Rozdział 8

Rozbudzałem się powoli, a już czułem jak moje mięśnie wołają o pomoc i odmawiają mi wstania. Chciałem chociaż podnieść się do siadu, ale poczułem pod dłonią coś mokrego. Zdziwiony usiadłem i odkryłem kołdrę. Przez noc bandaż zdążył przesiąknąć krwią i ubrudzić prześcieradło. Teraz podpierałem dłoń na zimnej plamie krwi wielkości mojej głowy. Wygiąłem usta w grymasie zniesmaczony i spojrzałem na opatrunek.
Bywało gorzej.
Podparłem się o ścianę i wstałem już zniechęcony dzisiejszym dniem. Każdy krok sprawiał, że przez moją prawą nogę przechodziła fala bólu, jakby ktoś wbijał w nią tysiące małych igiełek jedna za drugą. To wszystko kumulowało się na ranie postrzałowej.
W łazience wziąłem sobie ciepłą kąpiel na rozluźnienie mięśni i zmieniłem opatrunek. Poszedłem się ubrać już w lepszym nastroju...
I kolejny problem, bo nie byłem w stanie ubrać żadnych innych spodni poza dresami. Narzuciłem na siebie jeszcze luźną bluzkę w drodze do kuchni myśląc tylko o dużej jajecznicy i kawie.
Nastawiłem czajnik i przygotowałem wszystko, co mi było potrzebne. Otworzyłem lodówkę z zamiarem wyciągnięcia jajek, ale to w końcu moje życie i akurat dzisiaj musiało ich zabraknąć.
Spojrzałem na zegarek.
7:14...
Zakląłem cicho i spojrzałem za okno kuchenne, które swoją drogą już dawno powinienem był umyć wzdychając cierpienniczo.
Mam dość.
Wróciłem do sypialni, wymieniłem pościel na świeżą i z powrotem położyłem się spać.

Drugą pobudkę miałem dopiero po 12:00.
Tym razem odpuściłem sobie śniadanie. Kawa i Marlboro mi starczyły.
Schowałem pistolet za spodnie i nóż do torby po czym wyszedłem coś zarobić.
Przydałoby się zrobić jakieś zakupy.

Byłem dzisiaj trochę spowolniony, a na mieście znowu dostałem silnego bólu w nodze. Zebrałem jakieś krocie, ale na zakupy starczyło.

Rzuciłem reklamówki na blat kuchenny i spojrzałem na zegarek.
14:00
Do zbiórki miałem jeszcze trochę czasu, więc postanowiłem zrobić sobie krótki spacer w poszukiwaniu ofert zatrudnienia. Zebrałem wszystko, co uznałem za potrzebne i wyszedłem. 

Rozglądałem się po witrynach sklepowych machając przy tym głową jakbym był poważnie chory umysłowo, a za każdym razem gdy wchodziłem zapytać się o prace odprawiali mnie z kwitkiem. Tłumaczyli, że nie potrzebny im na to stanowisko wytatuowany chłopczyk. Mocno wkurwiony kierowałem się już w stronę kamieniołomów, by chodź raz się nie spóźnić, aż mało co nie wpadłem na śmietnik. Kopnąłem go z całej siły zatrzymując na moment. Zauważyłem już dzisiaj po raz setny kartkę z napisem 'Zatrudnię'. Pewnie olałbym tą informacje, gdyby nie ciąg dalszy tekstu. Zaciekawiony zacząłem czytać.
'Zatrudnię barmana lub tancerza na pracę w godzinach nocnych'
Uśmiechnąłem się półgębkiem.
Może tu się nie przyczepią.
Na tancerza się nie nadaję, ale na barmana już owszem. Wszedłem do środka nastawiony na przyjęcie mnie tu.
Przeszedłem przed krótki korytarz i znalazłem się u wejścia wielkiej sali klubowej. Bar znajdował się od razu przy wejściu po lewej, a całą prawą ścianę zajmowały oddzielone parawanami boksy, w których znajdowały się szklane stoliki i kanapy. Na przeciwko mnie mniej więcej w 2/3 długości sali stała scena, a na niej trzy rury do striptizu. Gdy to zobaczyłem trochę mnie zamurowało. Dopiero po chwili uśmiechnąłem się zadziornie.
Chce być tylko barmanem. Ale dodatkowymi pokazami w czasie pracy nie pogardzę.
- Halo?- powiedziałem dość donośnie.
Nikogo nie było na sali, ale w klubie ktoś musiał.
Po chwili zza lady wyszedł młody chłopak ubrany w biały podkoszulek opinający się delikatnie na jego dobrze zbudowanym torsie i lniane spodnie do kolan. Cholernie seksowny.
- Otwieramy o 20:00- odpowiedział przyglądając mi się.
- Ja w sprawie ogłoszenia... Na stanowisko barmana- sprostowałem szybko.
- Myślisz, że jesteś wystarczająco dobry?- chłopak posłał w moją stronę zadziorny uśmiech.
Prychnąłem rozbawiony jego zachowaniem
- A nie wyglądam?- odpowiedziałem mu tym samym.
W odpowiedzi otrzymałem skinienie głową.
- Przyjdź po otwarciu. Decyzja należy do szefa, a go akurat nie ma. Ale jak na mój gust... przyjmie cię- odwrócił się zgrabnie uśmiechając zawadiacko. Jego dłoń przejechała po całej długości lady, aż nie spoczęła przy ciele, które teraz poruszając niczym kot oddalało w stronę sceny.
Jeszcze chwilę patrzyłem, jak wskakuje na scenę i zaczyna się rozciągać. Gdyby nie telefon pewnie zostałbym dłużej.
 Z ciężkim sercem wyszedłem z klubu. 
- Oby to było coś ważnego- uprzedziłem na dzień dobry.
- Stary w piątek idziemy do Panoramy uczcić urodziny Grześka. Dostaniesz zaproszenie sms'em jeżeli jesteś chętny- dobiegł mnie radosny głos Sebastiana znanego jako Igła.
Potarłem czoło dwoma palcami starając się przypomnieć sobie cokolwiek.
Nie.
Nie kojarzyłem faceta.
- Jakiego Grzesia?
Westchnięcie- Tego co był u mnie miesiąc temu na domówce. Kilka razy się spotkaliście.
Chwilę zajęło mi przypomnienie sobie zdarzeń sprzed miesiąca. No faktycznie.
- Kiedy mniej więcej?.- odpowiedziałem w końcu.
- Piątek 19:40.
Chwilę zastanawiałem się, czy będę miał wolny czas...
 Cholera. Jeżeli dostanę tą pracę to odpada. 
- Zobaczę. Nara- rozłączyłem się zanim Seba zaprzeczył. 
Przy okazji sprawdziłem godzinę.
15:48...

Jasne. Kolejne spóźnienie.

Jeszcze nawet nie wdrapałem się po schodach, a już dobiegły mnie wrzaski Alexa i śmiech Natana. Zatrzymałem się i zapaliłem tak na rezerwę. 
- To, że jestem najmłodszy nie znaczy, że jestem kurwa malutki!
Wszedłem akurat na piętro. O dziwo to nie Natan był powodem wybuchu Alexa, a Dawid. Natan wyhaczył mnie wzrokiem i uśmiechnął szeroko. 
- Szynka jest kurduplem, spokojnie- zakrył usta dłonią nieudolnie starając się ukryć swoje rozbawienie. 
Zmierzyłem go morderczym wzrokiem i machnąłem tylko ręką siadając na ziemi tam gdzie zawsze. Wyjąłem nóż i skubałem coś w posadzce. 
Dopiero teraz miałem czas na spokojne przemyślenie tej całej sytuacji. Zgłosiłem się do klubu ze striptizem. W dodatku męskim. 
Facet wijący się na rurze w moich oczach wygląda dziwnie... 
Ale jeżeli mam tylko podawać drinki i zbierać zamówienia to jakoś to przetrawię. 
Ciekawe tylko ile płacą...
Przy okazji uświadomiono mnie, że nie pozbędę się tego przeklętego przezwiska.
- Dawid jeszcze raz mnie tak nazwiesz to ci zafunduje lot na księżyc z ekskluzywnym lądowaniem na mordzie!- Smerf już nie mogąc hamować śmiechu kucnął i zaczął się głośno śmiać. Ja też mimo kiepskiego humoru zaśmiałem się spoglądając na tą dwójkę. 
- Natan!- czerwonowłosy warknął, a chłopak od razu się uspokoił. 
- E... Malutki oznaczało wielkość problemu, a nie wzrost- Dawid mówił spokojnie. Jakimś cudem wydawał się opanowany i jedyny normalny w tej bardzie idiotów. 
Alex słysząc to spuścił głowę, a jego policzki przybrały kolor jego włosów.
Zaśmiałem się gasząc fajkę. 

Dopiero teraz zauważyłem, że nie było Filipa. 
Jasne... 
Siedzi pewnie teraz w domu i popija piwo na kanapie. 
Prychnąłem. 
Wielki mi poszkodowany. 
Natan i Alex rozmawiali między sobą już spokojnie, ale nie słyszałem o czym mówili. Po chwili dzieciak znów zwrócił się do Dawida
 - Nie dziw się Dawid... Na ciebie raczej zawsze będę zły, więc musisz się przyzwyczaić.
- Wiem. Wyczuwam tę wrogą aurę bez problemu. 
Alex mruknął coś pod nosem, ale byłem za daleko by usłyszeć co. 
- Spokojnie, bo cie znowu głowa rozboli- niebieskowołosy potargał chłopakowi włosy z ciepłym uśmiechem, jakiego chyba nigdy wcześniej nie widziałem na jego twarzy. 
W pewnym momencie zauważyłem, że Natan poświęca dużo czasu młodemu, opiekował się nim i dbał.
Oryginalna parka by z nich była. 

- Uważaj na słowa- odwarknął mu Dawid mrużąc oczy. 
Prychnięcie- Już umieram, ze strachu. 
- To umieraj dalej. 
Chwila ciszy i nagle koło Dawida rozbrzmiał głośny huk. Chłopak uskoczył kilka kroków, jak wszyscy oprócz Alexa, który stał niewzruszony.
Domyśliłem się, że to był jakiś rodzaj bomby. 
- Czyżbyś coś zgubił?- emos znowu zaczynał. 
- Nie. Specjalnie to tam leżało- odpowiedział mu Alex z satysfakcją wymalowaną na twarzy. 
Natan starał się go jeszcze uspokoić. 
- Czyli to rodzaj groźby. Groźba może zagrażać życiu. Czyli nic się nie stanie, jeżeli to tobie się coś stanie. 
- Jesteś taki przerażający- usłyszałem kpiąc śmiech Alexa. 
- Ależ nie. Jestem strachliwy, bo jakiś gówniarz mi grozi- odgryzł się. 
Zauważyłem, jak Alex wyciąga kolejne petardy z kieszeni i nim zdążył je wyrzuć zerwałem się o odciągnąłem Dawida na bezpieczny dystans trzymając go od tyłu. Spojrzał na mnie przez ramię i uśmiechnął się z wdzięcznością. Odwzajemniłem i stanąłem kawałek obok niego. 
Że też ci nie szkoda tych petard. Jakbyś miał trochę rozumu to byś zatrzymał je na wrogów.- warknął na Czerwonego Kapturka wyraźnie już wkurzony. 
Nie chciałem się wtrącać, ale to już przekraczało granicę. 
- Alex do cholery przesadzasz wiesz? Dobra nie lub go sobie ale teraz jesteśmy w jednym gangu, więc się trochę opanuj- patrzyłem na Alexa stanowczo.
- Widzisz? Ktoś uważa tak samo jak ja. Opanuj się.
Niebieskowłosy podrapał się po karku zakłopotany. 
- Ej dobra, dobra. Alex weź w kaczki postrzelaj czy coś. 
- Zrobię wam przysługę- warknął i zabierając swoją torbę na odchodnym zszedł po schodach. Natan od razu za nim poleciał i zaczął szarpać na dole. 
- Ej no! Nie o to mi chodziło!- uniosłem dłonie w geście rezygnacji i już odwracałem się na pięcie by wrócić na swoje stałe miejsce, aż nie usłyszałem, że Dawid też idzie. 
Wyprułem za chłopakiem i złapałem go za przed ramię dwoma rękoma zapierając się uparcie stopami. 
- Zostajecie- oznajmiłem. 
Chłopak spojrzał na mnie zirytowany.
- Puść łaskawie, proszę. 
Jego ton głosy wyrażał szczerą chęć przywalenia mi. 
Właściwie sam nie wiedziałem, czemu tak bardzo zależy mi by Dawid dostał. 
Nie martwiłem się tym teraz. 
Po prostu robiłem wszystko by go tu zatrzymać. 
Poluzowałem lekko uścisk, by nie zostawić mu siniaków. Pewnie i tak miał ich sporo pod ubraniami. 
- No, ale zostań. 
Kawałek dalej Natan szarpał się z Alexem. 
Spuścił wzrok- nie chcę, bo się pozabijamy. 
Westchnąłem i spojrzałem na Natana.- Nie pozabijamy.- powiedzieliśmy w tym samym momencie, co wydało mi się trochę przerażające. 
- No nie wcale. Te petardy to tak dla nastroju- Dawid z powrotem pochłonął moją uwagę. 
Jego za długa grzywka zasłaniała mu oczy, co skutecznie uniemożliwiało mi odczytanie jego uczuć. 
- Teoretycznie nic się nie stało...- nadal chciałem go przekonać, podczas gdy Natan rozbrajał Alexa ze wszelkiego sprzętu pirotechnicznego i broni. 

Koniec końców wszyscy siedzieliśmy pod bazą w grobowej ciszy. W końcu Natan postanowił się odezwać. 
Dzięki Bogu, bo jeszcze chwilę a sam cofnąłbym się do domu mimo dyskomfortu w bolącej nodze. Podczas tej całej szarpaniny i spaceru znowu dała o sobie znać, więc wolałem na razie siedzieć, aż nie przejdzie. 
- Dawid słyszałem, że masz zastąpić Łasicę na jakiś czas. 
- Nie będę go zastępował, bo się na tym nie znam- odpowiedział obojętnie ze wzruszeniem ramion. 
- He? A co z nim?- spojrzałem na chłopaka. 
- Bo go noga boli. I twierdzi, że jest niezdolny do walki w takim stanie.
Prychnąłem i spojrzałem na miejsce, gdzie zostałem postrzelony.
- Ciota.- warknąłem pod nosem odpalając szluga. 
- Pozwól nam coś wysadzić i tyle- usłyszałem wesoły głos Natana, na co emosek wzruszył ramionami. 
-Ja bym mu na to nie pozwalał, bo mu coś odbije zara- mruknąłem i wskazałem skinieniem głowy na Alexa. 
Natan pogłaskał chłopaka, a ten go odtrącił.
- Szynka morda krasnalu- po raz kolejny zostałem uciszony przez Natana. Do tego to już przywykłem. 
- Mówię tylko jak by mogło być...
- Ja mam jego zabawki. Spokojna twoja rozczochrana- skinął na torbę kawałek dalej. 
- Natan on ma rację- dobiegł mnie ściszony głos Alexa. 
Uśmiechnąłem się szeroko- Widzisz? Cholera wie, co on jeszcze pochował albo zakopał- przyjrzałem się Alexowi dokładnie. 
- Żebym ja nie musiał kogoś zaraz zakopać.- podkreślił szóste słowo odwracając wzrok od wszystkich. 
Alex uśmiechnął się do mnie smutno.- Trafna uwaga.- zaczął ściągać kurtkę prezentując nam swój asortyment, który chował do tej pory.- Ale jednej już...
Ostatnie zdanie Alexa umknęło mojej uwadze, bo dostrzegłem zbliżającego się do nas Filipa. 
Oh. Jednak nas zaszczycił.
- O co znowu kłótnia?- przywitał się, ale wszyscy odwrócili wzrok na Alexa, który podwinął swoją koszulkę do góry. Jego brzuch opasało jakieś ustrojstwo z kilkoma kablami. 

Bomba. 
Zamarłem patrząc na urządzenie i odruchowo odsunąłem się kawałek w tył. 
- Noszę ją od trzech lat. Spowoduje wielką eksplozję, kiedy wyczuje u mnie brak pulsu.- opuścił szybko bluzkę i spojrzał z dołu na Filipa zadzierając głowę do góry- Filip o nic...
Chłopaki coś komentowali na temat tej bomby a ja dalej patrzyłem oniemiały na jego brzuch.
- Ja pierdole.... Ty prawie wczoraj zszedłeś z tego świata. A ja stałem obok ciebie!- wrzasnąłem wyrzucając spanikowany ręce w powietrze. 
Alex zaczął się ze mnie śmiać, a ja nie widziałem w tym nic zabawnego. 
No. Może moje zachowanie trochę. 
- To jednak dobrze, że jesteś Dawid....,bo przy tobie mi tętno skacze- śmiał się dalej czerwonowłosy. 
Ja lekko pobladłem i przesunąłem się w stronę Dawida, jakby to miało pomóc. Chociaż wiedziałem, że nic mi teraz nie grozi, o ile chłopak mówił prawdę. 
W końcu przez moment poczułem się jak ten roześmiany Szymek, którym byłem w otoczeniu przyjaciół, a nie jak Szynka... Ugh. Serio nienawidzę tego przezwiska. 
- Widzisz. Powinieneś mi dziękować- odpowiedział mu Dawid. 
- Nie pochlebiaj sobie. Mimo wszystko cię nie lubię- zaznaczył jeszcze ocierając z kącika oka łezkę rozbawienia. 
- Dobra Alex ubieraj tą bluzę, bo mi słabo...-dla pewności sprawdziłem czy moja zapalniczka jest w kieszeni. 
Dobra. 
- Mimo tych wszystkich kabli i tak jesteś słodki- wtrącił się Natan, który przestał na chwilę rozmawiać z Filipem. Nie wiem, czy to był szczery komplement, ale musiałem mu przyznać rację. Alex był uroczy. 
Chłopaki o czymś jeszcze rozmawiali a ja wyłączyłem się przypominając sobie o klubie. Jakoś ciężko będzie znaleźć cokolwiek lepszego. Zwłaszcza z moim wykształceniem do połowy technikum... Jedyne na co się nadawałem to dilerka i dawanie dupy. 
To drugie odpadało ze względu na mój aktualny stan fizyczny. Na domiar złego policja wzmożyła patrole i  wszyscy stali się ostrożniejsi. Nie dość, że ciężko dostać towar, to jeszcze ciężej go potem sprzedać. Przynajmniej mam szansę, że gdzieś mnie przyjmą. Nie będę wybrzydzał. Potem się pomyśli coś konkretniejszego. 
Z zamyślenia wyrwał mnie głośny huk, a sekundę potem krajobraz, na który patrzyłem przesłoniła wielka czerwona fala ognia. Przestraszyłem się, bo nie wiedziałem o co chodzi i już wyciągnąłem pistolet z torby. Rozejrzałem się po twarzach zebranych. Patrzyli ze spokojem na wybuch.
Brakowało Natana!
....
Dobra. 
W sekundę wszystko zrozumiałem, a Natan wrócił do nas jakby nigdy nic. Zamienił kilka zdań z Alexem i oparł się o ścianę niedaleko. 
Tak sobie myslę... Chyba nie potrzebne są was polecenia sami sobie wysadzacie co chcecie-Filip uśmiechnął się słodko i niewinnie co do niego w ogóle nie pasowało. 
Alex go przeprosił, Dawid coś mruknął pod nosem. 
W końcu nie miałem co się odzywać. Byłem grzeczny. 
- Ja pierdole Łasica ty jesteś liderem to nami kieruj - odezwał się Natan. 
-Robię to, jak widzisz nie jestem teraz w stanie co zrobić. Obmyśliłem sobie teraz ze róbcie jak na razie co robicie. To dobrze ze wysadzacie wszystko wokół. Gdy dojdę do siebie zaczniemy robić poważniejsze rzeczy niż wysadzanie budynków. Będziemy walczyć z Polskimi gangami, potem wyjedziemy z Polski i zaatakujemy kolejne zagraniczne gangi czy tez mafie.- mówił profesjonalnym, pewnym siebie głosem ani razu się nie wahając, czy zastanawiając nad odpowiednimi słowami. Jakby recytował wyuczoną na pamięć regułkę 
- Ty serio chcesz, byśmy rozpierdolili Wawę?
Kiedy poznało się ich z tej strony trzech na pięciu byłoby do tego zdolnych.
Jeden właściwie w pojedynkę, przy chociażby nieszczęśliwym wypadku na jezdni. 
-A cóż to? Jak chcecie możecie także szpital wysadzić haha! Ciekawe czy wam by się udało- Filip prychnął lekceważąco pod nosem. 
Wszyscy poza Dawidem spojrzeliśmy na niego zainteresowani propozycją. Widziałem jak na twarzy Natana maluje się diaboliczny uśmiech, a Alex odruchowo chciał złapać za torbę. 
- Wątpisz?- Natan spojrzał na Łasicę rozbawiony. 
- To mamy cel. Zaraz wracam.- Alex poderwał się z ziemi i pobiegł zapewne po bomby. 
Mi też ta opcja się spodobała, ale z moją nogą mogłem co najwyżej popatrzeć. 
Cóż.... może chociaż na chwilę się rozerwę.

Alex szybko wrócił. Przygotowali wszystko z Natanem i wyszli z bazy. 

Ja wyszedłem 15 minut potem razem z Filipem i Dawidem, którzy poszli do domu.

Gdy znalazłem się na terenie szpitala wszystko było w najlepszym porządku, jak każdego innego dnia. Nie pchałem się do środka. Zajrzałem przez duże okno przy wejściu szukając wzrokiem niebieskiej i czerwonej czupryny. 
Nic.
Spojrzałem na zegarek w telefonie oddalając się od szpitala. 
16:58. 
Zacząłem biec w stronę garaży jakieś 30 metrów dalej by schronić się przed eksplozją. Rana nie pozwalała mi na nic więcej niż trucht, a i wtedy niemiłosiernie bolała, jakby na nowo rozrywano mi mięśnie. Gdy w końcu dobiegłem oparłem się o bok ściany łapiąc zawzięcie powietrze. 
Spojrzałem na szpital. 
Nadal spokojnie. 
Nie pozostało nic tylko obserwować. 

Długo nie musiałem czekać. Po kilku minutach do szpitala wbiegła grupa policjantów. Kilku zostało na zewnątrz, by patrolować wejście. Przeleciałem szybko wzrokiem po oknach szukając oczojebnych włosów Natana i Alexa, ale nic nie wypatrzyłem poza sporym poruszeniem na izbie przyjęć. 
Albo są w piwnicy, albo po drugiej stronie budynku. 
Jeszcze chwilę sytuacja się nie zmieniała, aż szpital nie zatrząsł się dość mocno. 
Czyli to jest sygnał, by spieprzyć ta? 
Nagle okno, przez które zaglądałem chwilę temu zamieniło się w kupę szkła lądując na ziemi, a przez nie wyskoczył Alex. 
Uciekał. 
Wymieniliśmy przepełnione strachem i ekscytacją spojrzenia. 
- Zaraz będzie bum!- wydarł się zgrabnie wykonując uniki przed policjantami. Dwóch z nich zastrzelił zwalniając na moment. Ja w tym czasie odbiegłem jeszcze kilka metrów w tył chowając się za jednym z garaży. Wychyliłem się tylko, by obserwować całą akcję. 
Alexa już nie było. Natana w dalszym ciągu nie widziałem. 
Wziąłem głęboki oddech i zasłoniłem uszy dłońmi, by ochronić je przed hałasem. 
W tym samym momencie cały budynek wyleciał w powietrze z głośnym hukiem. Pode mną zatrzęsła się ziemia i ledwo utrzymałem się na nogach. Mimo starań hałas nieźle mnie ogłuszył  i na chwilę zrobiło mi się niedobrze. Przełknąłem ślinę starając się to zniwelować i spojrzałem na ruiny szpitala. Wszędzie zakrwawiony gruz.
Ładnie. 

Szybko rozejrzałem się za chłopakami spanikowany, bo zdałem sobie sprawę, że nie widziałem, by Natan wychodził z budynku. 
Odetchnąłem z ulgą widząc jak Alex się do mnie uśmiecha spod auta. Obok niego leżał zamroczony nieco Natan. 
Uśmiech Alexa jednak szybko zniknął. Zastąpiło go przerażenie i niedowierzanie. Patrzył w dal za mną. Nie musiałem się odwracać, by wiedzieć o co mu chodziło. 
Gliny. 
Mimo to obejrzałem się by upewnić, że mnie nie zauważyli. 
Miałem farta. 
Szybko wbiegłem w szczelinę między garażami a jakimś ogrodzeniem i oparłem się o betonową ścianę. Jeszcze nie do końca doszedłem do siebie po wybuchu, bo w uszach nadal mi trzeszczało, a w dodatku zrobiło mi się niedobrze i postrzelona noga całkiem odmówiła mi posłuszeństwa. Bolało jak cholera i nic nie mogłem teraz na to poradzić. Poczułem jak bandaż powoli zaczyna nasiąkać krwią. 
Oddech mi przyspieszył. 
Dzięki bogu adrenalina, która krążyła w moich żyłach niwelowała nieco ból, ale mało to dawało.
Musiałem się uspokoić. 
Nie mogli mnie usłyszeć. 
Wyciągnąłem i odbezpieczyłem broń. 
Nagle ktoś wpadł na mnie po mojej lewej stronie oddychając głęboko. 
Spiąłem się łapiąc tą osobę za głowę i szarpnąłem na odległość ramienia celując w jego głowę. 
Alex patrzył na mnie chwilę zszokowany, a gdy tylko dotarło do mnie, że to tylko on puściłem go z powrotem opierając się o ścianę. 
Zaraz będziemy musieli uciekać, a ja po kilku metrach będę mógł się najwyżej czołgać. 
- Sory-szepnąłem ledwo słyszalnie. 
- Stary ogarnij się. Gliny tu zaraz będą. Głęboki oddech. Powinno ci pomóc- też szeptał. Więcej mogłem odczytać z ruchu jego warg niż słuchu. 
Wziąłem kilka porządnych wdechów i skinąłem głową. 
Wolałem nie myśleć o tej nodze.
Razem  z Alexem niezauważeni pobiegliśmy do Natana. 
- Ja pierdole Szynka ja cię zapierdole przysięgam- warknął na mnie wkurwiony. 
- To potem- odpowiedziałem krótko i zaczęliśmy biec chowając się co chwilę w cieniach albo zaułkach. 
Na ulicy panowało zamieszanie. Przechodnie rozglądali się zdezorientowani, bo ich szpital nagle zapadł się pod ziemię, w tle było słychać wycie syren radiowozów, ambulansów i straży pożarnej. Wszyscy mieliśmy założone kaptury zlewając się z tłumem. 

Byliśmy już dobre 20 metrów od zgiełku, aż nagle drogę zajechał nam radiowóz. Zaśmiałem się na ich głupotę. 
Prędzej by pomogła grupa antyterrorystyczna. 
Sekundy ciągnęły się godzinami. 
Zszokowany wzrok Alexa, zdezorientowanie Natana i paniczne szukanie broni. 
Cholera. Zgubiłem. 
- Spieprzajcie! Mam bomby i jestem w pełni sprawny. Dam im radę!- krzyknął czerwonowłosy rzucając mi na wszelki wypadek małą bombę. 
Złapałem ją i jedyne co to rzuciłem chłopakowi przepraszające spojrzenie wciągając Natana w zaułek. 
Dwóch gliniarzy wysiadło z auta, a na horyzoncie pojawił się kolejny, większy radiowóz. 
Nie było innego wyjścia. 
Ja nie nadawałem się do walki. Poza tym jeżeli złapią Alexa łatwiej będzie go wydostać z pomocą Natana, niż gdybyśmy mieli i jego ratować. 
Chwilę szarpałem się z Natanem, który krzyczał, że nie zostawi tak Alexa. W końcu udało mi się go przekonać i zniknęliśmy w mroku wąskiej uliczki. Po przebiegnięciu kilkunastu metrów odbezpieczyłem i wyrzuciłem bombę bu spowolnić pościg za nami. 
Mocno utykałem i z każdą chwila zwalniałem aż nie mogłem nawet iść. Natan wziął mnie na barana biegnąc w stronę bazy. 
Wiedziałem, że Alexa złapią, jeżeli już nie złapali.
Zadzwoniłem do chłopaków.
---------------------------------


Życzę sukcesów w nowym roku szkolnym każdemu, a zwłaszcza tym, którzy idą do nowej szkoły. 
Powodzenia c:

Rozdział 7

- Stary wybacz... Sam wiesz, że gdybym nie musiał, nie robiłbym tego, ale przez twoją ostatnią awanturę straciliśmy kolejnego klienta. MOJEGO w dodatku...- tłumaczył się zakłopotany.
- Wiem wiem. Nie tłumacz się ciągle, rozumiem- spojrzałem na Igłę spokojnie i klepnąłem go w ramię.- Nie mam ci tego za złe. I nie martw się. Nadal masz u mnie darmowe próbki- zaśmiałem się pod nosem.
Igła uśmiechnął się do mnie z wdzięcznością.
- Dobra stary, bo mi się poryczysz. Się nie rozstajemy na zawsze. Do zoba- przybiliśmy i wyszedłem z zaplecza studia kierując się do wyjścia.
Ta... wyleciałem z wymarzonej pracy.
Wiedziałem, że kiedyś i tak odejdę. Nawet myślałem, czy samemu nie zrezygnować. Igła dużo przeze mnie tracił, a ja mimo to nadal robiłem kłopoty.
No cóż. One same się za mną włóczą.
O kasę przez jakiś czas martwić się nie muszę. Na koncie mam jeszcze wystarczająco na mieszkanie, prąd i wodę, a resztę zarobię na Pradze i w klubach jak będzie trzeba.
Od teraz miałem dla siebie całe dni.
Ta. Będę się marnował na kanapie przy kiepskich filmach i kubku kawy...
Przynajmniej dzisiaj mam do robić. Muszę zarobić trochę kasy i przygotuję się na walkę z gangiem. Jest jeszcze wczesna godzina. Mam dużo czasu.
Zaliczyłem budkę z fastfood'ami i złapałem tramwaj na Pragę.
~~~~
Do domu wróciłem po trzech godzinach około 12:00. Nie zarobiłem dużo, ale czego mogłem się spodziewać w południe w dzień roboczy? Nawinęło mi się kilku bezdomnych i ćpunów.
To tyle.
Schowałem kasę do szafy w sypialni wsuwając ją pod grube swetry zimowe, których nie noszę od kilku ładnych lat. Służą  mi tylko jako skrytka na pieniądze.
Odetchnąłem zatrzymując się na środku sypialni i przeczesałem włosy do tyłu z zamkniętymi oczami. Wypuściłem głośno powietrze i zamyśliłem na chwilę.
Zacząłem układać w głowie listę rzeczy potrzebnych.
Torba.
Noże przy rękawach, scyzoryki na kostkach.
Dwa pistolety za paskiem.
Kamizelka kuloodporna.

Znalazłem kiedyś na rynku torby wojskowe. Mają dużo kieszeni, co jest przydatne, w dodatku z tyłu są paski, za które często chowam nóż, gdy mam bluzkę na krótkim rękawku. Na zewnątrz wygląda jak kostka <plecaki>. ( Ta duma bo to moja c': - dop.aut. )
Tak. Ja do wszystkiego dopinam przypinki i przyszywki. Nawet przy spodniach mam kilka.





















Schowałem do środka potrzebne rzeczy, napiłem się na szybko energetyka i już byłem gotowy do wyjścia.
Była dopiero 13:00, ale chciałem się jeszcze przejść do centrum. Nie lubię spędzać czasu bezczynnie w domu.
Podjechałem pod centrum Warszawy tramwajem i zacząłem szlajać bez celu po uliczkach. Nic szczególnego nie przykuło mojej uwagi na dłużej. Kilku artystów ulicznych i tancerzy dostało ode mnie drobne z kieszeni, zahaczyłem przy okazji o Mc po czym zniknąłem między mniej uczęszczane uliczki, by odpocząć od ulicznego zgiełku. Trafiłem na jedną z biedniejszych części Wawy. Stare, sypiące tynkiem kamienice, skrzypiące okna na starych zawiasach, podwórka ograniczone do drzewa i zawieszonej na nim huśtawki z opony albo kawałka drewna. O wiele bardziej odpowiadał mi spokój tutaj, niż hałas i wieczna bieganina w centrum, czy ciągle unowocześniane części miasta. Usiadłem pod jedną z kamienic od strony podwórka i spędziłem tam jakiś czas popalając co chwilę ze słuchawkami w uszach.
Zerknąłem na zegarek w telefonie.
15:14
Odetchnąłem i z trudem poszedłem na najbliższy przystanek autobusowy. Dojechanie pod kamieniołomy trochę mi zajmie.
Jadąc na miejsce dotarło do mnie, że zaczynam wpadać w rutynę.
Nie cierpię tego.
Zanim zostałem wciągnięty w ten cały gang po pracy wychodziłem ze znajomymi do centrum albo na Pragę. Teraz wracam i mam dość jakiegokolwiek towarzystwa przez tych wiecznie kłócących się psycholi.
Jezu starzeję się.

Na miejsce przyszedłem oczywiście ostatni.
Dzisiaj wszyscy wyglądali już lepiej. Alex siedział dziwnie podekscytowany przeglądając coś w swojej torbie, a reszta o czymś rozmawiała... Nie wiem czy można to było nazwać kłótnią.
Ja cicho usiadłem sobie na parapecie i zapaliłem przyglądając się temu zaciekawiony.
- Panienki to tylko kilka małych ran.- odezwał się wyraźnie już zirytowany Filip.- Wszystko już przygotowałem.
- Panienki?- Natan spojrzał na niego z odrazą.- Weź się Łasicu lecz.
- Harem se zrobił- usłyszałem od strony Dawida.
Czerwony Kapturek rzucił swoją torbą o ziemię i wstał łapiąc się za głowę i zaczesując włosy do tyłu.
- Ja pierdole tak mało?!
- Biedne dziecko... Chcesz to ci dam i pójdziesz sobie kupić?- Natan spojrzał na chłopaka z ironicznym uśmiechem typowym dla niego na co dzień.
- Wykorzystacie swoje doświadczenie czyli podpalenia, i wysadzanie na miejscu walki.- Łasic zwrócił się do Alexa- mówię, że mam to ci dam kilka.

Ale, że co niby da?
Spojrzałem na porzuconą torbę Alexa. W cieniu zauważyłem zarys jakiejś bomby.
Wszystko jasne.
Kolejny piroman się nam rodzi.

Płomiennowłosy spojrzał wściekle na Natana.
- To wszystko twoja wina, więc się tak nie szczerz!- wziął głęboki oddech i cofnął się od niego kilka kroków.- Sporo zrobiłem sam, ale muszę to jakoś przeboleć.
- Co moja wina? To ty żeś rzucił się na bluzę.

Dobra. Za mało przebywam z nimi, bo nie mam pojęcia o czym pierdolą.
Może dzięki temu mi jeszcze nie odbiło?
Zapaliłem sobie spokojnie. Dopóki nikt się do mnie nie przyczepił siedziałem cicho.

- Znów się kłócicie!- wrzasnął Filip.
- Ja tam jestem grzeczny- odpowiedział dumnie Emos uśmiechając się z wypiętą piersią.
- Filip ty jedyne co to wydajesz rozkazy, więc nie marudź- odpowiedział mu Smerf
- Dziwisz się?!- Alex znowu zaczynał.- O mało byś go nie zabił!
- Robię bomby, uczę was, użeram się z wami. Czego jeszcze chcecie?- Filip przeleciał po nas wszystkich wzrokiem.
- Żebyś nie traktował nas jak stado psów- mruknąłem pod nosem.
- Gdybym nie używał pejcza to byście się sami pozabijali. Żałosne.- usłyszałem odpowiedź.

Niech się ciągnie...
Zapomniałem przynieść mu tą maskę... No trudno. Może na tej misji go oszpecą, albo coś.

- Filip to co robimy?
- Za godzinę na zachodniej granicy Warszawy niedaleko. Radzę się nie spóźnić- warknął patrząc na Alexa wrogo. Podszedł jeszcze do wszystkich i rozdał nam małe słuchawki bezprzewodowe.- Będziemy się przez to kontaktować.
Alex wychodząc pokazał Filipowi język i zniknął na schodach.
- Mam snajperkę, tylko musiałbym się się gdzieś skampić na wieżowcu, żeby mnie nie widzieli- usłyszałem obojętny głos Natana.
Dawid coś mruknął i też poszedł.
- Nie wiem gdzie znajdziesz wieżowiec w takiej dziurze- zostałem tyko ja Filip i Natan.
- To jakieś bloki są tam do chuja nie?
 Też się zwinąłem nie zauważony do domu. Nie musiałem się przygotowywać, ale naostrzyłem jeszcze noże, przygotowałem kilka dodatkowych magazynków i załatwiłem od kumpla 5 małych bombek na wszelki i swoich kilka dymnych.
Udałem się na miejsce.

Gdy przyszedłem na miejsce czekali już tam Dawid i Alex.
Ten drugi siedział na ziemi zdyszany. I na chuj się spieszył? Zgasiłem peta i przywitałem się kulturalnie siadając obok Alexa.
Ktoś zadzwonił do Dawida.
- Taaa?- odebrał.
- Jesteś niemożliwy- usłyszałem zanim z powrotem schował telefon.
Filip przyszedł spóźniony 10 minut.
- No a gdzie Natan?- zapytał.
Alex spojrzał na dach jednego z budynków z uśmiechem.
- Ślepy jesteś?
- Czuwa nad nami- zaśmiał się pod nosem Emo Dawid.

No proszę. On się umie śmiać.
Ładnie nawet.

- Takiej świecącej czupryny nie da się nie zauważyć- dzieciak był dzisiaj w humorze jak widać.
Spojrzałem na dach budynku. No właściwie miał rację. Trochę te włosy zlewały się z niebem, ale i tak Natan był dość widoczny jak na snajpera. Łasicu spojrzał w tą samą stronę i wrócił wzrokiem na nas. Zaśmiałem się cicho widząc jak mu brew drga.
- Dawid połącz mnie z  tym durniem albo ja go zaraz zastrzelę- wysyczał przez zęby.
Powstrzymałem śmiech.
Alex też zaczął się śmiać pod nosem. Spojrzeliśmy na siebie porozumiewawczo i zaśmialiśmy głośniej.
Filip nie wytrzymał i wyjął z kieszeni Dawida telefon. Zadzwonił biorąc głośnomówiący.
- Co jest pedałku?- usłyszeliśmy po drugiej stronie słuchawki i wybuchnęliśmy śmiechem.
- Po chuj tam wlazłeś?- wysyczał przez zęby nasz pedał.- Masz 5 sekund na zejście.
Usłyszeliśmy śmiech a sekundę potem nad głową Łasica przeleciała kula trafiając w piasek.
- Po to szmato.- rozłączył się.
Razem z Alexem nie mogliśmy przestać się śmiać i opieraliśmy o siebie nawzajem.
- Masz... Wpierdol....- wywarczał wkurwiony sukinkot.
- Masz problem!!- usłyszeliśmy rozbawiony głos Natana i nawet Dawid zaczął się niekontrolowanie śmiać.
- Na dół kurwa!- Filip darł się w stronę budynku, co wyglądało jeszcze bardziej komicznie niż jego mina.
- Ł... Łasica spokojnie- młody miał problemy z powiedzeniem czegokolwiek przez śmiech.
Łasica odebrał telefon znowu na głośnik.
- Po pierwsze nie jestem kurwa, a po drugie to nie drzyj ryja tylko spójrz przed siebie bo masz towarzystwo popierdoleńcu.
Nagle tuż koło Alexa przeleciała kula. Wyjął zapalniczkę i jakąś bombę by ją odpalić.
Od razu poderwałem się na równe nogi stojąc przodem do wrogiego gangu. Kilkunastu napakowanych, uzbrojonych po zęby łysych facetów stało kilka metrów od nas.
Wyjąłem od razu broń zza paska i odbezpieczyłem stając za drzewem.
- Tępy chuj i tyle- a Filip dalej wykłócał się z Natanem patrząc na wrogów.
- Tępy to ty jesteś.- usłyszeliśmy i chłopak się rozłączył, by zająć swoją robotą.
Chwilę potem było słychać świst trzech kul w powietrzu i trzech padło płasko na ziemię. Widziałem jak Alex chowa się za krzaki, by podejść bliżej. Odetchnąłem i usztywniłem dwóch kolejnych.
Jak tak dalej pójdzie skończymy w parę minut.
- Niedaleko stąd jest ich kryjówka. Najbardziej tam by się przydał pseudo snajper niż tu.- najwidoczniej Filip rozmawiał z Natanem przez słuchawki, bo teraz szef kitrał się za stertą kamieni ładując broń.
Co za debil.
 Nie naładował w domu
Koło mnie przeleciało kilka kul. Padłem szybko za krzaki. Kamizelka kamizelką, ale w głowę mogłem dostać. Zauważyłem jeszcze czerwoną czuprynę wybiegającą po drugiej stronie krzaków. Rozejrzałem się i zastrzeliłem kolejnego, który schował się kawałek dalej.
Uśmiechnąłem się do siebie z satysfakcją i spojrzałem na spluwę z uśmiechem.
- W końcu...- mruknąłem do siebie. Po upewnieniu się, że nie dostanę kulki w plecy wyjrzałem zza krzaków.
Alex bawił się w kotka i myszkę z gangiem podrzucając co chwilę bomby paralizujące, a Dawid go ubezpieczał. Nie widziałem już Łasicy.
Podbiegłem bliżej i strzelałem z odległości pomagając chłopakom i przy okazji zabijając posiłki, które co chwilę dobiegały.
Krzyczeli coś do siebie, ale nie mogłem usłyszeć co.
Nagle usłyszałem wybuch i skuliłem się by nie oberwać... kawałkiem stopy.
O kurwa.
Przełknąłem ślinę i spojrzałem w stronę centrum hałasu. Alex pojechał po ziemi na plecach kawałek od zakrwawionego pola. Wysadził kogoś. Ci, którzy stali najbliżej byli brudni od krwi. Młody z resztą też.
- O fuck... No nieźle- uśmiechnąłem się i zaśmiałem pod nosem odstrzeliwując kolejnych, którzy szli na czerwonowłosego.
Dawid się trochę cofnął i strzelał spokojnie kucając przy kamieniach.
Jeden z mężczyzn złapał Alexa przystawiając mu spluwę do głowy. Chciałem strzelić, ale oczywiście skończyły mi się kule.
- Natan!- usłyszałem przerażony głos Alexa i wyjąłem szybko zza paska drugą broń. Odbezpieczyłem i wycelowałem.
Facet leżał plackiem na ziemi, a z dziury na głowie sączyła się krew.
- Kryjcie!- usłyszałem głos Alexa i spojrzałem w tamtą stronę. Chłopak wbiegał do ich kryjówki.
Rozejrzałem się po miejscu walki i zauważyłem jednego z nożem, który próbował zajść od tyłu Natana. Strzeliłem szybko i spojrzałem na biegnącego Smerfa.
Wybiegłem zza krzaków. Zostało ich o wiele mniej, a wszyscy chowali się gdzieś w terenie, tak, że praktycznie nikogo nie widziałem lub nie mogłem trafić.
- Kiedy zastrzelimy większość i będzie w miarę czysty teren Dawid i Alex pójdą podłożyć bomby.- usłyszałem przez słuchawkę.
Natan biegał po bokach rozstrzeliwując obstawę, Dawid gdzieś zniknął, a ja wbiegłem do opuszczonego bloku, skąd wcześniej strzelał Natan. Wyjrzałem przeładowując magazynek.
Filip dostał w ramię. Zachwiał się i złapał za nie krzywiąc się.
Smerf spojrzał na niego zdziwiony, powiedział coś i wbiegł na dach bloku mijając mnie.
Nagle poczułem  mocny uścisk na swojej szyi i zimną lufę przystawianą do skroni. Jakaś cholera chciała mnie zastrzelić. Zanim cokolwiek zrobiła wbiłem mu nóż w gardło i odwróciłem na pięcie słysząc rozdzierający wrzask. Wypadłem z bezpiecznej kryjówki w bloku pakując w typka kulkę i chwilę później dostałem w nogę. Krzyknąłem i padłem na szczęście udało mi się za ścianą. Spojrzałem na ranę wkurwiony i zacisnąłem mocno powieki. Adrenalina płynąca w moich żyłach złagodziła ból i krwawienie, ale nie dałem już rady wyjść, by nie oberwać.
Chwilę potem wydarzenia potoczyły się w mgnieniu oka.
Zbiegający po schodach Natan wrzeszczał, bym spierdalał, dźwięk walącego się budynku i mocne szarpnięcie za ramię , które zerwało mnie na równe nogi, a osoba ciągnąca zmusiła do biegu.
Padłem na ziemię za jakimś blokiem patrząc zdyszany na Dawida. Niebieskowłosego nie było z nami.
- Postrzelili cię?- zapytał.
Oparłem głowę o zimny kamień bloku i oddychałem głęboko zaciskając powieki. Noga cholernie piekła i nie dawała mi teraz żyć.
- No jak widać- mruknąłem zerkając na ranę.
Przybiegł do nas Smerf z Alexem na rękach. Położył go obok mnie. Dzieciak był całkiem poturbowany i brudny od gruzu i kamienia.
- Ja go tam nie zostawię!- krzyknął desperacko i zerwał się do biegu, co mu raczej nie wyszło, bo skończył przerzucony przez ramię Natana.
- Ja pierdolę. Ja ciebie tam nie puszczę.- powiedział stanowczo.
- Może zaboleć- spojrzałem na Dawida, który przyłożył mi chusteczkę z wodą utlenioną do rany. Skrzywiłem się tylko.
- Jakby teraz nie bolało...- mruknąłem.
- Filip tam został?- zapytał przejęty Emo.
- Zostaw mnie!- darł się młody. Przypiął coś do Natana i spadł biegnąc w stronę jak się domyśliłem zawalonej bazy wrogiego gangu.
Wziąłem chusteczkę od Dawida i przytrzymałem przy ranie.
- Idź pomóż Alexowi- powiedziałem do Dawida.
Poleciał posłusznie znikając mi z oczu.
Natan dalej nie odpuszczał i darł się na Alexa trzymając go mocno, a ten panicznie wołał Filipa.
Matko... Jaka patologia.
Jakby się w nim... Otworzyłem szerzej oczy i zacisnąłem mocniej zakrwawioną już chusteczkę. Rozerwałem rękaw i podczas robienia sobie opaski uciskowej na udzie przeanalizowałem całe zachowanie Alexa względem Filipa...
On się w nim zakochał.
A przynajmniej zauroczył.
Odetchnąłem i wywróciłem oczami.
Narcyzowi w końcu udało się posadzić młodego obok mnie. Przytrzymałem chłopaka za ramię, by już nie uciekał.
- A rusz się, to ci drugą nogę uszkodzę, byś się ruszyć nie mógł.- zagroził mu i zaczął przemywać jego nogę spirytusem.
- Pomóc?- zapytałem patrząc na Natana.
- Nie trzeba.
- Jesteś totalnym kretynem!- warknął dzieciak i chwilę potem wgryzł się w rękaw bluzy, jak tylko Natan zaczął czyścić jego ranę. Zrobił mu szybki opatrunek ze swojej bluzki.
- I się kurwa nie ruszasz stąd i ty Szymon go pilnuj- pobiegł pomóc Dawidowi.
Skinąłem cicho głową.
Nastolatek skulił się i ułożył dłonie jak do modlitwy.
Wywróciłem oczami.
Jak dla mnie mogli Łasica tam zostawić, no ale pocieszyć można.
- Uratują go. Nie wierzysz w ich możliwości?- uśmiechnąłem się półgębkiem.
- Oby. Jeśli nie, to była moja wina. Moja bomba- wydukał ze skruchą.
Nagle wstrząsnęła nami eksplozja. Alex się skulił przerażony, właściwie bardziej zmartwiony...
Chłopaki dociągnęli nieprzytomnego Filipa do nas.
- A nie mówiłem?- uśmiechnąłem się do Alexa ciepło.
Chłopak od razu się do niego doczołgał.
- Szynek wszystko okej?- usłyszałem ze strony Dawida. Spojrzałem na niego zirytowany.
Natan wybuchł śmiechem, a Dawidowi chwilę zajęło zorientowanie się, że się przejęzyczył. Zaśmiał się cicho.
- Ta... wszystko okej- mruknąłem. Nie miałem ani siły ani ochoty na droczenie się.
W odpowiedzi dostałem słodki uśmiech i chłopak zajął się Filipem. Spojrzałem na spanikowanego Alexa.
- Alex spokojnie. Oni sobie radzą.- starałem się go uspokoić.
W tym samym momencie Filip dostał zimną wodą w twarz.
- Wstawaj bo ci bomby zajebali- mówił do niego Dawid.
- Kurwa!- Łasic usiadł wybudzony i zmrużył oczy.- Kurwa moje oczy- syknął. Ogarnął nas wszystkich wzrokiem.- Co się dzieje?! Wróg atakuje a wy co?!- wrzasnął.
- Ty weź koło i jebnij się w czoło ja cię proszę-odezwał się Natan, po czym spojrzał na Alexa- Wisisz mi koszulkę Alex.
- Cii.. Już po wszystkim- głos Dawida przybrał opiekuńczy ton.- Napij się wody- podał mu resztkę z butelki.
Zawadzki wypił wszystko i odetchnął z ulgą- Chyba skręciłem kostkę. Przez waszą nieuwagę mogłem zginąć jak reszta- a ten już narzekał.
Alex coś mruknął pod nosem i znowu przeglądał zawartość swojej torby.
- To Alex cię wysadził w powietrze- Dawid wskazał na malucha palcem.
- Ej nie żeby coś, ale jak nie ruszycie dupy to wszystko pójdzie się jebać bo policja znając życie zaraz tu będzie.
Wstałem podpierając się ściany. Za to Filip miał z tym wyraźne problemy.
- Gówniarz.- warknął pod nosem.
- Ja tylko...Skąd miałem wiedzieć?!- chłopak bronił się i podniósł ze swoją torbą.
- Ja biorę Alexa i Szymka ty zajmij się tą ciotą, co się zaraz poryczy- Natan wziął na barana Alexa a ja podparłem się o jego ramię starając za bardzo mu nie ciążyć.
- Się nie przemęcz- mruknąłem.
- Ja jestem w pełni sił. Spokojnie.- chłopak uśmiechnął się do mnie pogodnie, co odwzajemniłem.

Droga zajęła nam wszystkim trochę czasu, a mimo to wyprzedziliśmy droczących się ze sobą Dawida i Filipa, który zapewne nie chciał przyjąć pomocy.
W bazie od razu padłem pod ścianę i zapaliłem. To jedyne co było mi teraz potrzebne do szczęścia. Noga mnie jeszcze bolała, ale udawało mi się do chociaż trochę ignorować. Miałem szczęście, bo nie uszkodziła się kość, a kula przeszła na wylot.
Natan zaczął pocieszać zdołowanego Alexa, a Dawid w końcu przytachał Filipa.
- Uparty bydlak z ciebie. Już dziś cię targałem.
-Chcesz?- wyciągnąłem w stronę Alexa paczkę szlugów.
 Co z tego, że to dziecko? W jego wieku już nie jeden pali, a namawiać go nie będę, jeżeli nie przyjmie.
- Nie- usłyszałem cicho, po czym Alex rzucił swoją torbą, wstał i wyszedł z bazy.
Natan wstał i zaczął się śmiać jak chory psychicznie patrząc na Filipa.
- Przynajmniej ich zgładziliśmy- mruknął do siebie Łasicu.
- Brawo pedale. W dupie ci się już całkiem poprzewracało- niebieskowłosy warknął na niego i pobiegł za Alexem.
Zdziwiony spojrzałem za nim. Czyżby mu zależało na tym maluszku?
Zamyśliłem się na moment i zaśmiałem pod nosem.
Czyli Filipek zjednuje sobie samych pedałów do haremu. Wzdrygnąłem się i zaciągnąłem porządnie.
- Dureń- szepnąłem parząc na Łasica spode łba.
- Coś ty...- Filip spojrzał na mnie wrogo. Dawid przytrzymał go za ramię,a ja machnąłem na niego ręką.
- Nie ważne idź spać...
Gdy uznałem, że już mogę iść wstałem i zebrałem się jak najszybciej do domu. Zadzwoniłem po Marka, który wielkodusznie mnie podwiózł. Wmówiłem mu, że przypadkiem trafiłem na bitwę gangów i dostałem.
 W mieszkaniu zadzwoniłem po lekarza, który zszył mi nogę i założył porządny opatrunek. Zapłaciłem kasą, którą dzisiaj zarobiłem i zrezygnowany padłem na łóżko w samych bokserkach nie zawracając sobie głowy prysznicem.
Miałem dość.
Przynajmniej się wyśpię.
~~~~~~~~~
I co można? Można c: Czytanie naszych starych konf jest w sumie dość zabawne zwłaszcza jak się Filipek denerwuje huehue... 
Rozdział wyszedł dość długi, ale mam nadzieję, że nie za bardzo. Kończone 5:00 w nocy i wszystko wydało mi się okej. 


















Rozdział 6

W domu założyłem na rany opatrunki i założyłem bluzę z długim rękawem.
Mięśnie bolały i nie dawały o sobie zapomnieć. Zapaliłem ostatniego szluga z paczki i ruszyłem na spotkanie.

Do 'bazy' wszedłem jako ostatni zahaczając przy okazji po kolejną paczkę papierosów. Nie miałem ochoty tam iść i jakoś specjalnie mi się nie spieszyło.
Ba. 
Nawet modliłem się o jakąś zaczepkę i złamaną nogę. 
Miałbym wymówkę. 
Wspinałem się ociężale po schodach, jakbym ważył co najmniej tonę, a moje kroki było słychać chyba w całym budynku. Straszne echo się tu niosło. Gdy w końcu doczłapałem na miejsce i stanąłem na krawędzi piętra zauważyłem chłopaków. Siedzieli oddaleni od siebie. Jedynie Emos czuwał przy boku Łasicy niczym wierny pies. Aż mi się rzygać zachciało gdy zobaczyłem tą zakazaną mordę. Następnym razem przyniosę mu metalową maskę by oszczędzić sobie cierpienia. 
Coś było nie tak. 
Atmosfera jaka tam panowała była nie do zniesienia. Trochę jak w filmach sekundę przed wybuchem bomby... Wszystko zwolniło tempo a ja przyglądałem się uważnie każdemu z osobna.
- Zaczynasz mnie wkurwiać- usłyszałem szorstki głos 'lidera'. 
Łypnąłem tylko na niego spode łba przenosząc wzrok na Dawida. 
Siedział cicho pod ścianą ubrany jak śmierć. Nie opierał się o ścianę. Siedział w pozycji embrionalnej z podkulonymi nogami, które oplatał szczelnie rękoma. 
Szkoda mi się go zrobiło. Czyżby Filip go zbił? 
Oh... 
Prychnąłem. 
- Nie pierwszy i nie ostatni. I co? Znowu mnie zbijesz?- nie patrzyłem na niego, tylko na Emosa. Chłopak nie podnosił wzroku z nad podłogi. Najwidoczniej się zamyślił. 
Na moje słowa głowy poderwali siedzący na drugim końcu pomieszczenia Smerf i Czerwony Kapturek kucający nieco bliżej mnie. Zerknąłem na nich kątem oka. 
Zamarłem.
Alex...
Oczy miał podpuchnięte i zasiniaczone jakby dostał po mordzie. Do tego był bledszy niż zawsze i zdawało mi się, że lekko się trząsł. Przełknąłem ślinę i zmarszczyłem brwi. 
Skurwiel. Nawet dzieciaka pobił. 
- Patrz na mnie gdy rozmawiamy!- Filip wydarł się na mnie i usłyszałem świst bata w powietrzu. 
Za dobrze znałem ten dźwięk. 
Alex od razu zareagował podkulając pod siebie nogi. Zauważyłem, że mamrotał coś do siebie pod nosem. 
Emos spojrzał na Łasica stanowczo. Jedynie Natan nawet nie drgnął patrząc nadal w ten sam, niezidentyfikowany punkt. 
- Filip...- upomniał go Emos. 
- Morda! Nie z tobą rozmawiam!- warknął w stronę Dawida patrząc wciąż na mnie. 
- Ja z tobą też nie- odpowiedziałem spokojnie i podszedłem do Alexa kucając przy nim. Chłopak z początku mnie chyba nie zauważył. Dopiero gdy położyłem dłoń na jego kolanie lekko drgnął przestraszony i podniósł na mnie swoje oczy. Gdy przyjrzałem mu się bliżej zauważyłem, że ma je zaczerwienione. 
Płakał.
Czyli to nie od pobicia.
Ulżyło mi. 
Już miałem go o coś zapytać, gdy poczułem mocne uderzenie bata na plecach. Wciągnąłem powietrze ze świstem i wyprostowałem się. 
- Nie ignoruj mnie robalu! 
Alex spojrzał najpierw na mnie potem na Filipa przerażony otwierając szerzej oczy. 
- Nic...ci nie...?- zapytał dzieciak w momencie gdy wstałem odwracając się do Filipa przodem z chęcią mordu. 
- Gardło cię nie boli od tego ciągłego darcia ryja?- warknąłem i wyminąłem go szybko siadając przy zardzewiałych poręczach od schodów.
Otworzyłem świeżo kupioną paczkę.
- Przejdź do rzeczy w końcu- usłyszałem stanowczy, lekko ochrypły głos Dawida podczas gdy zapalałem fajkę. 
Filip był dzisiaj dziwnie podjudzony. 
Może nawdychał się czegoś, czego nie powinien podczas zabaw z bombami. 
Albo okresu dostał. 
Fioletowo włosy warknął cicho pod nosem. Wszyscy oprócz mnie patrzyli teraz na Filipa oczekując wyjaśnień. 
Miałem go gdzieś. Chciałem wyjść. 
W dłoni ściskałem rękojeść noża aż do zbielenia mi knykci. 
- Jutro napadamy na gang- w końcu zaczął tłumaczyć.- Od jakiegoś czasu grasują niebezpiecznie blisko nas i zaczynają mnie drażnić. Ja i Dawid wkradniemy się do ich bazy z ładunkami wybuchowymi. Natan będzie ubezpieczał nas z dachu pobliskiego budynku. Alex i Szymon mają nas osłaniać i torować przejście. 
Zagryzłem wargę. 
Jasne. 
Wystaw nas na linię ostrzału. Co tam... 
Przecież my mamy trzy życia... 
- O której?- Alex odezwał się cichym, niepewnym głosem. 
- 16:00. Musimy się dokładnie zgrać. 
Usłyszałem ciężkie kroki Filipa, a następnie rozkładanie sporej kartki. Zaciekawiony podniosłem wzrok z nad podłogi. 
Wcześniej bardziej interesował mnie pająk chodzący mi między nogami. 
Na ścianie rozwieszony był plan miejsca walki. Na czarno zaznaczeni byliśmy my. 
Przez następne 20 minut Łasica tłumaczył co i gdzie będzie podkładane, byśmy nie wpadli w któryś z wilczych dołów. 
Zapamiętałem dokładnie plan i sam analizowałem bezpiecznie miejsca i pola, gdzie nie było min. 
Nie nadaje się do takich akcji. Rzadko walczyłem w grupie i na tak otwartym polu, nie mówiąc już o znacznej przewadze liczebnej przeciwnika. Gdy w końcu Filip skończył swój wykład wszyscy zebrali się do wyjścia oprócz mnie. Plecy, noga i ramię zaczęły mnie niemiłosiernie piec, co utrudniało mi chodzenie, a nie chciałem pokazać tego przed Filipem. Zapaliłem i odetchnąłem wypuszczając całe powietrze z płuc razem z dymem.
I po co mi to było? Teraz zamiast wychodzić z kumplami na piwo i dupy muszę spędzać czas z tymi psycholami i znosić tą całą sytuację.
Hah...
Ciekawość to pierwszy stopień do piekła.
No. Nie zdziwię się, jeżeli ta ciekawość kiedyś na prawdę mnie zabije.
A gdybym zabił gnoja? Ludzkość będzie mi wdzięczna... Ej chwila. Nie będę go usztywniał tylko dlatego, że mnie wkurwia.
Poza tym zdaje mi się, że Emos coś czuje do tej spierdoliny.
Można do niego czuć coś więcej niż nienawiść i irytację? Trza mieć mocno najebane we łbie.
Prychnąłem pod nosem.
Siedziałem tak jeszcze jakiś czas całkiem sam na zimnej podłodze z kamienia aż za oknem nie zaszło słońce. Wstałem ociężale i podreptałem spokojnie do domu podziwiając nocne niebo. Dzisiaj wyjątkowo omijałem zatłoczone i oświetlone uliczki, by móc co jakiś czas zerkać w gwiazdy. Nie przejąłem się nawet tym, że mógł się nawinąć jakiś goryl z maczugą w ręku i łatwo mnie uszkodzić.
Zobojętniałem.
W głowie ciągle miałem obraz dzisiejszego spotkania.
Co to miało być?
Wszyscy zastraszeni albo nieobecni. Ja się tak nie dam.
Cały czas miałem niepohamowaną ochotę zastrzelić Łasica. Nie zrobiłem tego tylko ze względu na Emosa...
I co mnie on do chuja pana obchodzi?!

Wkurwiony kopnąłem śmietnik. Zachwiał się na zardzewiałych śrubach i pozbył części swojej zawartości rzygając nią na ulicę.
Ph...
Ktoś to powinien posprzątać już dawno.
Wypaliłem już dzisiaj drugą paczkę, co nawet jak na mnie to dużo. Wstąpiłem do całodobowego po zapas i prosto do domu najszybszym skrótem jaki udało mi się znaleźć.
Miałem nadzieję, że po zimnym prysznicu trochę się uspokoję...
No. Powiedzmy. Bo gdyby nie rozsądek rano musiałbym iść po nowe lustro do łazienki. Prawie je rozbiłem widząc bandaż na ramieniu. Odpuściłem sobie opatrunki i w samych bokserkach usiadłem na łóżku z piwem i laptopem. Sprawdziłem szybko pocztę i skypa.
'1 powiadomienie'
O... ktoś o mnie pamięta?
Kliknąłem od razu w ikonkę.
'Nieodebrane od Braciszek'
Zaśmiałem się pod nosem i widząc, że jest dostępny zadzwoniłem do niego odpalając szluga.
- Nie pal!!!- usłyszałem na dzień dobry po drugiej stronie ekranu.
Uśmiechnąłem się szeroko do Jeka.
Jake Adivity.
Właściwie nie jest moim bratem, ale nazywamy się tak od zawsze. Razem wychowywaliśmy się w sierocińcu i byliśmy jedynymi, którzy znosili siebie nawzajem.
Rozrabialiśmy... dużo. I raczej nie były to niewinne zabawy dzieciaków...
Było tak, dopóki chłopak nie wyjechał za granicę do szkoły artystycznej. Teraz jest zawodowym fotografem i zwiedza Europę.
Burżuj jeden...
- No ciebie też miło widzieć...- mruknąłem i zgasiłem szluga dla świętego spokoju i przetarłem zmęczony twarz.- Skąd dzwonisz tym razem?
- Paryż. Dwa dni temu przyjechałem na sesję do reklamy sukien ślubnych... Mordęga, ale płacą przynajmniej. A tobie co? Jakby cię przeżuli i wypluli nie tą stroną co powinni- uśmiechnął się do mnie szeroko.
Skrzywiłem się.
- Daj spokój... Kiedyś ci opowiem okej? A jak z tym twoim fagasem? Odwalił się w końcu?- zaczesałem włosy do tyłu
- No zmienił mi się szef, więc tak. Mam spokój.- uśmiechnął się szeroko i sięgnął po tabliczkę czekolady leżącą obok niego.
Zerknąłem na opakowanie.
Wiśniowa. Jego ulubiony smak.
- Kiedy tu zawitasz mnie odwiedzić?- zapytałem zerkając na zegarek. Ledwo trzymałem świadomość i najchętniej to bym się teraz walnął w miękką kołdrę i spał do lata.
- Nie wiem. Chciałbym już.- mruknąłem z nutką smutku w głosie.
- Mhm... ja też... A tak by the way pokażesz zdjęcia?
- Jasne czekaj. Zaraz wyślę...

Rozmawialiśmy tak jeszcze jakiś czas, aż Jake nie pogonił mnie spać. Nie wspominałem mu ani o gangu, ani Filipie.
Zasnąłem bez problemów zmęczony dzisiejszym dniem.
-------------------------------------
Z podziękowaniami dla wspaniałomyślnej Yume, która specjalnie dla mnie wstała z łóżka by pomóc szukać początku naszych rozmów na fb, co i tak teraz się nie przydało... Ale fajnie powspominać... ekhem... początki znajomości xD
I w końcu dla Ewy wątek z Jakiem bo mi truła dupę od powstania bloga. 


Nie mam pomysłów na tytuły wpisów, więc zamieniam je po prostu na rozdziały... Tak lenistwo~

Wybierz nakl

Rozdział 5

Poranek i pół dnia minęły jak każdy inny.
Śniadanie i do pracy.
Miałem kończyć dzisiaj dopiero po 15:00. Potem musiałem iść na spotkanie gangu. Zastanawiało mnie, co Filip powie na moją wczorajszą nieobecność. Od wczorajszej rozmowy z kumplem zacząłem myśleć o nim bardziej poważnie i nawet trochę szanować.
Kończyłem kolejny zamówiony projekt, gdy do studia wpadł Natan. Nie patrzyłem nawet kto wchodzi. Tylko on w tak bezczelny sposób wparowuje 'za kulisy', czyli do naszego składziku.
- Co żeś chciał?- zapytałem nie odrywając głowy znad kartki papieru, by nie popełnić błędu.
- Co?! TY się mnie jeszcze krasnalu pytasz?! Gdybyś łaskawie poderwał ten zasrany łeb znad tych szkiców już byś wiedział!-wydarł się. Poczułem zapach tytoniu. A Natan nie pali... Momentalnie spojrzałem na jego wkurzoną wysokość i uśmiechnąłem się szeroko. Faktycznie palił... i to mi nie pasowało, bo ludzie zazwyczaj zapalą by się uspokoić.
- W końcu podpadłeś nie temu co trzeba?- zaśmiałem się pod nosem. Przez cały jego policzek i połowę nosa przechodziła długa, wąska sznyta. Dzieciak w końcu dostał po dupie... a nawet gorzej, bo po ryjcu. Zostanie pamiątka na przyszłość. Ale wątpię, by złagodniał. Jest zbyt uparty.
- Pojebało cie?! Nic w tym śmiesznego i nikomu szmato nie podpadłem! Do cholery czemu cię wczoraj nie było co?! No czemu?- chłopak wpadał powoli w furię i szarpnął mnie za bluzkę na ramieniu podnosząc z krzesła. Automatycznie odbezpieczyłem nóż.
- Natan spokój mi! Nie będziesz się w studio awanturował!-warknąłem i siłą wyciągnąłem go tylnym wejściem na małe podwórko niedaleko magazynów.

 Igła na szczęście wyszedł na chwilę.
Nie będę musiał mu się tłumaczyć z tego całego przedstawienia.
Nawet nie wiem o co chodzi.

- No. Słucham o co chodzi?-zapytałem patrząc uważnie na niego. Trochę ciśnienie mu zeszło, ale kręcił się i nie mógł ustać spokojnie.
- Odpowiedz. Czemu cię do kurwy nędzy nie było na spotkaniu co?!- wydarł się patrząc na mnie. Skrzywiłem się.
Zaczynał mnie denerwować.
Nóż nadal miałem odbezpieczony i przytrzymywałem w rękawie tylko palcem.
- Bo zapomniałem. Miałem trochę przesyłek na Pradze- mruknąłem na odczepne.- To teraz ja. Co ci się stało?- skinąłem na jego ranę.
- No! Gdybyś szmato był, to byś wiedział.-patrzył na mnie wściekle.
Nie wytrzymałem. Co jak co, ale obrażać mnie nie wolno. Warknąłem i przygwoździłem go do ściany poniesiony przez emocje. Wysunąłem ostrze pokazując mu je przed oczami.
- Pilnuj języka, bo możesz go stracić-warknąłem. Natan nic nie odpowiadał tylko patrzył mi głęboko w oczy wkurwiony.
Mierzyliśmy się tak chwilę wzrokiem, aż w końcu go puściłem, gdy atmosfera trochę opadła.
- Sory- powiedziałem chowając nóż.- Mów co się stało- wyciągnąłem szluga z zapalniczką i odpaliłem na uspokojenie.
- Twój szefunio- wariat zapomniał o porannej misce melisy- usłyszałem. Nie patrzyłem na niego, tylko na swoje trampki. Od dłuższego czasu już domyślałem się o co może chodzić. No... nie pomyliłem się.
- Pobił cię?- w pół zapytałem w pół stwierdziłem.
- Mnie?! Wszystkim się oberwało... Tylko mi po mordzie akurat.- warknął.- Jebnięty stwierdził, że będzie nas lał batem za 'nieposłuszeństwo'- ostatnie słowo wręcz wypluł z siebie.- W co ty mnie wpakowałeś co?!- znowu w nim zawrzało.
Przeczesałem włosy i zagwizdałem cicho z niedowierzaniem. Zerknąłem na Smerfa kątem oka. Zaciągnąłem się mocno.
- To czemu nie odejdziesz?
Natan spojrzał na mnie lekceważąco. Czyli coś ukrywa.
- Mam swoje powody... To nie dotyczy takich krasnali jak ty- wyszczerzył się w ten wkurwiający sposób i położył mi dłoń na czubku głowy.
Warknąłem.
- ŁAPY-PRECZ!- spojrzałem na niego gniewnie i odsunąłem się spod jego dotyku. Nie ufałem mu. Było w nim coś, czego należało się bać.
Z wierzchu potulny i towarzyski chłopaczek. Pogodny i wiecznie uśmiechnięty.
Nie naganna figura, cera i po prostu idealny wygląd.
Nawet na początku mi z wyglądu się spodobał. I na tym koniec.
Teraz wolałem mu nie ufać. Czułem się bezpieczniej w ten sposób.

Niebieskowłose-wkurwiające zaśmiało się i odsunęło dłoń. Sekundę później jego twarz przybrała całkowicie inny wyraz. Poważny.
Wręcz grobowy.
- Pogadaj z tym popierdoleńcem albo z jego pupilkiem. Do niego chyba więcej dotrze.- powiedział poważnie.
Pupilkiem?
O kim mówił?
Czerwonym Kapturku czy emo pedale?
- Pupilkiem?
- Emos- odpowiedział krótko i wszedł do studia. Poszedł sobie.
Siedziałem jeszcze chwilę obserwując niebo, by to wszystko przemyśleć.
Łasic jest szalony. Ale czy na prawdę ma coś z głową? W sumie jego zachowanie podpasowało mi pod kompleks Boga... Osoba ta uważa się za kogoś najlepszego, kto samodzielnie może wymierzać kary i wyroki na podwładnych.
Zaczynam się bać.
Zapomniałem zapytać Natana o jego przeszłość. Koniecznie muszę się dowiedzieć, czy ktoś jeszcze z gangu może być zagrożony na policji.
Siedziałem tak dopóki nie przeszkodził mi Igła, który wyjrzał zza drzwi.
- Znowu nie mam pytać ta?- mruknął patrząc na mnie z irytacją wymalowaną na twarzy.
Skinąłem tylko głową na potwierdzenie.
Często zdarzało się, że Igła był świadkiem moich działań 'przedsiębiorczych' lub kłótni. Chłopak bardzo dobrze wiem czym się najmuję, ale dla naszego wzajemnego dobra nie mieszam go w to.
A.eo gangu nie mógł się dowiedzieć pod żadnym pozorem.
Nie teraz.
Igła wyszedł i zapalił opierając się o drzwi, które uprzednio zamknął.
- Jeżeli dalej tak to będzie wyglądać będę musiał cię wywalić. Już raz wpadł tu twój 'niezadowolony klient' i zrobił awanturę, akurat gdy cię nie było. Poza tym często cię nie ma, bo ktoś po ciebie dzwoni, lub musisz wyjść się przewietrzyć. Wiem, że zarabiasz, co zarobisz, no ale klienci wyrabiają zdanie o naszym salonie i nie...
- Wiem.- przerwałem mu szorstko i wstałem.
Już od dłuższego czasu utrzymywał się taki stan rzeczy, że ja musiałem biec na ważne przesyłki zostawiając chłopaka samego.
Tak... to nie fair.
- Nie musisz nic mi tłumaczyć, bo sam wiem jak to wygląda. Zależy mi na tej pracy, sam dobrze o tym wiesz...
- Nie tłumacz się.- tym razem to on mi przerwał.- Idź teraz i załatw co masz załatwić, by mi już ten furiat tu nie latał.
Uniosłem słabo kąciki ust i otrzepałem tyłek z piasku.
To wyjście nie było takim złym pomysłem. Muszę pogadać z Filipem sam na sam.
Bez słowa wyszedłem ze studia w podłym nastroju.
~
Nie wiem gdzie mogę go znaleźć. Od pół godziny chodzę po miejscach gdzie mogłem spotkać tego piromana i nic. Nawet na kamieniołomach go nie było.
13:43
Chujnia coś dzisiaj.
Zajrzę jeszcze raz na kamieniołomy i tam już zostanę.
Po jakimś czasie siedziałem już pod drzewem na miejscu.
Sam.
No cóż. Kiedyś musi przyjść.

Siedziałem tak bezczynnie do czasu aż usłyszałem jakiś cichy wybuch w starym budynku obok.
Ciekawe.
Otrzepałem się z ziemi i wszedłem na klatkę schodową. Stara, zaniedbana i ozdobiona licznym grafitti nie tylko na ścianach.
Czemu ja zawsze trafiam w tak pechowe miejsca i sytuacje.
Jakbym nie mógł raz znaleźć się na dłużej w porządnym miejscu.
Westchnąłem.
Ewidentnie przyciągam problemy.

Na pierwszym piętrze... Nie było żadnych pokoi ani ścian. Tylko wejście na schody i pusty plac, który prezentował się równie imponująco co parter.
Przy oknie wychodzącym na kamieniołomy zauważyłem jakąś postać.
Czarna bluza z założonym kapturem zakrywała jego twarz prawie do połowy. Nos i usta zasłaniała bandana. Mężczyzna grzebał przy jakimś urządzeniu. Nie widziałem stąd dokładnie.
Siedziałem, a właściwie kucałem na schodach wystawiając tylko czubek głowy a w dodatku siedział tyłem pod kątem 45 stopni... W końcu wstał, przy czym ja schowałem na moment głowę.
Wysoki.
- Wyjdź albo wysadzę ci łeb- mruknął. Głos rozpoznałem od razu.
Wstałem i podszedłem kilka kroków tak by nie zbliżać się do urządzenia, czy co to było. Teraz rozpoznałem, że to rodzaj ładunku wybuchowego. - I po cholerę żeś się skradał śmieciu?- nie patrzył na mnie tylko za okno.- Nie było cię wczoraj.
- Brawo dedukcji... Jak do tego doszedłeś co?- skrzywiłem się.
Filip odwrócił się w moją stronę i poszedł kilka kroków. Uśmiechnąłem się tylko do mnie szyderczo i chwilę potem usłyszałem świst powietrza a na skórze poczułem okropnie przeszywający ból. Złapałem się na nogę krzywiąc się i spojrzałem na Filipa. W dłoni trzymał bat i patrzył mi w oczy z pogardą. Wyprostowałem się i odbezpieczyłem nóż.
- Co to miało być?!- wrzasnąłem.
I znowu dostałem batem. Tym razem w ramię.
Syknąłem tylko i odsunąłem instynktownie ramię.
Byłem przygotowany na kolejne uderzenia, więc to nie robiło już takiego wrażenia.
- Łasica!-znowu się wydarłem.
I dostałem trzecie uderzenie.
Tak do niczego nie dojdę... Z niechęcią na niego spojrzałem i odetchnąłem.
Cel uświęca środki.
- Możemy pogadać?- zapytałem starając się, by mój głoś brzmiał spokojnie i stanowczo zarazem.
- O co chodzi?- odpowiedział twardo.
- Wytłumaczysz mi ten bat? I czemu wczoraj się kłóciliście?
- Muszę was nauczyć szacunku- odpowiedział tylko i wrócił do swojej zabaweczki ignorując mnie.
Nie wyciągnę nic z niego... Z ramienia ciekła mi krew.
Ale wiedziałem tyle, że nie dam się żadnemu psycholowi podporządkować.
- Odchodzę.- oznajmiłem i wywaliłem na podłogę  nieśmiertelnik. Spodziewałem się wybuchu z jego strony, a usłyszałem tylko 'sam sobie zaszkodzisz'.
Spojrzałem w jego stronę zdziwiony.
- Słucham?
- Wiem o tobie wszystko. W każdej chwili mogę wynająć kogoś by złożył na ciebie zeznania. Widzi ci się pobyt w pierdlu? Właśnie- nie czekał na moją odpowiedź.- Więc zakładaj grzecznie nieśmiertelnik i o 16:00 na zbiórce robalu- warknął nie odrywając wzroku od kabli w pilociku.
Zmiąłem w ustach jakieś przekleństwo, ale wróciłem się po ten wisiorek. Zabrałem go i wyszedłem.
Przynajmniej byłem pewien, że Filip na każdego ma haka.
Inaczej Natan by zrezygnował.
Do pracy nie ma sensu wracać...
Poszlajam się po mieście i na zbiórkę...
~~~
Zaczęły się wakacje, także wszystkim życzę dobrze spędzonego czasu i miłych wspomnień. 
Końcówka pisana po 0:00 także rozumiecie... 

Rozdział 4

Szedłem ulicami Londynu rozglądając się zaciekawiony w około.
Padał deszcz, a ubrania, jak i włosy lepiły mi się do ciała dając przyjemne uczucie chłodu. W ustach standardowo miałem fajkę.
Moje kroki odbijały się echem w pustej, zalanej uliczce.
Odetchnąłem i zamknąłem oczy. Gdy je otworzyłem ktoś przede mną stał.
Kapelusz z rondlem zasłaniającym twarz i długi, prawie do kolan płaszcz.
W ręku nóż.
Zamarłem.
Chciałem uciekać.
Nogi przywarły do jednej z kałuż. Spojrzałem w dół. Nie mam stóp?
Głęboka kałuża. Tyle.
Jeszcze raz spojrzałem na mężczyznę zbliżał się tu.
Kuba Rozpruwacz.
Szarpnąłem się w geście rozpaczy. Musze uciekać. Muszę coś zrobić!
Jeszcze jedno spojrzenie.
Dzieliło nas półtora metra, a mój oprawca nie zwalniał kroku.
On się poruszał? Nie. On po prostu pojawiał się co chwilę o kilka kroków bliżej mnie.
Żadnego ruchu.
Szybko wyjąłem zza paska nóż.
Był.
Uśmiechnąłem się i rzuciłem w niego.
Chybiłem.
Chybiłem?
Jak? Ja zawsze trafiam. A teraz spudłowałem o pół metra.
Jego cień padał pod moje nogi. Teraz widziałem tylko połowę łydek.
Tonę?
Świetnie. Nie dość, że z wyrwanymi flakami, to jeszcze kałuża wszystko zamaskuje. Pochłonie moje zwłoki, krew, wnętrzności.
Za daleko, by go uderzyć. Musze czekać. Ale... nie mogę!
On mnie zabije. Już to czuję. Już umarłem.
Nie da mi zdechnąć spokojnie. Będzie mnie męczył, torturował.
Tylko kolana.
























~
JEZU! Po raz pierwszy cieszę się z tego budzika.
Nigdy więcej takich filmów przed snem.
Siedziałem na łóżku oddychając głęboko i patrząc z uśmiechem ulgi na telefon, który dalej dzwonił.
Dzisiaj ci daruję, że mnie budzisz.
Wyłączyłem alarm.
7:00
O 9:00 w pracy. Nie potrzebuję tyle czasu. Lubię się najzwyczajniej w świecie poopierdalać.
Łazienka, śniadanie, dzisiaj wyjątkowo cola zamiast kawy i na kanapę.
Do 8:30 tak siedziałem i nic nie robiłem, aż w końcu zwlekłem się z kanapy do przedpokoju. Ubrałem buty.
Autobus i po 10 minutach wchodziłem do studia tatuażu.
Zaraz naprzeciwko drzwi wejściowych stał hebanowy kontuar z wyrytymi w drewnie wzorami tatuaży. Z lewej strony był wieszak oraz czerwona skórzana kanapa i szklany stolik. Resztę ścian zajmowały blaty wraz z półkami, na których poustawiane były tusze tworzące tęczę barw oraz szablony i maszynki do tatuowania. Żółte ściany pokrywały malunki wzorów tatuaży oraz liczne szkice zawieszone w antyramach.
Na środku stał fotel do tatoo. Igła akurat kogoś dziarał.


















Przywitałem się grzecznie i poszedłem na zaplecze. Mała klitka z czajnikiem, lodówką podróżną. W rogu stał niski stolik do kawy, który już dawno powinien wylądować na śmietniku. Leżały przy nim dwa fotele-worki. Mój był oczywiście naznaczony plamami od kawy i przypalony petami. Igły za to miejscami podarty <do tej pory nie wiem od czego> i podpalany przez niedopałki skrętów marihuany.
Ogólnie w całym studio panuje luźna, miła atmosfera.

Zrobiłem sobie kawę i wyszedłem z kubkiem do studia. Sprawdziłem w masywnym notesie, czy ktoś jest ze mną umówiony.
2 osoby.
10:00 i 11:30
Dobra.
Usiadłem na blacie i napiłem się kawy. Mężczyzna, którego tatuował Igła właśnie wychodził.
- Jak życie?- uśmiechnąłem się półgębkiem.
- Po staremu- przetarł zmęczone oczy, a ja powstrzymałem wredny uśmiech. Dziewczyna nie dała mu się wyspać.- A u ciebie?
- Dobrze wiesz, co u mnie. A jak nocka?- uśmiechnąłem się zadziornie. Nie mogłem odpuścić podręczenia go. Spojrzał na mnie spode łba i machnął ręką.
- Idę na zaplecze- prychnął. Wyciągnąłem szluga i zapaliłem z uśmiechem. Przygotowałem mu kawę i działkę, by wychillował. Potem podziękuje.

~~

Praca minęła w miarę dobrej atmosferze. Jak Igła tylko zajarał od razu wrócił mu dobry humor. Zrobiłem co miałem i wyrwałem się wcześniej. Zaliczyłem obiad w Mc. W połowie drogi do domu rozdzwonił się mój telefon.
Odebrałem.
- No stary dobrze, że żyjesz!- usłyszałem na dzień dobry. Zmarszczyłem brwi...
O co temu debilowi chodzi?
- Też się cieszę... Co brałeś?- zapytałem całkiem poważnie.
- Ej ty mnie nie obrażaj. Słyszałem, że poznałeś tego Łasica... I chciałem się upewnić, że jeszcze cię nie podpalił. I czy masz wszystkie włosy?- jego donośmy głos mocno irytował. Ściszyłem głośność w telefonie. Teraz mogłem normalnie rozmawiać.
- Durniu do reszty ci zielsko padło na mózg? Włosy mam i jak słyszysz żyje. I o co ci chodziło z 'tego Łasica'?- zapytałem zdezorientowany. Fioletowo włosy był dla mnie zwykłym piromanem, jakich coraz więcej na ulicach, który potrzebuje osłony przed policją. Obstawy.
- Co ty wiadomości nie oglądasz?!- wydarł się. Umilkłem, co było dla niego wystarczającą odpowiedzią.- Dobra to zaczniesz. Łasica to piroman ścigany przez Organizacje Terrorystyczne. Podejrzany o największe wybuchy i podpalenia w ostatnich kilku miesiącach. Nie do schwytania, nieobliczalny przestępca stanowiący zagrożenie dla naszego zdrowia i życia. Jeżeli posiadasz jakiekolwiek informacje proszę niezwłocznie zgłosić się na policję- zacytowała pewnie z jakiejś gazety.
Zaśmiałem się.
- No ładnie.
- Nie wpakujesz go nie?
Jezu otaczam się debilami... chwilę nic nie mówiłem.
- Ta aha... Mnie geniuszu też szukają. Fajnie sobie to zorganizował... Załatwił takich, którzy nie mogą go zgłosić. Dobra dzięki stary.- mruknąłem i rozłączyłem się.
Do tej pory cały ten 'gang' traktowałem jak zwykłą zabawę. Dałem wciągnąć się w bandę terrorystyczną?
 Ja pierdole...
Oby mnie ta ciota nie wciągnęła w większe zamachy, czy chuj wie, co mu się w tej chorej główce roi.
Wybrałem numer do Natana.
Nie odbierał.
Westchnąłem. Do pozostałych numerów nie mam.
Nie chce mi się jeszcze iść do domu. Poszedłem na północną Pragę. Ulubione miejsce  ćpunów i tym samym dilerów. Między innymi mnie. I innych typów z ciemnej gwiazdy.
Miły zakątek.
Zawsze wita z otwartymi rękoma.

















Ale już raczej nie wypuszcza.
Skierowałem się na swoją ulubioną ulicę. Co drugi przechodzień lub bezdomny był ćpunem. Tym tu można było wcisnąć nawet mąkę z sodą oczyszczoną i trutką na szczury i żądać jak za działkę dobrego towaru.

Nie.
Ja tak nie robię.
Jak już muszą ćpać, to niech mają coś porządnego.

Załatwiłem kilkanaście gram różnych proszków i poszedłem sprzedawać.
Te śmiecie, jak tylko wyczuły prochy rzuciły się na mnie jak hieny na mięso. Wyciągnąłem pistolet zza paska i wycelowałem. W końcu miałem czym oddychać. Tego, kogo było stać dostał co chciał.
Resztę zbyłem.

Zrobiłem jeszcze jedną rundkę po towar i poszedłem na inną ulicę.

Przechodziłem obok jednego z barów, a właściwie klubów, do których często kiedyś zaglądałem. Jakiś pijaczyna akurat stamtąd wychodził. Postawny, dobrze zadbany jak na warunki tu panujące mężczyzna z kilku dniowym zarostem. Zatoczył się lekko i spojrzał na mnie z uśmiechem. Zignorowałem go.
- Hej brunetko!- wrzasnął za mną rozbawiony. Zmiąłem w ustach jakieś przekleństwo i poszedłem dalej.
Nie wkurwiaj mnie szmato, bo skończysz nakarmiony ołowiem.
- No co jest? Ogłuchłeś?! Wracaj do mnie i mi obciągnij szmato!- zamarłem i odwróciłem się powoli. Mężczyzna podpierał się dłonią o ścianę budynku.
Nie groźny pijak.
Zignorowałem go i poszedłem dalej.

Odechciało mi się szlajania tu.
Przez resztę drogi wypaliłem paczkę szlugów i zahaczyłem o pobliski kiosk. Uzupełniłem zapasy na następne kilka dni.
3 paczki.
Wiem. Dużo palę. Zacząłem dla spróbowania jak byłem nastolatkiem i jakoś zostało. Dziwne, że nawet specjalnie się nie uzależniłem. Jasne, że jak jestem zestresowany lepiej myślę po fajce, ale bez tego by się obyło.
Chyba.
Po prostu lubię ich smak. Tylko mentoli nie cierpię.
Co za debil taki szajs wymyślił?
Albo o smaku czekolady, czy wiśni... Ja pierdole. Fajki się kurwa pali dla tytoniu, a nie dla '''wiśniowego'''' smaku, który nawet nie leżał obok czegokolwiek, co przypomina wiśnie. O czekoladzie nie wspomnę.
Jezu o czym ja myślę...
 Ej dobra... STOP!
Za mało snu Szymek. Za mało.
~
W domu wziąłem kilka razy prysznic czując na sobie odór tego wyjca.
Usiadłem na moment przed tv i przejrzałem wszystkie programy informacyjne. W jednym faktycznie wspominali o Łasicy.
Ostrzegali przez 'niebezpiecznym terrorystą zagrażającym spokojowi społecznemu' czy jakoś tak. Czyli nic ostatnio nie wysadzał.
Zacząłem zastanawiać się w co tak właściwie się wpakowałem.
Tuż przed snem przypomniałem sobie o spotkaniu z gangiem, na którym mnie nie było.
Oberwie mi się?
~~~
Sory bardzo wszystkich za przerwę, ale jakoś dopiero teraz mi się zebrało na pisanie x.x 

Rozdział 3

Obudziłem się około 10:00.
Poranna rutyna, śniadanie w postaci kawy i Marlboro i do salonu. Rozsiadłem się wygodnie na kanapie i zacząłem skakać po kanałach.
Opierdalałem się tak do 15:00. Poszedłem do sypialni i spojrzałem za okno. Za ciepło na długie rękawy. Westchnąłem i wsunąłem nóż razem z pistoletem za pasek. Drugi schowałem do kieszeni torby z tyłu, bym mógł szybko po niego sięgnąć.
Ubrałem buty i wyszedłem na miasto. Wolnym krokiem szedłem na miejsce spotkania z Natanem.
Poznałem go kilka miesięcy temu na jakiejś imprezie. Z początku nawet nie zwróciłem na niego uwagi. Normalny chłopak, młodszy ode mnie z włosami przefarbowanymi na niebiesko.
Smerf.
Wszystkie dziewczyny na jego widok szczały i zanosiły się tym wysokim, piskliwym, wkurwiającym chichotem jak u hien. On wszystkie je zbywał.
Zajęty.
Albo gej.













Bardziej się nim zainteresowałem, gdy jakiś facet go wkurwił. Natan złamał mu nos i nieźle oszpecił na dłuższy czas.
Porywczy.
Po imprezie podszedłem do niego i zaczęliśmy rozmawiać. Dobra. Ja zacząłem. Ciężko się z nim na początku gadało. Dopiero po kilku piwach się otworzył.
Tak się zaczęło.
~
Po drodze zagarnąłem hamburgera z jakiegoś baru i jak zwykle byłem pierwszy na miejscu. Zjadłem, spaliłem dwa szlugi.
15:35
A tego chuja nadal nie ma.
Westchnąłem i zamknąłem oczy wypuszczając toksyczny dym z płuc.
W tym momencie dostałem zimną wodą w mordę. Dosłownie.
- Nie pal mośku- usłyszałem ten głos. Przeczesałem mokre włosy i spojrzałem wściekły na Natana.
- CIEBIE DO RESZTY POPIERDOLIŁO KURWO ZAJEBANA?!!!!- wydarłem się na dzień dobry i dostałem kolejną porcją wody.
- Już dawno- powiedział z tym przesłodzonym uśmiechem na mordzie. Westchnąłem i znowu przeczesałem włosy do tyłu. Miał jeszcze wodę w butelce.
- Nie możesz być normalny. Bo po co nie?- wstałem i trzepnąłem włosami.
- Też nie wiem. To po co miałem przychodzić?- napił się z butelki. Chciałem mu ją przechylić, ale wolałem go nie tykać.
- Dwa dni temu jakiś popierdoleniec podrzucił mi nieśmiertelnik- pomachałem wisiorkiem na szyi.- i karteczkę z miejscem i godziną spotkania- Natan sięgnął do mojej szyi i przyciągnął do siebie trochę boleśnie za nieśmiertelnik.
'Podążaj za Łasicą'
Chłopak wybuchł śmiechem. Spojrzał na mnie dopiero po chwili.
- Mówiłem. Popierdoleniec- mruknąłem.
- A co ja mam do tego?
Westchnąłem.
- Wczoraj się z nim spotkałem. Kazał kogoś przyprowadzić. Chodź.- ruszyłem w stronę kamieniołomów.
- Gdzie?- stał w miejscu.
- Na randkę. Chodź cymbale!- krzyknąłem nie odwracając się.
Szybko mnie dogonił, a ja zdążyłem zapalić.
Przy nim trzeba trzymać nerwy i język na wodzy, a mi bez fajek ciężko.
Bez słowa zaprowadziłem go na kamieniołomy.
Czekali na nas. Łasica. Dawid i...kurna.
 Jakiś krasnal.
Nawet jak na mnie.
Płomienno czerwone włosy i takie same oczy.
Soczewki.
Cały ubrany na czarno i blada, wręcz biała cera.
Młody. Nieletni.
Czerwony kapturek.



















Podeszliśmy do nich z Natanem. Spojrzałem na Łasicę.
- W końcu jesteś- powiedział oschłym jak zawsze głosem.
- To ten popierdoleniec?- Natan ogarnął Łasicę obojętnym spojrzeniem. Widziałem zmarszczki na czole ''''szefa''''
Powstrzymałem śmiech.
Czerwony Kapturek warknął coś pod nosem.
- Jak mnie nazwałeś robalu?!-warknął i przygwoździł chłopaka do ściany starego budynku.
- Filip uspokój się!- emo ped....Dawid złapał go za bluzę i pociągnął lekko w swoją stronę. Łasica spojrzał na niego kątem oka i odsunął się. Widziałem jak Smerf zaciskał pięść, by mu przywalić.
- Grzeczny gryzoń- Natan otrzepał swoją koszulkę w miejscach, gdzie złapał go Filip.
Znowu przegiął.
Emos przytrzymał jego ramię.
Chwila ciszy.
- To ma być ten nowy?- Łasica spojrzał na mnie wrogo.
Wzruszyłem ramionami.
- Miałem kogoś przyprowadzić. Przyprowadziłem.- zapaliłem i spojrzałem na Czerwonego Kapturka- A ty to kto? Ciebie też wciągnęli?
Chłopak spojrzał na mnie, jakbym wyrwał go z zamyślenia.
- Tak... Filip dał mi wczoraj nieśmiertelnik- miał delikatny głos. Dziewczęcy. Spojrzałem na jego szyję.
Tylko ja miałem wisiorek schowany pod bluzką.
- Ha?!- Natan spojrzał na chłopca.- Nie zauważyłem cię wcześniej.
Czerwonowłosy zmarszczył brwi.
- Jak masz na imię?- odwróciłem jego uwagę. Chłopak spojrzał na mnie spokojnie.
- Alex.
- Ile masz lat?
- 15.
- Wiedziałem! Łasica to pedofil!- Natan znowu się wtrącił. Nie będę mu dupy ratował. Alex i Filip spojrzeli na niego w tym samym momencie z mordem w oczach. . Młody wyjął coś z kieszeni i chciał rzucić w Natana.
- Zostaw- Filip powstrzymał chłopaka, który od razu schował przedmiot z powrotem. W stronę Natana poleciał nieśmiertelnik. Złapał go i przyjrzał mu się.
- Bez sensu- odpowiedział i jeszcze raz spojrzał na Łasicę i wzruszył ramionami.- Okej. Zgadzam się- założył nieśmiertelnik.
Odetchnąłem.
- A tobie co? Topili cię?- Dawid spojrzał na moją mokrą bluzkę.
- Można tak powiedzieć- mruknąłem i rzuciłem Natanowi nienawistne spojrzenie. Posłał mi całusa
Prychnąłem.
- On coś w ogóle umie?- skinął na Natana patrząc na mnie.
- Sam mogę odpowiadać- Smerf się wtrącił.
Zignorował go.
- Nie wiem- wzruszyłem ramionami
. - Snajper- spojrzałem zaskoczony na Natana
- I fajnie- usłyszałem głos Filipa.
- Serio?- zapytałem.
- Na niby kurduplu....- prychnął.
Westchnąłem
- Coś jeszcze?- spojrzałem na Łasice.
- Możecie iść. Wkurwiacie- ogarnął nas pogardliwym wzrokiem.
Zadowolony ruszem w stronę ulicy. Nie wytrzymam z nimi. Zapaliłem i wszedłem do caffehaven. Zamówiłem czarną kawe na wynos i ruszyłem do domu.
Muszę odreagować.
Zadzwoniłem do kumpla.
- Co jest?- usłyszałem jego głos.
- Czemu zawsze 'co jest'? Może chciałem po prostu pogadać?- zapytałem z lekkim oburzeniem w głosie.
Drocze się.
W słuchawce zapadła chwilowa cisza.
Uśmiechnąłem się. No tak. Ja nigdy nie dzwonie po nic.
- Nie pierdol tylko mów o co chodzi- usłyszałem w końcu.
- Masz czas?
- Dla ciebie zawsze kochany- usłyszałem jego rozbawiony głos- ale nie teraz. Wybacz- usłyszałem wysoki chichot kogoś, kto siedział obok niego.
Lora.
- Dziewczyna?- uśmiechnąłem się.
- Tak. Do jutra.
Rozłączył się.
Westchnąłem i zapaliłem.
Igła.
Mój szef i najlepszy przyjaciel. Razem pracujemy w studio tatuażu. Kupował kiedyś ode mnie marihuanę. Zaczęliśmy rozmawiać.
3 lata przyjaźni.
~
W domu obejrzałem jakiś film, umyłem się i spać.
Jutro do pracy.
Rutyna.
~~~
Na życzenie:
 dedykacja dla mojej kochanki <3
xD