo nie miałem nie licząc kilku przelotnych kochanków, więc taki rodzaj zainteresowania jak najbardziej mi odpowiadał. Dopiero, kiedy facet zaczął wpychać mi dłonie pod bluzkę zareagowałem i odsunąłem je.
Nie.
Na to nie miałem ochoty.
- Hej, złotko... Co jest?- Artur spojrzał na mnie przyglądając mi się dokładnie. Po jego oczach domyśliłem się, że jest już pijany. Ja pewnie też nie byłem w pełni trzeźwy, ale na tyle, by wiedzieć, co dzieje się naokoło.
- Odpuść co? Nie mam ochoty- wykrzywiłem twarz w wyrazie obrzydzenia mając nadzieję, że mnie posłucha. Jego zachowanie przypomniało mi o sytuacji z dzisiaj. A chciałem tylko chwili przerwy...
- Więc to zmienimy-warknął i złapał mnie za ramiona, by powalić mnie na kanapę. Szybko znalazł się nade mną, ale czułem, że nie trudno będzie się go pozbyć. Uderzyłem go kolanem w krocze i pięścią w brzuch na tyle mocno, by ten osunął się do tyłu i puścił mnie. Zerwałem się z kanapy wkurwiony i wróciłem za ladę. Chłopak, który mnie zastępował spojrzał na mnie pytająco.
- Poradzicie sobie beze mnie?- zapytałem.
Ten, jakby domyślając się, co się stało uśmiechnął się znacząco.
Pewnie tego typu akcje to tutaj norma.
- Jasne. Idź- odpowiedział i wrócił do mieszania drinków.
Z wdzięcznością poszedłem się przebrać na zaplecze, gdzie siedział Marek z dwoma innymi chłopakami.
- A ty gdzie?- zapytał patrząc, jak przebieram się w swoje ubrania.
- Do domu. Nie widać?- prychnąłem patrząc na niego spode łba.
Normalnie pewnie zignorowałbym tą sytuację, ale tym razem jakoś dziwnie mnie to zdenerwowało. Nie do końca wiem czemu, ale nie zagłębiałem się w ten temat.
- No widać, ale czemu?- drążył.
Szybko wymyśliłem jakąś wymówkę.
- Bo wypiłem. Pijany nie mogę pracować- odpowiedziałem na odchodnym i wyszedłem z klubu zanim Marek zapytał o coś jeszcze.
Podczas drogi na przystanek zapaliłem i trochę się uspokoiłem.
Dzień do dupy.
Najpierw kłótnia na zebraniu, potem Kaspian, którego nadal, mimo mojego stanu, czułem za plecami, a teraz ten napaleniec.
Może ja już lepiej nie będę próbował się 'odprężać'.
W domu, gdy już się umyłem i położyłem do łóżka nie potrafiłem zasnąć. W myślach odtwarzałem przebieg całego tego parszywego dnia, a zwłaszcza spotkania z Kaspianem. Nie mogłem znieść myśli, że on jeszcze żyje i nie zapomniał o mnie. W nocy jeszcze z trzy razy wstałem, by upewnić się, że zamknąłem drzwi i wracałem do łóżka przeklinając się za tak głupie zachowanie.
Nie wiem kiedy zasnąłem, ale długo nie spałem. Gdy się obudziłem czekała na mnie mała niespodzianka.
Zemdliło mnie.
Nie musiałem się odwracać, nawet gdybym mógł, by mieć przed oczami ten obleśny uśmiech malujący się na jego twarzy.
Na sam dźwięk jego głosu zrobiło mi się niedobrze, a w gardle ugrzęzła wielka gula. Po dobrych kilku sekundach, które dla mnie były godzinami udało mi się coś wydukać.
- H... Hej...- odpowiedziałem ledwo słyszalnie patrząc na moje napięte i drżące, jak i reszt ciała dłonie.
- Co się stało? Już mnie nie pamiętasz Szymon?- szeptał mi do ucha przedłużając każde słowo, tak jak robił to wtedy.- Może powinienem ci przypomnieć?- poczułem jak jego długie, kościste palce lądują na mojej szyi. Wyprostowałem się od razu jak struna, a moje oczy otworzyły się szerzej przerażone.
Czas ciągnął się niemiłosiernie długo wydłużając moje męczarnie, a każde słowo wypowiedziane z jego ust wywoływało u mnie potworny ból głowy. Ale jego dotyk?! Dotyk na mojej skórze?! To była istna tortura. Czułem jak miejsce, którego dotyka parzy żywym ogniem. Chciałem uciec. Uciec jak najdalej od niego... Lub chociaż się odsunąć... Ale nawet tego nie byłem w stanie zrobić.
Jedyne co mogłem to grać w tę jego chorą grę i grzecznie odpowiadać. Wiedziałem, pamiętałem do czego potrafił się posunąć.
Nie chcę tego znowu!
Błagam!
Zacisnąłem mocniej powieki i w końcu zebrałem się na odpowiedź.
- N... Nie... Proszę.- słyszałem swój głos. Pełen lęku, bezradności i dziwnie zachrypnięty, jakby słowa nie chciały przejść mi przez gardło.
Jeden z chłopaków musiał zwrócić na nas uwagę, bo przez moment słyszałem jakąś kłótnię, ale tak, jakbym słyszał ją zza ściany. Jego ręka nadal spoczywała na mojej szyi wyraźnie zaznaczając, że ma do mnie pełne prawa.
Znowu udowadniał, że jestem jego własnością.
Tak bardzo mnie upokarzał nawet przed samym sobą.
Za wszelką cenę starałem się powstrzymać mózg przed powrotem do tamtych wydarzeń.
Nienawidziłem tego skurwiela!
Mimo to przed moimi oczami przewijały się co chwilę nowe obrazy.
Łzy same cisnęły mi się do oczu chociaż tak mocno je zaciskałem.
On znowu widział moją słabość!
I po raz kolejny usłyszałem ten szept.
- Nie płacz Szymonku... Chodź ze mną. Uspokoisz się i znów będzie jak dawniej. Pamiętasz? Byłeś tak niewinny...- szeptał, a pod koniec wręcz syczał do mojego ucha.
A ja? Wystarczyło, że lekko uniósł dłoń, którą miał na mojej szyi, a moje ciało wstało instynktownie rozumiejąc jego przekaz.
Dopiero po chwili, gdy zdałem sobie sprawę, że stoję o własnych siłach odzyskałem zdolność logicznego myślenia.
Nie! Nie mogę mu znów na to pozwolić! Drugi raz już nie wrócę do piekła!
Wyrwałem mu się i stanąłem dwa metry przed nim z wycelowaną i odbezpieczoną bronią, którą zabrałem wcześniej Dawidowi.
Nie wiem czemu, ale na myśl o Dawidzie moja nienawiść do mężczyzny stojącego przede mną jeszcze bardziej urosła.
Grymas, jaki przez sekundę pojawił się na jego twarzy napawał mnie niesamowitą satysfakcją.
Ten wyraz dziwienia i zszokowania, jaki u niego wywołałem... Mimo zimnej i gniewnej miny wiedziałem, że nadal jest w szoku. Za długo go znałem.
- Wypierdalaj stąd zakłamany sukinsynie!- wydarłem się na cały lokal zwracając tym jeszcze większą uwagę personelu. Miałem szczęście, bo nie było tu żadnych gości, a lokal znajdował się w rogu galerii, gdzie raczej chodziło mało osób.- Masz 5 sekund, by zmyć się i nigdy więcej nie pokazywać mi tej zawszonej gęby na oczy!- patrzyłem na niego z czystą nienawiścią. Nie miałem już w sobie krzty litości, czy chociażby uległości.- Albo to, albo zrobię z twojego mózgu śliczną fototapetę na ścianie!- wywarczałem widząc, że ten nawet nie drgnął.
- Szymuś... No co ty? Odł...- nie dałem mu dokończyć. Jego spokojny i lekceważący ton jeszcze bardziej mnie rozdrażnił.
- Pięć... Cztery...- teraz już dosłownie warczałem patrząc mu w oczy.
Musiałem to załatwić...
Wiedziałem, że puki sam się go nie pozbędę typ nie da mi spokoju nawet w moich myślach.
- Eh... A było...
- Nie waż się więcej do mnie odezwać zasrańcu i wypierdalaj stąd w podskokach! Już!!!- po moim ostatnim krzyku wyrażającym czystą nienawiść chłopak odwrócił się i odszedł.
Jeszcze chwilę stałem i patrzyłem się w miejsce, gdzie wcześniej stał Kaspian, a z każdą sekundą emocje opadały, a zastępowała je ulga. Niewyobrażalna i przecudowna rozkoszna świadomość, że mu się postawiłem. Wiedziałem, że teraz, gdy znów mnie odnalazł nie pozbędę się go tak szybko, ale przy następnym spotkaniu już nie będę go oszczędzał.
Dopiero, gdy jeden z kumpli złapał mnie za ramiona i potrząsnął mną wróciłem w pełni do rzeczywistości. Wszystko uderzyło we mnie z taką siłą, że gdyby nie chłopak upadłbym na podłogę. Przerażenie kelnerów, oszołomione twarze innych i ja stojący z wyciągniętą spluwą na środku kawiarni w centrum handlowym.
- Stary?! Szymon co to przed chwilą było do cholery?! Skąd masz w ogóle broń?- pytania padały z jego ust nieustannie, co cholernie mnie męczyło. W ogóle czułem się teraz strasznie zmęczony. Wyrwałem się chłopakowi i usiadłem na swoje poprzednie miejsce.
- Dajcie mi chwilę- szepnąłem tylko i napiłem się sheka. Wiedziałem, że należą im się wyjaśnienia i że na pewno nie odpuszczą mi pytań. Byłem zmuszony z grubsza wytłumaczyć kim był Kaspian, a następnie skąd wzięła się u mnie broń. Oczywiście żadne z nich nie było zgodne z prawdą.
Potem jeszcze długi czas musieliśmy błagać personel, by nie wzywali glin.
W końcu wyszedłem z galerii sam nadal niesiony przez nerwy przed siebie.
Szedłem tak, puki nie rozdzwonił się mój telefon.
Marek.
Zdziwiłem się, bo do mojej zmiany zostały jeszcze ponad 3 godziny, ale odebrałem.
- No halo?
- No czemu cię tu jeszcze nie ma co?!- usłyszałem na dzień dobry po drugiej stronie. Po cichej muzyce w tle mogłem być pewien, że chłopak jest w klubie.
- Bo mam jeszcze 3 godziny? Jest dopiero 20:00- odpowiedziałem mu mocno zdziwiony jego zdenerwowaniem.
- A ty myślisz, że całe życie będziesz drinki rozdawał? Bierz ten rozlazły tyłek w troki i widzę cię tu za 10 minut. Ćwiczyć będziesz.- po tych słowach rozłączył się.
Spojrzałem na telefon jak na narzędzie wszelkiego zła i nieszczęścia.
Faktycznie wspominałem, że chcę tańczyć, ale nie sądziłem, że Marek weźmie to tak do siebie i już drugiego dnia będzie mi kazał ćwiczyć. Zwłaszcza nie miałem na to ochoty dzisiaj. Chciałem tylko odbębnić swoje, wrócić do domu i iść spać, a tu taka niespodzianka. I pewnie z rana przywitają mnie zakwasy.
Już je czułem.
Powoli skierowałem się w stronę klubu z miną skazańca.
Zimne powietrze trochę mnie otrzeźwiło i pomogło się uspokoić.
Gdy wchodziłem do klubu emanowałem wręcz spokojem. I dymem tytoniowym.
Ledwo przekroczyłem próg, a Marek zaatakował mnie ubrany w luźny strój do ćwiczeń.
- Co tak długo chłopie?!- patrzył na mnie w wyrzutem. Nie dał mi nawet się wytłumaczyć i wcisnął mi w dłonie taki sam komplet ubrań, jaki miał na sobie.- Z resztą nie ważne. Przebież się i czekam na scenie- zostawił mnie samego, nie licząc kilku pracowników, którzy rzucili mi tylko współczujące spojrzenia. Nie wiedziałem o co im chodzi, ale zapewne trening z Markiem nie będzie niczym przyjemnym.
Westchnąłem tylko ciężko i poszedłem przebrać się na zaplecze.
Gdy tylko pojawiłem się w zasięgu wzroku Marka od razu kazał mi 'streścić swoje rozpasłe dupsko i wejść na scenę'. Nie chcąc już dłużej słuchać krzyków chłopaka wolałem dostosować się do jego rozkazów. Zaczęliśmy od krótkiego rozciągania. Z tym akurat nie miałem problemów, bo bylem wysportowany i miałem dobrą kondycję. Schody zaczęły się, gdy chłopak zaczął pokazywać mi podstawowe figury na rurze. Patrzyłem na to z takim samym niedowierzaniem, jak wczoraj, gdy widziałem występ Dominika na scenie . Mimo, że tym razem ruchy były znacznie łagodniejsze i mniej wulgarne nadal wydawały się dla mnie skomplikowane. W między czasie, gdy Marek nie tłumaczył mi, jak nie spaść podczas wykonywania akrobacji wyjaśniał, jak wszystko powinno wyglądać na scenie. I przy okazji dowiedziałem się, że takie tańczenie na rurze dobrze odbija się w koordynacji i sexie.
Skończyliśmy w dwie godziny, bo dłużej nie dawałem już rady, a poza tym potrzebowaliśmy czasu, by doprowadzić się do ładu. Na zapleczu mieliśmy mały prysznic, z którego chętnie skorzystałem i przebrałem się w mundurek. Goście zbierali się już od godziny, więc część widziała nasze ćwiczenia, ale nikomu to nie przeszkadzało.
Powoli ludzi zbierało się coraz więcej, a ja miałem zajęcie, co nawet nie dało mi szansy na myślenie o tym, co stało się w kawiarni. Po północy klub był już pełny. Przyjmowałem zamówienia przy barze zastanawiając się, gdzie jest Dominik. Pamiętałem o zakładzie z Markiem i trochę martwił mnie brak chłopaka.
Po około pół godziny podszedł do mnie jeden z pracowników i zaoferował się, by zmienić mnie na godzinę. Kojarzyłem go głównie z tego, że zamiatał przed otwarciem i tańczył wczoraj na rurze. Wiedziałem, że bywa, że kelnerzy się zmieniają, więc nie protesotowałem. Chwila przerwy dobrze mi zrobi. Wziąłem sobie drinka i zostałem przed barem. Długo nie byłem sam. Dosiadł się do mnie jakiś mężczyzna i zaczęliśmy rozmawiać. Dowiedziałem się, że ma na imię Artur i przyjechał do Polski do rodziny, a mieszka w Danii. Po kilku wspólnych drinkach nasza rozmowa stała się swobodniejsza, więc zaproponowałem, by przenieść się na kanapę przed sceną, gdzie zaczynał się pokaz. Mężczyzna zaabsorbowany występem nie zwracał na mnie większej uwagi poza tym, że kilka razy mnie pocałował i dobierał się do mojej szyi. Nie stawiałem większego oporu częściowo przez ilość alkoholu, jaką w siebie wlałem, a po drugie dlatego, że było to przyjemne. Od dłuższego czasu nikogo nie miałem nie licząc kilku przelotnych kochanków, więc taki rodzaj zainteresowania jak najbardziej mi odpowiadał. Dopiero, kiedy facet zaczął wpychać mi dłonie pod bluzkę zareagowałem i odsunąłem je.
Nie.
Na to nie miałem ochoty.
- Hej, złotko... Co jest?- Artur spojrzał na mnie przyglądając mi się dokładnie. Po jego oczach domyśliłem się, że jest już pijany. Ja pewnie też nie byłem w pełni trzeźwy, ale na tyle, by wiedzieć, co dzieje się naokoło.
- Odpuść co? Nie mam ochoty- wykrzywiłem twarz w wyrazie obrzydzenia mając nadzieję, że mnie posłucha. Jego zachowanie przypomniało mi o sytuacji z dzisiaj. A chciałem tylko chwili przerwy...
- Więc to zmienimy-warknął i złapał mnie za ramiona, by powalić mnie na kanapę. Szybko znalazł się nade mną, ale czułem, że nie trudno będzie się go pozbyć. Uderzyłem go kolanem w krocze i pięścią w brzuch na tyle mocno, by ten osunął się do tyłu i puścił mnie. Zerwałem się z kanapy wkurwiony i wróciłem za ladę. Chłopak, który mnie zastępował spojrzał na mnie pytająco.
- Poradzicie sobie beze mnie?- zapytałem.
Ten, jakby domyślając się, co się stało uśmiechnął się znacząco.
Pewnie tego typu akcje to tutaj norma.
- Jasne. Idź- odpowiedział i wrócił do mieszania drinków.
Z wdzięcznością poszedłem się przebrać na zaplecze, gdzie siedział Marek z dwoma innymi chłopakami.
- A ty gdzie?- zapytał patrząc, jak przebieram się w swoje ubrania.
- Do domu. Nie widać?- prychnąłem patrząc na niego spode łba.
Normalnie pewnie zignorowałbym tą sytuację, ale tym razem jakoś dziwnie mnie to zdenerwowało. Nie do końca wiem czemu, ale nie zagłębiałem się w ten temat.
- No widać, ale czemu?- drążył.
Szybko wymyśliłem jakąś wymówkę.
- Bo wypiłem. Pijany nie mogę pracować- odpowiedziałem na odchodnym i wyszedłem z klubu zanim Marek zapytał o coś jeszcze.
Podczas drogi na przystanek zapaliłem i trochę się uspokoiłem.
Dzień do dupy.
Najpierw kłótnia na zebraniu, potem Kaspian, którego nadal, mimo mojego stanu, czułem za plecami, a teraz ten napaleniec.
Może ja już lepiej nie będę próbował się 'odprężać'.
W domu, gdy już się umyłem i położyłem do łóżka nie potrafiłem zasnąć. W myślach odtwarzałem przebieg całego tego parszywego dnia, a zwłaszcza spotkania z Kaspianem. Nie mogłem znieść myśli, że on jeszcze żyje i nie zapomniał o mnie. W nocy jeszcze z trzy razy wstałem, by upewnić się, że zamknąłem drzwi i wracałem do łóżka przeklinając się za tak głupie zachowanie.
Nie wiem kiedy zasnąłem, ale długo nie spałem. Gdy się obudziłem czekała na mnie mała niespodzianka.
Małe info
Od dzisiaj ruszył funpage związany z moim blogiem. Będę tam dodawać wzmianki o notkach, linki, czy jakieś bonusy związane z życiem Szymka, czy innych członków gangu.
Także zapraszam~
Żyjemy wśród debili
Także zapraszam~
Żyjemy wśród debili
Rozdział 12
Oczywiście w klubie obowiązywały 'mundurki'. Składały się one z krótkich szortów zasłaniających mniej więcej tyle, co same bokserki i z pół prześwitującej koszuli na guziki z podwiniętymi rękawami. Nie specjalnie mi to przeszkadzało, bo miałem na sobie już gorsze rzeczy, a oglądanie innych kelnerów w tym ubranku było niezwykle przyjemne. Zwłaszcza, gdy dwóch z nich rozciągało się na scenie.
Przez większość czasu tutaj towarzyszył mi Marek i chłopak, którego spotkałem tu za pierwszym razem- Dominik. Szybko złapaliśmy wspólny język, więc na brak towarzystwa nie mogłem narzekać.
Goście zaczęli zbierać się po 21:00.
Z początku były to tylko pojedyncze grupki nastolatków przychodzące tu wyłącznie dla zabawy i ewentualnego numerku w kiblu. Jednak po kilku godzinach sala była już na tyle pełna, że ledwo przeciskałem się między tłumem z tacą pełną alkoholu. Z początku większość albo wylewałem, albo w ogóle nie miałem szans dojść do stolika, bo kieliszki magicznym sposobem znikały z tacy. Marek widząc, że mimo, że niosę zamówienia jak najwyżej mogę to nadal sobie nie radzę kazał mi zostać za barem i obsługiwać przy ladzie. O wiele bardziej przypasowała mi ta praca, zwłaszcza, że miałem okazję flirtować z kim tylko chciałem.
Z racji, że był to mój pierwszy dzień w pracy wolałem grzecznie stać za barem i nie wdawać się w bliższe relacje.
Przynajmniej na razie...
Około północy zrobiono kilku sekundową przerwę w muzyce. Trochę się zdziwiłem, bo myślałem, że DJ'ej nawalił, albo nagłośnienie, ale gdy główne oświetlenie zgasło, a włączono tylko to, które oświetlało pustą dotąd scenę wiedziałem co się święci. Wszyscy goście spojrzeli w jedną stronę obserwując jak na scenę powoli i z niezwykłą gracją wchodzi Dominik odziany w skórzane bolerko i spodenki z takiego samego materiału, do których dopięto kilka metalowych łańcuszków. Jedyną rzeczą, która mnie mocno zszokowała były buty. Sięgały mu do kolan i były mocno pozapinane, a do tego miały sporą platformę. Zastanawiałem się, czy dzwonić po karetkę teraz, czy dopiero, gdy chłopak serio sobie coś uszkodzi. W tle poleciała z początku cicha i jakby stłumiona muzyka, która z każdym krokiem chłopaka stawała się głośniejsza i ostrzejsza. Dominik wyglądał w tym momencie jak mały król całego klubu.
Ta... I wszystkie dupy twoje co Dominiczku?
Zaśmiałem się cicho i pobujałem biodrami na boki po czym słysząc, że ktoś zamawia drinka niechętnie oderwałem oczy od tego widoku i zrealizowałem życzenie.
Potem już miałem spokój, więc mogłem skupić się na występie. Światła, zarówno na scenie, jak i w całym klubie, zaczęły szaleć dopiero gdy chłopak podszedł do rury i zaczął swój dziki pokaz.
Bo taniec to zbyt łagodne określenie.
Jego ciało wyginało się w rytm muzyki jakby chłopak był w transie. O dziwo te platformy w ogóle mu nie przeszkadzały, a przynajmniej tak to wyglądało, bo w jego kocich ruchach nie było choćby najmniejszego zawahania, czy potknięcia. Nie musiał nawet robić jakiś skomplikowanych akrobacji, czy dużo z siebie zdejmować, by przyciągać uwagę praktycznie wszystkich obecnych. Marka, który stał tuż obok mnie zauważyłem dopiero, gdy ten się do mnie odezwał.
- Niezły jest nie?- jego oczy nie odrywały się ani na moment od giętkiego ciała chłopaka.
Spojrzałem na niego jak wyrwany z transu i chwilę analizowałem co do mnie powiedział.
- Zajebisty- odpowiedziałem w końcu i wróciłem wzrokiem na Dominika opierając się o półkę alkoholi obok.
- No... A w łóżku... Stary. Marzenie- usłyszałem jego rozmarzony głos.
Uśmiechnąłem się do siebie zadziornie i skrzyżowałem ręce na piersi.- Skoro tak mówisz... Może niedługo sam się o tym przekonam- zagryzłem wargę patrząc jak chłopak kończy pokaz i schodzi ze sceny z bolerkiem w dłoni i rozpiętym rozporkiem spodenek, pod którymi było widać czarną koronkę.
Mój rozmówca zaśmiał się i w końcu na mnie spojrzał.
- Coś sugerujesz?
Światła i muzyka wróciły do stanu wyjściowego, a ja zostałem z powrotem zalany tłumem klientów.
- Nie sugeruję, a informuję. To ciałko będzie moje w tym tygodniu- odpowiedziałem nalewając po kilka drinków naraz. Marek pomógł mi i zajął się drugą połową klientów.
- Zakład?- spojrzał mi w oczy wyzywająco, na co mój uśmiech tylko się poszerzył.- Okej. Masz tydzień. Inaczej wymyślę ci karę- posłał mi tajemniczy uśmiech.
Zignorowałem jego warunek i zająłem się gośćmi.
Do końca mojej pracy, czyli do 2:00 widziałem jeszcze dwa pokazy i powoli zaczynałem rozumieć o co w tym chodzi.
Do domu wróciłem padnięty i zaraz po szybkim prysznicu padłem na łóżko zasypiając od razu.
Miałem przynajmniej tyle dobrego, że mogłem spać ile wlezie, co z chęcią wykorzystałem i w rezultacie obudziłem się po 13:00.
Na spotkanie gangu przyszedłem oczywiście spóźniony, ale jakoś się tym nie przejąłem. Już z kilku metrów słyszałem ich kłótnie. Błagania Alexa, śmiech Natana i krzyk Dawida. Drgnąłem słysząc, że wspomina coś o dziwce.
Cóż. Ciekawe o co tym razem poszło.
Powoli i z zapałem równym skazańcowi idącemu na szubienicę wszedłem po schodach.
- Przywiązałeś się do psychopaty?! To nienormalne!
- Nienormalny jesteś ty! Lecz się pajacu!
- Miłość jest piękna- między kłótnię Dawida i Filipa co chwilę wtrącał się Natan komentując i śmiejąc się. Ja tylko stałem w wejściu i przyglądałem się tej jakże urzekającej scence.
- Dawid kochałem cię przez pewien czas, ale przestałem już dawno. Nie ma czegoś takiego jak miłość- głos Filipa był tak zimny i stanowczy, jak jego wzrok mierzony w emosa, który na te słowa odwrócił tylko wzrok zapatrując się w podłogę.
Zamiast niego to Alex zaczął krzyczeć na Filipa i przylgnął do jego boku błagając, by ten przestał. Mimo kilku mocnych kopniaków i uderzeń chłopak nadal nie chciał go puścić.
Patrzyłem na to z boku zastanawiając się, czy ingerować, czy dać im to wyjaśnić między sobą.
W końcu wybrałem drugą opcję.
Nawet nie wiem o co poszło...
- Czemu nawet nie spróbujesz zrozumieć jego uczuć?- Dawid stał z wycelowaną w Łasica bronią. To chyba jeden z najmilszych widoków, jakie mi się ostatnio przytrafiły.
Filip nawet nie drgnął patrząc beznamiętnie na Dawida i całkowicie ignorując obecność lufy tuż przy skroni.
- Nie jestem pedofilem. Gdybym już miał wybierać to wolę ciebie idioto.
Alex słysząc to opadł na kolana chowając twarz w dłoniach i zaczął cicho szlochać. Sekundę potem rzucił się na broń Dawida i w rozpaczy starał się mu ją wyszarpać.
- Ułatwię ci to!- wrzeszczał dławiąc się własnymi łzami.
W końcu Dawidowi udało się odzyskać broń.
- Dawid!- krzyknąłem i skinąłem na jego broń, a następnie na moje stopy. Pistolet poleciała po podłodze i zatrzymał się tuż pode mną. Podniosłem go i schowałem za pasek.
Tak będzie bezpieczniej.
- E...Ej chłopaki!- Alex spojrzał na nas przerażony z uniesioną koszulką, tak, że każdy mógł zobaczyć bombę przytwierdzoną do jego torsu.- Kabel się uszkodził!- wrzasnął powstrzymując kolejną salwę płaczu. Na sekundę zapanowała między nami grobowa cisza i było słychać tylko niecierpliwe tykanie ładunku wybuchowego.
Szybko poderwałem się odbezpieczając nóż zza nadgarstka i klęknąłem przed nim.
- Natan jak oswobodzę Alexa bierzesz go i spierdalasz. Rozumiesz?- chłopak w odpowiedzi złapał szarpiącego się dzieciaka pod pachami i skutecznie ograniczył mu pole ruchów.
- Nie!!! To moja bomba! Zostawcie mnie!- krzyczał zdesperowany.
Nie zwracałem na to uwagi i powoli rozcinałem fragment, gdzie nie było ani ładunków ani przytwierdzonych kabli.
- Cholera Alex i na chuj ci była ta cała bomba co?!- Dawid patrzył z góry na spanikowanego dzieciaka, a chwilę potem przeniósł wzrok na Łasicę- A ty?! Musiałeś coś uszkodzić szmato!
- Uważaj jak się do mnie zwracasz, bo możesz zaraz posłużyć za tłumik do bomby!
Ich kłótnia toczyła się nadal, a ja starałem się pozbyć tej cholernej bomby. Gdy w końcu rozerwałem ostatnie wiązanie Natan wyszarpał Alexa i wybiegł z nim na zewnątrz. Spojrzałem spanikowany na pozostałych, którzy choć na chwilę zamilkli.
- Daj! Zrobię z tego pożytek- Filip uśmiechnął się psychicznie i siłą wyrwał mi bombę z rąk wybiegając z nią z bazy. Dawid natychmiast wybiegł za nim chcąc go powstrzymać, ale zamiast tego wylądował pociągnięty przeze mnie za krzakami niedaleko.
- On... umrze?-wyszeptał.
- Nie. On jest nieśmiertelny- odpowiedziałem i mimo, że już byliśmy bezpieczni nie puszczałem dłoni Dawida ściskając ją mocno.
- Alex ile mam czasu?!- wrzasnął Łasic gdy był na sporej odległości.
Dopiero teraz zdałem sobie sprawę, że tuż obok nas kuca Natan z Alexem.
- A MAM CIE W DUPIE!! ŻYCIE MARNUJE BY TAKIEGO SKURWYSYNA ZMIENIĆ! BY GO USPOKOIĆ, ALE KURWA NIE MA W TYM KRZTYNY SENSU! KOCHAŁEM CIE JAK CHOLERA! ALE MAM TEGO KURWA DOŚĆ! MAM W DUPIE CZY CI SIĘ UDA CZY WYLECISZ W POWIETRZE!- wrzeszczał wkładając w ten krzyk całą nienawiść do Filipa, jaka do tej pory się w nim zbierała.- MAM NADZIEJE, ŻE Z TAKIEGO CHUJA BĘDZIE ŁADNA I GŁOŚNA EKSPLOZJA!!
Wszyscy patrzeliśmy na chłopaka w nie małym szoku i z przerażeniem.
Filip pobiegł dalej, a chwilę potem było widać piękny wybuch jednego z kamieniołomów oraz fioletową czuprynę leżącą pod drzewem niedaleko.
- Szkoda- Alex odwrócił się do Natana i uśmiechnął się do niego w tak słodki i niewinny sposób, że w ogóle nie przypominał siebie sprzed kilku sekund.- Skończyłem z tym sukinsynem.- szepnął i wtulił się w ciało zdziwionego Natana.
Dopiero teraz miałem czas by to sobie w miarę poukładać.
Dawid kocha Filipa, ale on traktuje go jak darmową dziwkę poświęcając się mu, gdy miał na to ochotę. Tyle wiedziałem do tej pory. Dodatkowym bonusem była najwidoczniej przeszła już miłość Alexa do Filipa, a teraz chłopak całuje się z Natanem.
Jezu... Jak w modzie na sukces.
- A ty co taka przylepa?- Dawid uniósł nasze dłonie patrząc na mnie z uniesioną brwią.
Prychnąłem i zarumieniłem się puszczając jego dłoń od razu. Musiałem jakoś rozśmieszyć Dawida, bo nadal w jego oczach było widać strach i zmartwienie.
- Ojej czerwoniutki!- pisnął uradowany i złapał moją dłoń łącząc je razem z powrotem.- Jaki wstydzioszek- zaśmiał się głośno.
Prychnąłem i gapiłem się w ziemię udając obrażonego.
- O. A teraz foszek- chłopak nie przestawał się śmiać.
- Nie zejdzie ci ten burak- usłyszałem rozbawiony głos Alexa, który na moment poderwał się od Natana.
- Dobra ty się lepiej zajmij swoim chłopakiem kochaniu- wytknąłem Alexowi język z rozbawieniem.- Dawid... Przyjdziesz do mnie jutro?- uśmiechnąłem się słodko opierając głowę na jego ramieniu i całkowicie ignorując cichy śmiech pary obok nas.
- Uuuu...- usłyszałem od Natana.
- No mogę wpaść. A co? Już się stęskniłeś?- Dawid patrzył mi w oczy z nie małym rozbawieniem.
- Może troszkę. Nie ma mnie kto tulić do snu- wystawiłem mu język, a chłopak od razu złapał go między zęby. Pisnąłem zaskoczony i spojrzałem na niego z wyrzutem kiedy mnie puścił.- Oj widzę, że ty też tęskniłeś- zaśmiałem się cicho.
- Może troszkę- powtórzył po mnie i puścił moją dłoń zerkając na podpartego o ścianę bazy Łasica. Był cały posiniaczony, a z ust leciała mu krew. Musiał się ładnie poobijać podczas tego wybuchu.
- Pomoże mi ktoś?- zapytał patrząc na nas wkurwiony.
- Nie licz na nas.- Alex z Natanem zebrali się i odeszli.
- Dawid ja już się zbieram. Poradzisz sobie?- zapytałem i skinąłem na Filipa.
- Ta. Spokojnie.- uśmiechnął się szeroko.
Wstałem i otrzepałem spodnie wracając do domu.
Miałem być w pracy dopiero o 23:00, więc miałem jeszcze sporo czasu.
Wybrałem numery do kilku kumpli i umówiłem się z nimi pod jedną z galerii. Musiałem jakoś wyrwać się w z tej rutyny.
Gang. Praca.
Nie mogłem tak, chociaż na to drugie narzekać nie mogłem.
Po godzinie siedziałem już razem ze znajomymi w kawiarni i rozmawialiśmy na każdy temat jaki nam się nawinął zaczynając od pracy, przez dziewczyny, kończąc na eksplozjach jądrowych.
Wszystko było idealnie, aż do momentu, gdy mój wzrok nie powędrował na otwierające się drzwi kawiarni. Przerwałem zdanie w pół słowa, gdy zobaczyłem GO stojącego tam. Nasze spojrzenia na sekundę się spotkały, a ja natychmiast spuściłem głowę mając jednak nadzieję, że mnie nie rozpoznał, lub że tu nie podejdzie.
To było tak dawno temu...
Nie mógł mnie poznać...
Prawda?
Nie! Nie chcę znowu go widzieć! Nie chcę go już kiedykolwiek widzieć! Tych oczu przeszywających mnie na wylot. I tego perfidnego uśmieszku, który oglądałem za każdym razem.
Miałem dość... Przez niego zrobiłem najgorszą rzecz, jaką mogłem zrobić.
On zrujnował mi całe życie!
Strach całkowicie mnie sparaliżował. Nie miałem nawet odwagi sprawdzić, co robi. Siedziałem tak tylko spięty na całym ciele i patrzyłem w szklankę, na której zaciskałem mocno dłonie. Cały świat jaki mnie do tej pory zniknął... Był oddalony. Kumple naokoło mnie, ta kawiarnia, stolik... Wszystko się rozmazało. Nawet szklanka, w którą tak namiętnie wbijałem wzrok.
Żadne dźwięki nie docierały do moich uszu.
Poza tym szeptem... Szeptem tuż nad moim uchem.
- Witaj Szymuś.
Przez większość czasu tutaj towarzyszył mi Marek i chłopak, którego spotkałem tu za pierwszym razem- Dominik. Szybko złapaliśmy wspólny język, więc na brak towarzystwa nie mogłem narzekać.
Goście zaczęli zbierać się po 21:00.
Z początku były to tylko pojedyncze grupki nastolatków przychodzące tu wyłącznie dla zabawy i ewentualnego numerku w kiblu. Jednak po kilku godzinach sala była już na tyle pełna, że ledwo przeciskałem się między tłumem z tacą pełną alkoholu. Z początku większość albo wylewałem, albo w ogóle nie miałem szans dojść do stolika, bo kieliszki magicznym sposobem znikały z tacy. Marek widząc, że mimo, że niosę zamówienia jak najwyżej mogę to nadal sobie nie radzę kazał mi zostać za barem i obsługiwać przy ladzie. O wiele bardziej przypasowała mi ta praca, zwłaszcza, że miałem okazję flirtować z kim tylko chciałem.
Z racji, że był to mój pierwszy dzień w pracy wolałem grzecznie stać za barem i nie wdawać się w bliższe relacje.
Przynajmniej na razie...
Około północy zrobiono kilku sekundową przerwę w muzyce. Trochę się zdziwiłem, bo myślałem, że DJ'ej nawalił, albo nagłośnienie, ale gdy główne oświetlenie zgasło, a włączono tylko to, które oświetlało pustą dotąd scenę wiedziałem co się święci. Wszyscy goście spojrzeli w jedną stronę obserwując jak na scenę powoli i z niezwykłą gracją wchodzi Dominik odziany w skórzane bolerko i spodenki z takiego samego materiału, do których dopięto kilka metalowych łańcuszków. Jedyną rzeczą, która mnie mocno zszokowała były buty. Sięgały mu do kolan i były mocno pozapinane, a do tego miały sporą platformę. Zastanawiałem się, czy dzwonić po karetkę teraz, czy dopiero, gdy chłopak serio sobie coś uszkodzi. W tle poleciała z początku cicha i jakby stłumiona muzyka, która z każdym krokiem chłopaka stawała się głośniejsza i ostrzejsza. Dominik wyglądał w tym momencie jak mały król całego klubu.
Ta... I wszystkie dupy twoje co Dominiczku?
Zaśmiałem się cicho i pobujałem biodrami na boki po czym słysząc, że ktoś zamawia drinka niechętnie oderwałem oczy od tego widoku i zrealizowałem życzenie.
Potem już miałem spokój, więc mogłem skupić się na występie. Światła, zarówno na scenie, jak i w całym klubie, zaczęły szaleć dopiero gdy chłopak podszedł do rury i zaczął swój dziki pokaz.
Bo taniec to zbyt łagodne określenie.
Jego ciało wyginało się w rytm muzyki jakby chłopak był w transie. O dziwo te platformy w ogóle mu nie przeszkadzały, a przynajmniej tak to wyglądało, bo w jego kocich ruchach nie było choćby najmniejszego zawahania, czy potknięcia. Nie musiał nawet robić jakiś skomplikowanych akrobacji, czy dużo z siebie zdejmować, by przyciągać uwagę praktycznie wszystkich obecnych. Marka, który stał tuż obok mnie zauważyłem dopiero, gdy ten się do mnie odezwał.
- Niezły jest nie?- jego oczy nie odrywały się ani na moment od giętkiego ciała chłopaka.
Spojrzałem na niego jak wyrwany z transu i chwilę analizowałem co do mnie powiedział.
- Zajebisty- odpowiedziałem w końcu i wróciłem wzrokiem na Dominika opierając się o półkę alkoholi obok.
- No... A w łóżku... Stary. Marzenie- usłyszałem jego rozmarzony głos.
Uśmiechnąłem się do siebie zadziornie i skrzyżowałem ręce na piersi.- Skoro tak mówisz... Może niedługo sam się o tym przekonam- zagryzłem wargę patrząc jak chłopak kończy pokaz i schodzi ze sceny z bolerkiem w dłoni i rozpiętym rozporkiem spodenek, pod którymi było widać czarną koronkę.
Mój rozmówca zaśmiał się i w końcu na mnie spojrzał.
- Coś sugerujesz?
Światła i muzyka wróciły do stanu wyjściowego, a ja zostałem z powrotem zalany tłumem klientów.
- Nie sugeruję, a informuję. To ciałko będzie moje w tym tygodniu- odpowiedziałem nalewając po kilka drinków naraz. Marek pomógł mi i zajął się drugą połową klientów.
- Zakład?- spojrzał mi w oczy wyzywająco, na co mój uśmiech tylko się poszerzył.- Okej. Masz tydzień. Inaczej wymyślę ci karę- posłał mi tajemniczy uśmiech.
Zignorowałem jego warunek i zająłem się gośćmi.
Do końca mojej pracy, czyli do 2:00 widziałem jeszcze dwa pokazy i powoli zaczynałem rozumieć o co w tym chodzi.
Do domu wróciłem padnięty i zaraz po szybkim prysznicu padłem na łóżko zasypiając od razu.
Miałem przynajmniej tyle dobrego, że mogłem spać ile wlezie, co z chęcią wykorzystałem i w rezultacie obudziłem się po 13:00.
Na spotkanie gangu przyszedłem oczywiście spóźniony, ale jakoś się tym nie przejąłem. Już z kilku metrów słyszałem ich kłótnie. Błagania Alexa, śmiech Natana i krzyk Dawida. Drgnąłem słysząc, że wspomina coś o dziwce.
Cóż. Ciekawe o co tym razem poszło.
Powoli i z zapałem równym skazańcowi idącemu na szubienicę wszedłem po schodach.
- Przywiązałeś się do psychopaty?! To nienormalne!
- Nienormalny jesteś ty! Lecz się pajacu!
- Miłość jest piękna- między kłótnię Dawida i Filipa co chwilę wtrącał się Natan komentując i śmiejąc się. Ja tylko stałem w wejściu i przyglądałem się tej jakże urzekającej scence.
- Dawid kochałem cię przez pewien czas, ale przestałem już dawno. Nie ma czegoś takiego jak miłość- głos Filipa był tak zimny i stanowczy, jak jego wzrok mierzony w emosa, który na te słowa odwrócił tylko wzrok zapatrując się w podłogę.
Zamiast niego to Alex zaczął krzyczeć na Filipa i przylgnął do jego boku błagając, by ten przestał. Mimo kilku mocnych kopniaków i uderzeń chłopak nadal nie chciał go puścić.
Patrzyłem na to z boku zastanawiając się, czy ingerować, czy dać im to wyjaśnić między sobą.
W końcu wybrałem drugą opcję.
Nawet nie wiem o co poszło...
- Czemu nawet nie spróbujesz zrozumieć jego uczuć?- Dawid stał z wycelowaną w Łasica bronią. To chyba jeden z najmilszych widoków, jakie mi się ostatnio przytrafiły.
Filip nawet nie drgnął patrząc beznamiętnie na Dawida i całkowicie ignorując obecność lufy tuż przy skroni.
- Nie jestem pedofilem. Gdybym już miał wybierać to wolę ciebie idioto.
Alex słysząc to opadł na kolana chowając twarz w dłoniach i zaczął cicho szlochać. Sekundę potem rzucił się na broń Dawida i w rozpaczy starał się mu ją wyszarpać.
- Ułatwię ci to!- wrzeszczał dławiąc się własnymi łzami.
W końcu Dawidowi udało się odzyskać broń.
- Dawid!- krzyknąłem i skinąłem na jego broń, a następnie na moje stopy. Pistolet poleciała po podłodze i zatrzymał się tuż pode mną. Podniosłem go i schowałem za pasek.
Tak będzie bezpieczniej.
- E...Ej chłopaki!- Alex spojrzał na nas przerażony z uniesioną koszulką, tak, że każdy mógł zobaczyć bombę przytwierdzoną do jego torsu.- Kabel się uszkodził!- wrzasnął powstrzymując kolejną salwę płaczu. Na sekundę zapanowała między nami grobowa cisza i było słychać tylko niecierpliwe tykanie ładunku wybuchowego.
Szybko poderwałem się odbezpieczając nóż zza nadgarstka i klęknąłem przed nim.
- Natan jak oswobodzę Alexa bierzesz go i spierdalasz. Rozumiesz?- chłopak w odpowiedzi złapał szarpiącego się dzieciaka pod pachami i skutecznie ograniczył mu pole ruchów.
- Nie!!! To moja bomba! Zostawcie mnie!- krzyczał zdesperowany.
Nie zwracałem na to uwagi i powoli rozcinałem fragment, gdzie nie było ani ładunków ani przytwierdzonych kabli.
- Cholera Alex i na chuj ci była ta cała bomba co?!- Dawid patrzył z góry na spanikowanego dzieciaka, a chwilę potem przeniósł wzrok na Łasicę- A ty?! Musiałeś coś uszkodzić szmato!
- Uważaj jak się do mnie zwracasz, bo możesz zaraz posłużyć za tłumik do bomby!
Ich kłótnia toczyła się nadal, a ja starałem się pozbyć tej cholernej bomby. Gdy w końcu rozerwałem ostatnie wiązanie Natan wyszarpał Alexa i wybiegł z nim na zewnątrz. Spojrzałem spanikowany na pozostałych, którzy choć na chwilę zamilkli.
- Daj! Zrobię z tego pożytek- Filip uśmiechnął się psychicznie i siłą wyrwał mi bombę z rąk wybiegając z nią z bazy. Dawid natychmiast wybiegł za nim chcąc go powstrzymać, ale zamiast tego wylądował pociągnięty przeze mnie za krzakami niedaleko.
- On... umrze?-wyszeptał.
- Nie. On jest nieśmiertelny- odpowiedziałem i mimo, że już byliśmy bezpieczni nie puszczałem dłoni Dawida ściskając ją mocno.
- Alex ile mam czasu?!- wrzasnął Łasic gdy był na sporej odległości.
Dopiero teraz zdałem sobie sprawę, że tuż obok nas kuca Natan z Alexem.
- A MAM CIE W DUPIE!! ŻYCIE MARNUJE BY TAKIEGO SKURWYSYNA ZMIENIĆ! BY GO USPOKOIĆ, ALE KURWA NIE MA W TYM KRZTYNY SENSU! KOCHAŁEM CIE JAK CHOLERA! ALE MAM TEGO KURWA DOŚĆ! MAM W DUPIE CZY CI SIĘ UDA CZY WYLECISZ W POWIETRZE!- wrzeszczał wkładając w ten krzyk całą nienawiść do Filipa, jaka do tej pory się w nim zbierała.- MAM NADZIEJE, ŻE Z TAKIEGO CHUJA BĘDZIE ŁADNA I GŁOŚNA EKSPLOZJA!!
Wszyscy patrzeliśmy na chłopaka w nie małym szoku i z przerażeniem.
Filip pobiegł dalej, a chwilę potem było widać piękny wybuch jednego z kamieniołomów oraz fioletową czuprynę leżącą pod drzewem niedaleko.
- Szkoda- Alex odwrócił się do Natana i uśmiechnął się do niego w tak słodki i niewinny sposób, że w ogóle nie przypominał siebie sprzed kilku sekund.- Skończyłem z tym sukinsynem.- szepnął i wtulił się w ciało zdziwionego Natana.
Dopiero teraz miałem czas by to sobie w miarę poukładać.
Dawid kocha Filipa, ale on traktuje go jak darmową dziwkę poświęcając się mu, gdy miał na to ochotę. Tyle wiedziałem do tej pory. Dodatkowym bonusem była najwidoczniej przeszła już miłość Alexa do Filipa, a teraz chłopak całuje się z Natanem.
Jezu... Jak w modzie na sukces.
- A ty co taka przylepa?- Dawid uniósł nasze dłonie patrząc na mnie z uniesioną brwią.
Prychnąłem i zarumieniłem się puszczając jego dłoń od razu. Musiałem jakoś rozśmieszyć Dawida, bo nadal w jego oczach było widać strach i zmartwienie.
- Ojej czerwoniutki!- pisnął uradowany i złapał moją dłoń łącząc je razem z powrotem.- Jaki wstydzioszek- zaśmiał się głośno.
Prychnąłem i gapiłem się w ziemię udając obrażonego.
- O. A teraz foszek- chłopak nie przestawał się śmiać.
- Nie zejdzie ci ten burak- usłyszałem rozbawiony głos Alexa, który na moment poderwał się od Natana.
- Dobra ty się lepiej zajmij swoim chłopakiem kochaniu- wytknąłem Alexowi język z rozbawieniem.- Dawid... Przyjdziesz do mnie jutro?- uśmiechnąłem się słodko opierając głowę na jego ramieniu i całkowicie ignorując cichy śmiech pary obok nas.
- Uuuu...- usłyszałem od Natana.
- No mogę wpaść. A co? Już się stęskniłeś?- Dawid patrzył mi w oczy z nie małym rozbawieniem.
- Może troszkę. Nie ma mnie kto tulić do snu- wystawiłem mu język, a chłopak od razu złapał go między zęby. Pisnąłem zaskoczony i spojrzałem na niego z wyrzutem kiedy mnie puścił.- Oj widzę, że ty też tęskniłeś- zaśmiałem się cicho.
- Może troszkę- powtórzył po mnie i puścił moją dłoń zerkając na podpartego o ścianę bazy Łasica. Był cały posiniaczony, a z ust leciała mu krew. Musiał się ładnie poobijać podczas tego wybuchu.
- Pomoże mi ktoś?- zapytał patrząc na nas wkurwiony.
- Nie licz na nas.- Alex z Natanem zebrali się i odeszli.
- Dawid ja już się zbieram. Poradzisz sobie?- zapytałem i skinąłem na Filipa.
- Ta. Spokojnie.- uśmiechnął się szeroko.
Wstałem i otrzepałem spodnie wracając do domu.
Miałem być w pracy dopiero o 23:00, więc miałem jeszcze sporo czasu.
Wybrałem numery do kilku kumpli i umówiłem się z nimi pod jedną z galerii. Musiałem jakoś wyrwać się w z tej rutyny.
Gang. Praca.
Nie mogłem tak, chociaż na to drugie narzekać nie mogłem.
Po godzinie siedziałem już razem ze znajomymi w kawiarni i rozmawialiśmy na każdy temat jaki nam się nawinął zaczynając od pracy, przez dziewczyny, kończąc na eksplozjach jądrowych.
Wszystko było idealnie, aż do momentu, gdy mój wzrok nie powędrował na otwierające się drzwi kawiarni. Przerwałem zdanie w pół słowa, gdy zobaczyłem GO stojącego tam. Nasze spojrzenia na sekundę się spotkały, a ja natychmiast spuściłem głowę mając jednak nadzieję, że mnie nie rozpoznał, lub że tu nie podejdzie.
To było tak dawno temu...
Nie mógł mnie poznać...
Prawda?
Nie! Nie chcę znowu go widzieć! Nie chcę go już kiedykolwiek widzieć! Tych oczu przeszywających mnie na wylot. I tego perfidnego uśmieszku, który oglądałem za każdym razem.
Miałem dość... Przez niego zrobiłem najgorszą rzecz, jaką mogłem zrobić.
On zrujnował mi całe życie!
Strach całkowicie mnie sparaliżował. Nie miałem nawet odwagi sprawdzić, co robi. Siedziałem tak tylko spięty na całym ciele i patrzyłem w szklankę, na której zaciskałem mocno dłonie. Cały świat jaki mnie do tej pory zniknął... Był oddalony. Kumple naokoło mnie, ta kawiarnia, stolik... Wszystko się rozmazało. Nawet szklanka, w którą tak namiętnie wbijałem wzrok.
Żadne dźwięki nie docierały do moich uszu.
Poza tym szeptem... Szeptem tuż nad moim uchem.
- Witaj Szymuś.
Rozdział 11
Ze snu wyrwało mnie ciepło czyjegoś ciała i ruch po prawej stronie. Uchyliłem lekko powieki i zamrugałem parę razy obserwując śpiącą obok mnie postać. Podparłem się na łokciu zbierając do kupy wczorajsze wydarzenia.
W końcu uznałem, że przydałoby się przejść do tego klubu ze striptizem, skoro i dzisiaj miało nie być zbiórki.
Wziąłem szybki prysznic, ubrałem sie i wyszedłem.
Droga zajęła mi więcej niż z początku myślałem. Gdy w końcu znalazłem się na miejscu ulotka nadal wisiała na drzwiach. Uśmiechnąłem się nieznacznie i przekroczyłem próg klubu. W środku było pusto, jak tak ostatnio nie licząc jednego chłopaka, który zamiatał parkiet. Podniósł na mnie wzrok przyglądając mi się dokładnie. Uśmiechnął się perwersyjnie otaksowując moja sylwetkę wzrokiem.
Dobrze znałem ten uśmiech, tak samo dobrze wiedziałem, co chłopakowi chodzi po głowie.
Wywróciłem oczami i odchrząknąłem, by wyrwać go z jego świata fantazji.
- Klub zamknięty- odpowiedział mi od razu.
- Ja w sprawie ogłoszenia. Jest szef?- rozejrzałem się jeszcze raz po lokalu.
- Myślisz, że się nadasz?- uśmiechnął się wrednie podpierając się na miotle. Jego zmrużone lekko oczy obserwowały każdy mój ruch.
Prychnąłem rozbawiony. To jakaś ich regułka?
- A jak ci się wydaje?- odpowiedziałem mu tym samym, pogardliwym spojrzeniem, co on.
- To zależy od szefa.- odpowiedział już normalnym tonem głosu.
- Wiem... Dlatego pytam, czy jest.- oparłem się o ladę.
- Przyjdź potem- chłopak zbył mnie ruchem ręki i wrócił do zamiatania całkowicie ignorując moją obecność.
- Poczekam na niego- uśmiechnąłem się szeroko i usiadłem na małym stołu przy ladzie.
Chłopak spiorunował mnie spojrzeniem i burknął coś pod nosem wracając do pracy.
- Jak masz na imię?- zapytałem dla zabicia czasu.
- Marek. A ty?
- Szymon. Mogę?- skinąłem na jeden z alkoholi na półce za ladą.
- Jeżeli zapłacisz...- wzruszył ramionami i widząc jak wykładam banknot na ladę tez poprosił o drinka.
Rozmawialiśmy tak dłuższy czas głównie o pracy. Dowiedziałem się, że jeżeli nie chcę nie muszę tańczyć... A jeżeli i taniec mi nie wystarczy to za sceną są drzwi do osobnych pokoi. Za to za alkoholami jest gabinet szefa i pokój dla pracowników z prysznicem.
Coraz bardziej podobało mi się to miejsce.
Z początku chciałem tylko rozdawać drinki po stolikach, ale dodatkowa kasa zawsze się przyda.
W końcu, po dwóch godzinach do klubu wszedł mężczyzna w średnim wieku ubrany w czarne spodnie, luźną, rozpiętą do połowy białą koszulą i biały podkoszulek. Pod ubraniem wyraźnie odznaczał się jego 'mięsień piwny', a na włosach początki siwizny i zakola.
- Marek... Kto to?- mężczyzna skinął na mnie obchodząc blat i sięgając po whiskey z wyższej półki.
Warknąłem pod nosem... Traktują mnie tu jak ducha.
- Ja w sprawie ogłoszenia na tancerza. Szymon- odpowiedziałem odwracając się na stołku w stronę mężczyzny z zadziornym uśmiechem. Spojrzał na mnie ze zdumieniem, a po chwili jego usta rozciągnęły się w delikatnym uśmiechu.
- Miło poznać- uścisnęliśmy sobie dłonie.- Ma pan jakieś doświadczenie?
- Nooo... Można tak powiedzieć- mruknąłem nieśmiało, na co zaśmiał się i upił kilka łyków trunku.
- Proszę za mną.- skinął głową na jedne z dwóch drzwi za półką z alkoholami.
Gdy wyszedłem przy barze czekała już na mnie cała dzisiejsza ekipa. Oficjalnie zostałem tu zatrudniony. Poznałem wszystkich po kolei, w tym chłopaka, którego spotkałem tu za pierwszym razem. Spodobał mi się i nie chciałem go odpuszczać tak szybko.
Po tym całym spotkaniu zapoznawczym chłopak szybko mnie oprowadził i wyjaśnił parę spraw.
Jeszcze dziś miałem zaczynać.
Dawid.
Uśmiechnąłem się nieznacznie i padłem z powrotem na łóżko. W tym momencie poczułem gwałtowniejszy ruch i Dawid podniósł się podpierając się na dłoni. Przyjrzał mi się nie do końca chyba rozumiejąc, co tu robię.
- Dobry... Jak się czujesz?- zapytałem sprawdzając godzinę na telefonie.
11:55
- Bywało gorzej- westchnął i podparł się na obu dłoniach patrząc w ścianę naprzeciwko.
- Sory za wczoraj... Głupio się zachowałem- mruknąłem patrząc w pościel, którą były okryte nasze nogi.
- Hmn?- spojrzał na mnie wyrwany z zamyślenia.- A nie, luz- zaśmiał się i potargał mi włosy robiąc w nich jeszcze większy nieład. -Wszystko dobrze.
Uśmiechnąłem się szeroko w odpowiedzi.
- Głodny?- zapytałem, jednak nie miałem najmniejszej ochoty wstawać.
- Troszkę, ale chyba będę już leciał- odpowiedział odkrywając się i przeciągając.
Teraz mogłem przyjrzeć mu się uważniej. Był trochę wychudzony, a na jego ciele odznaczyło się kilka blizn po kulach i nacięciach. No i objawy autoagresji nie tylko na nadgarstkach.
Machnąłem na niego ręką lekceważąco.
- Co chcesz?- zapytałem wstając i kierując się do kuchni leniwie.
- Jakieś kanapki wystarczą- usłyszałem za swoimi plecami. Chłopak szedł za mną.
Zabrałem się za przygotowanie śniadania, a Dawid zajął to samo krzesło, co wczoraj.
- Mogę ci jakoś pomóc?- zapytał przyglądając się moim poczynaniom.
- Starczy, że powiesz co chcesz do picia- postawiłem przed nim talerzyk kanapek i zalałem swój kubek z kawą.
- Herbata wystarczy- odpowiedział zabierając się za jedzenie.
Zalałem wrzątkiem herbatę i usiadłem na blacie zapalając fajkę i przygarniając do siebie kawę.
- Ty ciągle palisz. Ciekawe kiedy ci to zbrzydnie- mruknął zerkając na mnie znad talerza.
- Pewnie kiedy wypadną mi wszystkie zęby- uśmiechnąłem się szeroko.
O raku wolałem nie wspominać.
- Nie pasowałoby ci- skomentował z chytrym uśmiechem.
Wystawiłem mu język śmiejąc się cicho.
- Może kiedyś ograniczę. Za bardzo lubię ich smak, by całkiem odstawić- mruknąłem patrząc na papierosa, którego trzymałem w palcach.
- Jeszcze mnie zdemoralizujesz i będziesz nakłaniał do palenia- cmoknął ustami rozbawiony a ja wyciągnąłem w jego stronę paczkę z szerokim uśmiechem.- Ha! No mówiłem- udał oburzonego.
Zaśmiałem się i zgasiłem swojego papierosa o spód blatu.
- To jak?- patrzyłem na niego ciekawsko z lekko przechyloną głową.
- Mogę spróbować- wzruszył ramionami.
- A umiesz się zaciągnąć?- zapytałem wyciągając szluga i odpalając go szybko.
- Chyba umiem... Znaczy wiem jak się to mniej więcej robi- przyglądał mi się, gdy zeskoczyłem z blatu i podszedłem do niego.
- Okej. To zrobimy mały test.
Zaciągnąłem cię mocno zatrzymując dym w płucach i pochyliłem się nad nim łącząc razem nasze usta. Język lekko rozchyliłem jego wargi i zacząłem wdmuchiwać w nie dym błagając w duchu, by mnie nie odepchnął ani się nie zakrztusił.
Ku mojemu zadowoleniu Dawid grzecznie mi się oddał. Odsunąłem się dopiero wtedy, gdy większość dymu wniknęła w jego płuca.
Chłopak wypuścił go prawie od razu i odkaszlnął lekko.
Uśmiechnąłem się niewinnie.
- I jak?
- Chyba... dobrze?- spojrzał na mnie lekko zamroczony.
Wyciągnąłem w jego stronę zapalonego papierosa, a ten od razu go przyjął.
- Łasica znowu na mnie naciska- usłyszałem jego przyciszony głos.
- Z czym?
- Chce, bym nauczył go kochać. W przeciwnym wypadku mnie do tego zmusi- prychnął zniesmaczony. - Nawet nie mogę się wypowiedzieć na ten temat.
- Tego nie da się nauczyć. To się po prostu czuje. Z resztą sam dobrze wiesz... motylki w brzuchu i te sprawy- odpowiedziałem dość niepewnie.
- On twierdzi, że odpycha od siebie te uczucia. Ubzdurał sobie, że należę do niego i nie pozwoli mi uciec.
- Ale przecież nikt do nikogo nie należy. A już zwłaszcza ty do niego... Nie wyglądasz mi na psychiatrę wiesz? Może powinieneś wysłać Filipa do jakiegoś specjalisty?- spojrzałem na niego po raz kolejny grając małego chłopca.
Chłopak zaśmiał się i spojrzał na mnie.
Chłopak zaśmiał się i spojrzał na mnie.
- Kto go tam zrozumie...
Rozmawialiśmy jeszcze długi czas drocząc się i wygłupiając, aż Dawid nie zmył się do domu wymyślając jakąś marną wymówkę.
W końcu uznałem, że przydałoby się przejść do tego klubu ze striptizem, skoro i dzisiaj miało nie być zbiórki.
Wziąłem szybki prysznic, ubrałem sie i wyszedłem.
Droga zajęła mi więcej niż z początku myślałem. Gdy w końcu znalazłem się na miejscu ulotka nadal wisiała na drzwiach. Uśmiechnąłem się nieznacznie i przekroczyłem próg klubu. W środku było pusto, jak tak ostatnio nie licząc jednego chłopaka, który zamiatał parkiet. Podniósł na mnie wzrok przyglądając mi się dokładnie. Uśmiechnął się perwersyjnie otaksowując moja sylwetkę wzrokiem.
Dobrze znałem ten uśmiech, tak samo dobrze wiedziałem, co chłopakowi chodzi po głowie.
Wywróciłem oczami i odchrząknąłem, by wyrwać go z jego świata fantazji.
- Klub zamknięty- odpowiedział mi od razu.
- Ja w sprawie ogłoszenia. Jest szef?- rozejrzałem się jeszcze raz po lokalu.
- Myślisz, że się nadasz?- uśmiechnął się wrednie podpierając się na miotle. Jego zmrużone lekko oczy obserwowały każdy mój ruch.
Prychnąłem rozbawiony. To jakaś ich regułka?
- A jak ci się wydaje?- odpowiedziałem mu tym samym, pogardliwym spojrzeniem, co on.
- To zależy od szefa.- odpowiedział już normalnym tonem głosu.
- Wiem... Dlatego pytam, czy jest.- oparłem się o ladę.
- Przyjdź potem- chłopak zbył mnie ruchem ręki i wrócił do zamiatania całkowicie ignorując moją obecność.
- Poczekam na niego- uśmiechnąłem się szeroko i usiadłem na małym stołu przy ladzie.
Chłopak spiorunował mnie spojrzeniem i burknął coś pod nosem wracając do pracy.
- Jak masz na imię?- zapytałem dla zabicia czasu.
- Marek. A ty?
- Szymon. Mogę?- skinąłem na jeden z alkoholi na półce za ladą.
- Jeżeli zapłacisz...- wzruszył ramionami i widząc jak wykładam banknot na ladę tez poprosił o drinka.
Rozmawialiśmy tak dłuższy czas głównie o pracy. Dowiedziałem się, że jeżeli nie chcę nie muszę tańczyć... A jeżeli i taniec mi nie wystarczy to za sceną są drzwi do osobnych pokoi. Za to za alkoholami jest gabinet szefa i pokój dla pracowników z prysznicem.
Coraz bardziej podobało mi się to miejsce.
Z początku chciałem tylko rozdawać drinki po stolikach, ale dodatkowa kasa zawsze się przyda.
W końcu, po dwóch godzinach do klubu wszedł mężczyzna w średnim wieku ubrany w czarne spodnie, luźną, rozpiętą do połowy białą koszulą i biały podkoszulek. Pod ubraniem wyraźnie odznaczał się jego 'mięsień piwny', a na włosach początki siwizny i zakola.
- Marek... Kto to?- mężczyzna skinął na mnie obchodząc blat i sięgając po whiskey z wyższej półki.
Warknąłem pod nosem... Traktują mnie tu jak ducha.
- Ja w sprawie ogłoszenia na tancerza. Szymon- odpowiedziałem odwracając się na stołku w stronę mężczyzny z zadziornym uśmiechem. Spojrzał na mnie ze zdumieniem, a po chwili jego usta rozciągnęły się w delikatnym uśmiechu.
- Miło poznać- uścisnęliśmy sobie dłonie.- Ma pan jakieś doświadczenie?
- Nooo... Można tak powiedzieć- mruknąłem nieśmiało, na co zaśmiał się i upił kilka łyków trunku.
- Proszę za mną.- skinął głową na jedne z dwóch drzwi za półką z alkoholami.
Gdy wyszedłem przy barze czekała już na mnie cała dzisiejsza ekipa. Oficjalnie zostałem tu zatrudniony. Poznałem wszystkich po kolei, w tym chłopaka, którego spotkałem tu za pierwszym razem. Spodobał mi się i nie chciałem go odpuszczać tak szybko.
Po tym całym spotkaniu zapoznawczym chłopak szybko mnie oprowadził i wyjaśnił parę spraw.
Jeszcze dziś miałem zaczynać.
Back to past
Coś trochę z innej beczki, bo fragment z przeszłości Szymona, gdy miał 18 lat.
A co do rozdziału to powinien się pojawić w tym tygodniu. Liczę na to, że jutro.
Choroba < i pewna cosplayerka> pchnęły mnie do napisania tego.
----
Godzina 23:13
A co do rozdziału to powinien się pojawić w tym tygodniu. Liczę na to, że jutro.
Choroba < i pewna cosplayerka> pchnęły mnie do napisania tego.
----
Godzina 23:13
Jakieś 20 minut temu wyszedłem z mieszkania ubrany w krótkie, przylegające szorty i w pół przezroczysty, szary podkoszulek. Do kostki miałem standardowo dopięty nóż, a w kieszeni fajki, kilka kondonów i saszetek z żelem. Przechodnie spoglądali na mnie ciekawsko gdy przechodziłem obok. Kilku z nich rzuciło jakimś komentarzem.
Pozdrawiam środkowym palcem.
Teraz stałem na rogu ulicy, gdzie pracowałem.
Przepełniona nierządem, zdradą i gwałtem.
Uśmiechnąłem się półgębkiem i ruszyłem wzdłuż chodnika rozglądając się po znajomych po fachu. Krótkie, wyzywające stroje przyciągające uwagę potencjalnych klientów były tu normom. Nikt nie krzywił się na innych. Każdy ma swój interes i tylko o niego dba. Reszta niech robi co chce, puki nie wejdzie komuś w drogę.
Jedyne zasady tego miejsca.
Cała reszta zależy od łaski lub niełaski klienta.
Nikt się nad tobą nie zlituje, gdy zobaczy twoje ciało leżące na ziemi, zakrwawione i nagie. Minie cię obrzucając beznamiętnym wzrokiem, lub okradnie, jeżeli masz coś wartościowego.
Radź sobie...
Chwile tak chodziłem, aż nie zatrzymałem się przy jednej ze starych fabryk. Od razu podszedł do mnie jakiś starszy facet z lekkim zarostem i brązowymi, idealnie ułożonymi włosami. Ubrany w białą koszulę i spodnie od garnituru, jak większość z nich.
Nie tylko spragnione przygód nastolatki nas odwiedzają.
Spytał o cenę i imię i zniknęliśmy za budynkiem na dobre pół godzinki.
Tak samo z kolejnym.
Nauczyłem się poddawać temu nie uczestnicząc w tym.
Nauczyłem się poddawać temu nie uczestnicząc w tym.
Ogarnąłem się szybko, doprowadzając do stanu początkowego i rozejrzałem się po ulicy. Uśmiechnąłem się widząc znajomą twarz i podszedłem do niego.
Młody, z ciemno brązowymi, kręconymi włosami i licznymi piegami na policzkach. Trochę wychudzony, ale przy jego sytuacji to i tak dobrze wygląda.
- Hej młody. Jak tam?- wyciągnąłem w jego stronę paczkę ze szlugami.
- Siem. Ciężko. W domu chujnia już totalna. Aż nie mam ochoty wracać...- odebrał papierosa odpalił go wydmuchując dym z ciężkim westchnieniem. W przerwie, gdy też zapaliłem spojrzał na mnie swoimi zielonymi, dużymi oczami- Szymeek... mógłbym u ciebie zostać jakiś czas? Mieszkasz sam nie?
Przyglądałem mu się chwilę z politowaniem i uśmiechnąłem ciepło.
- Na ile tylko chcesz Mikuś- zaśmiałem się unikając jego kopniaka.
-Nie mów tak- naburmuszył się i nadął policzki krzyżując ręce na piersi.
Uśmiechnąłem się szerzej i złapałem go za podbródek całując go krótko.
No co?
Podoba mi się dzieciak.
Spojrzał na mnie zarumieniony i prychnął pod nosem udając obrażonego.
- Ej... to dziwka może być wstydliwa? Od pocałunku?- zrobiłem smutną minkę, a chwilę potem dostałem z pięści w ramie.
Oboje się zaśmialiśmy.
- Tyyy... zobacz- Mikołaj skinął głową w stronę jakiegoś chłopaka. Szedł powoli i dość niepewnie rozglądając się wokoło jakby nie wiedział co ze sobą zrobić.
- Oj... świeżynka- rozczuliłem się na ten widok z rozbawieniem. Chłopak był mniej więcej w moim wieku, ubrany prawie cały na czarno nie licząc bluzki i czerwonej bandany na szyi.
Taki niewinny emosek...
Spojrzałem błagalnie na Mikołaja.
- Mogę go?
- A bierz... Nie mój typ- machnął na mnie ręką, a ja w podzięce posłałem mu całusa.
Zastanawiało mnie, czy ten chłopak chciał wydać tu kasę, czy wręcz przeciwnie.
Cóż... Mało się to dla mnie liczyło.
Zgasiłem fajkę i przeszedłem na drugą stronę ulicy, tak, by wyglądało, jakbym szedł lekko w bok, niżeli centralnie na niego. To on miał zwrócić na mnie uwagę. Kręciłem delikatnie biodrami.
Kątem oka obserwowałem chłopaka. Widząc mnie jego policzki przybrały kolorku, a chwilę potem nasunął na nos czerwoną bandanę patrząc na mnie jak na obrazek.
Miły komplement.
Powstrzymałem śmiech i zmrużyłem lekko oczy posyłając mu uwodzicielskie spojrzenie.
- Przepraszam- odezwał się w końcu nieco niepewnie.
Zatrzymałem się i spojrzałem na niego nie mogąc pozbyć się lekkiego uśmiechu.
Takiego egzemplarzu jeszcze nie spotkałem.
- Szukasz tu czegoś?- zapytałem patrząc na niego lubieżnie.
Słodki jest myśląc, że nie wiem co chowa pod tą chustką.
- Em...- odwrócił ode mnie wzrok i zapatrzył się w ciemności jednego z zaułków.- Szukam... Szukam mężczyzny- wymamrotał tak, że ledwo go usłyszałem i zrobił krok w tył.
Trzeba by chłopaka trochę ośmielić
Podszedłem znacznie bliżej, tak, abyśmy stykali się ze sobą klatkami piersiowymi. Był ode mnie wyższy parę centymetrów, więc pociągnąłem jego bandankę w dół, tak, by i on się nieco schylił.
- W jakim celu?- wyszeptałem mu na ucho kusząco.
Poczułem, że nieco się spiął.
Oby się dzieciak nie wystraszył.
- Chcę się pieprzyć- odpowiedział w końcu już nieco pewniejszym głosem.
Zamruczałem rozkosznie i odsunąłem się na kilka kroków
- Jestem do twoich usług- ukłoniłem się zerkając na niego z chytrym, pełnym pożądania uśmiechem.- Więc... gdzie?- wyprostowałem się.
- Gdzieś... nie wiem... są tu gdzieś... jakieś pokoje?- chłopak rozejrzał się wokoło nieco speszony, a ja powstrzymałem kolejny wybuch śmiechu. Spokojnie... profesjonalizm przede wszystkim- Nigdy tu nie byłem- przyznał się w końcu.
- Widać- uśmiechnąłem się ciepło odpuszczając nieco- Chodź- pociągnąłem go za skrawek koszulki w stronę hangaru niedaleko.- Mogę znać twoje imię?
Chłopak szedł za mną nieco nieporadnie
- Dawid.
Weszliśmy do pustego, dużego pomieszczenia podpieranego na kilku masywnych kolumnach. Zapaliłem światło, by nikt nie wpadł na pomysł, by nam przeszkodzić.
- Szymon- stanąłem naprzeciwko niego z zadziornym uśmieszkiem.- Więc bierz się do roboty... kochasiu- wyszeptałem mu na ucho stając przed nim, jak wcześniej na ulicy, a dłonie kładąc na jego biodrach.
- Czekaj- odsunął mnie i zsunął torbę z ramienia, pozbył się bluzy ukazując mi pięknie zabandażowane nadgarstki. Wywróciłem dyskretnie oczami. Na jego ramionach zauważyłem kilka blizn po kulach i nożu...
Czyli jednak chłopak nie jest tak niewinny, na jakiego wygląda.
Podczas gdy on mamrotał coś do nieśmiertelnika ja mogłem się przyjrzeć lepiej jego twarzy.
Szare oczy... Ładne.
Uśmiechnąłem się nieznacznie do siebie i oblizałem górną wargę.
Gdy Dawid skończył też oblizał usta i spojrzał na mnie. Stałem przed nim z założonymi rękoma i lekkim zniecierpliwieniem malującym się na twarzy.
- Ładne oczy... skończyłeś już?- zapytałem niecierpliwiąc się.
Napaliłem się na tego chłopaka. Było w nim coś, co niesamowicie mnie pociągało.
Nie był taki jak te dziady w garniturach.
W nim kryła się tajemnica.
I chyba to tak bardzo mi się podobało.
Jego silne ramiona pchnęły mnie na jedną z kolumn, a usta zaczęły natarczywie całować. Sapnąłem zaskoczony i objąłem go wsuwając mu dłonie pod bluzkę.
Matko... Kto by pomyślał, że takie chuchro ma tyle siły.
Jeżeli zawartość jego bokserek jest proporcjonalna do budowy ciała to już wolę mu obciągnąć.
Jeszcze mi się chłopak zakomlpeksi.
Jedną nogę oplotłem na jego udzie oddając mu zachłannie pocałunki.
Dawid włożył mi dłoń pod bluzkę podwijając ją i masując mój tors. Poczułem przyjemne ciepło i chwilę potem dreszcz podniecenia, który przeszedł mnie, gdy otarł się swoją męskością o moją. Westchnąłem mu w usta i poruszyłem zachęcająco biodrami.
Moje dłonie powędrowały na jego spodnie. Zręcznie jedna ręką rozpiąłem je od razu wsuwając dłoń do środka. Uśmiechnąłem się nieznacznie do siebie.
Nie będzie tak źle.
Nagle poczułem mocne szarpnięcie i wylądowałem odwrócony tyłem do niego. Chwilę potem jego dłonie powędrowały do moich spodenek zsuwając je nieco.
Poczułem chwilowe wahanie... Pewnie zaskoczył go fakt, że nie miałem bielizny.
Wypiąłem się w jego stronę i otarłem o jego męskość.
Wzdychałem chwilami głośniej w duchu ciesząc się, że jak już przychodzi co do czego nie jest taki nieśmiały.
Chwilę jeszcze się ze mną drażnił, aż w końcu nie wyciągnąłem w jego stronę prezerwatywy i żelu w saszetkach.
- Chociaż jeden przygotowany- mruknął i odebrał saszetki. Pozbył nas dolnej części garderoby i włożył we mnie palce rozciągając mnie. Zacząłem pojękiwać i podparłem głowę na kolumnie oddając się mu.
Po chwili poczułem, jak wyjmuje palce. Rozchylił nieco moje pośladki ściskając je i wszedł we mnie szybko z cichym warknięciem. Z mojego gardła wydobył się głośniejszy jęk przepełniony rozkoszą. Poruszyłem ochoczo biodrami nie odczuwając żadnego dyskomfortu.
- Nie hamuj się złotko- wymruczałem spoglądając na niego przez ramię z zadziornym uśmieszkiem.
- Nie zamierzam- odpowiedział nieco zachrypniętym głosem i od razu zaczął poruszać biodrami wywołując u mnie jęki przyjemności. Moje ciało drżało, przy każdym jego mocniejszym pchnięciu, a dłonie lekko drapały kolumnę, o którą się pospierałem.
Szybko się do niego dopasowałem, by dać nam obu więcej przyjemności.
Od kilku dni nie miałem tak dobrego sexu, jak teraz.
Dawid był wręcz idealny... Jego niepewność i nieśmiałość zamieniły się w pożądanie, które teraz dawało mi tyle rozkoszy.
Nie uciekałem tym razem... Teraz chciałem brać z tego jak najwięcej.
Jego dotyk na mojej skórze, pocałunki składane na szyi i ustach.
Jego ciało przylegające do mojego.
Chciałem to wszystko czuć tak mocno, jak tylko mogłem.
Nic innego mnie już nie obchodziło.
Tylka ta rozkosz, jaką mi dawał.
Jego ruchy stawały się nieregularne, a usta pieściły moją szyję. W pewnym momencie poczułem mocne ugryzienie na ramieniu. Krzyknąłem unosząc kąciki ust z rozkoszy i zacząłem poruszać nieco szybciej biodrami w rezultacie. Dawidowi też najwidoczniej się to spodobało, bo jego pchnięcia stały się mocniejsze i głębsze, tak, że prawie za każdym razem trafiał w mój czuły punkt przyprawiając mnie o fale rozkoszy. Szarpnął mnie za włosy i wpił się w moje usta podgryzając je i posapując momentami głośniej. Sam, też nie byłem cichy, a moje jęki odbijały się echem od ścian pomieszczenia. Nasze pocałunki stawały się coraz bardziej chaotyczne i niezdarne, a jedna z jego dłoni powędrowała na mojego członka pieszcząc go intensywnie i stymulując. Przy samym dotyku jęknąłem przeciągle zaciskając na nim mięśnie gwałtownie. Po chwili przestał mnie całować i przylgnął go moich pleców zaciskając drugą dłoń na moich biodrach, tym samym regulując ich ruchy.
Cholernie go pragnąłem.
Poczułem zalewającą mnie falę przyjemności i mocniej spiąłem mięśnie powstrzymując orgazm... Nie mogłem dojść przed nim.
Nagle poczułem, że Dawid też kończy i doszedłem prawie równo z nim z przeciągłym jękiem. Podparłem głowę o zimną kolumnę.
- Ah...Filip- wysapał pod nosem.
Zignorowałem to. Nie obchodziły mnie powody, dla których klienci tu przychodzą.
Zdradza, nie zdradza.
Tęskni, nie tęskni.
Obojętnie.
Drżałem na całym ciele i starałem się unormować oddech. Gdy tylko byłem w stanie od razu ubrałem spodenki i odwróciłem się przodem do niego opierając się o ścianę. Przyjrzałem mu się z lekkim uśmiechem. Nie wygląda tak źle jak z początku myślałem... A te blizny dodają mu charakteru.
- Te... tylko mi tu nie zaśnij... Z resztą. I tak ciężko by ci było tu spać- puściłem mu oczko.
- Jestem wytrzymały- odpowiedział ubierając się.
Przeczesałem włosy i wyciągnąłem w jego stronę rękę.
- 800 złotko- uśmiechnąłem się niewinnie.
Chłopak wyciągnął z torby kopertę, a z niej pieniądze i wręczył mi.
- Proszę.
Przeliczyłem wszystko i uśmiechnąłem się szeroko.
- Dzięki. Zapraszamy ponownie- gdy oboje w pełni doszliśmy do siebie ruszyliśmy w stronę drzwi. - Co taki cichy- zapytałem wychodząc na świeże powietrze.
- Za rozmowę też mam płacić?- zapytał z lekko ironicznym uśmiechem.
Prychnąłem i posłałem mu zadziorny uśmieszek wzruszając ramionami. Przeszliśmy się kawałek aż w końcu Dawid się nie zatrzymał.
- Po co to robisz?- zapytał przyglądając mi się.
Zaskoczyło mnie to pytanie... Jakoś nikogo nie interesuje, jak tu wylądowałem. Ważne, że jestem do ich dyspozycji.
- Życie- wzruszyłem lekceważąco ramionami- Nie miałem wyboru. Wyjebano mnie bez środków do życia na ulicę dość niedawno... Muszę sobie radzić nie?
- Okej...- chwilę się nad czymś zastanawiał.- Osoba, która oddaje się bez przyjmowania pieniędzy jednej osobie to też dziwka?- spojrzał mi beznamiętnie w oczy, które teraz wydawały się strasznie puste.
Coś chłopaka męczy. I pewnie to coś tyczy się tego Filipa.
- Na tym polega bycie kurwą, aby brać za to kasę. Bez tego to tylko sex- odpowiedziałem na spokojnie.
- Rozumiem.- na twarzy Dawida po raz pierwszy odkąd się spotkaliśmy pojawił się szeroki uśmiech, który cholernie mi się spodobał. Poczułem, jak chłopak wsuwa mi banknot w spodenki. Zaśmiałem się.
- No dzięki... Chociaż niepotrzebnie. Nie przyjdziesz tu więcej nie?- zrobiłem smutną minkę.
- Raczej już nigdy się nie zobaczymy, chociaż kto wie...- pokazał mi język z szerokim uśmiechem- Kolejny punkt- wyciągnąć mojego faceta z paki. Powodzenia z klientami. Obyś trafił na kogoś porządnego- pomachał mi odchodząc w tylko sobie znanym kierunku.
- Będę tęsknił złotko... W cuda nie wieżę... Tu nie ma porządnych ludzi. Tobie też powodzenia- posłałem mu całusa z szerokim uśmiechem i wróciłem na ulicę.
Serio było mi szkoda, że chłopaka więcej nie zobaczę.
Ciekawe jaki byłby z niego kochanek... Skoro w łóżku dobry...
Uśmiechnąłem się nieznacznie i od razu odgoniłem tą myśl.
Nie mogę przywiązywać się do klientów.
Od razu dopadł mnie Michał z szerokim uśmiechem... Miał nieco potargane włosy i kilka śladów na szyi.
Nie nudził się przez ten czas, gdy ja byłem z Dawidem.
- No i?- patrzył na mnie pełny podekscytowania.
- Spokojnie dzieciaku... Nie byłem na pierwszej randce, czy czymś. Był dobry i tyle. Więcej nie musisz wiedzieć. Tajemnica zawodowa- przejechałem złączonymi palcami po swoich ustach, jakbym je zasuwał na zamek i uśmiechnąłem się.
- Dobra... jak chcesz- burknął urażony.- Długo chcesz tu jeszcze zostać?- zapytał sprawdzając godzinę na zegarku.- W pół do pierwszej.
Zamyśliłem się na moment.
- Jeszcze zostanę. Jeden, czy dwóch i się zbieramy okej?- rozejrzałem się po ulicy i wymieniłem spojrzenia z jednym facetem. Kolejny.- Spotkamy się tu za godzinę.- potargałem maluchowi włosy i ruszyłem w stronę mężczyzny.
Do domu wróciliśmy około drugiej. Przygotowałem nam kolację i łóżko.
To co robiliśmy potem jest raczej jasne...
Przyglądałem mu się chwilę z politowaniem i uśmiechnąłem ciepło.
- Na ile tylko chcesz Mikuś- zaśmiałem się unikając jego kopniaka.
-Nie mów tak- naburmuszył się i nadął policzki krzyżując ręce na piersi.
Uśmiechnąłem się szerzej i złapałem go za podbródek całując go krótko.
No co?
Podoba mi się dzieciak.
Spojrzał na mnie zarumieniony i prychnął pod nosem udając obrażonego.
- Ej... to dziwka może być wstydliwa? Od pocałunku?- zrobiłem smutną minkę, a chwilę potem dostałem z pięści w ramie.
Oboje się zaśmialiśmy.
- Tyyy... zobacz- Mikołaj skinął głową w stronę jakiegoś chłopaka. Szedł powoli i dość niepewnie rozglądając się wokoło jakby nie wiedział co ze sobą zrobić.
- Oj... świeżynka- rozczuliłem się na ten widok z rozbawieniem. Chłopak był mniej więcej w moim wieku, ubrany prawie cały na czarno nie licząc bluzki i czerwonej bandany na szyi.
Taki niewinny emosek...
Spojrzałem błagalnie na Mikołaja.
- Mogę go?
- A bierz... Nie mój typ- machnął na mnie ręką, a ja w podzięce posłałem mu całusa.
Zastanawiało mnie, czy ten chłopak chciał wydać tu kasę, czy wręcz przeciwnie.
Cóż... Mało się to dla mnie liczyło.
Zgasiłem fajkę i przeszedłem na drugą stronę ulicy, tak, by wyglądało, jakbym szedł lekko w bok, niżeli centralnie na niego. To on miał zwrócić na mnie uwagę. Kręciłem delikatnie biodrami.
Kątem oka obserwowałem chłopaka. Widząc mnie jego policzki przybrały kolorku, a chwilę potem nasunął na nos czerwoną bandanę patrząc na mnie jak na obrazek.
Miły komplement.
Powstrzymałem śmiech i zmrużyłem lekko oczy posyłając mu uwodzicielskie spojrzenie.
- Przepraszam- odezwał się w końcu nieco niepewnie.
Zatrzymałem się i spojrzałem na niego nie mogąc pozbyć się lekkiego uśmiechu.
Takiego egzemplarzu jeszcze nie spotkałem.
- Szukasz tu czegoś?- zapytałem patrząc na niego lubieżnie.
Słodki jest myśląc, że nie wiem co chowa pod tą chustką.
- Em...- odwrócił ode mnie wzrok i zapatrzył się w ciemności jednego z zaułków.- Szukam... Szukam mężczyzny- wymamrotał tak, że ledwo go usłyszałem i zrobił krok w tył.
Trzeba by chłopaka trochę ośmielić
Podszedłem znacznie bliżej, tak, abyśmy stykali się ze sobą klatkami piersiowymi. Był ode mnie wyższy parę centymetrów, więc pociągnąłem jego bandankę w dół, tak, by i on się nieco schylił.
- W jakim celu?- wyszeptałem mu na ucho kusząco.
Poczułem, że nieco się spiął.
Oby się dzieciak nie wystraszył.
- Chcę się pieprzyć- odpowiedział w końcu już nieco pewniejszym głosem.
Zamruczałem rozkosznie i odsunąłem się na kilka kroków
- Jestem do twoich usług- ukłoniłem się zerkając na niego z chytrym, pełnym pożądania uśmiechem.- Więc... gdzie?- wyprostowałem się.
- Gdzieś... nie wiem... są tu gdzieś... jakieś pokoje?- chłopak rozejrzał się wokoło nieco speszony, a ja powstrzymałem kolejny wybuch śmiechu. Spokojnie... profesjonalizm przede wszystkim- Nigdy tu nie byłem- przyznał się w końcu.
- Widać- uśmiechnąłem się ciepło odpuszczając nieco- Chodź- pociągnąłem go za skrawek koszulki w stronę hangaru niedaleko.- Mogę znać twoje imię?
Chłopak szedł za mną nieco nieporadnie
- Dawid.
Weszliśmy do pustego, dużego pomieszczenia podpieranego na kilku masywnych kolumnach. Zapaliłem światło, by nikt nie wpadł na pomysł, by nam przeszkodzić.
- Szymon- stanąłem naprzeciwko niego z zadziornym uśmieszkiem.- Więc bierz się do roboty... kochasiu- wyszeptałem mu na ucho stając przed nim, jak wcześniej na ulicy, a dłonie kładąc na jego biodrach.
- Czekaj- odsunął mnie i zsunął torbę z ramienia, pozbył się bluzy ukazując mi pięknie zabandażowane nadgarstki. Wywróciłem dyskretnie oczami. Na jego ramionach zauważyłem kilka blizn po kulach i nożu...
Czyli jednak chłopak nie jest tak niewinny, na jakiego wygląda.
Podczas gdy on mamrotał coś do nieśmiertelnika ja mogłem się przyjrzeć lepiej jego twarzy.
Szare oczy... Ładne.
Uśmiechnąłem się nieznacznie do siebie i oblizałem górną wargę.
Gdy Dawid skończył też oblizał usta i spojrzał na mnie. Stałem przed nim z założonymi rękoma i lekkim zniecierpliwieniem malującym się na twarzy.
- Ładne oczy... skończyłeś już?- zapytałem niecierpliwiąc się.
Napaliłem się na tego chłopaka. Było w nim coś, co niesamowicie mnie pociągało.
Nie był taki jak te dziady w garniturach.
W nim kryła się tajemnica.
I chyba to tak bardzo mi się podobało.
Jego silne ramiona pchnęły mnie na jedną z kolumn, a usta zaczęły natarczywie całować. Sapnąłem zaskoczony i objąłem go wsuwając mu dłonie pod bluzkę.
Matko... Kto by pomyślał, że takie chuchro ma tyle siły.
Jeżeli zawartość jego bokserek jest proporcjonalna do budowy ciała to już wolę mu obciągnąć.
Jeszcze mi się chłopak zakomlpeksi.
Jedną nogę oplotłem na jego udzie oddając mu zachłannie pocałunki.
Dawid włożył mi dłoń pod bluzkę podwijając ją i masując mój tors. Poczułem przyjemne ciepło i chwilę potem dreszcz podniecenia, który przeszedł mnie, gdy otarł się swoją męskością o moją. Westchnąłem mu w usta i poruszyłem zachęcająco biodrami.
Moje dłonie powędrowały na jego spodnie. Zręcznie jedna ręką rozpiąłem je od razu wsuwając dłoń do środka. Uśmiechnąłem się nieznacznie do siebie.
Nie będzie tak źle.
Nagle poczułem mocne szarpnięcie i wylądowałem odwrócony tyłem do niego. Chwilę potem jego dłonie powędrowały do moich spodenek zsuwając je nieco.
Poczułem chwilowe wahanie... Pewnie zaskoczył go fakt, że nie miałem bielizny.
Wypiąłem się w jego stronę i otarłem o jego męskość.
Wzdychałem chwilami głośniej w duchu ciesząc się, że jak już przychodzi co do czego nie jest taki nieśmiały.
Chwilę jeszcze się ze mną drażnił, aż w końcu nie wyciągnąłem w jego stronę prezerwatywy i żelu w saszetkach.
- Chociaż jeden przygotowany- mruknął i odebrał saszetki. Pozbył nas dolnej części garderoby i włożył we mnie palce rozciągając mnie. Zacząłem pojękiwać i podparłem głowę na kolumnie oddając się mu.
Po chwili poczułem, jak wyjmuje palce. Rozchylił nieco moje pośladki ściskając je i wszedł we mnie szybko z cichym warknięciem. Z mojego gardła wydobył się głośniejszy jęk przepełniony rozkoszą. Poruszyłem ochoczo biodrami nie odczuwając żadnego dyskomfortu.
- Nie hamuj się złotko- wymruczałem spoglądając na niego przez ramię z zadziornym uśmieszkiem.
- Nie zamierzam- odpowiedział nieco zachrypniętym głosem i od razu zaczął poruszać biodrami wywołując u mnie jęki przyjemności. Moje ciało drżało, przy każdym jego mocniejszym pchnięciu, a dłonie lekko drapały kolumnę, o którą się pospierałem.
Szybko się do niego dopasowałem, by dać nam obu więcej przyjemności.
Od kilku dni nie miałem tak dobrego sexu, jak teraz.
Dawid był wręcz idealny... Jego niepewność i nieśmiałość zamieniły się w pożądanie, które teraz dawało mi tyle rozkoszy.
Nie uciekałem tym razem... Teraz chciałem brać z tego jak najwięcej.
Jego dotyk na mojej skórze, pocałunki składane na szyi i ustach.
Jego ciało przylegające do mojego.
Chciałem to wszystko czuć tak mocno, jak tylko mogłem.
Nic innego mnie już nie obchodziło.
Tylka ta rozkosz, jaką mi dawał.
Jego ruchy stawały się nieregularne, a usta pieściły moją szyję. W pewnym momencie poczułem mocne ugryzienie na ramieniu. Krzyknąłem unosząc kąciki ust z rozkoszy i zacząłem poruszać nieco szybciej biodrami w rezultacie. Dawidowi też najwidoczniej się to spodobało, bo jego pchnięcia stały się mocniejsze i głębsze, tak, że prawie za każdym razem trafiał w mój czuły punkt przyprawiając mnie o fale rozkoszy. Szarpnął mnie za włosy i wpił się w moje usta podgryzając je i posapując momentami głośniej. Sam, też nie byłem cichy, a moje jęki odbijały się echem od ścian pomieszczenia. Nasze pocałunki stawały się coraz bardziej chaotyczne i niezdarne, a jedna z jego dłoni powędrowała na mojego członka pieszcząc go intensywnie i stymulując. Przy samym dotyku jęknąłem przeciągle zaciskając na nim mięśnie gwałtownie. Po chwili przestał mnie całować i przylgnął go moich pleców zaciskając drugą dłoń na moich biodrach, tym samym regulując ich ruchy.
Cholernie go pragnąłem.
Poczułem zalewającą mnie falę przyjemności i mocniej spiąłem mięśnie powstrzymując orgazm... Nie mogłem dojść przed nim.
Nagle poczułem, że Dawid też kończy i doszedłem prawie równo z nim z przeciągłym jękiem. Podparłem głowę o zimną kolumnę.
- Ah...Filip- wysapał pod nosem.
Zignorowałem to. Nie obchodziły mnie powody, dla których klienci tu przychodzą.
Zdradza, nie zdradza.
Tęskni, nie tęskni.
Obojętnie.
Drżałem na całym ciele i starałem się unormować oddech. Gdy tylko byłem w stanie od razu ubrałem spodenki i odwróciłem się przodem do niego opierając się o ścianę. Przyjrzałem mu się z lekkim uśmiechem. Nie wygląda tak źle jak z początku myślałem... A te blizny dodają mu charakteru.
- Te... tylko mi tu nie zaśnij... Z resztą. I tak ciężko by ci było tu spać- puściłem mu oczko.
- Jestem wytrzymały- odpowiedział ubierając się.
Przeczesałem włosy i wyciągnąłem w jego stronę rękę.
- 800 złotko- uśmiechnąłem się niewinnie.
Chłopak wyciągnął z torby kopertę, a z niej pieniądze i wręczył mi.
- Proszę.
Przeliczyłem wszystko i uśmiechnąłem się szeroko.
- Dzięki. Zapraszamy ponownie- gdy oboje w pełni doszliśmy do siebie ruszyliśmy w stronę drzwi. - Co taki cichy- zapytałem wychodząc na świeże powietrze.
- Za rozmowę też mam płacić?- zapytał z lekko ironicznym uśmiechem.
Prychnąłem i posłałem mu zadziorny uśmieszek wzruszając ramionami. Przeszliśmy się kawałek aż w końcu Dawid się nie zatrzymał.
- Po co to robisz?- zapytał przyglądając mi się.
Zaskoczyło mnie to pytanie... Jakoś nikogo nie interesuje, jak tu wylądowałem. Ważne, że jestem do ich dyspozycji.
- Życie- wzruszyłem lekceważąco ramionami- Nie miałem wyboru. Wyjebano mnie bez środków do życia na ulicę dość niedawno... Muszę sobie radzić nie?
- Okej...- chwilę się nad czymś zastanawiał.- Osoba, która oddaje się bez przyjmowania pieniędzy jednej osobie to też dziwka?- spojrzał mi beznamiętnie w oczy, które teraz wydawały się strasznie puste.
Coś chłopaka męczy. I pewnie to coś tyczy się tego Filipa.
- Na tym polega bycie kurwą, aby brać za to kasę. Bez tego to tylko sex- odpowiedziałem na spokojnie.
- Rozumiem.- na twarzy Dawida po raz pierwszy odkąd się spotkaliśmy pojawił się szeroki uśmiech, który cholernie mi się spodobał. Poczułem, jak chłopak wsuwa mi banknot w spodenki. Zaśmiałem się.
- No dzięki... Chociaż niepotrzebnie. Nie przyjdziesz tu więcej nie?- zrobiłem smutną minkę.
- Raczej już nigdy się nie zobaczymy, chociaż kto wie...- pokazał mi język z szerokim uśmiechem- Kolejny punkt- wyciągnąć mojego faceta z paki. Powodzenia z klientami. Obyś trafił na kogoś porządnego- pomachał mi odchodząc w tylko sobie znanym kierunku.
- Będę tęsknił złotko... W cuda nie wieżę... Tu nie ma porządnych ludzi. Tobie też powodzenia- posłałem mu całusa z szerokim uśmiechem i wróciłem na ulicę.
Serio było mi szkoda, że chłopaka więcej nie zobaczę.
Ciekawe jaki byłby z niego kochanek... Skoro w łóżku dobry...
Uśmiechnąłem się nieznacznie i od razu odgoniłem tą myśl.
Nie mogę przywiązywać się do klientów.
Od razu dopadł mnie Michał z szerokim uśmiechem... Miał nieco potargane włosy i kilka śladów na szyi.
Nie nudził się przez ten czas, gdy ja byłem z Dawidem.
- No i?- patrzył na mnie pełny podekscytowania.
- Spokojnie dzieciaku... Nie byłem na pierwszej randce, czy czymś. Był dobry i tyle. Więcej nie musisz wiedzieć. Tajemnica zawodowa- przejechałem złączonymi palcami po swoich ustach, jakbym je zasuwał na zamek i uśmiechnąłem się.
- Dobra... jak chcesz- burknął urażony.- Długo chcesz tu jeszcze zostać?- zapytał sprawdzając godzinę na zegarku.- W pół do pierwszej.
Zamyśliłem się na moment.
- Jeszcze zostanę. Jeden, czy dwóch i się zbieramy okej?- rozejrzałem się po ulicy i wymieniłem spojrzenia z jednym facetem. Kolejny.- Spotkamy się tu za godzinę.- potargałem maluchowi włosy i ruszyłem w stronę mężczyzny.
Do domu wróciliśmy około drugiej. Przygotowałem nam kolację i łóżko.
To co robiliśmy potem jest raczej jasne...
Rozdział 10
Wracaliśmy już w nieco lepszych nastrojach, chociaż mnie ciągle dręczyło poczucie winy, co Dawid od razu zauważył.
Musiałem się komuś wyżalić.
- To nie była twoja wina.
- Nie w ogóle. Nie myślałem i podszedłem za blisko- mruknąłem skupiając swój wzrok na fajce.
- Nie mogłeś tego przewidzieć. Działałeś instynktownie dlatego nikt nie jest na ciebie zły.
- Natan jest zły...- szepnąłem zagryzając wargę.
Dopiero teraz zaczęło docierać do mnie jak wiele przeze mnie ryzykowaliśmy.
- Minie mu szybko.
- No może, ale mi głupio. Bo to nie tak, że ja nie miałem innego wyjścia... Mogłem pobiec dalej albo w ogóle się nie zbliżać.
- Ale nie przewidziałeś tego. Naprawdę to nie twoja wina- spojrzał na mnie i uśmiechnął się słodko.
Na moich ustach od razu pojawił się nikły uśmiech.
Całkiem inny człowiek z niego z tym uśmiechem.
- Mi głupio nawet spojrzeć Alexowi w oczy- szepnąłem.
Zostałem zdzielony po głowie dłonią
- Nic się złego nie stało prawda? Już jest dobrze- uśmiech z jego twarzy nie schodził, co trochę podnosiło mnie na duchu. Mimo to, to cholerne poczucie winy zostało.
- Właśnie, że się stało... Alexa prawie zamknęli, Filip poszedł go wykupić, a gdyby nie Natan to pewnie nadal tłuklibyśmy się z psiarnią!- krzyknąłem w końcu, a w moich oczach pojawiły się łzy.
- Ejejejej nie płacz!- poczułem jak chłopak zagarnia mnie do siebie i tuli głaszcząc po włosach. Tak po prostu. Na środku ulicy. Dawno nikt tak mnie nie traktował. Poczułem ciepło bijące od jego ciała i od razu się uspokoiłem.- Cicho... Nie płacz o coś, co się nie stało. Bo widzisz. Natan spalił kilku policjantów, co daje nam przewagę prawda? Jest tu coś dobrego- mówił do mnie uspokajającym głosem.
Opanowałem się. Z resztą nie mogę się tak rozklejać... Nie przy innych.
Uśmiechnąłem się i szybko przetarłem oczy odsuwając się od niego kawałek.- Dzięki.- spojrzałem na niego zadzierając głowę lekko do góry- Kurna. Czemu ty taki wysoki musisz być?
Jasne... mój niski wzrost zawsze był punktem zaczepienia, by zmienić temat.
- Jestem duży, ale mam młodą twarz, dziwne co?- zaśmiał się.- I jestem dość nieśmiały i wrażliwy. Ale wyższy od ciebie, więc nie płacz maluchu- poczochrał mi włosy robiąc w nich jeszcze większy nieład.
- Nie płaczę- zrobiłem kolejny krok w tył poprawiają w miarę czuprynę, by jeszcze jakoś wyglądała. Nadąłem przy tym policzki- Ale włosów mogłeś nie tykać- stanąłem na palcach znowu się przysuwając i rozczochrałem mu jego kruczoczarne włosy.
- Osz ty... Skoro dostałeś się do moich włosów to może taki mały nie jesteś.- uśmiechnął się do mnie szeroko pokazując komplet śnieżnobiałych ząbków. Zaczął układać włosy, tak jak zawsze. Zastanawiało mnie jak on widzi przez ten gąszcz na oczach.
- Ta... stanąłem na palcach i wyciągnąłem wysoko rękę- prychnąłem. Złapałem jego dłoń, którą poprawiał włosy i zaczesałem mu je do tyłu. Mięciutkie.- Wyglądasz jak emos z tą grzywka na mordzie...
Nie dał mi się przyjrzeć jego oczom, bo od razu je zmrużył.
Coś z nimi nie tak? Nie zauważyłem do tej pory żadnej blizny czy czegokolwiek. Ale widziałem ich kolor.
Wątpię, by nosił soczewki. Dość nietypowy kolor, ale do niego jak najbardziej mi pasował.
- Nie lubię pokazywać swoich oczu. Są szare... Takie... smutne- zaśmiał się nerwowo.
- Przesadzasz. Może brakuje im szczęścia?- odezwałem się z typową dziecięcą niewinnością i uważniej przyjrzałem się jego oczom.
- Od siedmiu lat jestem z Łasicą. Nic dobrego mnie w tym czasie nie spotkało- jego włosy z powrotem wylądowały na oczach.
- To się nim nie przejmuj.... Wszystkich wkurza tym, co robi, ale taki typ i tyle... Skup się na tych, którym bardziej na tobie zależy- uśmiechnąłem się szeroko niepewny swoich słów względem ich relacji. Nie wiedziałem jak dużo ich łączy.
- Wiesz nie warto żyć tak, jak ja. Nie umiem dostrzec uczuć innych, żyję sam dla siebie.
- A próbowałeś kiedyś?- zerkałem na niego co chwilę.
- Hm... Jeżeli już to podświadomie. Nie spieszy mi się do takich... komplikacji- mówił spokojnie patrząc w chodnik.
- To nie jest trudne, o ile pozna się kogoś, kto jest godny twojej uwagi- starałem się jakoś w miarę logicznie mu to wytłumaczyć. Mało wiedziałem o 'prawdziwej' miłości. Kilku byłych, setki przypadkowych i jeszcze więcej klientów. Nijak to się ma do uczuć.
- Godny uwagi...- jego wzrok powędrował w ciemniejące już niebo- Osoba wyjątkowa dla mnie?
- Mhm- potrząsnąłem energicznie głową
- Jak już się pewnie domyśliłeś kocham Filipa...-Dawid coś jeszcze mówił, ale mój mózg skupił się tylko na tej jednej informacji... Chwilę musiałem to trawić. W końcu z rozmyślań wyrwał mnie głos Dawida.- To chyba źle, bo nikogo sobie nie znajdę.
- Czemu? Nie wiesz przecież co będzie... A Filip? Hm...- zagryzłem wargę zastanawiając się co mam powiedzieć- To może inaczej. Warto zauważać uczucia kogoś, kto również docenia twoje... I ogólnie. Całego ciebie- wybrnąłem drapiąc się po karku ze zdenerwowania.
- Mam dość pesymistyczne myślenie. Jak widać, ale to nic- zaśmiał się. Tylko, że ten śmiech nie był taki, jak poprzednie. Ten wręcz ociekał ironią i przygnębieniem.- Być może lepiej, bym nie kochał, ani nie był kochany.
- Nie no. Nie warto poddawać się przez jednego typa z rozdwojeniem jaźni. Kochać kogoś to dobre uczucie, a być kochanym jeszcze lepsze... Jeżeli znajdzie się odpowiednią osobę to nawet kochanie bez wzajemności nie jest złe. Rozumiesz?
- Ja już nigdy nie chcę kochać- w jego przyciszonym głosie usłyszałem rozpacz... Niedobrze. Musiałem szybko zmienić ten temat. Nie chciałem, by dłużej się męczył.- On traktował mnie jak dziwkę, gdy był napalony. Próbował spalić mnie żywcem... Odkąd wyszedł z paki nawet mnie nie dotknął. Z mojej perspektywy miłość to nic dobrego, więc nie chcę kochać- jego głos coraz bardziej się załamywał.
Zrobiło mi się go szkoda, a jednocześnie miałem ochotę lecieć i usztywnić Filipa za to wszystko... Jak można tak traktować innych.
Kurwa!
Zacisnąłem pięści, aż paznokcie nie wbiły mi się w skórę. Dopiero po chwili poczułem ból, który sprawił, że z moich oczu poleciało kilka łez.
- Ej no nie płacz- zatrzymał mnie i palcem otarł moje łzy uśmiechając się przy tym nikle. No tak. Z jego perspektywy musiało to wyglądać nieco inaczej.
Udało mi się przyjrzeć jego oczom, gdy zawiał wiatr.
- Ja nie płaczę, więc ty też nie powinieneś- starał się nie pocieszyć.
- Nie płaczę... To tak jakoś... za mocno zacisnąłem pięści i o...- pokazałem swoje dłonie, na których odznaczały się lekko krwawiące ślady po paznokciach uśmiechając się nieporadnie.- Masz fajne oczy.
- Nie wiem... Nie widzę w nich fajnego- od razu poprawił włosy, by zasłonić oczy.
- Ale ja widzę- wyszczerzyłem się.
- Masz dziwny gust- mruknął uśmiechając się nieznacznie.
- Tak samo jak ty- uśmiech nie schodził z moich ust.
- Cóż. Tak to jest być 'tresowanym'- chłopak odpowiedział mi tym samym.
- Dureń z ciebie- pstryknąłem go w nos, by odwrócić jego uwagę od takich myśli.
- Ej nie podskakuj mały....- warknął rozcierając swój nos. Drugą ręką złapał w dwa palce mój uniemożliwiając mi normalną mowę.
- A co?- mówiłem dość zabawnie. Oboje nas bawiła ta cała sytuacja. Stanąłem na palcach.- Ha! Jestem równy!- cieszyłem się jak dureń.
- Oj jeszcze ci troszkę brakuje- powiedział pieszczotliwie zostawiając mój nos w spokoju.
- Eh... a gdyby tak...- podszedłem bliżej i stanąłem na czubkach jego butów i jeszcze na swoich palcach. Uśmiechnąłem się do Dawida szeroko będąc dokładnie na jego wysokości.
- Nooo. Można tak powiedzieć- odsunął się nieco- Tylko nie spadnij.
- To mnie trzymaj- wzruszyłem ramionami.
Dawid objął mnie ręką w pasie przyciągając nieco do siebie. Stykaliśmy się nosami... Co bardzo mi się podobało. Przechodnie patrzyli na nas krzywo, lub komentowali coś pod nosami, ale żaden z nas nie zwracał na to uwagi.
To Polska... Tutaj to norma.
Przyglądałem mu się dłuższą chwilę stojąc tak na jego stopach.
- Co?
- Ładny jesteś- powiedziałem z pełną powagą chwilę po tym wybuchając śmiechem. Zszedłem z niego i ruszyłem w dalsza drogę. Już niedaleko.
- Wiem- Dawid zaśmiał się razem ze mną.- Ty też.
- Pedał.- pokazałem mu język i pociągnąłem nieco żywszym krokiem.
- Sam żeś pedał- śmiał się nadążając za mną.
- Wiem... Ej podobam ci się?- spojrzałem na niego z zaczepnych uśmiechem mrużąc lekko oczy.
- Trochę- usłyszałem nieśmiałą odpowiedź.
- Hehe. Fajnie. Mówiłem, że masz dziwny gust.- zaśmiałem się zatrzymując się przed moją klatką schodową.
Moje zmęczenie gdzieś ustąpiło.
Nie myślałem o niczym poza Dawidem i tym, że pierwszy raz od dłuższego czasu mogę sobie odpuścić martwienie się o jedzenie i pieniądze.
Miałem tego już dość.
Wpuściłem Dawida do mojego mieszkania.
- Coś ci się w ogóle stało?- ogarnąłem go wzrokiem zdejmując buty. Miał kilka zadrapań i mniejszych ran, ale nic poważnego.
- Nie. A jak z twoją nogą?- skinął na udo.
- Już tak nie boli. Przywykłem.- podrapałem się po karku ze szczeniackim uśmiechem.- Too... coś do picia i woda utleniona tak?- skierowałem się do kuchni, a Dawid od razu podreptał za mną.
- Poproszę.- skinął głową. Kątem oka widziałem, że rozgląda się po moim mieszkaniu.
- Piwo może być?- wyciągnąłem z lodówki dwie puszki, a z koszyka obok wyjąłem wodę utlenioną i waciki.
- Czytasz mi w myślach- uśmiechnął się siadając na starym, podrapanym taborecie.
Postawiłem wszystko przed nim i sam otworzyłem sobie piwo upijając kilka łyków.
- Matko jaki ja zmęczony jestem.- ziewnąłem zakrywając usta ręką i przeciągnąłem się czując jak chyba wszystkie kości mi przeskakują.
- To co? Do spania synek- Dawid wyrwał się ze swojego zamyślenia i zaśmiał patrząc na mnie.
Prychnąłem i uśmiechnąłem się wrednie- Muszę mamooo?- jęknąłem jak małe dziecko.
- Musisz synku. Jutro zbióreczka na rozpierdalaniu miasta- śmiał się.
- A utulisz do snu?- wydąłem lekko wargę patrząc na niego niewinnie.
- Mooze. Nic nie obiecuję- uniósł jedną brew przyglądając mi się z zaciekawieniem.
- Biorę to za tak- zaśmiałem się i uciekłem do łazienki nie słuchając jego marudzenia.
W środku w końcu mogłem spokojnie odetchnąć. Rozebrałem się, wywaliłem opatrunek i wszedłem pod prysznic.
Obmyłem się dokładnie nie spiesząc za bardzo. Gdy przyjrzałem się ranie uznałem, że nie muszę zakładać kolejnego opatrunku. Przynajmniej na noc.
Po oporządzeniu się wyszedłem w samych bokserkach.
Dawid od razu spojrzał na mnie ogarniając wzrokiem od góry do dołu. Nie czułem skrępowania. Nie raz pokazywałem się w gorszych sytuacjach obcym facetom... Przywykłem.
- Golas- skwitował.
- Problem?- wystawiłem mu język.- W końcu idę spać nie?
- Tak tak... To leć już do łóżka- wstał z krzesła przeciągając się.
- To co? Układasz mnie do łóżka mamo?- spojrzałem nie niego niewinnymi oczętami, a z ust zrobiłem podkówkę.
- Obiecałem coś chyba nie?- zaśmiał się, nie wiem czy z mojej nieudanej miny, czy z tej całej sytuacji.
- Okej.- złapałem go za rękę i rozbawiony pociągnąłem do sypialni. Usiadłem na łóżku po turecku.
Wolałem mu nie przypominać, że tak na prawdę, to niczego mi nie obiecywał.
Dawid usiadł na krawędzi łóżka wyraźnie skrępowany i spojrzał na mnie.
- Chyba wystarczy, że po prostu tu będę?
- A buziak na dobranoc?- przystawiłem palec do policzka.
-I może jeszcze bajeczkę opowiedzieć, by dzidzia zasnęła szybciutko?- zrobił smutną minkę naśladując mnie.
Zaśmiałem się- Ano możesz.
- Dobra cicho już- dostałem całusa w policzek.
Zadowolony położyłem się pod kołdrą zakrywając do pasa. Leżałem na boku obserwując go spod przymkniętych oczu.
Potrzebowałem tego... Takiej opieki. Chociaż na jedną noc.
Musiałem go jeszcze tylko wciągnąć do tego łóżka.
- Dobranoc- usłyszałem. Jego łagodny głos działał na mnie strasznie kojąco.- Tak w sumie... muszę stąd wyjść.. Masz jakieś zapasowe klucze, bo cię nie zamknę, jak zaśniesz.
- Mhm.- po omacku znalazłem szufladę z szafki nocnej i rzuciłem mu klucze.- Dobranoc- szepnąłem jeszcze.
Ziewnął mrucząc coś pod nosem.
- Jak chcesz, to łóżko mam duże, no i kanapa też jest- podparłem się na ramieniu otwierając oczy.
- Nie chcę ci głowy zawracać- mruknął ledwo słyszalnie.
No tak...
On też musiał być nieźle zmęczony całym tym dniem. Co prawda kiedy się myłem obmył nieco twarz i nie był tak zmasakrowany jak ja, ale teraz przestał udawać i widać, że też ma dość.
- Oj zaraz zawracać- usiadłem po turecku patrząc na przysypiającego Dawida.- Jesteś zmęczony a moje wyro jest bliżej niż twoje- uśmiechnąłem się pociesznie.
Chłopak chwilę się zastanawiał, aż w końcu wzruszył ramionami.
- No niby tak. W sumie... To zostanę, jeśli ci nie przeszkadzam.
Uśmiechnąłem się szeroko. Takiej odpowiedzi się spodziewałem.- Dobra, ale kąpiel musisz wziąć.
- Rozumiem, że to warunek wstępu do twojego łóżka?- zaśmiał się na chwilę odzyskując dzisiejszą energię.- Ale ręcznik poproszę.
- Mhm- wstałem i polazłem do łazienki. Przygotowałem mu wszystko i wyszedłem. Chłopak już czekał w wejściu. Gdy tylko opuściłem pomieszczenie zamknął się tam.
- Czekam w łóżku skarbie- powiedziałem pieszczotliwie i zaśmiałem się głośno.
- Już lecę kotku- dostałem szybką odpowiedź.
Przez tan czas, który on był w łazience jak przygotowałem dla niego drugą kołdrę i poduszkę na drugiej połowie łóżka. Usiadłem na swojej połowie mrużąc lekko oczy, gdy już skończyłem.
Dawid przyszedł chwilę potem też w samych bokserkach i z pewną białą... ozdobą na nadgarstku. Nic nie powiedziałem... na razie. A co do jego budowy, to zacząłem się zastanawiać, jakim cudem on mnie podniósł podczas tej ucieczki. Jakieś mięśnie niby ma, ale poza tym to takie słodkie chucherko wychudzone.
Uśmiechnąłem się szeroko- Co tak długo? Nudziło mi się- ostatnie zdanie zabrzmiało w moich ustach dość dwuznacznie, zwłaszcza, że mruczałem przy tym prowokacyjnie. Zaśmiałem się pod nosem, a Dawid mi zawtórował.
- Spać mogłeś.- położył się pod świeżą pościelą.- Ciepło tu masz.
- Kaloryfer włączony- westchnąłem cicho. Dobrze wiedziałem, co zrobił. I domyślałem się nawet powodu, ale i tak nie miałem zamiaru odpuszczać. Skinąłem głową na kołdrę, w której się schował- Pokaż ręce.
Chłopak niechętnie wykonał moje polecenie patrząc gdzieś w bok.
- Po co to?- wziąłem w dłonie jego zabandażowany nadgarstek znowu grając małego, ciekawskiego chłopca.
- Zraniłem się podczas jednego z wybuchów- odpowiedział pewnie patrząc mi w oczy uważnie.
- Pokarzesz? Bandaż wdaję się brudny- zacząłem rozwijać sprawnie opatrunek.
O dziwo Dawid nic nie zrobił, tylko obserwował moje poczynania w milczeniu.
Wyrzuciłem bandaż.
Jego nadgarstek był strasznie zmasakrowany przez stare blizny i nowe rany, które na siebie nachodziły. Pierwszą myślą było przyjebanie mu za głupotę, ale to nie pomoże.
- Dziwnie się skaleczyłeś podczas tego wybuchu- spojrzałem na niego z miną zmartwionego dzieciaka.
Chłopak cofnął rękę i sięgnął po bandaż z podłogi.
- Wiem, jestem żałosny- mruknął ponuro jakby czekał na wyrok.
- Nie. I zostaw. Dam ci nowy- zabrałem od niego od razu bandaż. Nie nadawał się nawet na szmatę.- Czemu i kiedy?- zapytałem spokojnie. Odsunąłem mu włosy z oczu, by lepiej go widzieć. Nie chciałem by teraz kłamał.
- Odkąd Filip zaczął mnie traktować jak zużytą szmatę- wycedził przez zęby obserwując mnie pustym wzrokiem.
Wziąłem głęboki oddech, by znowu nie wybuchnąć.
Czyli dobrze myślałem.
Przejechałem palcem po najdłuższej ranie.
To nie była pora ani na prawienie mu morałów, ani opowiadanie o sobie.
- Nie będę ci truł, jak bardzo to jest złe i głupie, bo pewnie sam wiesz. Mam tylko jedną prośbę...
Spojrzałem mu w oczy pewny siebie. Widziałem, że jest zdenerwowany.
- Tak?- wymamrotał,
- Następnym razem jak będziesz chciał to zrobić wbijasz do mnie, albo dzwonisz, żeby przyszedł obojętnie o jakiej godzinie. Lepiej żebyś wyżył się na mnie, pogadał, wypłakał, wysadził mi kuchnię, lub zrobił cokolwiek, co ci ulży zgoda?- uśmiechnąłem się czuło przechylając lekko głowę w bok.
Przez czas oczy Dawida uważnie mnie obserwowały. W końcu chłopak położył głowę na ramieniu.
- Dobrze... Będę tak robił- wydukał słabo.
Uśmiechnąłem się.
- Rano dam ci bandaże. Teraz chodź już spać emosie.- zachichotałem pod nosem.
- Daję ci się poznać ze złej strony- położył się po swojej stronie uśmiechając delikatnie.
- Będzie lepiej... zobaczysz.
Musi być lepiej nie?
Położyłem się obok niego i nie przejmując niczym przytuliłem go zakrywając nas kołdrą. Schowałem głowę pod jego szczęką. Chłopak objął mnie ramieniem dociągając jeszcze do siebie. Pogładził tylko moje włosy, a chwilę potem słyszałem jego głęboki i równomierny oddech. Niedługo potem też zasnąłem.
Musi być lepiej nie?
Położyłem się obok niego i nie przejmując niczym przytuliłem go zakrywając nas kołdrą. Schowałem głowę pod jego szczęką. Chłopak objął mnie ramieniem dociągając jeszcze do siebie. Pogładził tylko moje włosy, a chwilę potem słyszałem jego głęboki i równomierny oddech. Niedługo potem też zasnąłem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
