Poranek i pół dnia minęły jak każdy inny.
Śniadanie i do pracy.
Miałem kończyć dzisiaj dopiero po 15:00. Potem musiałem iść na spotkanie gangu. Zastanawiało mnie, co Filip powie na moją wczorajszą nieobecność. Od wczorajszej rozmowy z kumplem zacząłem myśleć o nim bardziej poważnie i nawet trochę szanować.
Kończyłem kolejny zamówiony projekt, gdy do studia wpadł Natan. Nie patrzyłem nawet kto wchodzi. Tylko on w tak bezczelny sposób wparowuje 'za kulisy', czyli do naszego składziku.
- Co żeś chciał?- zapytałem nie odrywając głowy znad kartki papieru, by nie popełnić błędu.
- Co?! TY się mnie jeszcze krasnalu pytasz?! Gdybyś łaskawie poderwał ten zasrany łeb znad tych szkiców już byś wiedział!-wydarł się. Poczułem zapach tytoniu. A Natan nie pali... Momentalnie spojrzałem na jego wkurzoną wysokość i uśmiechnąłem się szeroko. Faktycznie palił... i to mi nie pasowało, bo ludzie zazwyczaj zapalą by się uspokoić.
- W końcu podpadłeś nie temu co trzeba?- zaśmiałem się pod nosem. Przez cały jego policzek i połowę nosa przechodziła długa, wąska sznyta. Dzieciak w końcu dostał po dupie... a nawet gorzej, bo po ryjcu. Zostanie pamiątka na przyszłość. Ale wątpię, by złagodniał. Jest zbyt uparty.
- Pojebało cie?! Nic w tym śmiesznego i nikomu szmato nie podpadłem! Do cholery czemu cię wczoraj nie było co?! No czemu?- chłopak wpadał powoli w furię i szarpnął mnie za bluzkę na ramieniu podnosząc z krzesła. Automatycznie odbezpieczyłem nóż.
- Natan spokój mi! Nie będziesz się w studio awanturował!-warknąłem i siłą wyciągnąłem go tylnym wejściem na małe podwórko niedaleko magazynów.
Igła na szczęście wyszedł na chwilę.
Nie będę musiał mu się tłumaczyć z tego całego przedstawienia.
Nawet nie wiem o co chodzi.
- No. Słucham o co chodzi?-zapytałem patrząc uważnie na niego. Trochę ciśnienie mu zeszło, ale kręcił się i nie mógł ustać spokojnie.
- Odpowiedz. Czemu cię do kurwy nędzy nie było na spotkaniu co?!- wydarł się patrząc na mnie. Skrzywiłem się.
Zaczynał mnie denerwować.
Nóż nadal miałem odbezpieczony i przytrzymywałem w rękawie tylko palcem.
- Bo zapomniałem. Miałem trochę przesyłek na Pradze- mruknąłem na odczepne.- To teraz ja. Co ci się stało?- skinąłem na jego ranę.
- No! Gdybyś szmato był, to byś wiedział.-patrzył na mnie wściekle.
Nie wytrzymałem. Co jak co, ale obrażać mnie nie wolno. Warknąłem i przygwoździłem go do ściany poniesiony przez emocje. Wysunąłem ostrze pokazując mu je przed oczami.
- Pilnuj języka, bo możesz go stracić-warknąłem. Natan nic nie odpowiadał tylko patrzył mi głęboko w oczy wkurwiony.
Mierzyliśmy się tak chwilę wzrokiem, aż w końcu go puściłem, gdy atmosfera trochę opadła.
- Sory- powiedziałem chowając nóż.- Mów co się stało- wyciągnąłem szluga z zapalniczką i odpaliłem na uspokojenie.
- Twój szefunio- wariat zapomniał o porannej misce melisy- usłyszałem. Nie patrzyłem na niego, tylko na swoje trampki. Od dłuższego czasu już domyślałem się o co może chodzić. No... nie pomyliłem się.
- Pobił cię?- w pół zapytałem w pół stwierdziłem.
- Mnie?! Wszystkim się oberwało... Tylko mi po mordzie akurat.- warknął.- Jebnięty stwierdził, że będzie nas lał batem za 'nieposłuszeństwo'- ostatnie słowo wręcz wypluł z siebie.- W co ty mnie wpakowałeś co?!- znowu w nim zawrzało.
Przeczesałem włosy i zagwizdałem cicho z niedowierzaniem. Zerknąłem na Smerfa kątem oka. Zaciągnąłem się mocno.
- To czemu nie odejdziesz?
Natan spojrzał na mnie lekceważąco. Czyli coś ukrywa.
- Mam swoje powody... To nie dotyczy takich krasnali jak ty- wyszczerzył się w ten wkurwiający sposób i położył mi dłoń na czubku głowy.
Warknąłem.
- ŁAPY-PRECZ!- spojrzałem na niego gniewnie i odsunąłem się spod jego dotyku. Nie ufałem mu. Było w nim coś, czego należało się bać.
Z wierzchu potulny i towarzyski chłopaczek. Pogodny i wiecznie uśmiechnięty.
Nie naganna figura, cera i po prostu idealny wygląd.
Nawet na początku mi z wyglądu się spodobał. I na tym koniec.
Teraz wolałem mu nie ufać. Czułem się bezpieczniej w ten sposób.
Niebieskowłose-wkurwiające zaśmiało się i odsunęło dłoń. Sekundę później jego twarz przybrała całkowicie inny wyraz. Poważny.
Wręcz grobowy.
- Pogadaj z tym popierdoleńcem albo z jego pupilkiem. Do niego chyba więcej dotrze.- powiedział poważnie.
Pupilkiem?
O kim mówił?
Czerwonym Kapturku czy emo pedale?
- Pupilkiem?
- Emos- odpowiedział krótko i wszedł do studia. Poszedł sobie.
Siedziałem jeszcze chwilę obserwując niebo, by to wszystko przemyśleć.
Łasic jest szalony. Ale czy na prawdę ma coś z głową? W sumie jego zachowanie podpasowało mi pod kompleks Boga... Osoba ta uważa się za kogoś najlepszego, kto samodzielnie może wymierzać kary i wyroki na podwładnych.
Zaczynam się bać.
Zapomniałem zapytać Natana o jego przeszłość. Koniecznie muszę się dowiedzieć, czy ktoś jeszcze z gangu może być zagrożony na policji.
Siedziałem tak dopóki nie przeszkodził mi Igła, który wyjrzał zza drzwi.
- Znowu nie mam pytać ta?- mruknął patrząc na mnie z irytacją wymalowaną na twarzy.
Skinąłem tylko głową na potwierdzenie.
Często zdarzało się, że Igła był świadkiem moich działań 'przedsiębiorczych' lub kłótni. Chłopak bardzo dobrze wiem czym się najmuję, ale dla naszego wzajemnego dobra nie mieszam go w to.
A.eo gangu nie mógł się dowiedzieć pod żadnym pozorem.
Nie teraz.
Igła wyszedł i zapalił opierając się o drzwi, które uprzednio zamknął.
- Jeżeli dalej tak to będzie wyglądać będę musiał cię wywalić. Już raz wpadł tu twój 'niezadowolony klient' i zrobił awanturę, akurat gdy cię nie było. Poza tym często cię nie ma, bo ktoś po ciebie dzwoni, lub musisz wyjść się przewietrzyć. Wiem, że zarabiasz, co zarobisz, no ale klienci wyrabiają zdanie o naszym salonie i nie...
- Wiem.- przerwałem mu szorstko i wstałem.
Już od dłuższego czasu utrzymywał się taki stan rzeczy, że ja musiałem biec na ważne przesyłki zostawiając chłopaka samego.
Tak... to nie fair.
- Nie musisz nic mi tłumaczyć, bo sam wiem jak to wygląda. Zależy mi na tej pracy, sam dobrze o tym wiesz...
- Nie tłumacz się.- tym razem to on mi przerwał.- Idź teraz i załatw co masz załatwić, by mi już ten furiat tu nie latał.
Uniosłem słabo kąciki ust i otrzepałem tyłek z piasku.
To wyjście nie było takim złym pomysłem. Muszę pogadać z Filipem sam na sam.
Bez słowa wyszedłem ze studia w podłym nastroju.
~
Nie wiem gdzie mogę go znaleźć. Od pół godziny chodzę po miejscach gdzie mogłem spotkać tego piromana i nic. Nawet na kamieniołomach go nie było.
13:43
Chujnia coś dzisiaj.
Zajrzę jeszcze raz na kamieniołomy i tam już zostanę.
Po jakimś czasie siedziałem już pod drzewem na miejscu.
Sam.
No cóż. Kiedyś musi przyjść.
Siedziałem tak bezczynnie do czasu aż usłyszałem jakiś cichy wybuch w starym budynku obok.
Ciekawe.
Otrzepałem się z ziemi i wszedłem na klatkę schodową. Stara, zaniedbana i ozdobiona licznym grafitti nie tylko na ścianach.
Czemu ja zawsze trafiam w tak pechowe miejsca i sytuacje.
Jakbym nie mógł raz znaleźć się na dłużej w porządnym miejscu.
Westchnąłem.
Ewidentnie przyciągam problemy.
Na pierwszym piętrze... Nie było żadnych pokoi ani ścian. Tylko wejście na schody i pusty plac, który prezentował się równie imponująco co parter.
Przy oknie wychodzącym na kamieniołomy zauważyłem jakąś postać.
Czarna bluza z założonym kapturem zakrywała jego twarz prawie do połowy. Nos i usta zasłaniała bandana. Mężczyzna grzebał przy jakimś urządzeniu. Nie widziałem stąd dokładnie.
Siedziałem, a właściwie kucałem na schodach wystawiając tylko czubek głowy a w dodatku siedział tyłem pod kątem 45 stopni... W końcu wstał, przy czym ja schowałem na moment głowę.
Wysoki.
- Wyjdź albo wysadzę ci łeb- mruknął. Głos rozpoznałem od razu.
Wstałem i podszedłem kilka kroków tak by nie zbliżać się do urządzenia, czy co to było. Teraz rozpoznałem, że to rodzaj ładunku wybuchowego. - I po cholerę żeś się skradał śmieciu?- nie patrzył na mnie tylko za okno.- Nie było cię wczoraj.
- Brawo dedukcji... Jak do tego doszedłeś co?- skrzywiłem się.
Filip odwrócił się w moją stronę i poszedł kilka kroków. Uśmiechnąłem się tylko do mnie szyderczo i chwilę potem usłyszałem świst powietrza a na skórze poczułem okropnie przeszywający ból. Złapałem się na nogę krzywiąc się i spojrzałem na Filipa. W dłoni trzymał bat i patrzył mi w oczy z pogardą. Wyprostowałem się i odbezpieczyłem nóż.
- Co to miało być?!- wrzasnąłem.
I znowu dostałem batem. Tym razem w ramię.
Syknąłem tylko i odsunąłem instynktownie ramię.
Byłem przygotowany na kolejne uderzenia, więc to nie robiło już takiego wrażenia.
- Łasica!-znowu się wydarłem.
I dostałem trzecie uderzenie.
Tak do niczego nie dojdę... Z niechęcią na niego spojrzałem i odetchnąłem.
Cel uświęca środki.
- Możemy pogadać?- zapytałem starając się, by mój głoś brzmiał spokojnie i stanowczo zarazem.
- O co chodzi?- odpowiedział twardo.
- Wytłumaczysz mi ten bat? I czemu wczoraj się kłóciliście?
- Muszę was nauczyć szacunku- odpowiedział tylko i wrócił do swojej zabaweczki ignorując mnie.
Nie wyciągnę nic z niego... Z ramienia ciekła mi krew.
Ale wiedziałem tyle, że nie dam się żadnemu psycholowi podporządkować.
- Odchodzę.- oznajmiłem i wywaliłem na podłogę nieśmiertelnik. Spodziewałem się wybuchu z jego strony, a usłyszałem tylko 'sam sobie zaszkodzisz'.
Spojrzałem w jego stronę zdziwiony.
- Słucham?
- Wiem o tobie wszystko. W każdej chwili mogę wynająć kogoś by złożył na ciebie zeznania. Widzi ci się pobyt w pierdlu? Właśnie- nie czekał na moją odpowiedź.- Więc zakładaj grzecznie nieśmiertelnik i o 16:00 na zbiórce robalu- warknął nie odrywając wzroku od kabli w pilociku.
Zmiąłem w ustach jakieś przekleństwo, ale wróciłem się po ten wisiorek. Zabrałem go i wyszedłem.
Przynajmniej byłem pewien, że Filip na każdego ma haka.
Inaczej Natan by zrezygnował.
Do pracy nie ma sensu wracać...
Poszlajam się po mieście i na zbiórkę...
~~~
Zaczęły się wakacje, także wszystkim życzę dobrze spędzonego czasu i miłych wspomnień.
Końcówka pisana po 0:00 także rozumiecie...
Rozdział 4
Szedłem ulicami Londynu rozglądając się zaciekawiony w około.
Padał deszcz, a ubrania, jak i włosy lepiły mi się do ciała dając przyjemne uczucie chłodu. W ustach standardowo miałem fajkę.
Moje kroki odbijały się echem w pustej, zalanej uliczce.
Odetchnąłem i zamknąłem oczy. Gdy je otworzyłem ktoś przede mną stał.
Kapelusz z rondlem zasłaniającym twarz i długi, prawie do kolan płaszcz.
W ręku nóż.
Zamarłem.
Chciałem uciekać.
Nogi przywarły do jednej z kałuż. Spojrzałem w dół. Nie mam stóp?
Głęboka kałuża. Tyle.
Jeszcze raz spojrzałem na mężczyznę zbliżał się tu.
Kuba Rozpruwacz.
Szarpnąłem się w geście rozpaczy. Musze uciekać. Muszę coś zrobić!
Jeszcze jedno spojrzenie.
Dzieliło nas półtora metra, a mój oprawca nie zwalniał kroku.
On się poruszał? Nie. On po prostu pojawiał się co chwilę o kilka kroków bliżej mnie.
Żadnego ruchu.
Szybko wyjąłem zza paska nóż.
Był.
Uśmiechnąłem się i rzuciłem w niego.
Chybiłem.
Chybiłem?
Jak? Ja zawsze trafiam. A teraz spudłowałem o pół metra.
Jego cień padał pod moje nogi. Teraz widziałem tylko połowę łydek.
Tonę?
Świetnie. Nie dość, że z wyrwanymi flakami, to jeszcze kałuża wszystko zamaskuje. Pochłonie moje zwłoki, krew, wnętrzności.
Za daleko, by go uderzyć. Musze czekać. Ale... nie mogę!
On mnie zabije. Już to czuję. Już umarłem.
Nie da mi zdechnąć spokojnie. Będzie mnie męczył, torturował.
Tylko kolana.
~
JEZU! Po raz pierwszy cieszę się z tego budzika.
Nigdy więcej takich filmów przed snem.
Siedziałem na łóżku oddychając głęboko i patrząc z uśmiechem ulgi na telefon, który dalej dzwonił.
Dzisiaj ci daruję, że mnie budzisz.
Wyłączyłem alarm.
7:00
O 9:00 w pracy. Nie potrzebuję tyle czasu. Lubię się najzwyczajniej w świecie poopierdalać.
Łazienka, śniadanie, dzisiaj wyjątkowo cola zamiast kawy i na kanapę.
Do 8:30 tak siedziałem i nic nie robiłem, aż w końcu zwlekłem się z kanapy do przedpokoju. Ubrałem buty.
Autobus i po 10 minutach wchodziłem do studia tatuażu.
Zaraz naprzeciwko drzwi wejściowych stał hebanowy kontuar z wyrytymi w drewnie wzorami tatuaży. Z lewej strony był wieszak oraz czerwona skórzana kanapa i szklany stolik. Resztę ścian zajmowały blaty wraz z półkami, na których poustawiane były tusze tworzące tęczę barw oraz szablony i maszynki do tatuowania. Żółte ściany pokrywały malunki wzorów tatuaży oraz liczne szkice zawieszone w antyramach.
Na środku stał fotel do tatoo. Igła akurat kogoś dziarał.
Przywitałem się grzecznie i poszedłem na zaplecze. Mała klitka z czajnikiem, lodówką podróżną. W rogu stał niski stolik do kawy, który już dawno powinien wylądować na śmietniku. Leżały przy nim dwa fotele-worki. Mój był oczywiście naznaczony plamami od kawy i przypalony petami. Igły za to miejscami podarty <do tej pory nie wiem od czego> i podpalany przez niedopałki skrętów marihuany.
Ogólnie w całym studio panuje luźna, miła atmosfera.
Zrobiłem sobie kawę i wyszedłem z kubkiem do studia. Sprawdziłem w masywnym notesie, czy ktoś jest ze mną umówiony.
2 osoby.
10:00 i 11:30
Dobra.
Usiadłem na blacie i napiłem się kawy. Mężczyzna, którego tatuował Igła właśnie wychodził.
- Jak życie?- uśmiechnąłem się półgębkiem.
- Po staremu- przetarł zmęczone oczy, a ja powstrzymałem wredny uśmiech. Dziewczyna nie dała mu się wyspać.- A u ciebie?
- Dobrze wiesz, co u mnie. A jak nocka?- uśmiechnąłem się zadziornie. Nie mogłem odpuścić podręczenia go. Spojrzał na mnie spode łba i machnął ręką.
- Idę na zaplecze- prychnął. Wyciągnąłem szluga i zapaliłem z uśmiechem. Przygotowałem mu kawę i działkę, by wychillował. Potem podziękuje.
~~
Praca minęła w miarę dobrej atmosferze. Jak Igła tylko zajarał od razu wrócił mu dobry humor. Zrobiłem co miałem i wyrwałem się wcześniej. Zaliczyłem obiad w Mc. W połowie drogi do domu rozdzwonił się mój telefon.
Odebrałem.
- No stary dobrze, że żyjesz!- usłyszałem na dzień dobry. Zmarszczyłem brwi...
O co temu debilowi chodzi?
- Też się cieszę... Co brałeś?- zapytałem całkiem poważnie.
- Ej ty mnie nie obrażaj. Słyszałem, że poznałeś tego Łasica... I chciałem się upewnić, że jeszcze cię nie podpalił. I czy masz wszystkie włosy?- jego donośmy głos mocno irytował. Ściszyłem głośność w telefonie. Teraz mogłem normalnie rozmawiać.
- Durniu do reszty ci zielsko padło na mózg? Włosy mam i jak słyszysz żyje. I o co ci chodziło z 'tego Łasica'?- zapytałem zdezorientowany. Fioletowo włosy był dla mnie zwykłym piromanem, jakich coraz więcej na ulicach, który potrzebuje osłony przed policją. Obstawy.
- Co ty wiadomości nie oglądasz?!- wydarł się. Umilkłem, co było dla niego wystarczającą odpowiedzią.- Dobra to zaczniesz. Łasica to piroman ścigany przez Organizacje Terrorystyczne. Podejrzany o największe wybuchy i podpalenia w ostatnich kilku miesiącach. Nie do schwytania, nieobliczalny przestępca stanowiący zagrożenie dla naszego zdrowia i życia. Jeżeli posiadasz jakiekolwiek informacje proszę niezwłocznie zgłosić się na policję- zacytowała pewnie z jakiejś gazety.
Zaśmiałem się.
- No ładnie.
- Nie wpakujesz go nie?
Jezu otaczam się debilami... chwilę nic nie mówiłem.
- Ta aha... Mnie geniuszu też szukają. Fajnie sobie to zorganizował... Załatwił takich, którzy nie mogą go zgłosić. Dobra dzięki stary.- mruknąłem i rozłączyłem się.
Do tej pory cały ten 'gang' traktowałem jak zwykłą zabawę. Dałem wciągnąć się w bandę terrorystyczną?
Ja pierdole...
Oby mnie ta ciota nie wciągnęła w większe zamachy, czy chuj wie, co mu się w tej chorej główce roi.
Wybrałem numer do Natana.
Nie odbierał.
Westchnąłem. Do pozostałych numerów nie mam.
Nie chce mi się jeszcze iść do domu. Poszedłem na północną Pragę. Ulubione miejsce ćpunów i tym samym dilerów. Między innymi mnie. I innych typów z ciemnej gwiazdy.
Miły zakątek.
Zawsze wita z otwartymi rękoma.
Ale już raczej nie wypuszcza.
Skierowałem się na swoją ulubioną ulicę. Co drugi przechodzień lub bezdomny był ćpunem. Tym tu można było wcisnąć nawet mąkę z sodą oczyszczoną i trutką na szczury i żądać jak za działkę dobrego towaru.
Nie.
Ja tak nie robię.
Jak już muszą ćpać, to niech mają coś porządnego.
Załatwiłem kilkanaście gram różnych proszków i poszedłem sprzedawać.
Te śmiecie, jak tylko wyczuły prochy rzuciły się na mnie jak hieny na mięso. Wyciągnąłem pistolet zza paska i wycelowałem. W końcu miałem czym oddychać. Tego, kogo było stać dostał co chciał.
Resztę zbyłem.
Zrobiłem jeszcze jedną rundkę po towar i poszedłem na inną ulicę.
Przechodziłem obok jednego z barów, a właściwie klubów, do których często kiedyś zaglądałem. Jakiś pijaczyna akurat stamtąd wychodził. Postawny, dobrze zadbany jak na warunki tu panujące mężczyzna z kilku dniowym zarostem. Zatoczył się lekko i spojrzał na mnie z uśmiechem. Zignorowałem go.
- Hej brunetko!- wrzasnął za mną rozbawiony. Zmiąłem w ustach jakieś przekleństwo i poszedłem dalej.
Nie wkurwiaj mnie szmato, bo skończysz nakarmiony ołowiem.
- No co jest? Ogłuchłeś?! Wracaj do mnie i mi obciągnij szmato!- zamarłem i odwróciłem się powoli. Mężczyzna podpierał się dłonią o ścianę budynku.
Nie groźny pijak.
Zignorowałem go i poszedłem dalej.
Odechciało mi się szlajania tu.
Przez resztę drogi wypaliłem paczkę szlugów i zahaczyłem o pobliski kiosk. Uzupełniłem zapasy na następne kilka dni.
3 paczki.
Wiem. Dużo palę. Zacząłem dla spróbowania jak byłem nastolatkiem i jakoś zostało. Dziwne, że nawet specjalnie się nie uzależniłem. Jasne, że jak jestem zestresowany lepiej myślę po fajce, ale bez tego by się obyło.
Chyba.
Po prostu lubię ich smak. Tylko mentoli nie cierpię.
Co za debil taki szajs wymyślił?
Albo o smaku czekolady, czy wiśni... Ja pierdole. Fajki się kurwa pali dla tytoniu, a nie dla '''wiśniowego'''' smaku, który nawet nie leżał obok czegokolwiek, co przypomina wiśnie. O czekoladzie nie wspomnę.
Jezu o czym ja myślę...
Ej dobra... STOP!
Za mało snu Szymek. Za mało.
~
W domu wziąłem kilka razy prysznic czując na sobie odór tego wyjca.
Usiadłem na moment przed tv i przejrzałem wszystkie programy informacyjne. W jednym faktycznie wspominali o Łasicy.
Ostrzegali przez 'niebezpiecznym terrorystą zagrażającym spokojowi społecznemu' czy jakoś tak. Czyli nic ostatnio nie wysadzał.
Zacząłem zastanawiać się w co tak właściwie się wpakowałem.
Tuż przed snem przypomniałem sobie o spotkaniu z gangiem, na którym mnie nie było.
Oberwie mi się?
~~~
Sory bardzo wszystkich za przerwę, ale jakoś dopiero teraz mi się zebrało na pisanie x.x
Padał deszcz, a ubrania, jak i włosy lepiły mi się do ciała dając przyjemne uczucie chłodu. W ustach standardowo miałem fajkę.
Moje kroki odbijały się echem w pustej, zalanej uliczce.
Odetchnąłem i zamknąłem oczy. Gdy je otworzyłem ktoś przede mną stał.
Kapelusz z rondlem zasłaniającym twarz i długi, prawie do kolan płaszcz.
W ręku nóż.
Zamarłem.
Chciałem uciekać.
Nogi przywarły do jednej z kałuż. Spojrzałem w dół. Nie mam stóp?
Głęboka kałuża. Tyle.
Jeszcze raz spojrzałem na mężczyznę zbliżał się tu.
Kuba Rozpruwacz.
Szarpnąłem się w geście rozpaczy. Musze uciekać. Muszę coś zrobić!
Jeszcze jedno spojrzenie.
Dzieliło nas półtora metra, a mój oprawca nie zwalniał kroku.
On się poruszał? Nie. On po prostu pojawiał się co chwilę o kilka kroków bliżej mnie.
Żadnego ruchu.
Szybko wyjąłem zza paska nóż.
Był.
Uśmiechnąłem się i rzuciłem w niego.
Chybiłem.
Chybiłem?
Jak? Ja zawsze trafiam. A teraz spudłowałem o pół metra.
Jego cień padał pod moje nogi. Teraz widziałem tylko połowę łydek.
Tonę?
Świetnie. Nie dość, że z wyrwanymi flakami, to jeszcze kałuża wszystko zamaskuje. Pochłonie moje zwłoki, krew, wnętrzności.
Za daleko, by go uderzyć. Musze czekać. Ale... nie mogę!
On mnie zabije. Już to czuję. Już umarłem.
Nie da mi zdechnąć spokojnie. Będzie mnie męczył, torturował.
Tylko kolana.
~
JEZU! Po raz pierwszy cieszę się z tego budzika.
Nigdy więcej takich filmów przed snem.
Siedziałem na łóżku oddychając głęboko i patrząc z uśmiechem ulgi na telefon, który dalej dzwonił.
Dzisiaj ci daruję, że mnie budzisz.
Wyłączyłem alarm.
7:00
O 9:00 w pracy. Nie potrzebuję tyle czasu. Lubię się najzwyczajniej w świecie poopierdalać.
Łazienka, śniadanie, dzisiaj wyjątkowo cola zamiast kawy i na kanapę.
Do 8:30 tak siedziałem i nic nie robiłem, aż w końcu zwlekłem się z kanapy do przedpokoju. Ubrałem buty.
Autobus i po 10 minutach wchodziłem do studia tatuażu.
Zaraz naprzeciwko drzwi wejściowych stał hebanowy kontuar z wyrytymi w drewnie wzorami tatuaży. Z lewej strony był wieszak oraz czerwona skórzana kanapa i szklany stolik. Resztę ścian zajmowały blaty wraz z półkami, na których poustawiane były tusze tworzące tęczę barw oraz szablony i maszynki do tatuowania. Żółte ściany pokrywały malunki wzorów tatuaży oraz liczne szkice zawieszone w antyramach.
Na środku stał fotel do tatoo. Igła akurat kogoś dziarał.
Przywitałem się grzecznie i poszedłem na zaplecze. Mała klitka z czajnikiem, lodówką podróżną. W rogu stał niski stolik do kawy, który już dawno powinien wylądować na śmietniku. Leżały przy nim dwa fotele-worki. Mój był oczywiście naznaczony plamami od kawy i przypalony petami. Igły za to miejscami podarty <do tej pory nie wiem od czego> i podpalany przez niedopałki skrętów marihuany.
Ogólnie w całym studio panuje luźna, miła atmosfera.
Zrobiłem sobie kawę i wyszedłem z kubkiem do studia. Sprawdziłem w masywnym notesie, czy ktoś jest ze mną umówiony.
2 osoby.
10:00 i 11:30
Dobra.
Usiadłem na blacie i napiłem się kawy. Mężczyzna, którego tatuował Igła właśnie wychodził.
- Jak życie?- uśmiechnąłem się półgębkiem.
- Po staremu- przetarł zmęczone oczy, a ja powstrzymałem wredny uśmiech. Dziewczyna nie dała mu się wyspać.- A u ciebie?
- Dobrze wiesz, co u mnie. A jak nocka?- uśmiechnąłem się zadziornie. Nie mogłem odpuścić podręczenia go. Spojrzał na mnie spode łba i machnął ręką.
- Idę na zaplecze- prychnął. Wyciągnąłem szluga i zapaliłem z uśmiechem. Przygotowałem mu kawę i działkę, by wychillował. Potem podziękuje.
~~
Praca minęła w miarę dobrej atmosferze. Jak Igła tylko zajarał od razu wrócił mu dobry humor. Zrobiłem co miałem i wyrwałem się wcześniej. Zaliczyłem obiad w Mc. W połowie drogi do domu rozdzwonił się mój telefon.
Odebrałem.
- No stary dobrze, że żyjesz!- usłyszałem na dzień dobry. Zmarszczyłem brwi...
O co temu debilowi chodzi?
- Też się cieszę... Co brałeś?- zapytałem całkiem poważnie.
- Ej ty mnie nie obrażaj. Słyszałem, że poznałeś tego Łasica... I chciałem się upewnić, że jeszcze cię nie podpalił. I czy masz wszystkie włosy?- jego donośmy głos mocno irytował. Ściszyłem głośność w telefonie. Teraz mogłem normalnie rozmawiać.
- Durniu do reszty ci zielsko padło na mózg? Włosy mam i jak słyszysz żyje. I o co ci chodziło z 'tego Łasica'?- zapytałem zdezorientowany. Fioletowo włosy był dla mnie zwykłym piromanem, jakich coraz więcej na ulicach, który potrzebuje osłony przed policją. Obstawy.
- Co ty wiadomości nie oglądasz?!- wydarł się. Umilkłem, co było dla niego wystarczającą odpowiedzią.- Dobra to zaczniesz. Łasica to piroman ścigany przez Organizacje Terrorystyczne. Podejrzany o największe wybuchy i podpalenia w ostatnich kilku miesiącach. Nie do schwytania, nieobliczalny przestępca stanowiący zagrożenie dla naszego zdrowia i życia. Jeżeli posiadasz jakiekolwiek informacje proszę niezwłocznie zgłosić się na policję- zacytowała pewnie z jakiejś gazety.
Zaśmiałem się.
- No ładnie.
- Nie wpakujesz go nie?
Jezu otaczam się debilami... chwilę nic nie mówiłem.
- Ta aha... Mnie geniuszu też szukają. Fajnie sobie to zorganizował... Załatwił takich, którzy nie mogą go zgłosić. Dobra dzięki stary.- mruknąłem i rozłączyłem się.
Do tej pory cały ten 'gang' traktowałem jak zwykłą zabawę. Dałem wciągnąć się w bandę terrorystyczną?
Ja pierdole...
Oby mnie ta ciota nie wciągnęła w większe zamachy, czy chuj wie, co mu się w tej chorej główce roi.
Wybrałem numer do Natana.
Nie odbierał.
Westchnąłem. Do pozostałych numerów nie mam.
Nie chce mi się jeszcze iść do domu. Poszedłem na północną Pragę. Ulubione miejsce ćpunów i tym samym dilerów. Między innymi mnie. I innych typów z ciemnej gwiazdy.
Miły zakątek.
Zawsze wita z otwartymi rękoma.
Ale już raczej nie wypuszcza.
Skierowałem się na swoją ulubioną ulicę. Co drugi przechodzień lub bezdomny był ćpunem. Tym tu można było wcisnąć nawet mąkę z sodą oczyszczoną i trutką na szczury i żądać jak za działkę dobrego towaru.
Nie.
Ja tak nie robię.
Jak już muszą ćpać, to niech mają coś porządnego.
Załatwiłem kilkanaście gram różnych proszków i poszedłem sprzedawać.
Te śmiecie, jak tylko wyczuły prochy rzuciły się na mnie jak hieny na mięso. Wyciągnąłem pistolet zza paska i wycelowałem. W końcu miałem czym oddychać. Tego, kogo było stać dostał co chciał.
Resztę zbyłem.
Zrobiłem jeszcze jedną rundkę po towar i poszedłem na inną ulicę.
Przechodziłem obok jednego z barów, a właściwie klubów, do których często kiedyś zaglądałem. Jakiś pijaczyna akurat stamtąd wychodził. Postawny, dobrze zadbany jak na warunki tu panujące mężczyzna z kilku dniowym zarostem. Zatoczył się lekko i spojrzał na mnie z uśmiechem. Zignorowałem go.
- Hej brunetko!- wrzasnął za mną rozbawiony. Zmiąłem w ustach jakieś przekleństwo i poszedłem dalej.
Nie wkurwiaj mnie szmato, bo skończysz nakarmiony ołowiem.
- No co jest? Ogłuchłeś?! Wracaj do mnie i mi obciągnij szmato!- zamarłem i odwróciłem się powoli. Mężczyzna podpierał się dłonią o ścianę budynku.
Nie groźny pijak.
Zignorowałem go i poszedłem dalej.
Odechciało mi się szlajania tu.
Przez resztę drogi wypaliłem paczkę szlugów i zahaczyłem o pobliski kiosk. Uzupełniłem zapasy na następne kilka dni.
3 paczki.
Wiem. Dużo palę. Zacząłem dla spróbowania jak byłem nastolatkiem i jakoś zostało. Dziwne, że nawet specjalnie się nie uzależniłem. Jasne, że jak jestem zestresowany lepiej myślę po fajce, ale bez tego by się obyło.
Chyba.
Po prostu lubię ich smak. Tylko mentoli nie cierpię.
Co za debil taki szajs wymyślił?
Albo o smaku czekolady, czy wiśni... Ja pierdole. Fajki się kurwa pali dla tytoniu, a nie dla '''wiśniowego'''' smaku, który nawet nie leżał obok czegokolwiek, co przypomina wiśnie. O czekoladzie nie wspomnę.
Jezu o czym ja myślę...
Ej dobra... STOP!
Za mało snu Szymek. Za mało.
~
W domu wziąłem kilka razy prysznic czując na sobie odór tego wyjca.
Usiadłem na moment przed tv i przejrzałem wszystkie programy informacyjne. W jednym faktycznie wspominali o Łasicy.
Ostrzegali przez 'niebezpiecznym terrorystą zagrażającym spokojowi społecznemu' czy jakoś tak. Czyli nic ostatnio nie wysadzał.
Zacząłem zastanawiać się w co tak właściwie się wpakowałem.
Tuż przed snem przypomniałem sobie o spotkaniu z gangiem, na którym mnie nie było.
Oberwie mi się?
~~~
Sory bardzo wszystkich za przerwę, ale jakoś dopiero teraz mi się zebrało na pisanie x.x
Rozdział 3
Obudziłem się około 10:00.
Poranna rutyna, śniadanie w postaci kawy i Marlboro i do salonu. Rozsiadłem się wygodnie na kanapie i zacząłem skakać po kanałach.
Opierdalałem się tak do 15:00. Poszedłem do sypialni i spojrzałem za okno. Za ciepło na długie rękawy. Westchnąłem i wsunąłem nóż razem z pistoletem za pasek. Drugi schowałem do kieszeni torby z tyłu, bym mógł szybko po niego sięgnąć.
Ubrałem buty i wyszedłem na miasto. Wolnym krokiem szedłem na miejsce spotkania z Natanem.
Poznałem go kilka miesięcy temu na jakiejś imprezie. Z początku nawet nie zwróciłem na niego uwagi. Normalny chłopak, młodszy ode mnie z włosami przefarbowanymi na niebiesko.
Smerf.
Wszystkie dziewczyny na jego widok szczały i zanosiły się tym wysokim, piskliwym, wkurwiającym chichotem jak u hien. On wszystkie je zbywał.
Zajęty.
Albo gej.
Bardziej się nim zainteresowałem, gdy jakiś facet go wkurwił. Natan złamał mu nos i nieźle oszpecił na dłuższy czas.
Porywczy.
Po imprezie podszedłem do niego i zaczęliśmy rozmawiać. Dobra. Ja zacząłem. Ciężko się z nim na początku gadało. Dopiero po kilku piwach się otworzył.
Tak się zaczęło.
~
Po drodze zagarnąłem hamburgera z jakiegoś baru i jak zwykle byłem pierwszy na miejscu. Zjadłem, spaliłem dwa szlugi.
15:35
A tego chuja nadal nie ma.
Westchnąłem i zamknąłem oczy wypuszczając toksyczny dym z płuc.
W tym momencie dostałem zimną wodą w mordę. Dosłownie.
- Nie pal mośku- usłyszałem ten głos. Przeczesałem mokre włosy i spojrzałem wściekły na Natana.
- CIEBIE DO RESZTY POPIERDOLIŁO KURWO ZAJEBANA?!!!!- wydarłem się na dzień dobry i dostałem kolejną porcją wody.
- Już dawno- powiedział z tym przesłodzonym uśmiechem na mordzie. Westchnąłem i znowu przeczesałem włosy do tyłu. Miał jeszcze wodę w butelce.
- Nie możesz być normalny. Bo po co nie?- wstałem i trzepnąłem włosami.
- Też nie wiem. To po co miałem przychodzić?- napił się z butelki. Chciałem mu ją przechylić, ale wolałem go nie tykać.
- Dwa dni temu jakiś popierdoleniec podrzucił mi nieśmiertelnik- pomachałem wisiorkiem na szyi.- i karteczkę z miejscem i godziną spotkania- Natan sięgnął do mojej szyi i przyciągnął do siebie trochę boleśnie za nieśmiertelnik.
'Podążaj za Łasicą'
Chłopak wybuchł śmiechem. Spojrzał na mnie dopiero po chwili.
- Mówiłem. Popierdoleniec- mruknąłem.
- A co ja mam do tego?
Westchnąłem.
- Wczoraj się z nim spotkałem. Kazał kogoś przyprowadzić. Chodź.- ruszyłem w stronę kamieniołomów.
- Gdzie?- stał w miejscu.
- Na randkę. Chodź cymbale!- krzyknąłem nie odwracając się.
Szybko mnie dogonił, a ja zdążyłem zapalić.
Przy nim trzeba trzymać nerwy i język na wodzy, a mi bez fajek ciężko.
Bez słowa zaprowadziłem go na kamieniołomy.
Czekali na nas. Łasica. Dawid i...kurna.
Jakiś krasnal.
Nawet jak na mnie.
Płomienno czerwone włosy i takie same oczy.
Soczewki.
Cały ubrany na czarno i blada, wręcz biała cera.
Młody. Nieletni.
Czerwony kapturek.
Podeszliśmy do nich z Natanem. Spojrzałem na Łasicę.
- W końcu jesteś- powiedział oschłym jak zawsze głosem.
- To ten popierdoleniec?- Natan ogarnął Łasicę obojętnym spojrzeniem. Widziałem zmarszczki na czole ''''szefa''''
Powstrzymałem śmiech.
Czerwony Kapturek warknął coś pod nosem.
- Jak mnie nazwałeś robalu?!-warknął i przygwoździł chłopaka do ściany starego budynku.
- Filip uspokój się!- emo ped....Dawid złapał go za bluzę i pociągnął lekko w swoją stronę. Łasica spojrzał na niego kątem oka i odsunął się. Widziałem jak Smerf zaciskał pięść, by mu przywalić.
- Grzeczny gryzoń- Natan otrzepał swoją koszulkę w miejscach, gdzie złapał go Filip.
Znowu przegiął.
Emos przytrzymał jego ramię.
Chwila ciszy.
- To ma być ten nowy?- Łasica spojrzał na mnie wrogo.
Wzruszyłem ramionami.
- Miałem kogoś przyprowadzić. Przyprowadziłem.- zapaliłem i spojrzałem na Czerwonego Kapturka- A ty to kto? Ciebie też wciągnęli?
Chłopak spojrzał na mnie, jakbym wyrwał go z zamyślenia.
- Tak... Filip dał mi wczoraj nieśmiertelnik- miał delikatny głos. Dziewczęcy. Spojrzałem na jego szyję.
Tylko ja miałem wisiorek schowany pod bluzką.
- Ha?!- Natan spojrzał na chłopca.- Nie zauważyłem cię wcześniej.
Czerwonowłosy zmarszczył brwi.
- Jak masz na imię?- odwróciłem jego uwagę. Chłopak spojrzał na mnie spokojnie.
- Alex.
- Ile masz lat?
- 15.
- Wiedziałem! Łasica to pedofil!- Natan znowu się wtrącił. Nie będę mu dupy ratował. Alex i Filip spojrzeli na niego w tym samym momencie z mordem w oczach. . Młody wyjął coś z kieszeni i chciał rzucić w Natana.
- Zostaw- Filip powstrzymał chłopaka, który od razu schował przedmiot z powrotem. W stronę Natana poleciał nieśmiertelnik. Złapał go i przyjrzał mu się.
- Bez sensu- odpowiedział i jeszcze raz spojrzał na Łasicę i wzruszył ramionami.- Okej. Zgadzam się- założył nieśmiertelnik.
Odetchnąłem.
- A tobie co? Topili cię?- Dawid spojrzał na moją mokrą bluzkę.
- Można tak powiedzieć- mruknąłem i rzuciłem Natanowi nienawistne spojrzenie. Posłał mi całusa
Prychnąłem.
- On coś w ogóle umie?- skinął na Natana patrząc na mnie.
- Sam mogę odpowiadać- Smerf się wtrącił.
Zignorował go.
- Nie wiem- wzruszyłem ramionami
. - Snajper- spojrzałem zaskoczony na Natana
- I fajnie- usłyszałem głos Filipa.
- Serio?- zapytałem.
- Na niby kurduplu....- prychnął.
Westchnąłem
- Coś jeszcze?- spojrzałem na Łasice.
- Możecie iść. Wkurwiacie- ogarnął nas pogardliwym wzrokiem.
Zadowolony ruszem w stronę ulicy. Nie wytrzymam z nimi. Zapaliłem i wszedłem do caffehaven. Zamówiłem czarną kawe na wynos i ruszyłem do domu.
Muszę odreagować.
Zadzwoniłem do kumpla.
- Co jest?- usłyszałem jego głos.
- Czemu zawsze 'co jest'? Może chciałem po prostu pogadać?- zapytałem z lekkim oburzeniem w głosie.
Drocze się.
W słuchawce zapadła chwilowa cisza.
Uśmiechnąłem się. No tak. Ja nigdy nie dzwonie po nic.
- Nie pierdol tylko mów o co chodzi- usłyszałem w końcu.
- Masz czas?
- Dla ciebie zawsze kochany- usłyszałem jego rozbawiony głos- ale nie teraz. Wybacz- usłyszałem wysoki chichot kogoś, kto siedział obok niego.
Lora.
- Dziewczyna?- uśmiechnąłem się.
- Tak. Do jutra.
Rozłączył się.
Westchnąłem i zapaliłem.
Igła.
Mój szef i najlepszy przyjaciel. Razem pracujemy w studio tatuażu. Kupował kiedyś ode mnie marihuanę. Zaczęliśmy rozmawiać.
3 lata przyjaźni.
~
W domu obejrzałem jakiś film, umyłem się i spać.
Jutro do pracy.
Rutyna.
~~~
Na życzenie:
dedykacja dla mojej kochanki <3
xD
Poranna rutyna, śniadanie w postaci kawy i Marlboro i do salonu. Rozsiadłem się wygodnie na kanapie i zacząłem skakać po kanałach.
Opierdalałem się tak do 15:00. Poszedłem do sypialni i spojrzałem za okno. Za ciepło na długie rękawy. Westchnąłem i wsunąłem nóż razem z pistoletem za pasek. Drugi schowałem do kieszeni torby z tyłu, bym mógł szybko po niego sięgnąć.
Ubrałem buty i wyszedłem na miasto. Wolnym krokiem szedłem na miejsce spotkania z Natanem.
Poznałem go kilka miesięcy temu na jakiejś imprezie. Z początku nawet nie zwróciłem na niego uwagi. Normalny chłopak, młodszy ode mnie z włosami przefarbowanymi na niebiesko.
Smerf.
Zajęty.
Albo gej.
Bardziej się nim zainteresowałem, gdy jakiś facet go wkurwił. Natan złamał mu nos i nieźle oszpecił na dłuższy czas.
Porywczy.
Po imprezie podszedłem do niego i zaczęliśmy rozmawiać. Dobra. Ja zacząłem. Ciężko się z nim na początku gadało. Dopiero po kilku piwach się otworzył.
Tak się zaczęło.
~
Po drodze zagarnąłem hamburgera z jakiegoś baru i jak zwykle byłem pierwszy na miejscu. Zjadłem, spaliłem dwa szlugi.
15:35
A tego chuja nadal nie ma.
Westchnąłem i zamknąłem oczy wypuszczając toksyczny dym z płuc.
W tym momencie dostałem zimną wodą w mordę. Dosłownie.
- Nie pal mośku- usłyszałem ten głos. Przeczesałem mokre włosy i spojrzałem wściekły na Natana.
- CIEBIE DO RESZTY POPIERDOLIŁO KURWO ZAJEBANA?!!!!- wydarłem się na dzień dobry i dostałem kolejną porcją wody.
- Już dawno- powiedział z tym przesłodzonym uśmiechem na mordzie. Westchnąłem i znowu przeczesałem włosy do tyłu. Miał jeszcze wodę w butelce.
- Nie możesz być normalny. Bo po co nie?- wstałem i trzepnąłem włosami.
- Też nie wiem. To po co miałem przychodzić?- napił się z butelki. Chciałem mu ją przechylić, ale wolałem go nie tykać.
- Dwa dni temu jakiś popierdoleniec podrzucił mi nieśmiertelnik- pomachałem wisiorkiem na szyi.- i karteczkę z miejscem i godziną spotkania- Natan sięgnął do mojej szyi i przyciągnął do siebie trochę boleśnie za nieśmiertelnik.
'Podążaj za Łasicą'
Chłopak wybuchł śmiechem. Spojrzał na mnie dopiero po chwili.
- Mówiłem. Popierdoleniec- mruknąłem.
- A co ja mam do tego?
Westchnąłem.
- Wczoraj się z nim spotkałem. Kazał kogoś przyprowadzić. Chodź.- ruszyłem w stronę kamieniołomów.
- Gdzie?- stał w miejscu.
- Na randkę. Chodź cymbale!- krzyknąłem nie odwracając się.
Szybko mnie dogonił, a ja zdążyłem zapalić.
Przy nim trzeba trzymać nerwy i język na wodzy, a mi bez fajek ciężko.
Bez słowa zaprowadziłem go na kamieniołomy.
Czekali na nas. Łasica. Dawid i...kurna.
Jakiś krasnal.
Nawet jak na mnie.
Płomienno czerwone włosy i takie same oczy.
Soczewki.
Cały ubrany na czarno i blada, wręcz biała cera.
Młody. Nieletni.
Czerwony kapturek.
Podeszliśmy do nich z Natanem. Spojrzałem na Łasicę.
- W końcu jesteś- powiedział oschłym jak zawsze głosem.
- To ten popierdoleniec?- Natan ogarnął Łasicę obojętnym spojrzeniem. Widziałem zmarszczki na czole ''''szefa''''
Powstrzymałem śmiech.
Czerwony Kapturek warknął coś pod nosem.
- Jak mnie nazwałeś robalu?!-warknął i przygwoździł chłopaka do ściany starego budynku.
- Filip uspokój się!- emo ped....Dawid złapał go za bluzę i pociągnął lekko w swoją stronę. Łasica spojrzał na niego kątem oka i odsunął się. Widziałem jak Smerf zaciskał pięść, by mu przywalić.
- Grzeczny gryzoń- Natan otrzepał swoją koszulkę w miejscach, gdzie złapał go Filip.
Znowu przegiął.
Emos przytrzymał jego ramię.
Chwila ciszy.
- To ma być ten nowy?- Łasica spojrzał na mnie wrogo.
Wzruszyłem ramionami.
- Miałem kogoś przyprowadzić. Przyprowadziłem.- zapaliłem i spojrzałem na Czerwonego Kapturka- A ty to kto? Ciebie też wciągnęli?
Chłopak spojrzał na mnie, jakbym wyrwał go z zamyślenia.
- Tak... Filip dał mi wczoraj nieśmiertelnik- miał delikatny głos. Dziewczęcy. Spojrzałem na jego szyję.
Tylko ja miałem wisiorek schowany pod bluzką.
- Ha?!- Natan spojrzał na chłopca.- Nie zauważyłem cię wcześniej.
Czerwonowłosy zmarszczył brwi.
- Jak masz na imię?- odwróciłem jego uwagę. Chłopak spojrzał na mnie spokojnie.
- Alex.
- Ile masz lat?
- 15.
- Wiedziałem! Łasica to pedofil!- Natan znowu się wtrącił. Nie będę mu dupy ratował. Alex i Filip spojrzeli na niego w tym samym momencie z mordem w oczach. . Młody wyjął coś z kieszeni i chciał rzucić w Natana.
- Zostaw- Filip powstrzymał chłopaka, który od razu schował przedmiot z powrotem. W stronę Natana poleciał nieśmiertelnik. Złapał go i przyjrzał mu się.
- Bez sensu- odpowiedział i jeszcze raz spojrzał na Łasicę i wzruszył ramionami.- Okej. Zgadzam się- założył nieśmiertelnik.
Odetchnąłem.
- A tobie co? Topili cię?- Dawid spojrzał na moją mokrą bluzkę.
- Można tak powiedzieć- mruknąłem i rzuciłem Natanowi nienawistne spojrzenie. Posłał mi całusa
Prychnąłem.
- On coś w ogóle umie?- skinął na Natana patrząc na mnie.
- Sam mogę odpowiadać- Smerf się wtrącił.
Zignorował go.
- Nie wiem- wzruszyłem ramionami
. - Snajper- spojrzałem zaskoczony na Natana
- I fajnie- usłyszałem głos Filipa.
- Serio?- zapytałem.
- Na niby kurduplu....- prychnął.
Westchnąłem
- Coś jeszcze?- spojrzałem na Łasice.
- Możecie iść. Wkurwiacie- ogarnął nas pogardliwym wzrokiem.
Zadowolony ruszem w stronę ulicy. Nie wytrzymam z nimi. Zapaliłem i wszedłem do caffehaven. Zamówiłem czarną kawe na wynos i ruszyłem do domu.
Muszę odreagować.
Zadzwoniłem do kumpla.
- Co jest?- usłyszałem jego głos.
- Czemu zawsze 'co jest'? Może chciałem po prostu pogadać?- zapytałem z lekkim oburzeniem w głosie.
Drocze się.
W słuchawce zapadła chwilowa cisza.
Uśmiechnąłem się. No tak. Ja nigdy nie dzwonie po nic.
- Nie pierdol tylko mów o co chodzi- usłyszałem w końcu.
- Masz czas?
- Dla ciebie zawsze kochany- usłyszałem jego rozbawiony głos- ale nie teraz. Wybacz- usłyszałem wysoki chichot kogoś, kto siedział obok niego.
Lora.
- Dziewczyna?- uśmiechnąłem się.
- Tak. Do jutra.
Rozłączył się.
Westchnąłem i zapaliłem.
Igła.
Mój szef i najlepszy przyjaciel. Razem pracujemy w studio tatuażu. Kupował kiedyś ode mnie marihuanę. Zaczęliśmy rozmawiać.
3 lata przyjaźni.
~
W domu obejrzałem jakiś film, umyłem się i spać.
Jutro do pracy.
Rutyna.
~~~
Na życzenie:
dedykacja dla mojej kochanki <3
xD
Rozdział 2
Obudziłem się, jak tylko słońce zaczęło wpierdalać mi do pokoju. Zmarszczyłem brwi i niechętnie otworzyłem oczy. Spojrzałem zaspany na okno. Nie zasłoniłem rolet. Westchnąłem i wstałem przeciągając się z mruknięciem, jak zawsze z resztą.
Poranna rutyna i po 15 minutach nastawiałem już wodę na kawę z fajką w ustach. Nagle coś przykuło moją uwagę. Metalowy wisiorek... Nieśmiertelnik. Uśmiechnąłem się delikatnie i zalałem kubek z kawą. Zerknąłem na zegar.
9:12
Mam czas.
Usiadłem na blacie i włączyłem radio nie odrywając wzroku od nieśmiertelnika i karteczki. Jeszcze raz analizowałem wczorajsze wydarzenia. Gdzie kładłem i komu dawałem torbę. Nic... jedyną możliwością był Buka z autobusu. Zastanawiałem się, czy gdzieś już wcześniej nie słyszałem tego przezwiska. '
Nie.
Zero.
Może po prostu się wygłupia. Jakiś żart, albo zakład.
Przy mnie wszystko jest możliwe, a znając moje szczęście okaże się jakimś popierdolonym psychopatą, zboczeńcem i gwałcicielem w jednym ( ekhem...Becia pozdrawiam.. xD-dop. aut.). No cóż... Przeżyję.
Dopiłem kawę i poszedłem do sypialni. Z szuflady wyjąłem nóż, który schowałem w specjalnym pokrowcu doczepianym na nadgarstku i pistolet, który schowałem za paskiem spodni. Zagarnąłem ze sobą nieśmiertelnik i karteczkę i wyszedłem na miasto. Poszlajałem się trochę sam, aż natknąłem się na starego znajomego.
Tiko
Pracował.
Przywitaliśmy się i poszliśmy w mniej zatłoczoną alejkę.
- Szymek masz czas?- zapytał od razu.
- Do 15:40. Co mam zanieść i gdzie?- uśmiechnąłem się zadziornie od razu domyślając o co chodzi. Oparłem się o murek.
- Sprzeczna na Starej Pradze- wysunął w moją stronę saszetkę z białym proszkiem. Nie obchodziło mnie, co to dokładnie było. Szybko schowałem ją do torby.- I pod klub 70 na Emili Plater koło pałacu Kultury- tym razem schowałem saszetkę z tabletkami ecstasy. Uśmiechnąłem się i wyszliśmy razem na ulicę, z której zniknęliśmy przed chwilą.
Ruszyłem w swoją stronę. Tramwaj.
Najpierw na Pragę. Dałem co miałem dać, odebrałem co moje i pojechałem do klubu nocnego.
Siedzę w dilerce odkąd mój przyjaciel Jake wyjechał za granicę. Miałem wtedy około 14 lat. Zaczęło się od sprzedawania w szkole dla zarobienia trochę na własne zachcianki. W sierocińcu dzieciakom się nie przelewa. Potem przeniosłem się na ulicę i dalej popłynęło samo. Po osiemnastce zarobiłem na mieszkanie i utrzymywałem się ze sprzedaży. Najlepsze, że nawet nie ciągnęło mnie do spróbowania prochów. Jedyne co, to zdarzyło się 2 razy zapalić marihuanę. Nie dla mnie.
Widziałem wystarczająco, by wiedzieć, jak można się przez to gówno stoczyć. Drgawki i głód po dwóch godzinach od ostatniej działki? Brak miejsca na wkłucie?
Obrzydliwość.
Teraz zdarza się jedynie, że sprzedam coś od czasu do czasu. Mam pracę w studio tatuażu z kumplem. Sam jestem wydziarany na ramionach i klatce piersiowej.
Pod klubem musiałem chwilę poczekać. Na spotkanie wyszedł mi młody chłopak. Nie będę go pouczał.
Dałem mu tabletki.
Dał mi kasę.
Nie znamy się.
Spojrzałem na zegarek.
15:00
Zaliczyłem jeszcze obiad w Burger King'u i pojechałem na kamieniołomy.
Byłem na miejscu przed czasem. Usiadłem pod drzewem i zapaliłem. Co chwilę zerkałem na zegarek zastanawiając się, czy to był tylko żart i dałem się wrobić jak gówniarz.
15:59
Westchnąłem i zapaliłem kolejnego szluga.
W tym momencie ogłuszył mnie wybuch po mojej lewej stronie. Instynktownie odwróciłem się w tamtą stronę i odsunąłem zaskoczony od drzewa. Niedaleko było widać palący się już fragment pola. Ktoś wysadził pustą przestrzeń? Bez sensu...
Nie zdążyłem więcej pomyśleć, bo przede mną pojawiła się wysoka postać. Trochę mi jeszcze szumiało w uszach po wybuchu. Wstałem szybko.
- Łasica?- zapytałem sprawdzając, czy nóż pod bluzą się nie przesunął. Był.
- Nie jesteś taki głupi, na jakiego wyglądasz- odpowiedział. Miał twardy, pewny siebie i stanowczy głos.
- Siedziałeś wczoraj koło mnie w autobusie i podrzuciłeś nieśmiertelnik.- puściłem jego komentarz mimo uszu. Trochę mi przeszło i mogłem skupić się na jego wyglądzie. Cóż. Dużo się nie pomyliłem.
Buka.
Fioletowe, proste włosy, niebieskie oczy, chudy. I wysoki...za bardzo. O jakieś 20 centymetrów wyższy ode mnie.
- Ta. Gdzie go masz?- prawie warknął i skinął na moją głowę, a dokładniej szyję. Dopiero teraz zauważyłem, że on też ma łańcuszek.
- To jakiś żart prawda?- zmarszczyłem brwi.
Łasica prychnął.
- Nie- odpowiedział- Zostałeś oficjalnie zwerbowany do gangu.
Zaśmiałem się.
- No faktycznie. Dwuosobowy gang to na prawdę coś. Jak masz na imię?
- Filip- mruknął. Zauważyłem, że ktoś wychodzi zza kamieni niedaleko. Spojrzałem w tamtą stronę. W naszą stronę szedł szczupły, czarnowłosy chłopak. Zatrzymał się kawałek od Filipa i spojrzał na mnie. Ogarnąłem go spojrzeniem. Emo pedał... pasowało.
- A ty kto? Reszta gangu?-mruknąłem i zapaliłem trzeciego szluga. Wymienili spojrzenia między sobą, a ja poczułem, że to jednak nie żart. Zmarszczyłem brwi i zaciągnąłem się mocniej, by dym wypełnił moje płuca. Spojrzałem na Łasicę.
- O co tu właściwie chodzi?
- Już ci mówiłem. Razem będziemy napadać na inne gangi i zdobywać ich bazy. Ty i Dawid- skinął na emo pedała.- macie być mi posłuszni i zdobywać nowych członków do gangu. Inaczej was ukaże odpowiednio. Zrozumiałeś krasnalu?
Zmarszczyłem brwi.
- Nie przeginaj- warknąłem i odpiąłem zabezpieczenie od noża. Spojrzałem na Dawida.- Ciebie też w to wciągnął?
Chłopak spojrzał na mnie trochę jakby półprzytomnie.
- Nie. My...znaliśmy się wcześniej.- odpowiedział po chwili cicho.
Westchnąłem i oparłem się o drzewo.
- Coś jeszcze?- zapaliłem.
- Jutro o tej samej porze tutaj. Przyprowadź kogoś.- powiedział i już chciał się odwrócić, by odejść gdy coś sobie przypomniałem.
- Ten wybuch to twoja robota?- zapytałem patrząc jak kilku mężczyzn z okolicznych domów stara się ugasić pożar. Uśmiechnąłem się półgębkiem. Filip skinął potwierdzająco głową.- Wejście smoka- uśmiechnąłem się do niego delikatnie. Chłopak coś burknął pod nosem i ruszył z Dawidem przed siebie. Poderwałem się odpychając od drzewa stopą i poszedłem do domu.
Dziwne to wszystko. Wyjąłem z kieszeni nieśmiertelnik i przyjrzałem mu się. Wzruszyłem ramionami i założyłem go. Spróbować nie zaszkodzi. Mam kogoś jutro przyprowadzić, mówił. I co mu powiem?
No hej stary jutro idę na spotkanie z człowiekiem, którego widziałem pierwszy raz na oczy i będziemy rozpierdalać Warszawę.
Prychnąłem.
Jasne.
Czemu ja zawsze przyciągam do siebie tych najgorszych?
Wyjąłem telefon i zacząłem szukać kogoś w kontaktach.
Długo szukać nie musiałem.
Natan -,-
Uśmiechnąłem się szeroko i napisałem do niego.
Masz czas jutro?
Po dłuższej chwili dostałem odpowiedź.
Randka?
Prychnąłem.
Nie pajacu. Jakiś świr chce założyć gang i mnie w to wciągnął .-. Nie ważne. Jest okazja, by się zabawić. Co ty na to?
Jak na lato c:
I git. 15:30 przy galerii Kordegarda.
Ta...
Zapowiada się ciekawy dzień. Przetestujemy jego cierpliwość.
~
Było jeszcze wcześnie jak wróciłem do domu. Zrobiłem sobie jajecznice z serem, a z braku jakiegokolwiek innego mięsa wziąłem parówki i usiadłem z komputerem w salonie. Włączyłem facebooka i wpisałem w wyszukiwarkę
Filip.
Za dużo..
Łasica.
Nadal za dużo.
Filip Łasica...
Nie miałem wyboru. Zacząłem go szukać. Po pół godziny szukania, jajecznicy i puszce coli znalazłem.
Photoshop.
Uśmiechnąłem się delikatnie i zacząłem szukać w jego znajomych Dawida. To zajęło mi o wiele krócej.
Przejrzałem ich profile. Mała aktywność, kilka głupich wpisów znajomych. Żadnych szczegółów, które mogły mi się przydać.
Odłożyłem laptop i włączyłem tv. To też mi się szybko znudziło. Poszedłem się umyć i wróciłem do łóżka.
Książka.
Dawno nie czytałem.
Posiedziałem tak do późna, aż nie przysnąłem przy przewracaniu stron.
~
Z dedykacją dla Yume, która ma niedosyt <3
Mam nadzieję, że wszystko wyszło dobrze...
Poranna rutyna i po 15 minutach nastawiałem już wodę na kawę z fajką w ustach. Nagle coś przykuło moją uwagę. Metalowy wisiorek... Nieśmiertelnik. Uśmiechnąłem się delikatnie i zalałem kubek z kawą. Zerknąłem na zegar.
9:12
Mam czas.
Usiadłem na blacie i włączyłem radio nie odrywając wzroku od nieśmiertelnika i karteczki. Jeszcze raz analizowałem wczorajsze wydarzenia. Gdzie kładłem i komu dawałem torbę. Nic... jedyną możliwością był Buka z autobusu. Zastanawiałem się, czy gdzieś już wcześniej nie słyszałem tego przezwiska. '
Nie.
Zero.
Może po prostu się wygłupia. Jakiś żart, albo zakład.
Przy mnie wszystko jest możliwe, a znając moje szczęście okaże się jakimś popierdolonym psychopatą, zboczeńcem i gwałcicielem w jednym ( ekhem...Becia pozdrawiam.. xD-dop. aut.). No cóż... Przeżyję.
Dopiłem kawę i poszedłem do sypialni. Z szuflady wyjąłem nóż, który schowałem w specjalnym pokrowcu doczepianym na nadgarstku i pistolet, który schowałem za paskiem spodni. Zagarnąłem ze sobą nieśmiertelnik i karteczkę i wyszedłem na miasto. Poszlajałem się trochę sam, aż natknąłem się na starego znajomego.
Tiko
Pracował.
Przywitaliśmy się i poszliśmy w mniej zatłoczoną alejkę.
- Szymek masz czas?- zapytał od razu.
- Do 15:40. Co mam zanieść i gdzie?- uśmiechnąłem się zadziornie od razu domyślając o co chodzi. Oparłem się o murek.
- Sprzeczna na Starej Pradze- wysunął w moją stronę saszetkę z białym proszkiem. Nie obchodziło mnie, co to dokładnie było. Szybko schowałem ją do torby.- I pod klub 70 na Emili Plater koło pałacu Kultury- tym razem schowałem saszetkę z tabletkami ecstasy. Uśmiechnąłem się i wyszliśmy razem na ulicę, z której zniknęliśmy przed chwilą.
Ruszyłem w swoją stronę. Tramwaj.
Najpierw na Pragę. Dałem co miałem dać, odebrałem co moje i pojechałem do klubu nocnego.
Siedzę w dilerce odkąd mój przyjaciel Jake wyjechał za granicę. Miałem wtedy około 14 lat. Zaczęło się od sprzedawania w szkole dla zarobienia trochę na własne zachcianki. W sierocińcu dzieciakom się nie przelewa. Potem przeniosłem się na ulicę i dalej popłynęło samo. Po osiemnastce zarobiłem na mieszkanie i utrzymywałem się ze sprzedaży. Najlepsze, że nawet nie ciągnęło mnie do spróbowania prochów. Jedyne co, to zdarzyło się 2 razy zapalić marihuanę. Nie dla mnie.
Widziałem wystarczająco, by wiedzieć, jak można się przez to gówno stoczyć. Drgawki i głód po dwóch godzinach od ostatniej działki? Brak miejsca na wkłucie?
Obrzydliwość.
Teraz zdarza się jedynie, że sprzedam coś od czasu do czasu. Mam pracę w studio tatuażu z kumplem. Sam jestem wydziarany na ramionach i klatce piersiowej.
Pod klubem musiałem chwilę poczekać. Na spotkanie wyszedł mi młody chłopak. Nie będę go pouczał.
Dałem mu tabletki.
Dał mi kasę.
Nie znamy się.
Spojrzałem na zegarek.
15:00
Zaliczyłem jeszcze obiad w Burger King'u i pojechałem na kamieniołomy.
Byłem na miejscu przed czasem. Usiadłem pod drzewem i zapaliłem. Co chwilę zerkałem na zegarek zastanawiając się, czy to był tylko żart i dałem się wrobić jak gówniarz.
15:59
Westchnąłem i zapaliłem kolejnego szluga.
W tym momencie ogłuszył mnie wybuch po mojej lewej stronie. Instynktownie odwróciłem się w tamtą stronę i odsunąłem zaskoczony od drzewa. Niedaleko było widać palący się już fragment pola. Ktoś wysadził pustą przestrzeń? Bez sensu...
Nie zdążyłem więcej pomyśleć, bo przede mną pojawiła się wysoka postać. Trochę mi jeszcze szumiało w uszach po wybuchu. Wstałem szybko.
- Łasica?- zapytałem sprawdzając, czy nóż pod bluzą się nie przesunął. Był.
- Nie jesteś taki głupi, na jakiego wyglądasz- odpowiedział. Miał twardy, pewny siebie i stanowczy głos.
- Siedziałeś wczoraj koło mnie w autobusie i podrzuciłeś nieśmiertelnik.- puściłem jego komentarz mimo uszu. Trochę mi przeszło i mogłem skupić się na jego wyglądzie. Cóż. Dużo się nie pomyliłem.
Buka.
- Ta. Gdzie go masz?- prawie warknął i skinął na moją głowę, a dokładniej szyję. Dopiero teraz zauważyłem, że on też ma łańcuszek.
- To jakiś żart prawda?- zmarszczyłem brwi.
Łasica prychnął.
- Nie- odpowiedział- Zostałeś oficjalnie zwerbowany do gangu.
Zaśmiałem się.
- No faktycznie. Dwuosobowy gang to na prawdę coś. Jak masz na imię?
- Filip- mruknął. Zauważyłem, że ktoś wychodzi zza kamieni niedaleko. Spojrzałem w tamtą stronę. W naszą stronę szedł szczupły, czarnowłosy chłopak. Zatrzymał się kawałek od Filipa i spojrzał na mnie. Ogarnąłem go spojrzeniem. Emo pedał... pasowało.
- A ty kto? Reszta gangu?-mruknąłem i zapaliłem trzeciego szluga. Wymienili spojrzenia między sobą, a ja poczułem, że to jednak nie żart. Zmarszczyłem brwi i zaciągnąłem się mocniej, by dym wypełnił moje płuca. Spojrzałem na Łasicę.
- O co tu właściwie chodzi?
- Już ci mówiłem. Razem będziemy napadać na inne gangi i zdobywać ich bazy. Ty i Dawid- skinął na emo pedała.- macie być mi posłuszni i zdobywać nowych członków do gangu. Inaczej was ukaże odpowiednio. Zrozumiałeś krasnalu?
Zmarszczyłem brwi.
- Nie przeginaj- warknąłem i odpiąłem zabezpieczenie od noża. Spojrzałem na Dawida.- Ciebie też w to wciągnął?
Chłopak spojrzał na mnie trochę jakby półprzytomnie.
- Nie. My...znaliśmy się wcześniej.- odpowiedział po chwili cicho.
Westchnąłem i oparłem się o drzewo.
- Coś jeszcze?- zapaliłem.
- Jutro o tej samej porze tutaj. Przyprowadź kogoś.- powiedział i już chciał się odwrócić, by odejść gdy coś sobie przypomniałem.
- Ten wybuch to twoja robota?- zapytałem patrząc jak kilku mężczyzn z okolicznych domów stara się ugasić pożar. Uśmiechnąłem się półgębkiem. Filip skinął potwierdzająco głową.- Wejście smoka- uśmiechnąłem się do niego delikatnie. Chłopak coś burknął pod nosem i ruszył z Dawidem przed siebie. Poderwałem się odpychając od drzewa stopą i poszedłem do domu.
Dziwne to wszystko. Wyjąłem z kieszeni nieśmiertelnik i przyjrzałem mu się. Wzruszyłem ramionami i założyłem go. Spróbować nie zaszkodzi. Mam kogoś jutro przyprowadzić, mówił. I co mu powiem?
No hej stary jutro idę na spotkanie z człowiekiem, którego widziałem pierwszy raz na oczy i będziemy rozpierdalać Warszawę.
Prychnąłem.
Jasne.
Czemu ja zawsze przyciągam do siebie tych najgorszych?
Wyjąłem telefon i zacząłem szukać kogoś w kontaktach.
Długo szukać nie musiałem.
Natan -,-
Uśmiechnąłem się szeroko i napisałem do niego.
Masz czas jutro?
Po dłuższej chwili dostałem odpowiedź.
Randka?
Prychnąłem.
Nie pajacu. Jakiś świr chce założyć gang i mnie w to wciągnął .-. Nie ważne. Jest okazja, by się zabawić. Co ty na to?
Jak na lato c:
I git. 15:30 przy galerii Kordegarda.
Ta...
Zapowiada się ciekawy dzień. Przetestujemy jego cierpliwość.
~
Było jeszcze wcześnie jak wróciłem do domu. Zrobiłem sobie jajecznice z serem, a z braku jakiegokolwiek innego mięsa wziąłem parówki i usiadłem z komputerem w salonie. Włączyłem facebooka i wpisałem w wyszukiwarkę
Filip.
Za dużo..
Łasica.
Nadal za dużo.
Filip Łasica...
Nie miałem wyboru. Zacząłem go szukać. Po pół godziny szukania, jajecznicy i puszce coli znalazłem.
Photoshop.
Uśmiechnąłem się delikatnie i zacząłem szukać w jego znajomych Dawida. To zajęło mi o wiele krócej.
Przejrzałem ich profile. Mała aktywność, kilka głupich wpisów znajomych. Żadnych szczegółów, które mogły mi się przydać.
Odłożyłem laptop i włączyłem tv. To też mi się szybko znudziło. Poszedłem się umyć i wróciłem do łóżka.
Książka.
Dawno nie czytałem.
Posiedziałem tak do późna, aż nie przysnąłem przy przewracaniu stron.
~
Z dedykacją dla Yume, która ma niedosyt <3
Mam nadzieję, że wszystko wyszło dobrze...
Rozdział 1
Obudził mnie dzwoniący telefon. Mruknąłem pod nosem jakieś przekleństwo i wymacałem ręką nie dające mi spokoju urządzenie. Nie patrząc kto dzwoni odebrałem.
-Tak?- mruknąłem zachrypniętym jeszcze od snu głosem z twarzą w poduszce.
- Szymon! Dzieciaku zbieramy się do Mc! <Mcdonald's>- usłyszałem po drugiej stronie głos znajomego. Skrzywiłem się na jego darcie mordy.
- Po pierwsze: nie drzyj japy platfusie. A co do Mc to daj mi 20 minut.- podniosłem się do siadu i przeciągnąłem mrucząc cicho. Wziąłem Marka na głośnomówiący i położyłem telefon na poduszkę.
- O. Widzę, że obudziłem- wyczułem w jego głosie rozbawienie.- Ubieraj się i czekamy przy Ostrobramskiej księżniczko- zaśmiał się i rozłączył zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć. Wywróciłem oczami i włączyłem na telefonie muzykę.
Tak...
Rano bez muzyki i kawy się nie obudzę.
Poszedłem do łazienki po drodze zagarniając ubrania i szczotkę do włosów. W 15 minut byłem gotowy. Stanąłem przed lustrem.
Ubrania oczywiście mam za duże, ale ciężko znaleźć coś na 167 cm wzrostu nie?
Cóż...przyzwyczaiłem się.
Ubrałem w przedpokoju buty, zagarnąłem swoją torbę i wyszedłem.
Złapałem autobus i w 7 minut byłem na miejscu. Dopiero teraz spojrzałem na zegarek w telefonie.
12:24
Aż tak długo spałem?
Westchnąłem i wszedłem do Mcdonald'a. Od razu znalazłem najgłośniejszy stolik idiotów. Poszedłem do kasy i zamówiłem chickenbox, kawę i colę. Napiłem się ciepłego napoju i poszedłem do chłopaków. Przy stoliku siedziało 5 chłopaków około 20 roku życia. Ja mam 22. Przywitali mnie głośno, a ja rozglądałem się za miejscem do siedzenia.
- Marek suń swoje grube dupsko, bo nie mam gdzie sadzić swojego- powiedziałem do chłopaka siedzącego na rogu. Towarzystwo wybuchło śmiechem.
- Szymon kurdupelku tobie spokojnie starczy tamto krzesełko- skinął głową na kącik dla dzieci, gdzie stało krzesełko do karmienia niemowląt.
Kolejna salwa śmiechu.
Zmarszczyłem brwi.
- O ile dobrze kojarzę, to ty tu najmłodszy jesteś. Nie po dobroci, to po złości pójdziemy- odstawiłem tacę z jedzeniem na stolik i szarpnąłem z całej siły Marka na ziemię szybko zajmując jego miejsce z szerokim uśmiechem. Chłopak spojrzał na mnie wściekły, a ja wybuchłem śmiechem.- No już się tak nie denerwuj piesku. Jedz- wepchnąłem mu nugetsa do ust. Brunet wzruszył ramionami i usiadł po turecku na podłodze z uśmiechem. Reszta patrzyła na nas roześmiana- No! To co tam u was?- zaśmiałem się i zacząłem pić kawę.
~~~
Tak minęło mi z grubsza 8 godzin? No teraz jest już w pół do dwudziestej pierwszej. Półtora godziny w Mc, reszta na szlajaniu się po stolicy. Wracałem powoli do domu, aż nie wyhaczyłem kątem oka przystanku autobusowego. Skierowałem się w tamtą stronę trochę przyspieszając, bo akurat podjechał autobus. Wsiadłem do środka nie kłopocząc się z biletem i usiadłem na końcu przy oknie. Założyłem słuchawki na uszy i położyłem swoją torbę obok. Westchnąłem i wpatrywałem się w zmieniające się widoki za oknem.
Nawet nie zauważyłem, że ktoś się do mnie po chwili dosiadł. Zlałem gościa, chociaż wzbudzał nieprzyjemne uczucie.
Nie pierwszy raz coś takiego czuję. Wiem co to znaczy.
Kłopoty.
Ale nawet jeśli to co? Bić się umiem, a to jest miejsce publiczne, więc strzelać nie będzie. Spojrzałem na jego odbicie w oknie. Widziałem tylko część profilu. Miał kaptur na głowie i fioletowe włosy. O wiele ode mnie wyższe gówno... Tyle mogę powiedzieć.
Zauważyłem swój przystanek. Wstałem, zabrałem torbę i wyszedłem z autobusu.
Dziwne.
Myślałem, że typ pójdzie za mną, a on dalej tam siedział. Odwróciłem się i spojrzałem na niego. Wymieniliśmy krótkie, przypadkowe spojrzenie, kiedy autobus odjeżdżał.
Aż mnie coś wzdrygło. Brr... Jego oczy...wręcz zionęły nienawiścią i chęcią mordu. Po chwili uśmiechnąłem się do siebie zadziornie. Lubię ryzyko. Szkoda, że nie zagadałem do niego. Ruszyłem do mieszkania.
~~~
Zdjąłem buty i od razu poszedłem do kuchni. Nastawiłem sobie wodę w czajniku elektrycznym. Usiadłem na blacie i zacząłem grzebać w torbie w poszukiwaniu ukochanych czerwonych Marlboro. Coś dziwnie zabrzęczało. Zaciekawiony wymacałem to razem z paczką szlugów i wyjąłem. Zapaliłem szybko patrząc na małą karteczkę złożoną w kwadracik leżącą na moim udzie.
Pierwsza myśl:
Prochy.
Ale...brzęczące?
Nie... Co ja pierdole.
Wziąłem karteczkę w palce i rozpakowałem. Ze środka wypadł nieśmiertelnik. Złapałem go szybko w dłoń i przyjrzałem się grawerowi.
'Podążaj za Łasicą'
Co?
Coooo?
Coooooo kurwa?
Komuś się na żarty zebrało chyba. Spojrzałem na karteczkę. Na wewnętrznej stronie było napisane
'Jutro o 16:00. Kamieniołomy.
Żadnych psów.
~Łasica'
Zaśmiałem się. No nieźle. To ma być groźba? A co mi... Pójdę. Odłożyłem prezencik na blat i nie wstając zrobiłem sobie herbaty. Myślałem, kiedy i kto mógł mi to podrzucić. Przypomniałem sobie gówno z autobusu. Uśmiechnąłem się szerzej.
- Zapowiada się ciekawa zabawa- zaśmiałem się i zeskoczyłem z blatu gasząc peta w zlewie i napiłem się herbaty. Wziąłem snicersa po drodze do łazienki.
Umyłem się, ubrałem bokserki i do łóżka. Ogarnąłem na zalukaj'u jakiś film marnując sobie resztkę dnia.
Subskrybuj:
Posty (Atom)








